Kocie Miasto, schron pod hotelem
Przywołując z pamięci instruktaż udzielony przez Markusa, Yuran wyciągnął zza paska spodni strzeżonego dotąd pieczołowicie glojka i przestawił kilka niewielkich wajch na obudowie broni. Napór obcych na właz wyraźnie przybrał na sile, mimo wojowniczych wrzasków nadciągających do wejścia Koronapańczyków - a może właśnie z ich powodu? Polański myśliwy wyrzucił przed siebie trzymaną oburącz broń i wrzeszcząc coś na całe gardło zaczął szybko naciskać na spust pistoletu. Przytłumiony cichy trzask glojka utonął bez śladu w bitewnej wrzawie, ale efekty jego siły rażenia natychmiast dały się zauważyć.
Pierwsza kula zrykoszetowała o zamek właz z jękliwym klangiem i wbiła się w lewą furtynę wejścia. Druga i trzecia rozerwały czyjąś macającą desperacko po krawędzi drzwi dłoń, obryzgały krwią cały zamek. Czwarta odbiła się od drzwi omal nie trafiając Yurana w głowę, gwizdnęła ponad jego ciężkim niewygodnym hełmem. Piąta, szósta i siódma trafiły w dwie kolejne ludzkie ręce, jedną w nadgarstku, drugą na wysokości łokcia.
Napastnicy cofnęli się natychmiast, zawodząc wysoko z bólu i przerażenia. Gorąca krew spływała po brudnym starym metalu włazu, kapała na próg wejścia. Nie bacząc na niebezpieczeństwo Yuran doskoczył do szczeliny i wystrzelił resztę pocisków na oślep w rozjaśnioną licznymi olejnymi lampami przestrzeń garażu, gdzie tłoczyli się wrzeszczący w borkańskim dialekcie goglarze. W podziemiach hotelu natychmiast zapanował szaleńczy ruch, krzyki jeszcze przybrały na intensywności, a jakiś samopał gruchnął ogłuszająco trafiając nieszkodliwie w gruby metal włazu.
Yuran, Dragan i Nikodemus naparli z rozpędu na drzwi, zatrzasnęli je w biegu uwalniając wciśniętego we wnękę Bruniego.
- Kręćcie tym! - zakrzyknął sędzia łapiąc za okrągły uchwyt usytuowany pośrodku włazu, nie mogący być niczym innym jak ręczną blokadą. Tarcze zamka ukryte we wnętrzu włazu zaterkotały głośno, zgrzytnęły masywne rygle.
Zlany potem Nikodemus osunął się plecami po ścianie wnęki, usiadł na pokrytej kożuchem pleśni podłodze łapiąc otwartymi ustami pełne zarodników zatęchłe powietrze. Gdzieś po drugiej stronie wejścia wciąż słychać było stłumione metalem i betonem krzyki, ledwie teraz rozpoznawalne.
Sędzia zaczął kaszleć i pluć pełną pleśni flegmą, walcząc o każdy oddech.
- Podusimy się tutaj - wycharczał do krztuszącego się Dragana, wtedy jednak ktoś wcisnął mu do ręki dziwaczny przedmiot.
- Ściągnij hełm i nasadź to na gębę - polecił spoglądający przez okulary przeciwgazowej maski Werk - Wszyscy wsadźcie to na głowy, tak jak ja, widzicie? Będzie wam łatwiej oddychać! Znalazłem w jednej skrzyni, pełno ich tam!
Goglarze odparci, właz zatrzaśnięty i zamknięty od środka. Co więcej, Werk znalazł maski. Ile są warte ich filtry po tylu latach, pewnie niebawem przekonacie się na własnej skórze. Gablota puściła pod ciosami młota, macie dojście do tych wszystkich cudownych narzędzi zniszczenia, które tam wiszą. Proponuję wykorzystać najbliższy czas na przeszukanie reszty schronu, a potem trzeba będzie obmyślić plan ewakuacji, bo jeśli się tutaj zasiedzicie, koniec końców albo się podusicie albo umrzecie z głodu i pragnienia.
Ale faktem jest, że Markus Schiller Was nie okłamał. W tym schronie jest mnóstwo bezcennych przedmiotów, za które całe polańskie społeczności zabiłbyby Was bez zmrużenia oka. Skraby, prawdziwe skarby i tyle ich, że tylko część zdołacie wynieść!