Strefa Walki; W pobliżu 80 Alei; 21/07/2020 1020hrs;
Sarah siedziała cicho łkając. Plastikowy kabel, którym była skrępowana niemiłosiernie uwierał nadgarstki i kostki. Nie wiedziała nawet gdzie jest. Śmierdzący rozlanym piwskiem materiałowy worek szczelnie przesłaniał pole widzenia. Słyszała tylko miarowe kroki kogoś, kogo Rzeźnicy nazywali Bullem, oraz czuła zapach stęchlizny, który dochodził do jej nozdrzy nawet przez śmierdzący worek.
Gdzieś z daleka można było dosłyszeć odgłos dzikich wrzasków. Bull chyba zaczął się niespokojnie kręcić tupiąc ciężkimi buciorami. Dziewczyna dosłyszała głośne skrzypnięcie drzwi:
- Kurwa, to ty Lewy. Ja pierdolę, myślałem, że ktoś przyszedł po tą małą dziwkę. Może byśmy ją wyruchali w końcu, bo potem to ostatni w kolejce będziemy. - Stwierdził Bull.
- Dobra bierz ją. - Słowa Lewego niemal ją zamroziły. Zaczęła krzyczeć, choć wiedziała, że nikt nie dosłyszy jej rozpaczliwego wołania o pomoc. Zdała sobie sprawę, że czeka ją najgorsze. Nikt pewno nawet nie odnajdzie jej ciałą, gdy już z nią skończą.
Bull roześmiał się, ale jego śmiech nagle utonął w przeraźliwym bulgocie. Poczuła jak coś cięzkiego zwala się na podłogę z głuchym hukiem. Ktoś chwycił ją mocno i zatkał usta. Nawet się nie opierała, świadoma bezcelowości oporu. Poczuła uczucie zimnego metalu i więzy puściły. Silna ręka bez ceregieli ściągnęła worek z jej głowy. Przywykłe do ciemności oczy niemal oślepiło ostre światło starej żarówki w pomieszczeniu. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że trzyma ją Lewy, a jej oprawca leży w ogromnej kałuży krwi. Głowa Bulla w zasadzie trzyamała się reszty szyi na wąskim pasku skóry. Wciąż jeszcze konwulsyjnie dygotał a krew tryskała z rozciętych tętnic. Sarah zwymiotowała kneblującą ją cyberdłoń gangera.
- Ja pierdolę. - Z obrzydzeniem strząsnął pawia z chromowanej ręki i rzekł cicho jakby ktoś ich podsłuchiwał: - Musisz stąd spieprzać. Nie daj się złapać, bo Cie zabiją. Dzwonił do mnie ten Twój kochaś wczoraj , ale nie miałem jak gadać. Nie idź w stronę wrzasków, bo tam się zabawia Tank z kumplami. Nie jestem aż tak pojebany żeby dać zajebać byłą. Spróbuje jakoś to załatwić, nie mogę Ci pomóc w żaden inny sposób, bo mnie odstrzelą.
Lewy spojrzał w oczy dziewczyny stalowo-szarymi, nieludzkimi oczyma. Wrzaski zdawały się zbliżać. Ganger postawił Sarę na nogi i popchnął ją delikatnie w stronę drzwi:
- Idź już!
Wybiegła, choć bardziej wyglądało to na żałosną próbę biegu. Zdrętwiałe i zastałe nogi ledwo poniosły resztę ciała, ale nie dbała o to. Chciałą tylko jak najszybciej znaleźć się jak najdalej od tego koszmaru. Zbiegła po obdrapanych, cuchnących uryną i zbutwieniem schodach. Wyskoczyła w lejący deszcz, kierując się byle dalej od hałasujących boosterów.
Minęło kilka minut i wypadła na jakąś większą ulicę. Na rogu stał dataterm. O dziwo działał. Z pamięci wybrała numer Czarnego i gdy tylko jej chłopak odebrał odebrał połączenie, wrzasnęła:
- Eugene!!! Ratuj mnie! Spieprzyłam im, ale mnie ścigają! Jestem... Nie wiem gdzie jestem! Gdzieś w strefie. Tu jest jakiś stary oddział HSBC i dataterm. Nie wiem gdzie to! Ratuj mnie! Musze uciekać!
Rzuciła brudną słuchawką i rzuciła się do panicznej ucieczki. Gdzieś za nią słyszała donośny krzyk boosterów, którzy najwyraźniej zoorientowali się w jej ucieczce. W tym samym momencie, gdzieś niedaleko rozpętała się gwałtowna strzelanina...
Postanowiłem opisać Wam sposób w jaki Sarah uciekła boosterom w postaci posta