PBF - Płonąca granica
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Okolice Bramwell, 5 maja 2055, wieczór
Rozglądając się bacznie wokół siebie kaznodzieja podszedł do myśliwskiej chatki, przesunął wzrokiem po dziurawym dachu i wybitych oknach, potem wkroczył ostrożnie na podest przed drzwiami. Anawaltczycy kręcili się wszędzie wokół, rozmawiając ze sobą normalnym tonem zamiast szeptu, ale bynajmniej nie wieszając broni na ramionach.
Ebenezer dotknął ostrożnie klamki, przekręcił ją bardzo delikatnie zaalarmowany faktem, że w ogóle drzwi były zamknięte. Bardziej naturalnym widokiem byłoby dla niego szeroko otwarte wejście, pozostawione w taki sposób przez uciekających w popłochu mutantów.
Klamka zdawała się stawiać leciutki opór. Przejawiający coraz większą podejrzliwość Radeford przywołał do siebie cichym gwizdnięciem jednego z bojówkarzy, zabrał mu bez słowa latarkę obchodząc chatkę z boku i świecąc do środka przez najbliższe rozbite okno.
- Chwała Panu i wszystkim świętym - powiedział po dłuższej chwili milczenia, cofając się od parapetu i szukając wzrokiem Roba Witherspoona - Nie zbliżajcie się do chaty! To pułapka! Drzwi są zaminowane!
Poukładane starannie na pryzmę torby z amunicją i kanistery z benzyną umieszczono w odległości dwóch metrów od wejścia, przyklejając do jednego z pojemników z paliwem stary wojskowy granat połączony wędkarską żyłką z klamką drzwi. Zaglądający do środka budyneczku Ebenezer nie mógł odmówić autorom pułapki pomysłowości, ponieważ w przypadku otwierających się do środka drzwi zastosowali oni nader sprytny bloczek napinający żyłkę nawet wówczas, gdy klamka przemieszczała się do wnętrza pomieszczenia. Samo jej przekręcenie nie doprowadziłoby do wybuchu, ale otwarcie drzwi na zaledwie stopę już tak.
Diaboliczny pomysłodawca pułapki musiał liczyć na to, że pościg zaniecha w pośpiechu zwykłych środków ostrożności albo dotrze do chatki po zapadnięciu zmroku i bez latarek, ale instynkt i tym razem wielebnego nie zawiódł. Uzbroiwszy domowej roboty bombę mutanci musieli wyślizgnąć się na zewnątrz jednym z okien lub dziurą w podłodze, po czym zapewne odjechali na zdobycznych motocyklach, przekreślając ostatecznie nadzieję Ebenezera na odzyskanie Enduro.
Wątek techniczny
Przezorność zawsze popłaca. Postanowiłem wykonać dla Radeforda bardzo trudny test Percepcji, ale podrasowałem go umiejętnością Amen, bo jeszcze jedna pozostała w zapasie (według zasad gry BG posiada trzy Ameny do wykorzystania w jednej przygodzie). Kości okazały się łaskawe i tym samym zdemaskowały pułapkę.
Rozbrojenie bomby zajęło Anawaltczykom pół godziny, pozbieranie odzyskanych zapasów dalsze pół. Zniknął jeden kanister z paliwem oraz trochę amunicji, co świadczy o tym, że ocalałych mutantów było zaledwie kilku i nie chcieli ryzykować zbytniego obciążenia.
Po motocyklach ani śladu, więc chyba można przyjąć, że nigdy w życiu ich już nie zobaczycie.
Rozglądając się bacznie wokół siebie kaznodzieja podszedł do myśliwskiej chatki, przesunął wzrokiem po dziurawym dachu i wybitych oknach, potem wkroczył ostrożnie na podest przed drzwiami. Anawaltczycy kręcili się wszędzie wokół, rozmawiając ze sobą normalnym tonem zamiast szeptu, ale bynajmniej nie wieszając broni na ramionach.
Ebenezer dotknął ostrożnie klamki, przekręcił ją bardzo delikatnie zaalarmowany faktem, że w ogóle drzwi były zamknięte. Bardziej naturalnym widokiem byłoby dla niego szeroko otwarte wejście, pozostawione w taki sposób przez uciekających w popłochu mutantów.
Klamka zdawała się stawiać leciutki opór. Przejawiający coraz większą podejrzliwość Radeford przywołał do siebie cichym gwizdnięciem jednego z bojówkarzy, zabrał mu bez słowa latarkę obchodząc chatkę z boku i świecąc do środka przez najbliższe rozbite okno.
- Chwała Panu i wszystkim świętym - powiedział po dłuższej chwili milczenia, cofając się od parapetu i szukając wzrokiem Roba Witherspoona - Nie zbliżajcie się do chaty! To pułapka! Drzwi są zaminowane!
Poukładane starannie na pryzmę torby z amunicją i kanistery z benzyną umieszczono w odległości dwóch metrów od wejścia, przyklejając do jednego z pojemników z paliwem stary wojskowy granat połączony wędkarską żyłką z klamką drzwi. Zaglądający do środka budyneczku Ebenezer nie mógł odmówić autorom pułapki pomysłowości, ponieważ w przypadku otwierających się do środka drzwi zastosowali oni nader sprytny bloczek napinający żyłkę nawet wówczas, gdy klamka przemieszczała się do wnętrza pomieszczenia. Samo jej przekręcenie nie doprowadziłoby do wybuchu, ale otwarcie drzwi na zaledwie stopę już tak.
Diaboliczny pomysłodawca pułapki musiał liczyć na to, że pościg zaniecha w pośpiechu zwykłych środków ostrożności albo dotrze do chatki po zapadnięciu zmroku i bez latarek, ale instynkt i tym razem wielebnego nie zawiódł. Uzbroiwszy domowej roboty bombę mutanci musieli wyślizgnąć się na zewnątrz jednym z okien lub dziurą w podłodze, po czym zapewne odjechali na zdobycznych motocyklach, przekreślając ostatecznie nadzieję Ebenezera na odzyskanie Enduro.
Wątek techniczny
Przezorność zawsze popłaca. Postanowiłem wykonać dla Radeforda bardzo trudny test Percepcji, ale podrasowałem go umiejętnością Amen, bo jeszcze jedna pozostała w zapasie (według zasad gry BG posiada trzy Ameny do wykorzystania w jednej przygodzie). Kości okazały się łaskawe i tym samym zdemaskowały pułapkę.
Rozbrojenie bomby zajęło Anawaltczykom pół godziny, pozbieranie odzyskanych zapasów dalsze pół. Zniknął jeden kanister z paliwem oraz trochę amunicji, co świadczy o tym, że ocalałych mutantów było zaledwie kilku i nie chcieli ryzykować zbytniego obciążenia.
Po motocyklach ani śladu, więc chyba można przyjąć, że nigdy w życiu ich już nie zobaczycie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Anawalt, 6 maja 2055, południe
Pozostawiony w spokoju Paul Wilson spał do popołudnia następnego dnia, pogrążony w głębokim spokojnym śnie, który chwilami zaczynał wręcz w opinii Salta przechodzić w śpiączkę. Zbudzony uczuciem ogromnego głodu, kierowca pozbierał się z trudem z materaca, cierpiąc srodze od bólu płonącego żywym ogniem w boku i przedramieniu. Zaaplikowawszy sobie własnoręcznie ostatnią ampułkę morfiny otrzymanej wspaniałomyślnie od Gregora McCalluma Paul wciągnął na siebie wyprane przez kogoś w międzyczasie i porządnie zwinięte dżinsy, po czym powlókł się ku drzwiom mieszkania wiodącym na zewnętrzne schody.
Zza progu dobiegały go stłumione, ale znajome głosy, kiedy jednak pociągnął za klamkę, promienie słoneczne poraziły go blaskiem tak silnym, że przez dłuższą chwilę nie robił nic innego prócz przesłaniania twarzy rękami i rozpaczliwego mrugania. Do jego uszu dotarł dźwięk uruchamianego silnika, przechodzący po krótkim rzężeniu w nierówny, ale mocny klang.
Wymacał jedną ręką poręcz schodów, uchwycił jej się odzyskując równowagę i otwierając szerzej oczy. Na placyku za budynkiem stał na pracującym silniku Canyon, strzelając z rury wydechowej kłębami gryzących spalin i wibrujący w rytm poruszających się tłoków. Siedzący za kierownicą obcy mężczyzna uśmiechał się tryumfalnie wymieniając właśnie uścisk dłoni ze stojącym obok otwartego okienka szoferki Saltem.
- Cześć, śpiąca królewno! - zawołał oparty o podniesioną maskę pikapa Jimmy Cash, spoglądając w górę schodów na Wilsona - Twoja laleczka znowu na chodzie!
Paul zapomniał na krótką chwilę o bólu i sam uśmiechnął się szeroko nie mogąc się przy tym powstrzymać przed głośnym westchnięciem.
Wątek techniczny
Jest popołudnie 6 maja, mijają trzy dni od Waszego wyjazdu z Peterstown. Najwyższy czas wracać do konstabla Clarka, macie tam należność do odebrania za wykonaną misję (i być może nowe zlecenia). Samochód jest na chodzie, Walthers zabronił mechanikom brać za usługę zapłaty (co nie zmienia faktu, że napiwek nie byłby źle widziany).
Radeford wrócił w nocy z ludźmi Witherspoona, przynosząc ponad dwie trzecie oryginalnych zapasów wysłanych do Bluewell (stąd między innymi taka łaskawość Walthersa). Sprawa unii między osadami pozostaje na razie w zawieszeniu, to kwestia negocjacji na co najmniej kilka tygodni, z dnia na dzień nikt decyzji nie podejmie, ale pewne sugestie BG zapadły naczelnikowi w pamięć.
Prawdziwy Holtz pozostaje nadal w śpiączce, ale jego rany zaczynają się goić, traktowane na okrągło sprezentowanymi przez Małą Pumę medykamentami naturalnego pochodzenia. Wysypka Wilsona też zaczyna schodzić (maść z łajna oposa to prawdziwy cud), ale rany cięte bardzo mu doskwierają (bolą tak, że Paul zapomniał już o odgryzionym uchu). Przydział morfiny w Anawalt już się wyczerpał, trzeba będzie poszukać silnych leków znieczulających w Peterstown, zalecałbym też przekazanie kierownicy na trasie w ręce Salta - Wilson powinien dużo odpoczywać.
Kwestia transportu rozwiązana (paliwa macie dosyć na powrót). Co z motorem prawdziwego Holtza? Ebenezer przejmuje go na własność czy zostawia w Anawalt? I czy chce poprowadzić ceremonię pochówku zabitych bojówkarzy? (pogrzeb jest zaplanowany właśnie na popołudnie).
Pozostawiony w spokoju Paul Wilson spał do popołudnia następnego dnia, pogrążony w głębokim spokojnym śnie, który chwilami zaczynał wręcz w opinii Salta przechodzić w śpiączkę. Zbudzony uczuciem ogromnego głodu, kierowca pozbierał się z trudem z materaca, cierpiąc srodze od bólu płonącego żywym ogniem w boku i przedramieniu. Zaaplikowawszy sobie własnoręcznie ostatnią ampułkę morfiny otrzymanej wspaniałomyślnie od Gregora McCalluma Paul wciągnął na siebie wyprane przez kogoś w międzyczasie i porządnie zwinięte dżinsy, po czym powlókł się ku drzwiom mieszkania wiodącym na zewnętrzne schody.
Zza progu dobiegały go stłumione, ale znajome głosy, kiedy jednak pociągnął za klamkę, promienie słoneczne poraziły go blaskiem tak silnym, że przez dłuższą chwilę nie robił nic innego prócz przesłaniania twarzy rękami i rozpaczliwego mrugania. Do jego uszu dotarł dźwięk uruchamianego silnika, przechodzący po krótkim rzężeniu w nierówny, ale mocny klang.
Wymacał jedną ręką poręcz schodów, uchwycił jej się odzyskując równowagę i otwierając szerzej oczy. Na placyku za budynkiem stał na pracującym silniku Canyon, strzelając z rury wydechowej kłębami gryzących spalin i wibrujący w rytm poruszających się tłoków. Siedzący za kierownicą obcy mężczyzna uśmiechał się tryumfalnie wymieniając właśnie uścisk dłoni ze stojącym obok otwartego okienka szoferki Saltem.
- Cześć, śpiąca królewno! - zawołał oparty o podniesioną maskę pikapa Jimmy Cash, spoglądając w górę schodów na Wilsona - Twoja laleczka znowu na chodzie!
Paul zapomniał na krótką chwilę o bólu i sam uśmiechnął się szeroko nie mogąc się przy tym powstrzymać przed głośnym westchnięciem.
Wątek techniczny
Jest popołudnie 6 maja, mijają trzy dni od Waszego wyjazdu z Peterstown. Najwyższy czas wracać do konstabla Clarka, macie tam należność do odebrania za wykonaną misję (i być może nowe zlecenia). Samochód jest na chodzie, Walthers zabronił mechanikom brać za usługę zapłaty (co nie zmienia faktu, że napiwek nie byłby źle widziany).
Radeford wrócił w nocy z ludźmi Witherspoona, przynosząc ponad dwie trzecie oryginalnych zapasów wysłanych do Bluewell (stąd między innymi taka łaskawość Walthersa). Sprawa unii między osadami pozostaje na razie w zawieszeniu, to kwestia negocjacji na co najmniej kilka tygodni, z dnia na dzień nikt decyzji nie podejmie, ale pewne sugestie BG zapadły naczelnikowi w pamięć.
Prawdziwy Holtz pozostaje nadal w śpiączce, ale jego rany zaczynają się goić, traktowane na okrągło sprezentowanymi przez Małą Pumę medykamentami naturalnego pochodzenia. Wysypka Wilsona też zaczyna schodzić (maść z łajna oposa to prawdziwy cud), ale rany cięte bardzo mu doskwierają (bolą tak, że Paul zapomniał już o odgryzionym uchu). Przydział morfiny w Anawalt już się wyczerpał, trzeba będzie poszukać silnych leków znieczulających w Peterstown, zalecałbym też przekazanie kierownicy na trasie w ręce Salta - Wilson powinien dużo odpoczywać.
Kwestia transportu rozwiązana (paliwa macie dosyć na powrót). Co z motorem prawdziwego Holtza? Ebenezer przejmuje go na własność czy zostawia w Anawalt? I czy chce poprowadzić ceremonię pochówku zabitych bojówkarzy? (pogrzeb jest zaplanowany właśnie na popołudnie).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Anawalt, 6 maja 2055, południe
Radeford poprowadził ceremonię pochówku zabitych Anawaltczyków w identyczny sposób, co w Bluewell, ciskając grudy nieurodzajnej ziemi na opuszczone do dołów, owinięte w brezent ciała, potem zaś wygłaszając płomienną mowę wzywającą do jednoczenia się pod znakiem krzyża i krucjaty wymierzonej w mutantów. Salt nie mógł nie zauważyć aprobaty rysującej się na wielu posępnych twarzach, zwłaszcza w chwili, kiedy Ebenezer wygłaszał fragment poświęcony wyższości ludzi czystej krwi nad odmieńcami wszelkiego rodzaju. Stojący przy grobach swoich bliskich lub przyjaciół Anawaltczycy zdawali się chłonąć te słowa niczym gąbkę, pomrukując coś między sobą lub zaciskając dłonie w pięści, długo też nie opuszczali miejscowego cmentarza po zakończeniu ceremonii komentując między sobą treść kazania.
- Gdybyście kiedyś przejeżdżali w okolicy, nie wahajcie się wstąpić - powiedział Damien Walthers przy przygotowywanym do drogi pikapie - Równi z was goście, takich zawsze chętnie witamy. A jakbyście się chcieli osiedlić na stałe... dla was zawsze podniesie się limit mieszkańców.
Sandra Meyers, Rob Witherspoon i Lee Tong uśmiechnęli się zdawkowo słysząc te słowa, nawiązujące ewidentnie do wcześniejszej dyskusji na temat unii pomiędzy Anawalt i Bluewell. Phoebe Tomkin nie mówiła nic ani się nie uśmiechała, ale Salt musiał przyznać, że z jej twarzy zniknął przynajmniej na chwilę sarkastyczny grymas sprawiający wcześniej wrażenie stałego elementu wyglądu dziewczyny.
- Więcej morfiny nie dostaniesz, ale masz tu trochę zwykłych tabletek przeciwbólowych - powiedział Gregor McCallum wciskając w dłoń Wilson szklaną fiolkę pełną okrągłych pastylek - I zmieniaj codziennie opatrunki, tak jak ci pokazywałem, inaczej rany mogą się zapaskudzić.
- Szczęśliwej drogi - naczelnik Walthers uścisnął kolejno dłonie wszystkich kurierów, w jego ślad poszli inni bojówkarze z przybocznej świty Damiena - A na ciebie czekamy niecierpliwie, wielebny. Kaplica stanie jak przyobiecałem, nawet o tę dzwonnicę się postaramy.
- Niechaj was Bóg wszechmogący błogosławi i obdarza łaskami! - rzucił z paki Canyona Ebenezer, kreśląc nad głowami zgromadzonych znak krzyża - Jesteście umiłowanymi synami i córkami Najwyższego!
- Na wieki wieków amen! - odkrzyknął z zadziornym uśmiechem Jimmy Cash poklepując Salta po ramieniu.
Wątek techniczny
Uznałem, że Wasze umiejętności podniosły się bez specjalnych szkoleń. Wciąż pozostają na relatywnie niskim poziomie, więc zamiast usług instruktorów mogę spokojnie przyjąć, że uległy samoczynnej poprawie w efekcie najnowszych doświadczeń BG (dużo strzelaliście, opatrywaliście rany bądź byliście opatrywani, siekliście się w walce wręcz, hasaliście po lasach). Tak więc zmodyfikowane profile obowiązują od chwili obecnej! (zedytujcie sobie karty postaci).
Co do łupów. Kto co wyniósł ze specjalnych zdobyczy, już pisałem. Radeford ma snajperkę bez amunicji oraz Berettę, Salt Uzi (z 12 kulami) i toporołopatę (parametry normalnego topora) oraz kiepską śmieciową zbroję, Wilson M16A2, maczetomiecz oraz kiepską śmieciową zbroję. Te 100 gambli w złomie wyzbierane pod Red Oak Ridge zostawiłbym w formie gambli właśnie, bo amunicji mutki nie miały praktycznie wcale, a kolekcja dziesięciu metalowych pałek chyba Was do końca nie rajcuje? Po dwa komplety odzieży na osobę macie ode mnie gratis, tylko Salt niech sobie odliczy od portfela równowartość kosztu lornetki. Reszta to wirtualna kasa, którą może uda się wydać w Peterstown.
Uwaga! Ani w Anawalt ani w Bluewell nie ma lekarstwa Ebenezera! To już drugi dzień jak nasz BG nie zażył tabletki, więc będę nadal robił kłopotliwe testy. Szansa na kupienie specyfiku jest w Peterstown.
To jak, ruszamy w drogę?
Radeford poprowadził ceremonię pochówku zabitych Anawaltczyków w identyczny sposób, co w Bluewell, ciskając grudy nieurodzajnej ziemi na opuszczone do dołów, owinięte w brezent ciała, potem zaś wygłaszając płomienną mowę wzywającą do jednoczenia się pod znakiem krzyża i krucjaty wymierzonej w mutantów. Salt nie mógł nie zauważyć aprobaty rysującej się na wielu posępnych twarzach, zwłaszcza w chwili, kiedy Ebenezer wygłaszał fragment poświęcony wyższości ludzi czystej krwi nad odmieńcami wszelkiego rodzaju. Stojący przy grobach swoich bliskich lub przyjaciół Anawaltczycy zdawali się chłonąć te słowa niczym gąbkę, pomrukując coś między sobą lub zaciskając dłonie w pięści, długo też nie opuszczali miejscowego cmentarza po zakończeniu ceremonii komentując między sobą treść kazania.
- Gdybyście kiedyś przejeżdżali w okolicy, nie wahajcie się wstąpić - powiedział Damien Walthers przy przygotowywanym do drogi pikapie - Równi z was goście, takich zawsze chętnie witamy. A jakbyście się chcieli osiedlić na stałe... dla was zawsze podniesie się limit mieszkańców.
Sandra Meyers, Rob Witherspoon i Lee Tong uśmiechnęli się zdawkowo słysząc te słowa, nawiązujące ewidentnie do wcześniejszej dyskusji na temat unii pomiędzy Anawalt i Bluewell. Phoebe Tomkin nie mówiła nic ani się nie uśmiechała, ale Salt musiał przyznać, że z jej twarzy zniknął przynajmniej na chwilę sarkastyczny grymas sprawiający wcześniej wrażenie stałego elementu wyglądu dziewczyny.
- Więcej morfiny nie dostaniesz, ale masz tu trochę zwykłych tabletek przeciwbólowych - powiedział Gregor McCallum wciskając w dłoń Wilson szklaną fiolkę pełną okrągłych pastylek - I zmieniaj codziennie opatrunki, tak jak ci pokazywałem, inaczej rany mogą się zapaskudzić.
- Szczęśliwej drogi - naczelnik Walthers uścisnął kolejno dłonie wszystkich kurierów, w jego ślad poszli inni bojówkarze z przybocznej świty Damiena - A na ciebie czekamy niecierpliwie, wielebny. Kaplica stanie jak przyobiecałem, nawet o tę dzwonnicę się postaramy.
- Niechaj was Bóg wszechmogący błogosławi i obdarza łaskami! - rzucił z paki Canyona Ebenezer, kreśląc nad głowami zgromadzonych znak krzyża - Jesteście umiłowanymi synami i córkami Najwyższego!
- Na wieki wieków amen! - odkrzyknął z zadziornym uśmiechem Jimmy Cash poklepując Salta po ramieniu.
Wątek techniczny
Uznałem, że Wasze umiejętności podniosły się bez specjalnych szkoleń. Wciąż pozostają na relatywnie niskim poziomie, więc zamiast usług instruktorów mogę spokojnie przyjąć, że uległy samoczynnej poprawie w efekcie najnowszych doświadczeń BG (dużo strzelaliście, opatrywaliście rany bądź byliście opatrywani, siekliście się w walce wręcz, hasaliście po lasach). Tak więc zmodyfikowane profile obowiązują od chwili obecnej! (zedytujcie sobie karty postaci).
Co do łupów. Kto co wyniósł ze specjalnych zdobyczy, już pisałem. Radeford ma snajperkę bez amunicji oraz Berettę, Salt Uzi (z 12 kulami) i toporołopatę (parametry normalnego topora) oraz kiepską śmieciową zbroję, Wilson M16A2, maczetomiecz oraz kiepską śmieciową zbroję. Te 100 gambli w złomie wyzbierane pod Red Oak Ridge zostawiłbym w formie gambli właśnie, bo amunicji mutki nie miały praktycznie wcale, a kolekcja dziesięciu metalowych pałek chyba Was do końca nie rajcuje? Po dwa komplety odzieży na osobę macie ode mnie gratis, tylko Salt niech sobie odliczy od portfela równowartość kosztu lornetki. Reszta to wirtualna kasa, którą może uda się wydać w Peterstown.
Uwaga! Ani w Anawalt ani w Bluewell nie ma lekarstwa Ebenezera! To już drugi dzień jak nasz BG nie zażył tabletki, więc będę nadal robił kłopotliwe testy. Szansa na kupienie specyfiku jest w Peterstown.
To jak, ruszamy w drogę?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ruszamy Jack prowadzi ja czuwam z M16 na kolanach. Wielebny chyba na motorze Holtza... daje mechanikom 12 gambli. Mam jeszcze 110.
Ostatnio zmieniony 31 grudnia 2011, 22:26 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Jack wrzucił swoje tobołki na pakę pickupa, sprawdził ulożenie aby mu nie podskakiwało coś w drodze i oparł się ciężko o burtę. Spanąl lekko i odwrócil się do zgromadzonych.
- Bywajcie drodzy przyjaciele, dziękujemy za wspanialą gościnę! Mam nadzieję że jeszcze nie raz przyjdzie nam się spotkać! Czas nam w drogę, pewnie w Peterstown czekają na nas już z niecierpliwością...
Podszedl do każdego z uczestników walk z mutantami, uścisnąl silnie prawicę i poklepal po plecach. Zatrzymal się na chwilę przy Phoebe, spojrzal jej glęboko w oczy i szepnąl.
- A Ty bądź taka jaka jesteś, nie zmieniaj się i dbaj o uśmiech... Zapamiętam Cię! - uśmiechnąl się i odwrócil podchodząc do mechaników.
- Dla Was maly drobiazg - podal im butelkę bimbru i wcisnąl każdemu po pięć gambli. - Bywajcie w zdrowiu!
Wskoczyl do pick'upa i odpalil silnik.
Komu w drogę temu zegar pokaż czas!
- Bywajcie drodzy przyjaciele, dziękujemy za wspanialą gościnę! Mam nadzieję że jeszcze nie raz przyjdzie nam się spotkać! Czas nam w drogę, pewnie w Peterstown czekają na nas już z niecierpliwością...
Podszedl do każdego z uczestników walk z mutantami, uścisnąl silnie prawicę i poklepal po plecach. Zatrzymal się na chwilę przy Phoebe, spojrzal jej glęboko w oczy i szepnąl.
- A Ty bądź taka jaka jesteś, nie zmieniaj się i dbaj o uśmiech... Zapamiętam Cię! - uśmiechnąl się i odwrócil podchodząc do mechaników.
- Dla Was maly drobiazg - podal im butelkę bimbru i wcisnąl każdemu po pięć gambli. - Bywajcie w zdrowiu!
Wskoczyl do pick'upa i odpalil silnik.
Komu w drogę temu zegar pokaż czas!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Zajazd przy Kellysville, 6 maja 2055
Zajazd w Kellysville wyglądał dokładnie tak samo jak trzy dni wcześniej: brudny zakurzony blokhauz otoczony zasiekami, z ogrodzonym drutem parkingiem, na którym stały trzy samochody. Pikap jechał powoli ze względu na dziurawą nawierzchnię szosy, toteż Wilson i Radeford mieli dość czasu, by uważnie przyjrzeć się budynkowi przez lornetki.
Zdobyte w trakcie karkołomnej wyprawy instrumenty cieszyły obu mężczyzn niczym świąteczne zabawki dzieci, ponieważ lornetki należały do cenniejszych nabytków w majątku ocalałych z atomowej pożogi ludzi i w wielu osadach oferowano za nie zawrotne kwoty.
- Te same osobówki, które stały tam, kiedy jechaliśmy do Bluewell - oświadczył Paul rozpoznając w dwóch wozach pojazdy należące najprawdopodobniej do trzech grotołazów z wypchanymi podejrzanie plecakami - Trzeci to jakiś furgon, chyba przerobiony przedwojenny ambulans.
- I dwaj znajomi kolesie - dodał cierpko Ebenezer przyglądając się przez własne szkła noszącymi śmieciowe zbroje zarośniętym strażnikom kręcącym się po parkingu - A auta załadowane czymś po podsufitki, wszystkie. Jakby się wyprowadzali.
Wątek techniczny
Wpadacie na piwko i kiełbasę z rusztu? Przejeżdżacie obok bez zatrzymywania się? Stajecie na drodze opodal i zaczynacie wojnę nerwów? Inne propozycje?
Nie wiedziałem, czy Radeford zabierze motor, więc wsadziłem Was wszystkich do szoferki pikapa - motor zawsze może jechać na pace.
Zajazd w Kellysville wyglądał dokładnie tak samo jak trzy dni wcześniej: brudny zakurzony blokhauz otoczony zasiekami, z ogrodzonym drutem parkingiem, na którym stały trzy samochody. Pikap jechał powoli ze względu na dziurawą nawierzchnię szosy, toteż Wilson i Radeford mieli dość czasu, by uważnie przyjrzeć się budynkowi przez lornetki.
Zdobyte w trakcie karkołomnej wyprawy instrumenty cieszyły obu mężczyzn niczym świąteczne zabawki dzieci, ponieważ lornetki należały do cenniejszych nabytków w majątku ocalałych z atomowej pożogi ludzi i w wielu osadach oferowano za nie zawrotne kwoty.
- Te same osobówki, które stały tam, kiedy jechaliśmy do Bluewell - oświadczył Paul rozpoznając w dwóch wozach pojazdy należące najprawdopodobniej do trzech grotołazów z wypchanymi podejrzanie plecakami - Trzeci to jakiś furgon, chyba przerobiony przedwojenny ambulans.
- I dwaj znajomi kolesie - dodał cierpko Ebenezer przyglądając się przez własne szkła noszącymi śmieciowe zbroje zarośniętym strażnikom kręcącym się po parkingu - A auta załadowane czymś po podsufitki, wszystkie. Jakby się wyprowadzali.
Wątek techniczny
Wpadacie na piwko i kiełbasę z rusztu? Przejeżdżacie obok bez zatrzymywania się? Stajecie na drodze opodal i zaczynacie wojnę nerwów? Inne propozycje?
Nie wiedziałem, czy Radeford zabierze motor, więc wsadziłem Was wszystkich do szoferki pikapa - motor zawsze może jechać na pace.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Nie sposób odeprzeć atmosfery entuzjazmu.
- Tak, mili moi niedługo powrócę i wskażę wam jedyną drogę ku wieczności. Cieszmy się z dnia dzisiejszego bo przyszłość należy do nas. - zerkam na harleya przymocowanego do paki pikapa.
-Radujmy się zwycięstwem bo to czyni nas ludźmi, a nie zwierzętami! A teraz bywajcie i nie zapomnijcie o wzniesieniu twierdzy Pana tak w swoich sercach jak i na ziemi!
- Tak, mili moi niedługo powrócę i wskażę wam jedyną drogę ku wieczności. Cieszmy się z dnia dzisiejszego bo przyszłość należy do nas. - zerkam na harleya przymocowanego do paki pikapa.
-Radujmy się zwycięstwem bo to czyni nas ludźmi, a nie zwierzętami! A teraz bywajcie i nie zapomnijcie o wzniesieniu twierdzy Pana tak w swoich sercach jak i na ziemi!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Coś tu się złego dzieje, chyba nie rozwialiśmy zbierających się nad Federacją czarnych chmur. Musimy podjechać i sprawdzić co nowego zaserwowały nam sługi Złego.
Kaznodzieja po raz już chyba setny westchnął sięgając do olstro pod pachą gdzie powinien znajdować się jego obrzyn. Zamiast obrzyna wyciągnął jednak Berette, i położył na udach.
- Podjeżdżaj.
Kaznodzieja po raz już chyba setny westchnął sięgając do olstro pod pachą gdzie powinien znajdować się jego obrzyn. Zamiast obrzyna wyciągnął jednak Berette, i położył na udach.
- Podjeżdżaj.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Zajazd przy Kellysville, 6 maja 2055
Salt zwolnił jeszcze bardziej, zredukował bieg pośród zgrzytliwego protestu skrzyni biegów i skręcił z czterysta sześćdziesiątki na parking zajazdu. Brodaty strażnik z domowej roboty samopałem stał wyprostowany obok jednej z osobówek spoglądając na przybyszów ze zmarszczonym czołem. Drugi, ten noszący wcześniej nabitą ćwiekami deskę, stał bokiem w progu blokhauzu rozmawiając z kimś przebywającym w środku i oglądając się przy tym co chwila na wóz kurierów.
Bacznego spojrzeniu Salta nie uszła jego broń: trzymany pozornie niedbale bębenkowy rewolwer, opuszczony wzdłuż uda i wycelowany lufą w ziemię.
Mężczyzna trzymający w zgięciu ręki wytwór szalonego rusznikarza pozdrowił przybyszów zdawkowym skinięciem głowy, opierając się nonszalancko o jeden z załadowanych do pełna samochodów i bacznie spoglądając na siedzących w pikapie gości.
Silnik Canyona pracował przy wciśniętym sprzęgle, wydając z siebie niski basowy warkot o nieregularnym rytmie.
Wątek techniczny
Siedzicie w wozie, panowie na Was patrzą. Barman i jego żona już o Was wiedzą, bo co innego mógł przekazać do środka gość z rewolwerem jak nie informację o przyjeździe nowych klientów?
Co robicie?
Salt zwolnił jeszcze bardziej, zredukował bieg pośród zgrzytliwego protestu skrzyni biegów i skręcił z czterysta sześćdziesiątki na parking zajazdu. Brodaty strażnik z domowej roboty samopałem stał wyprostowany obok jednej z osobówek spoglądając na przybyszów ze zmarszczonym czołem. Drugi, ten noszący wcześniej nabitą ćwiekami deskę, stał bokiem w progu blokhauzu rozmawiając z kimś przebywającym w środku i oglądając się przy tym co chwila na wóz kurierów.
Bacznego spojrzeniu Salta nie uszła jego broń: trzymany pozornie niedbale bębenkowy rewolwer, opuszczony wzdłuż uda i wycelowany lufą w ziemię.
Mężczyzna trzymający w zgięciu ręki wytwór szalonego rusznikarza pozdrowił przybyszów zdawkowym skinięciem głowy, opierając się nonszalancko o jeden z załadowanych do pełna samochodów i bacznie spoglądając na siedzących w pikapie gości.
Silnik Canyona pracował przy wciśniętym sprzęgle, wydając z siebie niski basowy warkot o nieregularnym rytmie.
Wątek techniczny
Siedzicie w wozie, panowie na Was patrzą. Barman i jego żona już o Was wiedzą, bo co innego mógł przekazać do środka gość z rewolwerem jak nie informację o przyjeździe nowych klientów?
Co robicie?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Czuję kłopoty. Ale mogę sie mylić. jak mamy wchodzić to wysiadamy panowie i ku zajazdowi, kilka metrów od siebie. Porozglądam się po okolicy, jak coś strzelam do tego bliżej. Mówię to do chłopakom nim wysiądziemy i tak by tylko oni usłyszeli. I nie możemy zostawić wozu samego bo nas okradną... Do strażnika rzucam słowa powitania: spokojnie byliśmy tu niedawno. Co tam u was slychać?Można się coś napić?
Ostatnio zmieniony 01 stycznia 2012, 13:37 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Zajazd przy Kellysville, 6 maja 2055
Brodaty strażnik z samopałem odczekał chwilę z odpowiedzią, otaksował wpierw Wilsona bacznym wzrokiem patrząc na niego tak jakby szacował w myślach wartość jego śmieciowej zbroi i noszonej przez kierowcę broni.
- Nie ma nic do picia - oznajmił znienacka barman, który w międzyczasie stanął w progu blokhauzu tarasując swą postacią wejście - Zapasy się skończyły.
- Byliśmy tu niedawno - powtórzył Wilson - Słychać coś nowego?
- Wiem, że byliście, przecież pamiętam - burknął barman postukując lufą trzymanej w ręce strzelby o futrynę drzwi - Jedźcie dalej, zajazd zamknięty.
Wątek techniczny
Chyba się jednak nie napijecie...
Brodaty strażnik z samopałem odczekał chwilę z odpowiedzią, otaksował wpierw Wilsona bacznym wzrokiem patrząc na niego tak jakby szacował w myślach wartość jego śmieciowej zbroi i noszonej przez kierowcę broni.
- Nie ma nic do picia - oznajmił znienacka barman, który w międzyczasie stanął w progu blokhauzu tarasując swą postacią wejście - Zapasy się skończyły.
- Byliśmy tu niedawno - powtórzył Wilson - Słychać coś nowego?
- Wiem, że byliście, przecież pamiętam - burknął barman postukując lufą trzymanej w ręce strzelby o futrynę drzwi - Jedźcie dalej, zajazd zamknięty.
Wątek techniczny
Chyba się jednak nie napijecie...