Strona 37 z 42

: 26 września 2017, 20:09
autor: Keth
Tych cudów jest w przeszklonej gablocie po trzydzieści sztuk każdego rodzaju albo i więcej! A tymczasem w sąsiednich szafkach coś, co przypomina pancerze Szpitalników, ale jest czarne i ma pełno zapinek i sprzączek i nawet hełmy na dokładkę. I chyba jakieś tarcze, ale nie z żelaza, tylko dużo lżejsze i mają okienko pośrodku! Cuda, cuda, panie! I skrzynki z pestkami do glojków, chyba obu rodzajów, do tych dużych też. Pałki! Piękne rozsuwane pałki z nieznanego tworzywa. W innych pudełkach jakieś dziwne płaskie cosie z obiektywami, co mają na każdym z czterech narożników śmieszne mieszadełka! I plecaki ze sztucznego tworzywa, które nie poddało się do końca pleśni, chociaż jest już nieco nadgryzione!

A kto wie, co jeszcze znajdziecie w tych skrzyniach, szafach i regałach? :o

: 26 września 2017, 20:41
autor: namakemono
Szperajmy, szperajmy! Bierzemy ile się da unieść i jeszcze trochę. Pancerze na grzbiecie mogą się przydać w czasie odwrotu.
Glojki i pestki do plecaków. Pałki i tarcze - no nie wiem, trochę to nieporęczne. Zapewne ma swoją wartość, ale nie taką, jak same glojki i pestki.
I co tam jeszcze? A może noże jakieś? Te obiektywowe cacka, to co toto? Rolnetki może jakoweś? Nocturnowizjery? A granaty są?
Ale tak sobie myślę, że jak GM jest taki hojny, to za rogiem czai się konfiskata.

: 26 września 2017, 22:17
autor: 8art
Pancerze na siebie, tak zeby kazdy mial po sztuce. Pałką Yuran nie pogardzi, wetknie gdzieś za pasek. Broń i ammo!!! Przede wszystkim BROŃ PALNĄ i AMMO!!! Jak już Jurek się obwiesi odpowiednio, że będzie wyglądał jak członek Delta Force, to wtedy dopiero grzebie dalej w skrzyniach. Jest z stąd jakieś drugie wyjście, czy tylko właz, którym weszliśmy?

Oczy cały czas dookoła głowy, bo cosik czuje, że tu zaraz przybieżą inni co ciekawi technologii:o (albo technologia przyjdzie do nas co gorsza:o)

: 27 września 2017, 19:49
autor: Keth
Kocie Miasto, schron pod hotelem

Oszołomieni i wstrząśnięci fascynującym znaleziskiem, osadnicy w nieporadny sposób próbowali zakładać na siebie ciemne twarde elementy prehistorycznych pancerzy, zaskakująco lekkie, ale zapinane na tak cudaczne sposoby, że rozgryzienie tajemnicy tych pasków, rzepów i zatrzasków wydawało się wszystkim wręcz niewykonalne.

- Z czego to jest zrobione? - wystękał Telibor, który założył na głowę hełm z półprzeźroczystą przyłbicą. Słysząc jego stłumione osłoną twarzy pytanie, Gerard odwrócił w stronę zwiadowcy głowę i upuścił z wrażenia latarkę.

- Na Pneumę, wyglądasz jak demon z najgłębszych otchłani, pomiot Demonicznej Matki! - anabaptysta wsadził pod pachę otrzepany z brudu plecak i złożył obie dłonie niczym do modlitwy - Chyba nie powinniśmy tego nosić, bracia! A jak nam przyrośnie do gęby?!

- Każdy zakłada na siebie jeden pancerz - oznajmił nie znoszącym sprzeciwu tonem Yuran - Kto nie założy, dostanie w łeb. Gerard, chcesz w łeb?

Gestem podkreślającym powagę swego ostrzeżenia, Polanin wyciągnął w bok uzbrojoną w dziwną ciężką pałkę rękę i zdzielił teleskopowym przyborem wierzch hełmu słuchającego ze skupieniem Telibora. Głośny trzask sprawił, że wszyscy podskoczyli w miejscu, ale Telibor ustał na nogach; co więcej, najwyraźniej cios myśliwego w niczym mu nie zaszkodził.

- Widzicie jakie to cudo? - powiedział Yuran - Kto nie bierze, to cep, a cepy długo nie żyją. Werk, jak z tym zasranym szkłem? Dasz to radę rozwalić?

Próbujący otworzyć przeszkloną gablotę na broń Bayer obejrzał się ponad ramieniem, potrząsnął z rosnącą frustracją głową nie potrafiąc sforsować pozornie kruchej i delikatnej przeszkody.

- To nie jest wcale szkło! - warknął niczym kopnięty pies - To jakiś materiał z piekła rodem, niezniszczalny!

- Z piekła rodem - powtórzył Hayte, który obracał w rękach w wyrazie niezdecydowania własny hełm - Słyszeliście, co powiedział! Z piekła rodem!

Yuran otworzył usta chcąc cisnąć pod adresem anabaptysty starannie dobrane przekleństwo, ale w tej samej chwili dobiegł go gwizd od strony pancernego włazu, natychmiast powtórzony.
Zajrzę za chwilę do podręcznika, żeby Wam podać parametry tych bajeranckich niesamowitych pancerzy, opatrzonych na plecach fosforyzującymi literami składającymi się na prastare i pewnie zakazane słowo "Polizei" - ewidentnie imię jakiegoś demona odpowiedzialnego za horror Eshatonu! Ale tymczasem zastanówcie się, dlaczego ten durny Bruni gwiżdże spod drzwi zamiast przyjść do Was jak człowiek i powiedzieć, o co mu chodzi!

: 27 września 2017, 22:35
autor: 8art
Yuran bez zwłoki ruszył w stronę stojącego na straży Bruniego, przezornie wyciągając Glojka. Co, jak co, ale był pewien, że Bruni bez potrzeby nie pogwizdywałby sobie beztrosko. Klanyta chciał zwrócić na siebie uwagę myszkujących po magazynie współplemieńców.

- Kurowści, że też piekelnej szafy nie da się otworzyć - warknął cicho do siebie, niezadowolony z faktu, że nie ma jeszcze w wielkich łapach mieniącej się cudem broni.
Yuran rusza szybko sprawdzić co u Bruniego. Czy Glojk ma tłumik?

: 28 września 2017, 14:23
autor: namakemono
Skoro Bruni świszcze, znaczy, że przybyło towarzystwo.
Moja propozycja: kilka razy sędziowskim młotem na szybko w szybkę. Jak się rozpadnie, będzie można się dozbroić.
Jeśli nie będzie się chciała łatwo poddać, przekażę młotek Teliborowi, żeby kontynuował łupanie.
Czy zbroja już na grzbiecie? Dodatkowo tarczę w dłoń, hełm na łeb, pałkę w drugą łapę i za Yuranem do Bruniego biegusiem. Rozumiem, że żadnej broni palnej poza gablotą nie ma?

: 28 września 2017, 18:03
autor: Keth
Kocie Miasto, schron pod hotelem

Nikodemus praktycznie nigdy nie rozstawał się z odziedziczonym po starym Richterze młocie, zabytkowej nieporęcznej broni, która pełniła w czasach swej świetności rolę bardziej dekoracyjną niż bojową. Będący najcenniejszym elementem spadku po mentorze, młot towarzyszył sędziemu w każdej chwili mimo swych ewidentnych wad.

W tej konkretnej chwili, w wypełnionych chmurami pleśni podziemiach zalanych czerwoną poświatą awaryjnych lamp, pochwycony oburącz ciężki młot wydał się Nikodemusowi prawdziwie boskim darem. Kiedy ważąca całe pięć kilogramów głowica broni wyrżnęła z ogłuszającym hukiem w pancerną szybę gabloty, wszyscy osadnicy odnieśli wrażenie, że ziemia zatrzęsła im się pod nogami. Piekielne szkło nie pękło pod impetem uderzenia, ale pojawiła się na nim niewielka rysa, a jeden z zawiasów na bokach gabloty wyraźnie się obluzował.

- Jeszcze raz! - krzyknął Telibor waląc obleczoną w dziwną elastyczną rękawicę pięścią w dłoń - Przywal!

Sędzia zamachnął się z całej siły młotem i uderzył ponownie w gablotę, dopingowany przez Bayera Werka. Kolejny huk przetoczył się przez podziemia, tym razem jednak nie zdołał już zagłuszyć dobiegających od strony włazu rozpaczliwych krzyków Bruniego. Pancerna szyba pokryła się nieznaczną siateczką pęknięć, zawiasy poluzowały się jeszcze bardziej.

Świadomy wagi mitrężonego czasu, sędzia rzucił młot w ręce Telibora i obróciwszy się w miejscu skoczył w ślad za Yuranem i Draganem, biegnąc pomiędzy regałami w stronę sekretnego wejścia do schronu.
Jeszcze kilka rund i gablota jednak się podda brutalnej sile młociarza, ale czasu na to nie wystarczy! Od strony wejścia słychać już wrzaski i ryki, toteż Nikodemus, Gerard, Yuran i Dragan pędzą tam z odsieczą zostawiając przy gablocie Telibora z Werkiem.

Co do pancerzy, Nikodemus, Yuran, Dragan i Telibor mają już na sobie te straszne demoniczne pancerze, natomiast Werk, Gerard i stojący na straży Bruni nie. Pancerze zapewniają Wam redukcję 4 ran na trafienie oraz posiadają cechę Bulletproof (7) - muszę jeszcze sprawdzić, co dokładnie oznacza owa siódemka, ale wydaje mi się, że to redukcja 7 ran od postrzału. @Namakemono, poza gablotą żadnej broni nie znaleźliście z wyjątkiem pałek.

: 28 września 2017, 19:11
autor: dretch
Gerard nie ma wyboru. Pewnie będzie się smażył w piekle ale wybiera mniejsze zło! Ubiera DEMONICZNĄ zbroję i Siewcę pożogi (szotgun). Pakuje do plecaka ammo! I będzie chronił swoich za wszelką cenę ale z głową!

: 01 października 2017, 10:32
autor: Keth
Kocie Miasto, schron pod hotelem

Ciężki właz zabezpieczający wejście do schronu osadzony był na masywnych zawiasach i otwierał się do środka pomieszczenia, wchodząc przy maksymalnym wychyleniu w odpowiednio wyprofilowaną wnękę w ścianie. Ta właśnie wnęka uratowała Bruniego przed nieoczekiwanym atakiem, bo pochwyciwszy słuchem szmer zbliżających się kroków na parkingu Koronapańczyk zdążył zaprzeć w niej koniec swej aluminiowej włóczni. Wbite w zamek ostrze broni zablokowało właz w miejscu, chociaż przez wciąż istniejącą szczelinę jacyś ludzie próbowali przepchnąć się do środka.

Bruni trzymał z całych sił włócznię chroniąc ją przed wypadnięciem z zamka, ale broń trzeszczała niebezpiecznie grożąc w każdej chwili wykrzywieniem. Dwie, trzy ludzkie ręce macały desperacko po wewnętrznej stronie włazu próbując usunąć blokadę, jedna z nich krwawiła już po skaleczeniu o ostrze włóczni.

Zza włazu dobiegały liczne krzyki, łoskot uderzeń o metal, przekleństwa w dziwnie brzmiącym borkańskim dialekcie.

- Nie utrzymam ich dłużej! - wrzasnął zlany potem Bruni.
Podczas gdy plądrowaliście schron, miastowi podkradli się pod wejście. Nie wiadomo, czy zaalarmował ich jakiś hałas czy może już wcześniej zorientowali się, że byliście pod hotelem. Bruni przyblokował właz swoją włócznią, ale wejście nie jest do końca zamknięte!

: 02 października 2017, 10:08
autor: dretch
Panowie do broni! Na najwyższego! Jeżeli jestem w stanie to chowam się za jakiś regał, szafe skrzynkę blisko wejścia, takżebym wydział te ręce, przykucam w koronapańskim przykucu bojowym za osłoną i wyglądam gotowy użyć siewcy pożogi na wystających rękach nieprzyjaciół! Głosno modląc się.

: 02 października 2017, 11:06
autor: 8art
- Szybko chłopy do drzwi! - wrzasnął polanin. Wiedział co trzeba zrobić. Wspólnym wysiłkiem mogli zawrzeć wejście i liczyć na to, że uda im się wyjść jakimś innym włazem. Jesli takowy nie istniał, to przyszłość rysowała się w nadzwyczaj ciemnych barwach a schron z niebagatelnym bogactwem mógł zamienić się w ich grobowiec.

Ale Yuran nie zastanawiał się zbyt długo. Widząc próbujących się przecisnąć przez szparę we włazie obcych, doskoczył do szczeliny z wyciągniętym Glojkiem, wcisnął spust i krzyknął:

- Zamknijta bramę!
Liczę, że wystrzelona w szczelinę seria spowoduje, że obcy cofną się na ułamek sekundy, pozwalająć zamknąć wrota, tym samym zamieniając schron w więzienie. Pytałem już wczesniej w schronie jest jakieś inne wyjście.

: 02 października 2017, 11:12
autor: namakemono
Jak wrota się zamknie, to może i potem się je odemknie. Jak wydobędziemy broń z gablot, to może uda się przebić. Choć liczę na to, że znajdzie się drugie wyjście.

: 02 października 2017, 12:23
autor: Keth
Innych drzwi jak na razie nie odkryliście. Bartek, strzelasz tak, żeby zranić/zabić czy tylko wystraszyć? Pytam, bo łatwiej Ci będzie w takich okolicznościach podziurawić te macające do środka ręce niż ich nie trafić!
EDIT 8art: Jak to mawiaja starozytni Lechici: KILL MOTHERFUCKERS

: 03 października 2017, 19:11
autor: Keth
Kocie Miasto, schron pod hotelem

Przywołując z pamięci instruktaż udzielony przez Markusa, Yuran wyciągnął zza paska spodni strzeżonego dotąd pieczołowicie glojka i przestawił kilka niewielkich wajch na obudowie broni. Napór obcych na właz wyraźnie przybrał na sile, mimo wojowniczych wrzasków nadciągających do wejścia Koronapańczyków - a może właśnie z ich powodu? Polański myśliwy wyrzucił przed siebie trzymaną oburącz broń i wrzeszcząc coś na całe gardło zaczął szybko naciskać na spust pistoletu. Przytłumiony cichy trzask glojka utonął bez śladu w bitewnej wrzawie, ale efekty jego siły rażenia natychmiast dały się zauważyć.

Pierwsza kula zrykoszetowała o zamek właz z jękliwym klangiem i wbiła się w lewą furtynę wejścia. Druga i trzecia rozerwały czyjąś macającą desperacko po krawędzi drzwi dłoń, obryzgały krwią cały zamek. Czwarta odbiła się od drzwi omal nie trafiając Yurana w głowę, gwizdnęła ponad jego ciężkim niewygodnym hełmem. Piąta, szósta i siódma trafiły w dwie kolejne ludzkie ręce, jedną w nadgarstku, drugą na wysokości łokcia.

Napastnicy cofnęli się natychmiast, zawodząc wysoko z bólu i przerażenia. Gorąca krew spływała po brudnym starym metalu włazu, kapała na próg wejścia. Nie bacząc na niebezpieczeństwo Yuran doskoczył do szczeliny i wystrzelił resztę pocisków na oślep w rozjaśnioną licznymi olejnymi lampami przestrzeń garażu, gdzie tłoczyli się wrzeszczący w borkańskim dialekcie goglarze. W podziemiach hotelu natychmiast zapanował szaleńczy ruch, krzyki jeszcze przybrały na intensywności, a jakiś samopał gruchnął ogłuszająco trafiając nieszkodliwie w gruby metal włazu.

Yuran, Dragan i Nikodemus naparli z rozpędu na drzwi, zatrzasnęli je w biegu uwalniając wciśniętego we wnękę Bruniego.

- Kręćcie tym! - zakrzyknął sędzia łapiąc za okrągły uchwyt usytuowany pośrodku włazu, nie mogący być niczym innym jak ręczną blokadą. Tarcze zamka ukryte we wnętrzu włazu zaterkotały głośno, zgrzytnęły masywne rygle.

Zlany potem Nikodemus osunął się plecami po ścianie wnęki, usiadł na pokrytej kożuchem pleśni podłodze łapiąc otwartymi ustami pełne zarodników zatęchłe powietrze. Gdzieś po drugiej stronie wejścia wciąż słychać było stłumione metalem i betonem krzyki, ledwie teraz rozpoznawalne.

Sędzia zaczął kaszleć i pluć pełną pleśni flegmą, walcząc o każdy oddech.

- Podusimy się tutaj - wycharczał do krztuszącego się Dragana, wtedy jednak ktoś wcisnął mu do ręki dziwaczny przedmiot.

- Ściągnij hełm i nasadź to na gębę - polecił spoglądający przez okulary przeciwgazowej maski Werk - Wszyscy wsadźcie to na głowy, tak jak ja, widzicie? Będzie wam łatwiej oddychać! Znalazłem w jednej skrzyni, pełno ich tam!
Goglarze odparci, właz zatrzaśnięty i zamknięty od środka. Co więcej, Werk znalazł maski. Ile są warte ich filtry po tylu latach, pewnie niebawem przekonacie się na własnej skórze. Gablota puściła pod ciosami młota, macie dojście do tych wszystkich cudownych narzędzi zniszczenia, które tam wiszą. Proponuję wykorzystać najbliższy czas na przeszukanie reszty schronu, a potem trzeba będzie obmyślić plan ewakuacji, bo jeśli się tutaj zasiedzicie, koniec końców albo się podusicie albo umrzecie z głodu i pragnienia.

Ale faktem jest, że Markus Schiller Was nie okłamał. W tym schronie jest mnóstwo bezcennych przedmiotów, za które całe polańskie społeczności zabiłbyby Was bez zmrużenia oka. Skraby, prawdziwe skarby i tyle ich, że tylko część zdołacie wynieść!

: 07 października 2017, 18:05
autor: Keth
Kocie Miasto, schron pod hotelem

Nikodemus odłożył pod nogi metalową skrzynię pełną niewielkich szklanych fiolek, wypełnionych zupełnie nieznaną Koronapańczykom substancją o barwie jadowitej zieleni. Pojemnik ten był jednym z ponad setki identycznych metalowych pudeł ułożonych przed wiekami na aluminiowych regałach w niewielkim pomieszczeniu przylegającym do głównego schronu. Poziom zapleśnienia magazynku był znacząco niższy od reszty podziemnego kompleksu, ponieważ wejście doń zabezpieczone było uszczelnionymi gumą drzwiami. Mimo to sędzia nie odważył się ściągnąć z głowy ciasnej i niewygodnej maski przeciwgazowej, bo zarodniki pleśni unosiły się niezliczonymi miriadami w powietrzu wzbite tam poczynaniami przetrząsających schron intruzów.

Nie wiedząc, co właściwie począć z tysiącami zawierających zielony płyn fiolek, Nikodemus przerwał oględziny pokoju poprzestając na przeliterowaniu ciągu tajemniczych znaków na boku skrzynki, identycznych dla każdego pojemnika.

HIV-E Ant. Sub. 288/17A.

Jedynie Bóg mógł wiedzieć, co znajdowało się w fiolkach, jeśli w ogóle istniał. Ludzie odpowiedzialni za wypełnienie podziemnego schronu prastarymi skarbami Minionych Czasów już dawno obrócili się w proch, a razem z nimi przepadła też antyczna wiedza sprzed Eshatonu. Nikodemus westchnął w duchu uświadamiając sobie po raz kolejny jak wiele współcześni Europejczycy nie wiedzieli o swej przeszłości.

Zamykając za sobą szczelne drzwi Borkanin stanął na korytarzu, spojrzał w głąb rozświetlonego czerwonym blaskiem magazynu na krzątających się wszędzie kompanów. Okryci cudacznymi ciemnymi zbrojami, noszący na głowach hełmy i maski Koronapańczycy w najmniejszym stopniu nie przypominali już wczorajszych druhów z leśnej osady. Na ich ramionach wisiały wypakowane po brzegi plecaki z nieznanego elastycznego materiału, który nie poddał się erozji wieków, a także budzące ekscytające Werka prehistoryczne samopały, które w opinii mechanika warte były wszystkich bogactw Wrocławia.

Wyglądali jak człekopodobne dwunożne żuki, a nie normalni ludzie, toteż Nikodemus doskonale rozumiał przerażenie lśniące w oczach Gerarda Hayte, kiedy młody anabaptysta spoglądał zza szkieł maski na swych identycznie ubranych ziomków.

Wszyscy zwiadowcy zdawali sobie sprawę z tego, że broń i amunicja Dawnych Ludzi była najcenniejszym łupem w schronie. Podróż powrotna do Koronapanu miała stać się zapewne drogą przez mękę ze względu na ciężar zdobyczy, ale żaden z osadników nie potrafił odmówić sobie wejścia w posiadanie fascynującego oręża. Sam Nikodemus nosił przewieszoną przez plecy broń zwaną przez Bayera szotganem, a za jego pasem tkwiły dwa wyjęte z gabloty nibyglojki. Werk potrzebował mnóstwa czasu na rozgryzienie reguły, podług której do broni obu typów wsadzało się amunicję, ale jakoś temu podołał wspierany przez Yurana i opis obsługi glojka autorstwa Schillera.

Wiele minut i kilka próbnych strzałów później wszyscy Koronapańczycy mieli już naładowaną i gotową do użycia broń, budzącą w swoich posiadaczach ogromny respekt i lęk. Wszyscy pogodzili się też z koniecznością otwarcia włazu i przebicia się dzięki morderczej sile ognia przez czyhających na zewnątrz goglarzy. Strzelając do napastników Yuran przelał ich krew, więc jakiekolwiek negocjacje najpewniej nie wchodziły już w grę i zwiadowcy musieli się liczyć z zaciekłą walką na śmierć i życie.

A przynajmniej tak właśnie sądzili, dopóki na jaw nie wyszło ostatnie odkrycie Bayera Werka.
...