Strona 39 z 170

: 27 lipca 2013, 10:03
autor: Araven
Dziękuję dziesiętniku, gobliny mnie służą i ja za nie odpowiadam, a ten kto ich ubije odpowiada przede mną i katańskim prawem. Oto opłata grodowa i mały dodatek za twą dobra pamięć dziesiętniku, za zdrowie Imperatora wypijcie po służbie. Co tu macie taki ruch?

Płacę za każdego + za jedną osobę dodatkowo jako wspomniana premia dla dziesiętnika. Za mną, co się gapicie?


Proponuję pozostałym jakąś średnią karczmę, niezbyt wyszukaną ale i nie spelunę. Wyjaśniam im, że w owym mieście mój dziadunio zmarł, podczas zamieszek, jak tłum świątynie Morghlitha zaatakował był. Od niego me wygnanie i kłopoty się zaczęły. Udawajcie moje sługi, bo inaczej was ubiją, nie rozdzielajcie się i nie wszczynajcie burd, ani nie kradnijcie. Nie wiem co wobec tego będziecie robić... dodał krasnolud.

: 27 lipca 2013, 12:18
autor: mordimer00
Mordil rozglądał się zafascynowany widokami, tylko przy bramie na chwilę wyszczerzył kły na dźwięki słów strażników a szybka reakcja Balina wprawiła w zdziwienie goblina.
-Te Balin tebe tutej znajać człowieki? Po czemu? Ty jakowe slawny tutej być?

: 27 lipca 2013, 17:44
autor: Keth
Rotgan-kir, ranek

Huskun poprawił wsadzoną na głowę peruczkę, nic sobie nie robiąc ze zdumionych min przechodniów. Stawiając wyżej kołnierz goblin jął stąpać tuż za plecami krasnoluda, próbując pozować na jakiegoś niezmiernie ważnego zaufanego sługę. Reakcja dowódcy straży pozwalała mniemać, że Balin był w mieście znaną postacią, a to w opinii zaklinacza mogło zapewnić przynajmniej podstawowe bezpieczeństwo.

Co więcej, krasnolud hojnym gestem zapłacił za wszystkich myto i jeszcze rzucił jakieś monetki pamiętliwemu strażnikowi. Widząc to goblin oblizał bezwiednie swe wystające zza warg kiełki, chorobliwie zafascynowany tak niecodzienną rozrzutnością.

Ciasnota miejskich uliczek przyprawiała Huskuna o zawrót głowy. Goblin nigdy dotąd nie bywał w równie tłocznych i pełnych obcego hałasu miejscach, ale jego zwężone w szparki oczy chciwie chłonęły wszystkie cudaczne widoki.
Trzymam się pleców Balina, ale nie oddalam za bardzo od Gusłka. Zobaczę jak się sprawy dalej potoczą...

: 28 lipca 2013, 09:15
autor: deliad
Rotgan-kir, ranek

Po przekroczeniu bramy Nieulękli weszli na nieduży otoczony kamienicami plac. I o ile to możliwe, panował tu jeszcze większy tłok i gwar niż przed bramą. Na placu chaotycznie poustawiano stragany, wózki, kosze, worki i skrzynie, pełne warzyw i owoców. Sprzedawcy przekrzykiwali się zachwalając swoje towary, a kupujący wybrzydzali targując się o każdego srebrnika.

Pod ścianą jednej z kamienic rozsiadła się grupa ludzi w jaskrawo czerwonych szatach i ogolonych do skóry głowach. Rozpalali ogień w małym metalowym naczyniu i zaczęli głośno wznosić wspólne modły, powtarzają co chwilę Sharmi.

Na owym placu Balin nie znał żadnej godnej uwagi karczmy, więc instynktownie ruszył najszerszą brukowaną ulicą, ku głównemu rynkowi.

Gusłek natomiast znał Rotgan-kir jak własną kieszeń. Nie było karczmy w której by nie pił, anie zamtuza w którym nie czciłby Pana Uciech. Niestety nie było zbyt wielu miejsc w tym mieście, gdzie nie byłby winien pieniędzy...

Rotgan-kir był dość dziwnym tworem architektonicznym. Układ budynków był dość chaotyczny, a ulice bez ostrzeżenia zmieniały swój kierunek i szerokość. Część z nich śmierdziała niczym kloaka smoka, a część posiadała kanalizację.
Brak jednorodności architektonicznej było znamienite dla tego miasta. Obok monumentalnych, starożytnych, wielopiętrowych budynków ze misternymi, choć najczęściej uszkodzonymi, zdobieniami, stały zbudowane z przypadkowych materiałów małe domki. W nowszych budynkach budulcem były fragmenty marmurowych kolumn, bazaltowych płyt, bloków piaskowca, a czasami nawet głowy reptiliońskich posągów. Podobnie sprawa wyglądała z ulicami. Raz wyłożone były równo ułożonymi wytartymi od ludzkich stóp, marmurowymi płytami, a raz ubitym gruzem.

W mieści panował tłok i ścisk. Ulicami mimo wczesnej godziny przelewały się fale mas ludzkich. Pod ścianami i w zaułkach rozłożyli się przyjezdni, dla których zabrakło miejsc w karczmach. Jedni leżeli na kocach, inni gotowali strawę na przenośnych paleniskach. Dodatkowo gwar ludzi starały przekrzyczeć wszędobylskie mewy-złodziejki.

Początkowo dzień zapowiadał się upalnie, ale nim grupa dotarła do Miejskiego Rynku, na niebie pojawiły się sine i czarne chmury. Po dotarciu na rynek, chmury rozpruły się zasypując całe miasto, mknącymi z zawrotną szybkością, lodowymi kulekami. Mieszkańcy miasta, chroniąc głowy i ramiona, rzucili się szukając schronienie przed nieoczekiwana chłostą z niebios.

- Tutaj, tutaj, szybko - krzyknął jakiś korpulentny, łysiejący, niski człowiek.
Gusłek poczuł jak owa persona łapie go pod łokieć i popycha w otwarte drzwi.
Nie widząc innego wyjścia reszta ruszyła za nimi.

Za drzwiami Nieulękłym ukazała się schludna, czysta i pustawa karczma. Za stołami siedziało zaledwie kilka osób. Korpulentny człowiek ukłonił się i powiedział.
- Serdecznie witam w Spokojnej Przystani. Proszę rozgośćcie się. Już niosę dzban piwa. Panowie w Rotgan- kir na dłużej? Mam jeszcze kilka wolnych pokoi. Wynajmę po przystępnej cenie

Balin zastygł jak zamurowany. To było to samo miejsce, w którym zmarł jego dziadek. Co prawda nazwa karczmy była inna, inny był karczmarz, a stoły poustawiano inaczej, to jednak krasnolud dokładnie pamiętał duży zdobiony porożami kominek...

: 28 lipca 2013, 10:10
autor: Araven
Słuchajta gobliny i te wyrośnięte i te niewyrośnięte i ty gnomie. Znają mnie tu w owym grodzie, a raczej rodzinę moją. Ale nie jestem bardzo bogaty, więc na cuda nie liczcie, ta karczma do której wchodzimy, nader mi przypomina gdzie niedawno mój dziadek zawału dostał i zmarł,a le nic wejdźmy do owej Spokojnej Przystani, jak nazywają ów przybytek.

: 28 lipca 2013, 10:56
autor: Dobro
- Ano wejdźmy. Nie widzi mnie się podróżowanie dalsze z gradem na zewnątrz. A tak, to chociaż uczcimy chwałę i dobroć Pianna! Gospodarzu! Po kufelku piwa, migiem proszę! - krzyknął gnom, uśmiechając się i biegnąc do pierwszego wolnego stolika, mogącego pomieścić awanturniczą trupę.

- Piannie! Pierwsza kolejka dedykowana tobie! - krzyknął Drayaharus, wznosząc pienisty kufel piwa i wypijając go w krótkim czasie. Piana spływała po paskudnej mordce gnoma, co najwyraźniej mu nie przeszkadzało, gdyż starł resztki cieczy ruchem rękawa i już patrzył w stronę oberżysty.

- Gospodarzu, chyżo druga kolejeczka!
Techniczny: stawiam pierwszą kolejkę, o ile kosztuje w normalnych cenach ;) mam 3 złote monety, o ile pamiętam. Na ile kolejek mi wystarczy?

: 28 lipca 2013, 11:57
autor: deliad
Masz 8 złotych i 29 srebrnych. (5 zł to zaliczka od mnichów). Piwo normalnie kosztuje 1 ss. W Zielonej Przystani zaledwie 2 ss. (1 złoto to 100 srebrnych).

: 28 lipca 2013, 12:13
autor: mordimer00
-Te ludź my chciej mięso dużo do jedzenia dużo mięso i dużo piwo.
Rzekł Mordil po czym rozsiadł się przy jednej z ław.

: 28 lipca 2013, 12:24
autor: 8art
Barthur nie pamietal dobrze kiedy byl ostatnio w przybytku takiej klasy. W zasadzie to nie wiedzial, czy koedykolwiek byl w tak kuksusowym miejscu. W goblinskiej wsi spal w rozpadajacym sie szalasie i zarl prawie jak swinia z koryta.

Na szczescie los goblina sie odwrocil. Odkad we wsi pojawil sie kaplan Piana i oswiecil Barthura, boska laska splynela na goblina. Wyrwal sie wraz z Huskunem i Mordilem z miejsca gdzie byl tylko niewolnikiem, mial teraz na sobie czyste ubranie i nawet troche zlota. Te boska laske nalezalo odpowiednio uczcic.

Barthur krzyknal przyjaznie na korpulentnego karczmarza, szepnal cos do ucha i poszedl z nim na zaplecze.

: 28 lipca 2013, 14:43
autor: mordimer00
-Te duża kaj te leziesz?

Krzyknął Mordil do DUŻEGO. Mordil cały czas się zastanawiał skąd u tych goblinów na wychowaniu znalazł się ten półolbrzym, to była dziwna sprawa bo Barthur utrzymywał, że jest pełnokrwistym goblinem ale Mordil myślał, że on po prostu jest szurnięty albo w dzieciństwie dostał czymś porządnie w łeb.
Gdy na stole pojawiły się miski z pieczystym i kaszą Mordil od razu zajął się napełnianiem swojego brzucha, im więcej zeżre tym na dłużej wystarczy, solidne porcję mięsa z kaszą popijał dość kwaśny i cierpkim piwem ale był zadowolony. Choć jego kompan Skela był jakiś dziwny i markotny Mordil cały czas próbował z nim porozmawiać o tym co się działo od czasu kiedy ostatni raz się widzieli.

: 28 lipca 2013, 20:41
autor: deliad
Skela nie wyszedł z Komnaty Pokus! Nie widzieliście go od chwila przekroczenia wrót pod wodospadem!

: 28 lipca 2013, 21:20
autor: Keth
Karczma "Spokojna Przystań", Rotgan-kir, ranek

Huskun wcisnął się w najdalszy kąt ławy, w róg karczemnej sali zapewniający mu jakże pożądane w tym tłocznym i pełnym groźnych cudów miejscu bezpieczeństwo. Goblin wciąż wystawiał z ust jęzor i gapił się wokół okrągłymi niczym szczerozłote katanki oczami, przez wzgląd na swe nastroszone uszy sprawiając wrażenie nie tyle pocieszne, co wręcz głupawe.

Widok lądujących na stole półmisków sprawił, że zaklinacz z miejsca jął się obficie ślinić. Nie czekając, aż Barthur weźmie się za dzikie pustoszenie naczyń, goblin złapał najbliższą misję w obie ręce i przyciągnąwszy ją do siebie zaczął pakować w usta wielkie garści gorącej kaszy.

Była to niewyobrażalnie błoga uczta, wynosząca prostą kaszę z omastą do rangi największego przysmaku, jaki dane było bagiennemu goblinowi kiedykolwiek spróbować. Objadając się co sił w szczękach Huskun nadstawiał jednocześnie bacznie uszu, przysłuchując się z wielkim zainteresowaniem toczonym wokół siebie rozmowom.
Sugeruję, by bardziej "cywilizowani" członkowie drużyny pociągnęli karczmarza za język - interesuje nas wszystko, co się tyczy najnowszych wydarzeń w mieście i jego okolicach...

: 28 lipca 2013, 21:30
autor: 8art
Barthur wyszedł z zaplecza, drapiąc się po niedawno wygolonej na łyso głowie. Łysa pała nadawała olbrzymowi nieco groźniejszego wyglądu, ale to nie to zadecydowało o ogoleniu na łyso. Wyhodowany w goblińskiej bujny kołtun stał się siedliskiem miliona wszy i innych robali, z którymi nauczyciele Barthura postanowili się raz na zawsze rozprawić.

Olbrzym z głupią miną podszedł do ławy, nie przestając drapać się po głowie:

- Karczmarz ocipioł chyba... Godoł coś, żech mu się stara ocieliła, czy krowa urodziła... Jakoś tok. W każdym rozie pieczyste polozł nam szykować i zapitek.

: 28 lipca 2013, 21:38
autor: deliad
Spokojna Przystań, ranek

W Spokojnej Przystani zajęte były zaledwie trzy stoły na dziesięć. Być może to mała liczba klientów spowodowała, że Neulękłymi zajęto się z wielką troską i energiczną życzliwością. Na pochwałę z pewnością zasługiwała jedne z ważniejszych cech zawodu karczmarza, a otóż przewidywanie potrzeb swoich gości. Nim jeszcze Drayaharus zdążył zawołać o piwo pojawiał się karczmarz i uzupełniał trunek w jego kuflu.

Na stole pojawiły się pierwsze potrawy, takie jak marynowane węgorze i zapiekana agawa. Dopiero po chwili na stół zaczęły trafiać mięsiwa. Pierw drób w postaci kuropatw i przepiórek, późnej kaczki i gęsi. Do cięższych potraw na stół dołączyły cięższe alkohole. Wina czerwone jak i białe. Do dziczyzny czyli dzika zapiekanego w cieście, wódka.

Nim wygłodniali strawy jak i zabawy podróżni zdążyli zachwycić się rozkoszami podniebienia, okazało się, że zamiast karczmarza napitki nalewają im skąpo odziane, roześmiane dziewoje.

W hałas spowodowany stukiem misek i mlaskaniem oraz popiskiwaniem podszczypywanych służek wdarły się pierwsze akordy wesołek skocznej melodii, wygrywanej żwawo przez trzech grajków.

Czas mijał jak sen. W głowach pojawił się przyjemy szum i pojawili się pierwszy tancerze. Jako pierwszy skakańca przytupańca rozpoczął Imaginarus, później dołączył Gusłek obracający dwie chichoczące dziewczyny. Gobliny także nie wstrzymywały się wyczyniając dzikie harce.

Uczta trwała na całego, gdy na jeden stół wdrapały się dwie dziewoje tańcząc zmysłowo, ocierają się o siebie i zrzucając ubranie.

Tego dnia żaden z Nieulękłych nie wylądował w łożu samotnie. Rozgrzane napitkiem dusze i krew powodowały, że co chwile pary znikały na pięterku. Zdarzały się także inne układy grupowe - tria, a i nawet czworokąty.
Zmęczeni miłosnymi zapasami wracali na dół, by jeść pić i tańcować...

Pod wieczór gdy czach dymiły niczym gasnące pochodnie ni stąd ni z owąd, karczma wyludniła się ponownie. Za stołami, na podłodze lub na stołach pozostali jedynie Nieulękli.

Pobladła, wystraszona i drżąca postać karczmarza pojawiła się jak nocna mara. Jak zła wróżba.

- Mu.. Mu.. Muszę wam coś powiedzieć...

: 28 lipca 2013, 21:43
autor: 8art
- Pieruna, tylko nie godoj, żech się druga krowa ocieliła, bo muszech chwila odsapnąć przed piciem.