Kocie Miasto, schron pod hotelem
- Co to za harmider? - zapytał Telibor, znieruchomiały w przyklęku przed rozsuniętymi częściowo drzwiami - To jakaś bitwa?
Stojący za jego plecami Yuran złapał mocniej za przewieszony przez bark kulomiot i przechylił głowę na bok próbując usłyszeć coś więcej pomimo utrudniającego mu sprawę ciężkiego hełmu. Niczym na życzenie, gdzieś w oddali ponownie gruchnął dziki półzwierzęcy wrzask, wyraźnie wibrujący nutą rozumnej radości.
Złej tryumfalnej radości.
- To bitwa - potwierdził Polanin przepychając się niezgrabnie przez szczelinę w skrzydłach wrót - Ale walą, słyszycie? Z mnóstwa luf! Głowę daję, że to dzicy z miastowymi.
Elementy niewygodnego pancerza oraz wciągnięty na grzbiet plecak nie ułatwiały przejścia przez właz, ale zdeterminowany myśliwy dopiął swego i ściągnąwszy z dolnej części twarzy niemal całkiem opróżnioną maskę tlenową wciągnął w płuca haust zapylonego powietrza. Smakowało wybornie, niczym prawdziwie niebiański nektar.
Po drugiej stronie włazu znajdował się rozległy podziemny parking, podobny do tego pod ruinami hotelu, ale zaopatrzony w częściowo zawalone rampy rozładunkowe dochodzące do wejścia. Tutaj też rdzewiały całkowicie przeżarte korozją wraki ciężarówek, a światło słoneczne przedostawało się do środka podziemi przez kilka szerokich otworów w popękanym sklepieniu.
- Wjazdy są zablokowane gruzem - rzucił ostrzegawczo Yuran, kiedy reszta zwiadowców przepchnęła się przez szczelinę we włazie - Ale wystarczy podsadzić jednego z nas, żeby wylazł górą na zewnątrz i pomógł wciągnąć następnego. Damy radę.
- To co, podpalać? - spytał Bruni, stojący w rozkroku w szczelinie wejścia - Puszczamy wszystko z dymem, Yuran?
Bayer Werk tylko jęknął słysząc te słowa, postukał się rękawicą w bok hełmu dając dobitnie do zrozumienia, co myśli o pomyśle Polanina.
Na zewnątrz ewidentnie panuje jakaś bitwa, mnóstwo strzałów, krzyków, wciąż słychać odgłos pracującego parowego samojezdnika. Musicie znajdować się w bliskim sąsiedztwie dworca, chociaż trudno Wam oszacować, w jakiej odległości od hotelu się znaleźliście. Z podziemnego parkingu po tej stronie schronu można się wydostać jedynie przez dziury w suficie, wjazdy są zawalone gruzem. Przy odrobinie kombinowania dacie radę wyjść stamtąd wszyscy. Powietrze za włazem jest wystarczające do przywrócenia Wam normalnego oddechu. Co teraz, podpalacie i w górę? Czy najpierw w górę na zwiad, a potem ewentualnie podpalacie? Czy siedzicie na dole, dopóki bitwa się nie skończy albo nie zapadnie noc? Albo inne propozycje?