Pierwszy warg wyskoczył przez krzaki, lądując z rozprutym brzuchem na ścieżce, turlając się jeszcze przez parę metrów i zostawiając za sobą smugę krwi i wnętrzności. Wystrzelony jak z balisty ork wylądował u stóp Ulfhedina, który z radością zakończył żywot nieszczęśnika, odcinając mu toporem głowę. Dwalin mruknął porozumiewawczo do beorninga, szykując się do kolejnego ataku.
Sekundę później świsnęła strzała, którą wystrzelił w krzaki Galdor. Ktoś jęknął głośno a chwilę później przez gęste zarośla paproci wyskoczył warg, kłapiąc paszczą i szarżując na stojącego bezbronnie strażnika.
Praciaen rozmył się w powietrzu. Kątem oka dostrzegł jakiś ruch i w ostatniej sekundzie uskoczył z drogi kolejnemu jeźdźcowi, który niechybnie by go potrącił. Elf przeturlał się po ziemi i ściągając łuk z pleców przycelował i wypuścił strzałę. Ta o włos minęła głowę orka i z cichym stukotem wbiła się w drzewo, tym samym rozpraszając czar. Sindar znów stał się widoczny.
Eris, Maerl i Theor stanęli plecami do siebie, otoczeni przez czterech jeźdźców, którzy niewiadomo kiedy pojawili się na ścieżce.
Hastamir w ostatniej chwili postrzelił warga, który już miał zacisnąć wielkie kły na przedramieniu Galdora.
Kolejni jeźdzcy wychodzili przez krzaki i spomiędzy drzew. Szybki rzut oka wystarczył, by naliczyć 9 przeciwników, a wśród pobliskiej roślinności mogło podchodzić jeszcze raz tyle.
Dwalin i Ulfhedin rzucili się na pomoc rohirrimom, którzy nie walczyli przynajmniej w połowie tak dobrze na ziemi, jak na koniach. Maerl padł cięty zakrzywioną szablą, Eris był przygnieciony przez warga - z którego wcześniej zrzucił cięciem orka, zaś Theor parował ciosy jeźdzca i jego wierzchowca.
Nagły okrzyk zwrócił uwagę Galdora. Hastamir został postrzelony w prawe ramię przez łucznika wychodzącego z krzaków. Ork niedługo się nacieszył zwycięstwem, po chwilę później skończył ze strzałą w oku. Tym razem Praciaen nie spudłował.W tymczasie wielki beorning powalił orka i warga, zaś Dwalin i Galdor pomogli Erisowi i Theorowi.
Jak zbawienie wszyscy usłyszeli brzmienie rogu elfów i świst strzał niechybiających celu. Jeźdźcy zaczęli się wycofywać, nawołując i gwiżdżąc do odwrotu. Dwóch jeszcze padło, nim zniknęli w krzakach, zaś jeden wykorzystał moment nieuwagi Galdora, który dobijał jednego z orków, i ciął go szablą po łopatce i ramieniu i odjechał, znikając w pobliskim gąszczu roślinności. Obrońcy dopiero teraz na tyle ochłonęli, że poczuli ból w ranach.
- To nie były orki z Goblińskiej Bramy. Musimy podążyć ich tropem - szybko rzucił Nezmir, podchodząc bliżej. Zgodnie z rozkazem naszego kapitana, musimy was opuścić. I przykro mi z powodu zmarłych - dodał smutnym tonem, patrząc prosto w oczy Erisa, starającego się opanować łzy. Stracił dwóch zaufanych ludzi, lecz mimo to postanowił dalej spłacić dług wobec swych wyzwolicieli.
- Musicie zaczekać do jutra rana, jeżeli chcecie wejść do paszczy lwa - dodał inny elf, zbierający strzały orków. - Jutro rano podejdziemy pod bramę i spróbujemy ich wywabić.
Mgła się zaczęła rozrzedzać, zaś pierwsze promienie słońca przebijały się przez gęste gałęzie drzew.
Praciaen: 20/20 PŻ
Galdor: 13/20 PŻ, dostałeś cięcie szablą od jednego z jeźdzców
Dwalin: 20/20 PŻ
Hastamir: 32/40 PŻ
Ulfhedin: 20/20 PŻ
Eris i Theor są lekko ranni, mogą kontynuować podróż.
(PŻ - punkty życia, to współczynnik kondycji x 10)
Idziecie szukać przejścia do wnętrza góry czy chcecie zrobić jeszcze coś innego?