Międzystanówka I-15 na południe od Primm
Na znak dany przez rudowłosą dziewczynę jeden z chłopców odwiesił na ramię M16 i odebrał Johnowi metalową tubę otrzymaną kilka godzin wcześniej od republikańskiego oficera. Kobieta obejrzała stalowoszary pojemnik ze sporą uwagą, szczególnie długo zastanawiając się nad zabezpieczającym ją numerycznym zamkiem.
- To sprzęt wojskowy, ale o niczym to nie świadczy - oznajmiła po chwili ciskając tubę pod nogi klęczącego w piasku Flanagana - W środku może być cokolwiek. Mogliście to zrabować tym samym żołnierzom, którym zwinęliście wojskowe karabiny. Bill, pozbieraj ich kombinezony i podróżne torby.
- Nie chcecie nas chyba okraść? - zapytał John, nie odrywając wzroku od przenoszących jego dobytek pod drzwi posterunku nastolatków. Z wnętrza budynku wyszło kilka osób: dwie starsze wiekiem kobiety oraz para całkiem małych dzieci.
- Wolisz, żebyśmy was odstrzelili? - zapytał snajper, który zdążył w międzyczasie dotrzeć do reszty grupy - Nie pyskuj, bo ciągle możemy zmienić zdanie. Cathy, wszystko im zabraliście?
- Przecież widzisz, zostali w bieliźnie - sarknęła ruda, opuszczając nieco lufę śrutówki - Co z nimi zrobimy?
- Puścimy wolno - wzruszył ramionami człowiek, który najpewniej zwał się Tim - Nie jestem mordercą, nie zabiję ich z zimną krwią.
- Zostawicie nas tutaj bez broni i zapasów, to wyrok śmierci! - wyrzucił z siebie John - Równie dobrze mógłbyś od razu mnie kropnąć!
- Tylko mnie nie podpuszczaj, koleś - ruda potrząsnęła głową wprawiając w ruch swe warkoczyki - Zawsze możemy zmienić zdanie.
Uzbrojony w Berettę mężczyzna, który wcześniej trzymał na muszce Gottschalka zaczął przetrząsać rzucone na kupę łupy, odkładając coś na bok. Wybrawszy interesujące go przedmioty pozbierał je w ramiona i poszedł w drugą stronę autostrady, zakurzonym poboczem. Oddaliwszy się na jakieś pięćdziesiąt metrów wbił w ziemię trzy maczety zdobyte przez kurierów na kajdaniarzach w Goodsprings, obok zaś cisnął trzy napełnione wodą plastikowe butelki.
Kiedy wrócił z powrotem pod posterunek, w jego oczach nie można było dostrzec najmniejszego śladu współczucia.
- Chcieliście nas zabić i obrabować - oznajmił - Stul gębę, chudy, nie interesuje mnie twoja odpowiedź. Byliśmy szybsi i lepsi, więc wygraliśmy, a zwycięzcy zgarniają całą pulę. Widzicie te tasaki i wodę? Dostaniecie je na odchodne, żeby nikt nie twierdził, że porzuciliśmy was na pewną śmierć. Do Przyczółka Mojave macie jakieś osiem mil, jak się porządnie spocicie, dojdziecie na miejsce jeszcze dzisiaj. Zważywszy na to, co się tutaj zwykło kręcić po zmierzchu, zalecam porządne spocenie się. A teraz wynocha!
- I zabierzcie tę pocztową tubę - dodała dziewczyna - Noszenie czegoś takiego to ryzyko, może jakiś patrol was nakryje i powiesi na antenie jeepa za wojskową kontrabandę.
Koniec końców zostaliście prawie nadzy, z jedną maczetą i jedną butelką wody na osobę. Nie wiem, czy akceptujecie swoją sytuację, ale ci ludzie chyba nie znają żartów!