PBF - Pazur w mroku
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy
Nie zważając na dobiegające gdzieś z przodu wrzaski żmijarzy Ivan upadł na kolana przy ciele Ivasha, upuszczając swą broń i łapiąc się w geście skrajnej rozpaczy za skronie. Wykrzywiony w bok młodzieniec miał zamknięte oczy sprawiając wrażenie pogrążonego w śnie, ale przesiąknięty krwią płaszcz wyzbył Karakova w jednej chwili wszelkich złudzeń.
- Stworzycielu! - jęknął myśliwy łapiąc za rękę Ivasha i puszczając ją zaraz mimowolnie - Co my w domu powiemy?! Co my rodzinie mamy rzec?!
Volkh dopadł kuzynów chwilę później, dysząc chrapliwie i ociekając potem. Na widok Ivasha z jego gardła wydarł się stłumiony jęk, dźwięczący pospołu niedowierzaniem i głebokiem smutkiem.
- Nie żyje? - wykrztusił z siebie myśliwy, padając na kolana i wbijając klingę miecza w ziemię - Prawdziwie nie żyje?
I wtedy pierś Nazarka poruszyła się ledwie widocznie, wręcz ulotnie, dowodząc kołaczącego gdzieś w tym zmasakrowanym ciele życia, gasnącego w oczach.
Wątek techniczny
Rany są praktycznie śmiertelne i tylko patrzeć jak jeden z moich pupilów wyzionie ducha na rękach swych krewniaków. Wasza reakcja?
Nie zważając na dobiegające gdzieś z przodu wrzaski żmijarzy Ivan upadł na kolana przy ciele Ivasha, upuszczając swą broń i łapiąc się w geście skrajnej rozpaczy za skronie. Wykrzywiony w bok młodzieniec miał zamknięte oczy sprawiając wrażenie pogrążonego w śnie, ale przesiąknięty krwią płaszcz wyzbył Karakova w jednej chwili wszelkich złudzeń.
- Stworzycielu! - jęknął myśliwy łapiąc za rękę Ivasha i puszczając ją zaraz mimowolnie - Co my w domu powiemy?! Co my rodzinie mamy rzec?!
Volkh dopadł kuzynów chwilę później, dysząc chrapliwie i ociekając potem. Na widok Ivasha z jego gardła wydarł się stłumiony jęk, dźwięczący pospołu niedowierzaniem i głebokiem smutkiem.
- Nie żyje? - wykrztusił z siebie myśliwy, padając na kolana i wbijając klingę miecza w ziemię - Prawdziwie nie żyje?
I wtedy pierś Nazarka poruszyła się ledwie widocznie, wręcz ulotnie, dowodząc kołaczącego gdzieś w tym zmasakrowanym ciele życia, gasnącego w oczach.
Wątek techniczny
Rany są praktycznie śmiertelne i tylko patrzeć jak jeden z moich pupilów wyzionie ducha na rękach swych krewniaków. Wasza reakcja?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Murniku dawaj tu ku nam Ivash żyje, szybko trzeba go ratować. Volkh biegnij po murnika (to gdyby paladyn mnie nie słyszał).
Techniczny:
Chyba, że sam mogę coś pomóc, ale przy takich ranach raczej mu zaszkodzę. Próbuje jakoś krwawienie zatamować.
Techniczny:
Chyba, że sam mogę coś pomóc, ale przy takich ranach raczej mu zaszkodzę. Próbuje jakoś krwawienie zatamować.
Ostatnio zmieniony 01 kwietnia 2012, 09:50 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Volkh rozejrzał się za murnikiem i rzucił się w jego kierunku. Tylko żeby Ulgan miał czas pomóc.
W desperacji był gotów zrobić wszystko aby tylko paladyn pomógł jakoś Ivashowi.
Wątek techniczny
Biegnę co tchu po murnika. Byle szybko...Szansa że pomoże mizerna zważywszy na jego kiepski stan ale spróbować trzeba. Jak coś swego zdrowia oddam, żeby tylko Ivasha ocalić
W desperacji był gotów zrobić wszystko aby tylko paladyn pomógł jakoś Ivashowi.
Wątek techniczny
Biegnę co tchu po murnika. Byle szybko...Szansa że pomoże mizerna zważywszy na jego kiepski stan ale spróbować trzeba. Jak coś swego zdrowia oddam, żeby tylko Ivasha ocalić
Ostatnio zmieniony 01 kwietnia 2012, 00:13 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy
Jaremi Ulgan podbiegł do kuzynów, stawiając kroki z wyraźnym trudem i przyciskając lewą rękę do brzucha. W bladej księżycowej poświacie jego wykrzywiona w grymasie bólu twarz sprawiała wrażenie upiornej maski, a oddech rwał się przechodząc w niewielkie kłębki pary, których widok uświadomił młodzieńcom po raz pierwszy przenikliwy chłód górskiej nocy. Paladyn przypadł na jedno kolano przy Ivashu, nakreślił mokrym od krwi palcem znak menofiksu na jego czole.
- Panie, on jeszcze dycha... - wyszeptał zbielałymi ustami Ivan - Pomiłujcie, trza go ratować...
Ulgan podniósł głowę nie zwracając pozornie uwagi na słowa Karakova, oszacował wzrokiem odległość dzielącą go od gromady wrzeszczących coś zrozpaczonymi głosami wyznawców Bestii. Kajaz Zareniv i jego przyboczni otoczyli ciasnym szykiem Gorewicza, niosącego na ramieniu syna władyki.
- Murniku! - zawołał ochrypłym głosem Zareniv - Kupą na nich trza, inakszy nie podołamy!
Menicki rycerz przeniósł spojrzenie z powrotem na Ivasha, zmarszczył czoło szepcząc coś bezgłośnie.
- Tak wielu rannych... - powiedział po króciutkiej chwili podnosząc nieco ton głosu - Tak wielu potrzebujących. Nie wiem, czy zdołam go uratować, te rany są w istocie śmiertelne. Każdy dar ma swe granice, synowie... co jest w waszym druhu takiego, by pozwolić mu dalej żyć kosztem innych?
Wątek techniczny
Oczekuję, że wespniecie się teraz na wyżyny swej elokwencji i zdolności logicznego argumentowania w walce o wyleczenie (a przynajmniej podleczenie) konającego kuzyna. Dodam, że z punktu widzenia mechaniki jest on już prawie martwy z saldem -5 ŻYW, ale wola Menotha przeważy rzecz jasna nad kwestiami zasad!
Jaremi Ulgan podbiegł do kuzynów, stawiając kroki z wyraźnym trudem i przyciskając lewą rękę do brzucha. W bladej księżycowej poświacie jego wykrzywiona w grymasie bólu twarz sprawiała wrażenie upiornej maski, a oddech rwał się przechodząc w niewielkie kłębki pary, których widok uświadomił młodzieńcom po raz pierwszy przenikliwy chłód górskiej nocy. Paladyn przypadł na jedno kolano przy Ivashu, nakreślił mokrym od krwi palcem znak menofiksu na jego czole.
- Panie, on jeszcze dycha... - wyszeptał zbielałymi ustami Ivan - Pomiłujcie, trza go ratować...
Ulgan podniósł głowę nie zwracając pozornie uwagi na słowa Karakova, oszacował wzrokiem odległość dzielącą go od gromady wrzeszczących coś zrozpaczonymi głosami wyznawców Bestii. Kajaz Zareniv i jego przyboczni otoczyli ciasnym szykiem Gorewicza, niosącego na ramieniu syna władyki.
- Murniku! - zawołał ochrypłym głosem Zareniv - Kupą na nich trza, inakszy nie podołamy!
Menicki rycerz przeniósł spojrzenie z powrotem na Ivasha, zmarszczył czoło szepcząc coś bezgłośnie.
- Tak wielu rannych... - powiedział po króciutkiej chwili podnosząc nieco ton głosu - Tak wielu potrzebujących. Nie wiem, czy zdołam go uratować, te rany są w istocie śmiertelne. Każdy dar ma swe granice, synowie... co jest w waszym druhu takiego, by pozwolić mu dalej żyć kosztem innych?
Wątek techniczny
Oczekuję, że wespniecie się teraz na wyżyny swej elokwencji i zdolności logicznego argumentowania w walce o wyleczenie (a przynajmniej podleczenie) konającego kuzyna. Dodam, że z punktu widzenia mechaniki jest on już prawie martwy z saldem -5 ŻYW, ale wola Menotha przeważy rzecz jasna nad kwestiami zasad!
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Murniku, Ivash to dzielny i prawy mennita. Ruszył z nami na tę wyprawe by syna kajaza ratować nie dla zysku. Samojeden stanął na drodze wilczara, by dać nam czas na ubicie druida. Wiedział że to pewna śmierć ale zrobił to. Ani my ani Ivash nie uszlim z boju. I dalej walczyć będziemy, co nam kilkunastu kultystów żmija jak wilczar i duid i zdradziecki krewny kajaza pobici, ale ratujcie Ivasha murniku. Jak trza na służbę światyni się oddaję na jakiś czas, jak trzeba to i na długo. Podlecz go chociaż by nie umarł, bo niewiele mu brakuje by Menotha ujrzał.
Ostatnio zmieniony 01 kwietnia 2012, 12:52 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Ulganie. Ivan prawde skazał. On nie dla zysku jeno za glosem boskim poszedl. Moglismy list spalic a relikwie sprzedac i dziewkach wszetecznych zysk stracic. A mysmy choc nepisati i neczitati tosmy lista doniesli i jeszcze uzytek z paladynskiego miecza mily Menothowi zrobili. Ulecz go paladynie bo wierny to wiary sluga. Dla dobry reszty ducha tutaj niemal wyzional, abysmy parszywego Zmija sluge mogli ubic. Pojde Twoja sciezka Ulganie i udowodnie, ze miecza tego godzien jestem, jeno nie daj mu szczeznac tutaj. Co my biedni jego rodzicielom, prawym w wierze powiemy? Toc on jedynak i kto bedzie na stare lata matke z ojcem wspieral. Zemra z glodu staruszkowie. Jesli nie nad nim to choc nad Bogu ducha winnym sie pomiluj Ulganie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy
Lamentujący żmijarze przegrupowali się tworząc zbitą grupę wojowników dzierżących w rękach klefty i topory, ruszyli ramię w ramię przeciwko intruzom dowodząc tym niezbyt do nich pasującym trzeźwym działaniem faktu, że rzeczywiście obawiali się magianicznego miecza kajaza i paladyńskiego ostrza Murnika. Było ich ponad dwudziestu, rosłych mężów i muskularnych kobiet, złorzeczących donośnie w khadoriańskiej mowie i bluźniących słowami, które burzyły krew w żyłach bogobojnym menitom.
- Murniku! - zakrzyknął ponownie kajaz, z wyraźną niecierpliwością w głosie - Dawaj do nas, nie lza czekać!
W tej samej chwili powietrzem wstrząsnął donośny trzask pękających skał. Ivan i Volkh poderwali mimowolnie głowy, obejrzeli się szeroko otwartymi oczami w stronę, z której nadbiegł ów dźwięk. Wielki głaz, w którym w nieprawdopodobny sposób ukrył się druid rozpadł się bez ostrzeżenia na drobne kawałki, siejąc we wszystkich kierunkach odłamkami. Ziemia u jego podstawy wybrzuszyła się, a potem nagle pękła drgając coraz silniej.
Wnętrze kaldery wypełniły przeraźliwe wrzaski przerażonych ludzi, tracących pod wpływem wstrząsów równowagę, przewracających się na siebie wzajemnie oraz leżące wszędzie wokół zwłoki. Od szczątków głazu wystrzeliły kolejne rosnące szczeliny, biegnące w innych kierunkach i pokrywające dno górskiej kotliny nierówną pajęczyną pęknięć. Ziemia drżała coraz silniej.
Jaremi Ulgan klęczał w bezruchu przy Ivashu, z dłońmi przyciśniętymi do czoła i piersi młodego Kossyty. Przerażeni wibracjami gruntu Ivan i Volkh zerwali się na równe nogi, tocząc wokół siebie oszalałym wzrokiem w próbie zadecydowania, co czynić dalej. Ludzie Zareniva przestali już czekać na paladyna, runęli biegiem poprzez kalderę ścigając uciekających w tym samym kierunku żmijarzy, usiłujących dopaść czym prędzej skalnego tunelu przy wodospadzie.
Wątek techniczny
Cała kaldera zaczyna pękać, ziemia rozstępuje się targana ruchami sejsmicznymi, których źródła trudno dopatrywać wśród naturalnych przyczyn. Coraz większe połacie terenu znikają w otchłani: zwłoki i ranni, strzelające iskrami ogniska, ofiarny pal.
Zaczął się prawdziwy wyścig z czasem!
Lamentujący żmijarze przegrupowali się tworząc zbitą grupę wojowników dzierżących w rękach klefty i topory, ruszyli ramię w ramię przeciwko intruzom dowodząc tym niezbyt do nich pasującym trzeźwym działaniem faktu, że rzeczywiście obawiali się magianicznego miecza kajaza i paladyńskiego ostrza Murnika. Było ich ponad dwudziestu, rosłych mężów i muskularnych kobiet, złorzeczących donośnie w khadoriańskiej mowie i bluźniących słowami, które burzyły krew w żyłach bogobojnym menitom.
- Murniku! - zakrzyknął ponownie kajaz, z wyraźną niecierpliwością w głosie - Dawaj do nas, nie lza czekać!
W tej samej chwili powietrzem wstrząsnął donośny trzask pękających skał. Ivan i Volkh poderwali mimowolnie głowy, obejrzeli się szeroko otwartymi oczami w stronę, z której nadbiegł ów dźwięk. Wielki głaz, w którym w nieprawdopodobny sposób ukrył się druid rozpadł się bez ostrzeżenia na drobne kawałki, siejąc we wszystkich kierunkach odłamkami. Ziemia u jego podstawy wybrzuszyła się, a potem nagle pękła drgając coraz silniej.
Wnętrze kaldery wypełniły przeraźliwe wrzaski przerażonych ludzi, tracących pod wpływem wstrząsów równowagę, przewracających się na siebie wzajemnie oraz leżące wszędzie wokół zwłoki. Od szczątków głazu wystrzeliły kolejne rosnące szczeliny, biegnące w innych kierunkach i pokrywające dno górskiej kotliny nierówną pajęczyną pęknięć. Ziemia drżała coraz silniej.
Jaremi Ulgan klęczał w bezruchu przy Ivashu, z dłońmi przyciśniętymi do czoła i piersi młodego Kossyty. Przerażeni wibracjami gruntu Ivan i Volkh zerwali się na równe nogi, tocząc wokół siebie oszalałym wzrokiem w próbie zadecydowania, co czynić dalej. Ludzie Zareniva przestali już czekać na paladyna, runęli biegiem poprzez kalderę ścigając uciekających w tym samym kierunku żmijarzy, usiłujących dopaść czym prędzej skalnego tunelu przy wodospadzie.
Wątek techniczny
Cała kaldera zaczyna pękać, ziemia rozstępuje się targana ruchami sejsmicznymi, których źródła trudno dopatrywać wśród naturalnych przyczyn. Coraz większe połacie terenu znikają w otchłani: zwłoki i ranni, strzelające iskrami ogniska, ofiarny pal.
Zaczął się prawdziwy wyścig z czasem!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Volkh po raz kolejny wpadl w panike. Nogi same chcialy niesc jak najdalej od przekletego krateru, lecz nie mogl zostawic paladyna z Ivashem. Kuzyn pewnie bedzie potrzebowal pomocy aby wydostac sie z kaldery, kto wie czy i Ulgana nie trzeba bedzie wyniesc na plecach. Stal wiec dzielnie i bacznie obserwowal otoczenie, gotow bronic towarzyszy przed ktoryms z przemykajacych wrogow. Modlil sie cicho o cenny czas i zdrowie Ivasha.
Watek techniczny
Gdy tylko Ulgan skonczy wynisimy sie stad czym predzej. Jesli trzeba bedzie niesc ktoregos (lub obu), to kto, Ivan czy ja, jest silniejszy?
Watek techniczny
Gdy tylko Ulgan skonczy wynisimy sie stad czym predzej. Jesli trzeba bedzie niesc ktoregos (lub obu), to kto, Ivan czy ja, jest silniejszy?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy
Położone po przeciwnej stronie kotliny pieczary zawaliły się z ogłuszającym hukiem, z ich otworów wejściowych wystrzeliły wielkie kłęby skalnego pyłu. Na oczach zdjętego grozą Ivana cielsko wilczara uniosło się w górę na płycie popękanej skały, po czym runęło z niebywałą szybkością gdzieś w otchłań, która otworzyła się znienacka w dnie kaldery.
- Mus uciekać! - zawrzasnął Karakov pojmując, że każda chwila zwłoki będzie kosztowała niechybnie życie nie dość żwawych uciekinierów - Murniku!
Ivash przekręcił się w bok i krzyknął znienacka z bólu, zwijając się w kłębek i przyciskając dłonie do klatki piersiowej. Zdumiony tym oczywistym sygnałem powrotu do życia Volkh pochylił się nad swym kuzynem i złapał go za dłoń ściskając ją z całej siły.
- Będziesz żył, słyszysz! - wyrzucił z siebie w dzikim uniesieniu Wilimov, na ułamek chwili zapominając o trzęsącej się ziemi - Ivash, będziesz żył!
Nazarko zajęczał przejmująco, a potem zwymiotował wprost na buty swego kuzyna, żółcią zafarbowaną krwią. Wstrząśnięty tym widokiem Volkh odwrócił głowę w stronę nieruchomego Murnika i zamarł w nieopisanym przerażeniu.
Jaremi Ulgan spoglądał na Kossytę pustymi oczami, lecz chociaż jego strój przesiąkał krwią, na obliczu paladyna widniał wyraz jakiegoś wewnętrznego spokoju i niemej dostojności.
Umarł nie wydając z siebie najmniejszego dźwięku, ani stłumionego jęku ani słowa skargi.
Wątek techniczny
Wszystko ma swą cenę. Nazarko jest w stanie poruszać się o własnych siłach, ale ma ŻYW 1 i karę -5 do wszelkich testów percepcyjnych i siłowych (np. Wspinaczka).
Co teraz?! Jedna trzecia dna kaldery już się zapadła!
Położone po przeciwnej stronie kotliny pieczary zawaliły się z ogłuszającym hukiem, z ich otworów wejściowych wystrzeliły wielkie kłęby skalnego pyłu. Na oczach zdjętego grozą Ivana cielsko wilczara uniosło się w górę na płycie popękanej skały, po czym runęło z niebywałą szybkością gdzieś w otchłań, która otworzyła się znienacka w dnie kaldery.
- Mus uciekać! - zawrzasnął Karakov pojmując, że każda chwila zwłoki będzie kosztowała niechybnie życie nie dość żwawych uciekinierów - Murniku!
Ivash przekręcił się w bok i krzyknął znienacka z bólu, zwijając się w kłębek i przyciskając dłonie do klatki piersiowej. Zdumiony tym oczywistym sygnałem powrotu do życia Volkh pochylił się nad swym kuzynem i złapał go za dłoń ściskając ją z całej siły.
- Będziesz żył, słyszysz! - wyrzucił z siebie w dzikim uniesieniu Wilimov, na ułamek chwili zapominając o trzęsącej się ziemi - Ivash, będziesz żył!
Nazarko zajęczał przejmująco, a potem zwymiotował wprost na buty swego kuzyna, żółcią zafarbowaną krwią. Wstrząśnięty tym widokiem Volkh odwrócił głowę w stronę nieruchomego Murnika i zamarł w nieopisanym przerażeniu.
Jaremi Ulgan spoglądał na Kossytę pustymi oczami, lecz chociaż jego strój przesiąkał krwią, na obliczu paladyna widniał wyraz jakiegoś wewnętrznego spokoju i niemej dostojności.
Umarł nie wydając z siebie najmniejszego dźwięku, ani stłumionego jęku ani słowa skargi.
Wątek techniczny
Wszystko ma swą cenę. Nazarko jest w stanie poruszać się o własnych siłach, ale ma ŻYW 1 i karę -5 do wszelkich testów percepcyjnych i siłowych (np. Wspinaczka).
Co teraz?! Jedna trzecia dna kaldery już się zapadła!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Tu pojawia się pewien poważny problem. Ziemia się trzęsie tak, że ledwie możecie utrzymać się na nogach. Ivash w ogóle nie jest teraz w stanie ustać, musicie go zabrać wspólnymi siłami. Murnik umarł, wyczerpując w trakcie leczenia Ivasha własne siły życiowe.
Możecie zabrać albo Ivasha albo ciało Murnika, ale jeśli zabierzecie obu, Wasze szanse na dotarcie do wylotu tunelu są praktycznie zerowe.
Pora dokonać wyboru!
Tu pojawia się pewien poważny problem. Ziemia się trzęsie tak, że ledwie możecie utrzymać się na nogach. Ivash w ogóle nie jest teraz w stanie ustać, musicie go zabrać wspólnymi siłami. Murnik umarł, wyczerpując w trakcie leczenia Ivasha własne siły życiowe.
Możecie zabrać albo Ivasha albo ciało Murnika, ale jeśli zabierzecie obu, Wasze szanse na dotarcie do wylotu tunelu są praktycznie zerowe.
Pora dokonać wyboru!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy
Uciekający na złamanie karku kultyści i pędzący w ślad za nimi przyboczni kajaza wpadli na siebie przy wejściu do wyżłobionego wodą tunelu. Wcześniejsza walka w kalderze miała w sobie mnóstwo dzikości i zajadłej nienawiści, ale tym razem starcie okazało się jeszcze brutalniejsze. Gnani desperacką chęcią przetrwania ludzie zwarli się u wylotu korytarza pośród wrzasków bólu i szczęki stali, gruchocząc sobie nawzajem kości, odrąbując kończyny i głowy, dusząc i tratując się bez cienia litości. Kajaz Zareniv wbił się w tę gęstwę ciał z włączonym mieczem w dłoni, rozczłonkowując złocistą klingą stojących mu na drodze żmijarzy. Wrzask konających i okaleczonych wzbijał się przeraźliwymi nutami ku tarczom księżyców, tworząc obłędną kakofonię dźwięków wdzierających się głęboko w ludzkie uszy. Pilnowany przez Tyszkę Gorewicz sunął w ślad za swym panem niosąc przerzucone przez ramię nieruchome ciało młodego Zareniva.
W dół zbocza kaldery sypały się skalne odłamki, niektóre wielkości kamyków, inne dorównujące wagą dorosłemu człowiekowi. Wstrząsy przybierały na sile grożąc rychłym zawaleniem tunelu. Coraz większe połacie kaldery zapadały się gdzieś w dół wzbijając w powietrze wielkie kłęby duszącego pyłu. Setki zalegających na dnie kotliny ludzkich ciał, miejscami spiętrzonych na dwie warstwy, miejscami splecionych ze sobą w pośmiertnym uścisku, znikały spadając ku bezimiennym czeluściom. Nie wszyscy z tych nieszczęśników byli już martwi, wielu znikało w szerokich szczelinach z przeraźliwym potępieńczym skowytem nie mogąc z racji swych ciężkich ran uciec na czas przed podstępną śmiercią.
Wątek techniczny
Ludzie kajaza już dotarli do tunelu, przerąbują sobie drogę przez ciżbę uciekających w tę samą stronę kultystów.
Uciekający na złamanie karku kultyści i pędzący w ślad za nimi przyboczni kajaza wpadli na siebie przy wejściu do wyżłobionego wodą tunelu. Wcześniejsza walka w kalderze miała w sobie mnóstwo dzikości i zajadłej nienawiści, ale tym razem starcie okazało się jeszcze brutalniejsze. Gnani desperacką chęcią przetrwania ludzie zwarli się u wylotu korytarza pośród wrzasków bólu i szczęki stali, gruchocząc sobie nawzajem kości, odrąbując kończyny i głowy, dusząc i tratując się bez cienia litości. Kajaz Zareniv wbił się w tę gęstwę ciał z włączonym mieczem w dłoni, rozczłonkowując złocistą klingą stojących mu na drodze żmijarzy. Wrzask konających i okaleczonych wzbijał się przeraźliwymi nutami ku tarczom księżyców, tworząc obłędną kakofonię dźwięków wdzierających się głęboko w ludzkie uszy. Pilnowany przez Tyszkę Gorewicz sunął w ślad za swym panem niosąc przerzucone przez ramię nieruchome ciało młodego Zareniva.
W dół zbocza kaldery sypały się skalne odłamki, niektóre wielkości kamyków, inne dorównujące wagą dorosłemu człowiekowi. Wstrząsy przybierały na sile grożąc rychłym zawaleniem tunelu. Coraz większe połacie kaldery zapadały się gdzieś w dół wzbijając w powietrze wielkie kłęby duszącego pyłu. Setki zalegających na dnie kotliny ludzkich ciał, miejscami spiętrzonych na dwie warstwy, miejscami splecionych ze sobą w pośmiertnym uścisku, znikały spadając ku bezimiennym czeluściom. Nie wszyscy z tych nieszczęśników byli już martwi, wielu znikało w szerokich szczelinach z przeraźliwym potępieńczym skowytem nie mogąc z racji swych ciężkich ran uciec na czas przed podstępną śmiercią.
Wątek techniczny
Ludzie kajaza już dotarli do tunelu, przerąbują sobie drogę przez ciżbę uciekających w tę samą stronę kultystów.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ivash poderwał rozdwojone ostrze włóczni stworzonej ku czci ciemnego pana. W jego stronę mknęło z szybkością błyskawicy włochate cielsko wilczara. Muszę, muszę wytrwać, zatrzymać go, choćby na chwilę.
Jeden sus, jedno uderzenie serc i starli się ze sobą.
To było jak uderzenie taranu, jeden cios, jeden zgrzyt, jedno tchnienie.
Zapadł ciemność.. mrok i cisza. Tak nagła, że aż dzwoniąca w uszach. Spokój...
Myśli zaczęły się rozmazywać. Rozpuszczać w nicości. W niebycie.
Czy to właśnie tak wygląda śmierć? - powstał iskra myśli zapłonęła i pomknęła w ciemność. Zgasła.
Więc gdzieś tu jest królestwo Menotha. Poszukajmy.
Kraj kwitnących jabłoni, kraina wiecznych i obfitych łowów w świecie zbawiciela.... - kolejne snopy myśli iskier zapalały się i gasły.
Ale co z kuzynami? Nie można ich tak zostawić.... Zostawić w obliczu zła. Rozszalałego wilczara i złowieszczej siły druida. Nie godzi się.
Mrok rozjaśniał się. Pojawiły się pierwsze kontury drzew i wzgórz. Gdzieś tam siedząc na tronie czeka Stworzyciel. Trzeba iść.
W mroku zamajaczyła postać. Złudnie przypominała...
- Ulgan?!? Ty też? A co z Ivanem i Volkhiem?
Ulgan nic nie mówiąc złapał Ivash za ramię i wskazał wyciągniętą ręką ciemność. Sam zaś podążył w stronę światła.
- Aaaaa - Ból szarpnął każdym nerwem młodego kossyty. Świat wróci z całą swoją surowością. Wrzaskami, zapachem krwi i flaków i łoskotem.
Ale co to? Świat się rozpadał drżał jakby w konwulsjach.
Ivan i Volkh byli tuż obok, był tam też murnik. Ulgan był martwy....
Ivash chciał pozbierać myśli, ale nie mógł. Świat zapadł się w czeluść.
Silne ręce kuzynów pochwyciły go i pociągnęły w stronę tunelu.
Jeden sus, jedno uderzenie serc i starli się ze sobą.
To było jak uderzenie taranu, jeden cios, jeden zgrzyt, jedno tchnienie.
Zapadł ciemność.. mrok i cisza. Tak nagła, że aż dzwoniąca w uszach. Spokój...
Myśli zaczęły się rozmazywać. Rozpuszczać w nicości. W niebycie.
Czy to właśnie tak wygląda śmierć? - powstał iskra myśli zapłonęła i pomknęła w ciemność. Zgasła.
Więc gdzieś tu jest królestwo Menotha. Poszukajmy.
Kraj kwitnących jabłoni, kraina wiecznych i obfitych łowów w świecie zbawiciela.... - kolejne snopy myśli iskier zapalały się i gasły.
Ale co z kuzynami? Nie można ich tak zostawić.... Zostawić w obliczu zła. Rozszalałego wilczara i złowieszczej siły druida. Nie godzi się.
Mrok rozjaśniał się. Pojawiły się pierwsze kontury drzew i wzgórz. Gdzieś tam siedząc na tronie czeka Stworzyciel. Trzeba iść.
W mroku zamajaczyła postać. Złudnie przypominała...
- Ulgan?!? Ty też? A co z Ivanem i Volkhiem?
Ulgan nic nie mówiąc złapał Ivash za ramię i wskazał wyciągniętą ręką ciemność. Sam zaś podążył w stronę światła.
- Aaaaa - Ból szarpnął każdym nerwem młodego kossyty. Świat wróci z całą swoją surowością. Wrzaskami, zapachem krwi i flaków i łoskotem.
Ale co to? Świat się rozpadał drżał jakby w konwulsjach.
Ivan i Volkh byli tuż obok, był tam też murnik. Ulgan był martwy....
Ivash chciał pozbierać myśli, ale nie mógł. Świat zapadł się w czeluść.
Silne ręce kuzynów pochwyciły go i pociągnęły w stronę tunelu.