: 08 sierpnia 2011, 20:50
Dno rzecznego koryta, przedpołudnie
Eithart podniósł się z klęczek z rozgrzanego piachu, oklepując dłońmi nogawki i odstępując na krok od oglądanego przez siebie ciała. Esajański karawannik miał ramiona i szykę unurzane w zaschłej krwi pochodzącej z wielu płytkich zadrapań, ale zabiło go ostrze włóczni, które utkwiło prosto w sercu wozaka.
- Nie będzie to koniec gwałtu i rozlewu krwi, szczerze się tego lękam - powiedział do Uhry kapłan - Prędzej czy później Brunta musi uwolnić tych biedaków, których zamknął w chatce, a oni poniosą wieść o rzezi ziomków w swe rodzinne strony. Ludy pogranicza wielce są mściwe i mają długą pamięć, przeto całkiem możliwe, że za parę tygodni czy miesięcy zjawi się tutaj żądna pomsty wyprawa Esajan, która miast wozów z towarami przywiedzie zbrojny hufiec... i znów się poleje krew.
- Przeto na miejscu świątobliwego zadbałabym o to, by wieść takowa do Esai nie dotarła - odpowiedziała z brutalną szczerością gwardzistka. Słysząc te słowa Eithart zerknął na dziewczynę z ukosa, unosząc pytająco brwi i ocierając jednocześnie z potu czoło.
- Nie patrzaj na mnie jak na jakowego zbrodzienia - fuknęła Uhra opacznie rozumiejąc wyraz jego oblicza - Przecie żem nie rzekła, coby ich zakłuć nożami, a do przepaści wrzucić. Wystarczy postronkiem obwiązać, a wywieźć do turegańskiej strażnicy, tam zaś rzeknąć, że nie usłuchnęli rozkazów starszyzny i omal zarazy do Tureganu nie zawlekli. Wojacy satrapy pewnikiem ich obwieszą na pierwszym lepszym kawałku drewna, ale na nich spadnie wina za to, nie na Duvikan.
- Czasem mnie się zdawa, że się ciebie lękać winienem - wzruszył ramionami Eithart - To wcale nie dobry pomysł, coby tych biedaków uśmiercić cudzymi rękami...
- Czcigodny kthanie, patrzajcie na wieżę, toć ktoś nam tam macha - odezwał się nagle jeden z trzech żołnierzy, zbitych w grupkę opodal gorlamity i jego towarzyszki i rozmawiających pomiędzy sobą półgłosem. Eithart podążył spojrzeniem we wskazanym mu kierunku, przesłonił oczy dłonią i zmrużył je dostrzegając na szczycie wieży dwie wychylone za blanki postacie.
- Podług wzrostu miarkując to Trehant z Mordilem - orzekł gorlamita - Wątpię, by chcieli, cobyśmy do nich wszyscy na górę włazili, tedy poczekamy tutaj, aż wrócą i przekażą, co im strażnicy rzekli.
- A co z tymi trupami? - spytała Uhra spoglądając pytająco na rząd nieruchomych ciał - Po co tutaj leżą w rządku?
- Nie wiem - odparł szczerze Eithart, wzruszając ramionami - Sanna musiała mieć jakiś cel wlokąc ich wszystkich tutaj, ale wyglądają mi na śpiesznie porzucone. Może się przelękła i przed czasem czmychnęła? Tylko gdzie?
Wątek techniczny
Esajańskie ciała wyglądają na nienaruszone (poza śladami przemocy związanej z poranną bitwą). Nie ma przy nich hasaryckich runów, anie nakreślonych na zwłokach ani w piasku, wciąż mają też na sobie własne ubiory i buty. Jeśli o tropienie śladów potencjalnych hasarytów idzie, biegną na szczyt koryta rzeki po stronie przeciwnej do wylotu wąwozu, a następnie nikną na skalistym podłożu płaskowyżu, gdzie niebywale trudno cokolwiek dostrzec niewprawnym oczom. Co dalej? (odwrót do osady i zasłużony odpoczynek?). Zwróćcie też uwagę na wątek z martwymi strażnikami w wieży - chcecie tę informację przekazać towarzyszącym Wam wojakom? Chcecie na nich wymusić jakieś określone zachowanie po przekazaniu złych wieści?
Eithart podniósł się z klęczek z rozgrzanego piachu, oklepując dłońmi nogawki i odstępując na krok od oglądanego przez siebie ciała. Esajański karawannik miał ramiona i szykę unurzane w zaschłej krwi pochodzącej z wielu płytkich zadrapań, ale zabiło go ostrze włóczni, które utkwiło prosto w sercu wozaka.
- Nie będzie to koniec gwałtu i rozlewu krwi, szczerze się tego lękam - powiedział do Uhry kapłan - Prędzej czy później Brunta musi uwolnić tych biedaków, których zamknął w chatce, a oni poniosą wieść o rzezi ziomków w swe rodzinne strony. Ludy pogranicza wielce są mściwe i mają długą pamięć, przeto całkiem możliwe, że za parę tygodni czy miesięcy zjawi się tutaj żądna pomsty wyprawa Esajan, która miast wozów z towarami przywiedzie zbrojny hufiec... i znów się poleje krew.
- Przeto na miejscu świątobliwego zadbałabym o to, by wieść takowa do Esai nie dotarła - odpowiedziała z brutalną szczerością gwardzistka. Słysząc te słowa Eithart zerknął na dziewczynę z ukosa, unosząc pytająco brwi i ocierając jednocześnie z potu czoło.
- Nie patrzaj na mnie jak na jakowego zbrodzienia - fuknęła Uhra opacznie rozumiejąc wyraz jego oblicza - Przecie żem nie rzekła, coby ich zakłuć nożami, a do przepaści wrzucić. Wystarczy postronkiem obwiązać, a wywieźć do turegańskiej strażnicy, tam zaś rzeknąć, że nie usłuchnęli rozkazów starszyzny i omal zarazy do Tureganu nie zawlekli. Wojacy satrapy pewnikiem ich obwieszą na pierwszym lepszym kawałku drewna, ale na nich spadnie wina za to, nie na Duvikan.
- Czasem mnie się zdawa, że się ciebie lękać winienem - wzruszył ramionami Eithart - To wcale nie dobry pomysł, coby tych biedaków uśmiercić cudzymi rękami...
- Czcigodny kthanie, patrzajcie na wieżę, toć ktoś nam tam macha - odezwał się nagle jeden z trzech żołnierzy, zbitych w grupkę opodal gorlamity i jego towarzyszki i rozmawiających pomiędzy sobą półgłosem. Eithart podążył spojrzeniem we wskazanym mu kierunku, przesłonił oczy dłonią i zmrużył je dostrzegając na szczycie wieży dwie wychylone za blanki postacie.
- Podług wzrostu miarkując to Trehant z Mordilem - orzekł gorlamita - Wątpię, by chcieli, cobyśmy do nich wszyscy na górę włazili, tedy poczekamy tutaj, aż wrócą i przekażą, co im strażnicy rzekli.
- A co z tymi trupami? - spytała Uhra spoglądając pytająco na rząd nieruchomych ciał - Po co tutaj leżą w rządku?
- Nie wiem - odparł szczerze Eithart, wzruszając ramionami - Sanna musiała mieć jakiś cel wlokąc ich wszystkich tutaj, ale wyglądają mi na śpiesznie porzucone. Może się przelękła i przed czasem czmychnęła? Tylko gdzie?
Wątek techniczny
Esajańskie ciała wyglądają na nienaruszone (poza śladami przemocy związanej z poranną bitwą). Nie ma przy nich hasaryckich runów, anie nakreślonych na zwłokach ani w piasku, wciąż mają też na sobie własne ubiory i buty. Jeśli o tropienie śladów potencjalnych hasarytów idzie, biegną na szczyt koryta rzeki po stronie przeciwnej do wylotu wąwozu, a następnie nikną na skalistym podłożu płaskowyżu, gdzie niebywale trudno cokolwiek dostrzec niewprawnym oczom. Co dalej? (odwrót do osady i zasłużony odpoczynek?). Zwróćcie też uwagę na wątek z martwymi strażnikami w wieży - chcecie tę informację przekazać towarzyszącym Wam wojakom? Chcecie na nich wymusić jakieś określone zachowanie po przekazaniu złych wieści?