Południowe Śródmieście; 23 Ulica; Melina Latynosów; 24/07/2020; 2210hrs
Garcia przekręcił klamkę, ale drzwi były zamknięte. Czarny dla kurażu splunął w ręce i pociągnął drzwi z kopa. Zamek i klamka wleciały do mieszkania wraz z kawałekim dykty, do której były prymocowane. Gladzio popchnął resztę tandetnych drzwi i wszyscy trzej wpadli z obnażoną bronią, do środka. W pokoju siedziało trzech latynosów z pełnymi przerażenia oczyma, zupełnie nie wiedząc, co zrobić. Jeden chował desperacko małego w spodniach. Zaskoczenie było kompletne. Nie wiadomo czy dlatego, że do ich kwadratu wjechało trzech punków, czy dlatego, że ktoś nakrył ich na oglądaniu południowoamerykańskiego pornosa.
Latynosi byli jeszcze dzieciakami, ale starali się wyglądać jak dorośli. Każdy ubrany w jeansy i kraciastą koszulę. Na rękach i szyi nosili kilogramy tandetnego, plastikowego złota. Starsi wyglądali na około szesnaście lat i miało pod nosem ślady lekkiego zarostu. Trzeci, najmniejszy nie miał jeszcze pewnie trzynastu i pewnie nie zdążył zarosnąć jeszcze w miejscach bardziej intymnych, nie wspominając juz o facjacie. Ale pomimo beznadzieji swojej sytuacji nie stracili do końca rezonu. Ten najmniejszy zachowywał się najgłośniej wrzeszcząc jak opętany i machając łapskami, co i rusz wytykając któregoś z napastników palcami:
- Zadarliście skurwysyny z Los Diablos! Już jesteście kurwa martwi! Maaaaartwii! Jesteście kurwa zajebani! Zadarliście z Los Diablos!...
Jeden ze starszych w mgnieniu oka zdał sobie sprawę, że nie ma najmniejszych szans i potulnie podniósł ręce do góry, wciąż jednak patrząc na chłopaków z East Mariny z nieukrywaną nienawiścią. Drugi dołączył do młodszego, też zaczął bluzgać i komicznie bujać się, co zapewne w mniemaniu gówniarzy było bardzo cool i trendy. Poza nieco śmiesznymi wyzwiskami, które może zabrzmiałyby groźnie wobec przeciętnego ucznia podstawówki, nie byli jednak agresywni. Brakowało im w rękach gnatów, które z pewnością dodałyby im pewności siebie. Oczami nerwowo jeździli po chacie, jakby szukając leżącego gdzieś na regałach środka, którym cudownie mogliby odmienić niesprzyjący im los.
Wyglądało, że gówniarze bawili się w jakiś gang, który raczej pewno nie wychodził poza szkolne mury i ograniczał się do sępienia kilkudolarowych haraczy wśród młodszych uczniów. W sumie nic nadzwyczajnego w przeciętnej szkole w 2020 roku. Dzieciaki widziały w telewisji i na ulicach co się wyprawia. Wielu miało starsze rodzeństwo udzielające się w gangach.
Macie ich i wygląda na to, że chyba tylko cud uratowałby gnojków. To co pacyfikujecie małolatów? Łamanie rąk, kulasów? Wyrzutka za okno? Goście są niegroźni. Prawdopodobnie każdy z Was, pojedynczo mógłby im spuścić bęcki.