Strona 40 z 48

: 10 sierpnia 2015, 21:47
autor: lightstorm
Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:30

- Myślałem nad tym, jak tylko dowiedziałem się o Szczurach w domenie. Odpowiedź wydaje się bardzo prosta, albo kryje się za tym drugie dno. Znasz Nosferatów... Dzięki przekleństwu, które trawi ich ciała są politycznym zerem. Nie posiadają cech i umiejętności, które pozwoliłyby im aktywnie uczestniczyć w świecie śmiertelnych. Żaden z nich nigdy nie dorobi się fortuny, no chyba że sprzedaje swoje unikalne zdolności. To jednak za mało, by wykupić Rhino i pozostały teren. Myślę, że ich po prostu na było na to stać, a dodatkowo Anton nie ma czasu i pojęcia o prowadzeniu dużego interesu. Teraz jestem dla nich wygodnym gospodarzem. Jednak zdaję sobie sprawę z faktu, że Antonowi nie spodobałoby się, gdybym stał się bardziej znaczącą osobą w Bournemouth. W obecnej chwili nic z tym nie mogę zrobić. Muszę czekać na odpowiedni moment, a przede wszystkim więcej się dowiedzieć. Czekam na spotkanie z jednym z Nosferatów, który przesiaduje w Rhino. Zobaczymy co z tego będzie...

Xavier czekając na odpowiedź Achille, zaczął wertować listę kontaktów w telefonie w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby teraz pomóc.
Mam lokację samochodu Clarka. Używam Kontaktów z Cech Pozycji, aby dowiedzieć się czy znam kogoś z tego rejonu miasta. Jeżeli tak, to zadzwonię do tej osoby. Wiem, że jest prawie 4 nad ranem, dlatego raczej wybiorę osoby działające w nocy np. dilerzy, drobni paserzy, alfonsi, znajomi znajomych itd. Jeśli to nie wypali to dzwonię do Jacksona, mojego nowego Ghula.

Jak daleko jest z Rhino do samochodu Clarka?
EDIT 8art: Samochód jest zaparkowany niecałe 5 kilometrów od SR, czyli podróż autem zajmie około 6-8 minut (o tej porze nocy).

: 10 sierpnia 2015, 22:06
autor: 8art
Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:45

Julie była dziwką, która miała swój najlepsze na lata, ale skutecznie nadrabiała utraconą urodę i tym samym brak klientów przesiębierczością, sprzedając trawę i Ecstasy.

No i oprócz tego dużo wiedziała. Dlatego Xavier miał jej numer w telefonie. Krótka rozmowa i Julie jak to ładnie określiła była "on the case". Oddzwoniła szybciej niż się tego Xavier mógł spodziewać:

- Cześć słodziutki, twoja bryczka stoi pusta, kluczyki są w środku. Dobrze, że nie jeździsz po pijaku kochaniutki, ale zostawić tak furę z kluczykami na Parkstone. Przecież żadna ubezpieczalnia nie wypłaci ci szkody za taką akcję.

- Jest tam telefon? - zapytał Xavier, nie zamierzając wyprowadzać Julie z błedu i tłumaczyć kto zostawił tam Mercedesa.

- Jest misiaczku, nowy Samsung S4... Aż się dziwie, że nikt go jeszcze nie zajebał. Mam go zabrać i zamknąć limuzynę? Chcesz to fanty podeslę taksówką, po starej znajomości... Tylko nie odbieraj auta dopóki nie wytrzeźwiejesz. - Julie zamilkła na chwilę: - Podobno interesują cię dziewczyny, co je u ciebie sprzątnięto. Wiesz co słyszałam?

Nim Xavier zdążył cokolwiek powiedzieć, dziwka podzieliła się swoją wiedzą:

- Ludzie mówią, że ktoś wysyłał je do jakiegoś rezusa na Sandbanks czy Lilliput, zanim zginęły.

: 10 sierpnia 2015, 23:08
autor: Suriel
Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:30

Tomas z lekko kpiącym uśmiechem sięgnął po kartę telefonu, którą położył na blacie stołu. Nie chodziło bynajmniej o kartę ale odwagę. Czy raczej jej niedostatek.

Oczywiście znają numer i mogą wykonać telefon kiedy nie będzie mnie w pobliżu. Ale jeśli tak się okaże zachowam się odpowiednio.

- Cóż, skoro nie chcecie rozmawiać z Nią, to ta kart nie będzie wam potrzebna. Jednak, nalegam by koniecznie być przy tej rozmowie, jeśli tylko zmienicie Panowie zdanie. Wizyta w Muzeum jest mi jak najbardziej na rękę i chętnie się tym zajmę. Wolałbym spotkać tak wielu członków rodziny jak to możliwe. Nie chcę skończyć w zębach miejscowych przez pomyłkę kogoś kto mnie pomyli z Sabatnikiem. - strzepnął paproch z mankietu i wstał prostując wdzianie - Zatem, szanowna koterio... - uchylił lekko czoła w kierunku Ventrue i Toreadora na pożegnanie.

- Pozwól Marcusie, że pomogę. Aha... i jeśli nie masz nic przeciwko przespacerujemy się kawałek nim dotrzemy do Elizjum. Możemy wziąć taksówkę jeśli chcesz by uniknąć sporu, który z nas będzie prowadził. - spojrzał na ślepca.

[center]***[/center]

Bournemouth, droga do muzeum 26/11/2014 około 03:45

Gdy docierali do miejsca lecz byli jeszcze na tyle daleko by cieszyć się samotnością, Tomas chrząknął chcąc jakoś zacząć niezręczną rozmowę.

- Cóż, muszę przyznać iż twój widok kiedy się pojawiłem w twym domostwie zrobił na mnie duże wrażenie. Wyglądało to iście dramatycznie. Twój numer dostałem od Vallo na wypadek gdyby potrzebował pomocy. Usłyszawszy co się stało zadzwoniłem niezwłocznie. Kiedy odebrałeś miałem wrażenie, że dzieje się coś bardzo złego u ciebie. Przybyłem natychmiast i kiedy pozwoliłem sobie, przyznam otwarcie, wtargnąć do twego domostwa zobaczyłem iście dantejską scenę. Kiedy tylko upewniłem się, że z tobą jest wszystko jak należy uratowałem tą młodą damę. Możesz przypomnieć mi jej imię Marcusie?

- Zrobiłem coś nie do końca dobrego Marcusie. Dałem się napić tej róży by nie zwiędła póki nie odzyskasz pełni swych sił i nie zadecydujesz co stanie się z nią dalej. - Tomas spojrzał kątem oka na reakcję Marcusa. - Rozumiem, że jest ci to ktoś bliski. Czy opiekujesz się nią Marcusie?

- Myślę, że za jakiś czas spotkamy się we trójkę przy kawie ze lekkim zażenowaniem ale i z uśmiechem wspominając całą to scenę. Jest to na swój sposób wspaniała młoda dama, choć muszę otwarcie przyznać że gustuję w zupełnie innych kobietach. Jakby to powiedzieć, bardziej doświadczonych i o znacznie silniejszym charakterze... - Oczy Tremera utkwione były przed siebie, gdzieś głęboko w mrok kiedy chłodno wypowiadał ostatnie zdanie.

- A, propos charakteru. Czy nie obawiasz się nieco przypadkowego spotkania w muzeum księcia? Kiedy się przedstawiałem, był mocno tobą zainteresowany. Na pewno znajdzie parę chwil by podjeść i porozmawiać. Potrafi być bardzo władczy i mam nadzieję, że po dzisiejszej traumie nie przysporzy ci kolejnych niepotrzebnych wzruszeń. Myślę, że mogłoby się to odbić źle na twym kruchym zdrowiu. Niepokoję się Marcusie. Może powinieneś zasięgnąć opinii doktora Sandersa, Czy chcesz do niego teraz zadzwonić?


[center]***[/center]
Bournemouth, pod muzeum 26/11/2014

- Większość Spokrewnionych jest już w Elizjum. My tu stoimy na czatach póki co.

- Cóż w takim razie i my tam zaraz wejdziemy. A jako, że jestem tu zupełnie nowy może powiecie co do cholery jasnej jest z tym miastem nie tak. Głupio by było dać teraz głowy skoro książę łaskawie pozwolił tu na chwilę przycupnąć takiemu pariasowi jak ja. Od razu wydało mi się to podejrzane że się zgodził. Teraz widzę, że potrzebna jest tutaj każda para rąk. Sabat podobno jest na ulicach ale co się konkretnie tu dzieje u licha? Prawie spalili elizjum, to już finał czy dopiero rozgrzewka? Wiadomo kto im przewodzi?

: 10 sierpnia 2015, 23:08
autor: Oggy
Achille obrócił pustą już szklankę którą trzymał w dłoni i dwukrotnie zastukał paznokciem w dno. Zaskoczony Xavier oderwał się od telefonu, unosząc pytająco brew.

- Każda groźba musi być realizowalna. Anton nie żartował mówiąc ze może zatopić Rhino jeżeli zechce. I to subtelnie, w białych rękawiczkach. - Moreau odstawił szklankę na stolik i przekrzywił głowę myśląc nad kolejnym zdaniem. - Twój akt własności opiewa jedynie na nieruchomość. Teren na którym stoi RH jest dzierżawiony od spółki zarządzającej gruntami miejskimi. To bardzo poplątana nitka, ale jeżeli chcesz mocnych dowodów pewnie będziesz w stanie trafić przy jej pomocy do kłębka. Sądzę, że możemy roboczo założyć że to Nosferatu. - Achille spojżał w oczy Xaviera - Nie sądziłeś chyba że zmyślałem mówiąc o twojej ograniczonej kontroli nad Spearmint Rhino?

Nim Prince odpowiedział komórka w jego dłoniach zadźwięczała. Słysząc przebieg rozmowy Torreador aż przesunął się na brzeg fotela.

- Merde! Willa na Sandbanks... Kiedy zniknął Vallo było tam włamanie, zupełnie to zignorowaliśmy a to właśnie był pierwszy cel, przed Liliputem. - Achille przetarł łuki brwiowe i przeciągnął dłonią po włosach. - Nie wiem jak tobie ale mój kredyt zaufania do Primogena własnie otarł się o dno. Odwołaj Marcusa i Solomona, atak na Elyslium to pozoracja, musimy przypilnować Rhino i uratować Owena. Trzeba było zabrać więcej granatów - mruknął podnosząc się i sprawdzając broń.

: 11 sierpnia 2015, 13:14
autor: koszal
Bournemouth, pod muzeum 26/11/2014

Doktor nie może pojawić się przed Elizjum. Zajmiemy się jeszcze moimi Ghulami, przepytamy każdego osobno.

Uporczywa, natrętna myśl. Przypadkowe wydawałoby się słowa rzucone prze Xaviera jeszcze w kryjówce nie dawały malkavianowi spokoju. Jaki związek miał jego osobisty terapeuta ze spokrewnionymi? O zgrozo! Czyżby był pod ich wpływem, lub dobrowolnie dzielił się tajemnicami, o których opowiadał mu Marcus?
Nie! Nie! To nie mogło być prawdą!
Wątpliwości..

Szedł wolno. Deptał przewodnika, potykał się. Spowalniał. Potrzebował czasu, by skupić myśli. Doktor od zawsze był dla niego oparciem... od zawsze...

Nie. Nie od zawsze, lecz.. spotkał go krótko po swojej przemianie, gdy głodny błąkał się po ulicach Bournemounth.
Czyżby kaninici celowo postawili go na jego drodze? Czy był ich szpiegiem? Przecież Koroviev nie skrywał żadnych tajemnic. Ot niewidomy fryzjer, niedoszły talent muzyczny, złamany skrzypek..

[center]***[/center]

Kretyni. Wygodnie rozsiadłwszy się w fotelu z wnętrza umysłu Sands przypatrywał się swemu nosicielowi przeklinając idiotów, którzy stworzyli niebezpieczny precedens zagrażający jego egzystencji. Później przemyśli, czy działanie Ventrue było dziełem niechlujności, czy wymierzonym w niego atakiem. Wszakże to ten elegancik zmusił go do ujawnienia swojej egzystencji przed koterią i już teraz, po tak krókim czasie pojawiły się komplikacje. Będzie ich więcej. Pora odzyskać kontrolę.
Pochylił się w przód palcem wskazującym dotykając wewntrznej strony czoła malkavianina.
Czuły, troskliwy głos w umyśle Korovieva. Subtelna nuta, by odwrócić uwagę.

-Lindsey... myśl teraz o Lindsey Marcusie.

-....Rozumiem, że jest ci to ktoś bliski. Czy opiekujesz się nią Marcusie?- spośród potoku słów, na który pogrążony w myślach Koroviev reagował bez specjalnego zainteresowania, ostatnie zdanie Langera wryło się w umysł malkavianina niczym buldożer przedzierający się przez gruzowisko.

Milczał, choć umysł palił go z natłoku obaw. Walczył, by zachować choć pozorny spokój.

Czyżby o nią chodziło? Ten kainita, którego dopiero co poznał tak niezgrabnie próbował wypytać się o jego podopieczną. Udawał znajomy krok. Tembr głosu przypominał Thomasa. Chce przełamać barierę, zbliżyć się do Korovieva, a poprzez niego ..
do Lindsey.


-Ostrożnie Marcusie, uważaj na słowa, które wypowiadasz na głos, pośród cieni. - słowa Sandsa zafalowały gdzieś na peryferiach, jak gdyby był tu z nim, obecny, a zarazem daleki, obserwujący. Dlaczego słyszał doktora, ilekroć się wahał? Dlaczego ten człowiek miał zawsze dla niego czas? Kolejna wątpliwość, która niczym robak zaczęła drążyć jego myśli. Przerażająca, chora myśl.
A co.. jeśli?

Czy doktor Sands był kanitą?! Czy był na usługach Ventrue? Czego chcieli od Lindsey?- potknął się odruchowo zaciskając rękę na ramieniu Langera, który podsycił ogień kontenerem oliwy.

-Niepokoję się Marcusie. Może powinieneś zasięgnąć opinii doktora Sandersa, Czy chcesz do niego teraz zadzwonić?

Niemal natychmiast poczuł ugryzienie bestii. Wzrastała w nim. Dzika, szalona wściekłość i wola rozszarpania na strzępy wszystkiego wokół. Walczył z wewnętrzną bestią, gdy odkrył obecność innych spokrewnionych. Rozpoznał kilku z nich, skrywających się w pobliżu.
Doskonała okazja, by zmienić temat. Langer uprzedził go jednak w słowach:

- Cóż w takim razie i my tam zaraz wejdziemy. A jako, że jestem tu zupełnie nowy może powiecie co do cholery jasnej jest z tym miastem nie tak. Głupio by było dać teraz głowy skoro książę łaskawie pozwolił tu na chwilę przycupnąć takiemu pariasowi jak ja. Od razu wydało mi się to podejrzane że się zgodził. Teraz widzę, że potrzebna jest tutaj każda para rąk. Sabat podobno jest na ulicach ale co się konkretnie tu dzieje u licha? Prawie spalili elizjum, to już finał czy dopiero rozgrzewka? Wiadomo kto im przewodzi?

-Nie. Powinniśmy wracać. Szybko. Mam silne przeczucie, że coś wydarzy się w Rhino.

Myśli zatoczyły krąg. Xavier pozbył się go, by ściągnąć do swej kryjówki nieświadomego niczego Sandsa. W niezgrabnych słowach zdradził się, że chce przepytać terapeutę:
Doktor nie może pojawić się przed Elizjum. Zajmiemy się jeszcze moimi Ghulami, przepytamy KAŻDEGO osobno.
Nie ma wątpliwości, że Xavier będzie wypytywał doktora o Lindsey.

Biedny doktor. Marcus ściągnął na tego człowieka nieszczęście wciągając go na zagmatwane ścieżki nieumarłych. I ani słowa więcej o Lindsey. Nikomu.

[center]***[/center]

Dobrze. Sands uśmiechnął się ponownie opadając w fotel. Był wygodny, miękki, w kolorze morskiej zieleni. Doktor bardzo go lubił. Z satysfakcją ucieszył się na myśl, że odsuwał od Korovieva tę głupią smarkulę, która w dużej mierze podtrzymywała sens egzystencji ślepca. Z pewnością nie pozwoli też, by jakiś wampirzy kmiotek go stąd wysiudał. Wiedział, że czeka go walka. Ventrue też pożądał Marcusa i nie zamierzał łatwo odpuścić.
Wracamy do SR. Zaraz tam będzie jatka. Koroviev czuje to nosem.

: 11 sierpnia 2015, 20:50
autor: Suriel
Bournemouth, droga do muzeum 26/11/2014 około 03:45

Tomas ku swojemu rozczarowaniu nie doczekał się jednak odpowiedzi Marcusa. Był dziwnie odległy co nieco irytowało Tremera. A przecież wystarczyłoby parę słów powiedzieć, choćby dla podtrzymana rozmowy lub jej jednoznacznego wygaszenia. Po co się tak telepać w środku, jak wariat jakiś.

Cóż, nie jest to zbyt grzeczne. Może ta dziewczynka okaż się nieco bardziej rozmowna.

- Skoro nie chcesz ze mną rozmawiać, nie będę cię już więcej o nic pytał. Jeszcze trochę i gotowym pomyśleć iż wywyższasz się jak jakiś Ventrue. Otworzysz się kiedy będziesz gotów lub nigdy jeśli zabije nas Sabat - Tomas zaśmiał się perliście.

[center]***[/center]
Bournemouth, pod muzeum 26/11/2014


-Nie. Powinniśmy wracać. Szybko. Mam silne przeczucie, że coś wydarzy się w Rhino.

Tomas spojrzał ze zdziwieniem na Marcusa.

- Ależ, mój drogi czy ty aby nie przesadzasz? Co takiego skłoniło cię do takich przemyśleń. Skąd te nagłe lęki u osoby twego pokroju? - Tomas uśmiechnął się zerkając na pozostałych Kainitów - Chyba nie boisz się wejść do Elizjum ze względu na trochę dymu? To jest serce tego miasta - wskazał gestem dłoni na Muzeum - Co niby takiego miałoby się stać w jakimś zapyziałym lokalu pokroju Rhino...?

: 11 sierpnia 2015, 23:03
autor: lightstorm
Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:30

Price kontynuował rozmowę przez telefon:

- Jak zwykle mnie nie zawodzisz Julie, - powiedział miłym głosem - zamknij auto i podeślij fanty przez taksówkę. Dziękuję także za informację o napadzie. Na pewno się odwdzięczę za twoją troskę, ale zanim to zrobisz rozejrzyj się za kamerami. Widzisz jakieś?

- Czekaj... Hmmm... Nie widzę żadnych. Coś się stało? - zapytała z nutą zaciekawienia w głosie.

- To zależy od tego, co mi zaraz powiesz. Weź proszę telefon, który znalazłaś i zobacz kiedy było na nim ostatnie połączanie oraz listę połączeń.

- Już patrzę... - w słuchawce rozległ się szelest. Po chwili głos kobiety mówił dalej:

- Rano rozmawiał z Niną, po południu kilka rozmów z "dostawcami z Rhino", wieczorem lokalny numer stacjonarny, a dokladniej hotel Haven - Julie mówiła wszystko podając także dokładne godziny rozmów.

Ventrue zakrył dłonią mikrofon telefonu, po czym powiedział do Achille porównując dane z GPS z godziną połączeń :

- Ten telefon z hotelu Haven był kilkanaście minut wcześniej, zanim przywiozl tam Jonesa -powiedział ściszonym głosem.

Przyłożył z powrotem telefon do ucha skupiając się na tym, by jego głos był jak najbardziej podniecający i władczy:

- Mam gorącą prośbę do ciebie, moje ty słońce kochane. Nie rozłączaj się, tylko schowaj telefon tak bym słyszał, co się dzieje w twojej okolicy. Przeszukaj w tym nowym S4 zdjęcia, aż trafisz na fotkę Clarka, po czym udaj się do hotelu Haven. Zapytaj w recepcji, pokazując zdjęcie, czy go tam nie widzieli. Znasz Clarka, pewnie poszedł na dupy, a ja nie wiem gdzie dokładnie. Te z Rhino go znudziły... Sprawdzisz to dla mnie to załatwię ci dobry kontakt.

- Oj Xavier wiesz co... Ale dobra, zgoda pójdę tam i nie będę się rozłączać. Telefon będzie wysoko, więc powinieneś słyszeć ewentualne rozmowy.

- Dziękuję i czekam na wiadomości.

Price nie rozłączył się. Wystukał na multimedialnej klawiaturze SMS'a do Tremera: Wracajcie natychmiast do Rhino. Achille uważa, że spotkanie pod muzeum to pułapka. Ventrue odkładając na stół smartfona pokazał wysłaną wiadomość i wyłączył w nim mikrofon, aby Julie nie słyszała rozmowy dwóch Spokrewnionych.

- Dobrze się orientujesz w sprawach, które mnie dotyczą, a to sprawia, że robisz wrażenie kogoś kto świetnie odnajduje się w lokalnej polityce. Zaraz na początku, gdy przejąłem Rhino i hotel zastanawiałem się nad tym, czy nie sprzedać tego jakiemuś innemu Ventrue i uciec z tego miasta. Nie zrobiłem tego, ponieważ doszedłem do wniosku, że po kilku latach zadręczyłoby mnie to. Ten fakt, że uciekłem... - Xavier zawahał się chwilę, jakby nie był pewien, czy chce kontynuować ten temat. Po chwili dodał:

- Wolę spłonąć, niż zwiędnąć... Zmieniając temat muszę przyznać, że jestem zmęczony tą sprawą, a ty zaczynasz prawić o tym, że za mało granatów wam dostarczyłem. To nie są budujące słowa, gdzie niebawem będzie świt. Martwi mnie jeszcze inna sprawa. Gdzie są Harpie i pozostali Primogeni?
EDIT: Usunąłem informację o akcie własności gruntów. Jako gracz nie miałem pojęcia, jakie są realia w UK.

: 12 sierpnia 2015, 22:48
autor: Suriel
Bournemouth, pod muzeum 26/11/2014

Perlisty śmiech Tremera został brutalnie przerwany przez odgłos telefonu komórkowego. Tomas odczytał smsa i uśmiech zgasł na jego twarzy już całkowicie.

- Znajomy pisze że powinniśmy natychmiast udać się do Rhino. - zerknął na Marcusa

Najwyraźniej to szaleństwo jest zaraźliwe...

- No, cóż Marcusie najwyraźniej pora na ciebie. Zamówię ci taksówkę bo jak rozumiem zaczyna być ci niezmiernie śpieszno. Jeśli o mnie chodzi mam jeszcze jedną czy dwie sprawy do załatwienia w okolicy więc nie chcę narazić cię na tortury oczekiwań aż zakończę sprawunki. Przyznam jednak szczerze, że nieco niepokojąca jest świadomość że elizjum do którego zamierzam wejść było przed chwilą świadkiem ataku Sabatu. Nigdy nie wiadomo kiedy zechcą poprawić swój błąd kolejnym atakiem.
Spoiler!
Zamierzam wejść do elizjum by być rozpoznawalny przez większość rodziny z miasta co być może uchroni mnie przed wypadkiem wzięcia za sabatnika. Głównym jednak celem jest odszukanie w środku któregoś z Tremerów.

Podkręcam sobie lekko słuch na tę niebezpieczną okoliczność. Może usłyszę jakieś ciekawe szepty wśród rodziny które mi coś podpowiedzą.

: 13 sierpnia 2015, 12:09
autor: Oggy
Moreau z przesadną dokładnością przygotowywał broń, zastanawiając się kilka sekund nad słowami Princea. Odgryzł kawałek niebieskiej taśmy izolacyjnej i owinął nią magazynek CZ, ten załadowany w całości srebrną amunicją. Kolejny, skrywający wymieszane pociski wsunął w rękojeść pistoletu. Czy ja naprawdę jestem jedynym o zdrowym umyśle w tej Koterii? Jego towarzysze, jeden z drugim, byli potencjalnymi bombami o wielkiej sile rażenia. Marcus jak niemiecka bomba lotnicza z generatorem liczb losowych zamiast zapalnika, Thomas jak siedząca cicho w kąciku mina przeciwpiechotna która w połowie opowieści nagle uzbroiła się, dociśnieta damskim obcasem. Jednak od początku Achille najbardziej bał się Xaviera. Facet był jak bomba paliwowo - powietrzna i aż rwał się żeby rozerwać coś na strzępy. Przez ostatnie noce Achille z wdziękiem sapera prowokował Ventrue, byle tylko nie pozwolić mu na szarpaninę z kimkolwiek kto się akurat nawinął.

Teraz, ni stąd ni zowąd, kiedy zdawało się że cele stają się powoli widoczne, Xavier "Ja wam wszystkim pokażę" Prince nagle tracił impet. Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą!

- Granaty - Żachnął się Torreador chowając CZkę do kabury. - To tylko narzędzia. Xavierze, tak długo jak długo będę miał u boku towarzyszy broni jestem gotowy walczyć nawet widelcem.

- Owen wie wszystko o bezpieczeństwie Rhino, może nawet coś więcej a to oznacza że może jeszcze żyć. Będę potrzebował samochodu i chętnie zabrał bym Tremera... o ile pośpieszy się z powrotem - Achille patrząc na zegarek przeliczał w myślech upływające minuty. Przejazd na Yelvetron Rd zajął by mu kilka minut ale Owen nie ma telefonu.... Moreau usiłował przypomnieć sobie gdzie w Pool są postoje taksówek.

- Poinformuj mnie jak rozwija się sytuacja w Haven. Jeżeli Clark wróci do RH natychmiast daj mi znać. Za kilka minut wyślę ci strzał na komórkę, od tego momentu smsuj, nie dzwoń. I jeszcze jedno pytanie: czy wiesz kto był ojcem Roberta?
Jak stoje z krwią? Po raz pierwszy skorzystam z gościnności Princea i wezmę coś z jego zapasów (najlepiej do pełna). Jadę ku Sandbanks, po drodzę minę Haven. Biore CZ i L85 oraz srebrną amunicję.

: 13 sierpnia 2015, 16:15
autor: 8art
Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:10

Ślepiec ostrożnie wszedł do Spearmint Rhino. Taksówkarz jaki go przywiózł był nawet tak dobry, że pomógł niepełnosprawnemu wejść do środka, zachodząc w głowę, czego też może szukać niewidomy w kasynie.

Ochrona wpuściła wampira bez przeszkód. Price widział wszystko na ekranach telewizji przemysłowej. Wchodzącego Marcusa i wyjeżdżającego z garażu Moreau.

A więc Tomas został w Elzijum... - pomyślał. Może tak było lepiej. Dowie się co się święci, czy na miejscu jest cały establishment, czy już pochowali się w norach czekając aż Sabat zostawi w spokoju utopione we krwi miasto. Spojrzał na kluczyki do Mercedesa, które dostarczył na miejsce inny taksókarz, kilka minut temu. Martwił się ghula. Jakby nie patrzeć, służył mu od długiego czasu i Xavierowi zajęłoby sporo czasu znalezienie kogoś na jego miejsce. Tymczasem odezwał się telefon Clarka, uruchomiony przez Julie w lobby hotelu Haven. Stara prostytutka gadałą z nocnym portierem, z wnikliwością godną sprawy. Xavier westchnął tylko. Według pracownika hotelu, Clark przyprowadził pana Jonesa, po czym opuscił hotel. Price sprawdził logi GPS. Wszystko się zgadzało.
Spoiler!
wykorzystales Wezwanie. Minelo dopiero kilkanascie minut, a z doswiadczenia wiesz, ze przyzwani czasem gnają na złamanie karku, a czasem nie kwapią się specjalnie. Wychodzac z SR spowodujesz, ze Owen zmieni cel i podazy za Toba, gdzoekolwiek się nie udasz (w tym przypadku na Sandbanks).

: 14 sierpnia 2015, 15:30
autor: 8art
Bournemouth, Elizjum; 26/11/2014 około 04:00

Taksówka z Koroviewem ruszyła w krótką drogę powrotną ku Spearmint Rhino. Solomon odprowadził zjeżdżający w dół Russell Coates Rd poajzd po czym wszedł do budynku Elizjum. Pierwszym co rzuciło mu się na uwagę był zapach spalenizny. Choć zniszczenia nie były wielkie, to z pewnością dotkliwe dla dumy miejscowej Rodziny. wzburzone wampiry głośno wyrażały swoje oburzenie barbarzyńskim atakiem. Kainitów było już Elizjum kilkadziesiąt, ale Langer wiedział, że schodzą się kolejni. Książe był w środku, podobnie cała starszyzna, oczywiście poza Vallo. Nie poznawał Francisa. Wydawałoby się zniewieściały jak na gust Tremere'a dziś był uzbrojony w staroswiecką szpadę, emanował niezrównanym autorytetem i srogą miną boga wojny. Z ogromną pewnością siebie mówił niczym generał. Rozmawiał z każdym z osobna i Langer był ciekaw jakież to wiadomości przekazuje Francis, ale sądząc po minach tych z którymi już odbył rozmowę, musiały to być wieści dobre, lub co najmniej tchnące nadzieją.

Wyczuwał podejrzliwy wzrok wiekszości zebranych, wiedział, że dla niemal całej społecznosci był obcym. Znali Tomasa, a Solomon Langer był kimś nowym, kto mógł być wzięty w nerwowej atmosferze za Sabatnika. Rozpoznawało go zaledwie kilku Kaintów. Pierwszy spojrzał na niego przychylniejszym okiem Francis i po chwili przyzwał go gestem.

Wszedłwszy do biura Katherine, które służyło teraz za sztab wojenny, Francis nakazał usiąść na krześle:

- Wybacz, że przechodzę do rzeczy od razu, ale czasu dziś mamy jak na lekarstwo. Jesteś tu obcy, ale winien jesteś wiedzieć, co się dzieje. Zostaliśmy zaatakowani przez Sabat i sądzimy, że godny pożałowania incydent w naszym Elizjum jest tylko preludium do większego ataku. Nie potrafię przewidzieć, gdzie i kiedy to nastąpi, ale jesteśmy przygotowani. Wiekszość wampirów jest już uzbrojona, dzięki pomocy Szeryfa i świętej pamięci pana Prince'a. Ale to nie wszystko. Anton zoorganizował milicję, mamy także kilka punktów w mieście, wyznaczonych jako punkty obrony. Jeśli znajdziesz się w niebezpieczeństwie, to udaj się niezwłocznie do jednego z tych miejsc: The Hop Inn przy St. Michael's Rd lub Copy Plus UK przy Lansdowne Rd. Znajdziesz tam schronienie, drogę ewakuacyjną, dodatkową broń i niezależną linię telefoniczną, jesli nie posługujesz się telefonami komórkowymi. Natychmiast dzwoń pod ten numer kryzysowy, jesli coś się będzie działo. Nie myśl, że będziemy się tylko bronić. Mamy swoje oczy i uszy w mieście. Jak mawiają atak jest najlepszą obroną.

Francis dał ruchem ręki do zrozumienia, że przekazał to co istotne i zaczął odprowadzać Langera do drzwi, pytając tylko zdawkowo:

- Jakieś postępy w twoim sledztwie?

: 14 sierpnia 2015, 23:01
autor: Suriel
- Obawiam się, że nie Książę. Jedynym sukcesem było odnalezienie Marcusa, który mi gdzieś zaginął. Ale kiedy chciałem wejść do Elizjum spanikował i znów muszę go poszukać. Myślę, że to przez ten zapach dymu tak, go... Serdecznie dziękuję, za informacje nie śmiem dłużej przeszkadzać.
Zaraz, zaraz czy mi się tylko wydaje czy właśnie mnie wywalają z elizjum?
EDIT 8ART: Nie z Elizjum. Z gabinetu tylko. wygląda, że Francis rozmawia tam z niektórymi kainitami na osobności

: 16 sierpnia 2015, 14:42
autor: lightstorm
Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:10

- Poinformuj mnie jak rozwija się sytuacja w Haven. Jeżeli Clark wróci do RH natychmiast daj mi znać. Za kilka minut wyślę ci strzał na komórkę, od tego momentu smsuj, nie dzwoń. I jeszcze jedno pytanie: czy wiesz kto był ojcem Roberta?

- Stwórca Roberta, Vanessa Toriq jest Primogenem w Filadelfii. Nie utrzymujemy z sobą żadnego kontaktu, prawdopodobnie ona nawet nie wie, że istnieję. Robert mówił o Vanessie niewiele. Podzieliły ich poglądy polityczne dawno temu i każdy poszedł w swoją stronę - powiedział patrząc na swój telefon.

Po chwili podniósł wzrok skupiając się na sprawnych dłoniach Torreadora, który obchodził się z bronią jak profesjonalista.

- Będziemy w kontakcie. Pospiesz się, bo niebawem świt. Nina pokaże ci garaż i udostępni żywicieli. Możesz wybrać, co tylko chcesz. Powodzenia - powiedział, położywszy dłoń na ramieniu Achille.

Gdy Moreau opuścił schronienie Xavier zaczął przeglądać obraz z kamer. Po kilku minutach pojawił się Koroviev bez Thomasa, co zaniepokoiło Price'a. Złapał za telefon i już miał pisać SMS'a do Achille, gdy wtem odezwał się telefon Clarka. Informacje od Julie nie były tymi na które czekał:

- Dziękuję Julie. Bierz teraz wszystkie fanty, zamknij auto i wyślij taksówkę z nimi do mnie. Jak możesz to spróbuj się dowiedzieć od ludzi w okolicy, czy czegoś nie widzieli. Muszę teraz kończyć, bo mam ważny telefon. Odezwę się jutro wieczorem. Dobranoc - zakończył rozmowę naciskając czerwoną słuchawkę.

Po chwili wysłał SMS do Achille:
Koroviev jest już w Rhino. Nie wiem, gdzie jest Thomas. Clark wszedł z pijanym, a potem sam wyszedł z hotelu. Godziny się zgadzają.

Następnie wykręcił numer do swojego nowego Ghula:

- Witaj Jackson. Będę potrzebować twojego autorytetu. Weź ilu tylko możesz ochroniarzy ze sobą i przyjedź do Rhino. Zostań w kasynie na cały dzień, daj swoim ludziom odetchnąć w luksusowym miejscu, ale nie odprężaj się za bardzo, bo możliwe że ktoś będzie chciał zaatakować klub i kasyno. Żadnej strzelaniny w środku, chyba że będzie bardzo źle. Po za terenem Rhino to inna sprawa. Wieczorem pojawię się, by z tobą porozmawiać. Zaraz poinformuję ochronę, że przybędziesz z swoimi ludźmi i będziecie mogli wejść z bronią. Nie zawiedź mnie.

Po zakończonej rozmowie Xavier skierował się na górę, by spotkać się z Korovieviem.
1. Chcę zapytać Malkaviana, dlaczego Solomon nie powrócił i zlokalizować gdzie obsługa Rhino trzyma Pinkiego.
2. Informuję ochronę o jutrzejszym przybyciu Jacksona z swoją świtą, która będzie mieć broń.
3. Uruchamiam Blackwood'a. Chcę by w dzień dowiedział się do kogo należą grunty, na których stoi cały mój majątek. Daje mu wgląd w swoje papiery, by wiedział gdzie szukać odpowiedzi. Interesuje mnie każda zdobyta informacja. Tak jak zawsze, Blackwood ma nieograniczone środki na łapówki, potrzebny sprzęt oraz świadomość ochrony na wypadek wpadki (Gilbert).
4. Dzwonię do Gilberta, by wysłał kilka radiowozów w okolice hotelu Haven. Mówię mu, że prawdopodobnie ktoś załatwił Clarka, bo auto zostało bez opieki pod hotelem. Chciałbym, by wypytali mieszkańców w okolicy, czy czegoś nie widzieli. Może ktoś z bezsennością patrzył przez okno w swoim domu itd.

: 18 sierpnia 2015, 15:26
autor: 8art
Bournemouth, Elizjum; 26/11/2014 około 04:15

Książę zaprosił do gabinetu jedną z miejscowych koterii, a Thomas rozejrzał się po wnętrzu Elizjum, które dziś nie przypominało spokojnej oazy pokoju. Tremere wiedział, że nie tylko nastroje były wojenne. Wielu z Kainitów było uzbrojonych pomimo tego, że byli w Elzijum. Sytuacja była wyjątkowa, a broń miała słuzyć innemu celowi niż łamaniu statusu Elizjum.

Dostrzegł w tłumie Milosa - miejscowego Tremere, wampira bardziej zainteresowanego kółkiem teatralnym jakie prowadził na lokalnym uniwersytecie niż sprawami klanu. Albo przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Tego nie wiedział. Ale Tremere był typem jaki Thomas dobrze znał z Heidelbergu: podstarzały akademicki ekscentryk w koszuli, brązowym pulowerze, przyczesanych na bok włosach i grubych okularach.

Milos stał nieco z boku z politowaniem słuchając dwójki młodych Toreadorów licytujących się bohaterstwem jakim się wykażą w nieuchronnie zbliżającej się wojnie. Wyłowił spojrzenie Langera i uśmiechnął się lekko, co Solomon wziął za zachętę do rozmowy.


Poole, Snadbanks; Hotel Haven; 26/11/2014 około 04:15

Achile zatrzymał auto przed podjazdem przed hotelowym wejściem. O tej porze, o tym, że Haven wciąż działało przypominały jedynie światła w hotelowym lobby i kręcąca się postać nocnych portierów. Bar, restuaracja były już nieczynne. Nawet w oknach nie widać było świateł. Niemal wszyscy śmiertelnicy spali teraz, co miało też swoje plusy. Moreau wolał sobie nie wyobrażać, ile zajęłaby mu podróż z centrym Bournemouth na Snadbanks w godzinach szczytu. Teraz nad ranem dojechał tu w niecały kwadrans i wcale nie nadużywał pedału gazu.


Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:15

Xavier w końcu odłożył rozgrzany od ciągłego dzwonienia telefon. Załatwił wszystko. Policja miała zwrócić uwagę na Clarka Owena i okolice hotelu Haven. Jackson miał zoorganizować kilku swoich zbójów, żeby pilnowali Spearmint Rhino, a Blackwood z samego rana miał zacząć swoją kwerendę w archiwach, poszukując właścicieli gruntów. Price odetchnął z ulgą, zupełnie jak wtedy, gdy był jeszcze śmiertelnikiem. Wszystko zaczynało iść po jego myśli, a to Ventrue bardzo lubił. Martwił się jeszcze tylko przedłużającą nieobecnością Clarka, ale zrobił co mógł. Teraz wszystko było kwestią czasu.
Rozumiem, że Langer nie pogardzi pogawędką z bratem w krwi?
Jakie dalsze plany ma Moreau? Na razie zajechał pod hotel, ale nie wiem, czy chce tam z kimś porozmawiać, czy tylko jechać gdzieś dalej.
Czy Koroview zechce odpowiedzieć na pytanie Price'a?
Osobą, która najlepiej wie, gdzie jest Pinky jest Suriel, bo przyznam, że los psiny jest enigmatyczny nawet dla MG;) Suriel określ, co się dzieje z Pinkym.
Wszystkie sprawy Xaviera są w zasadzie załatwione, aczkolwiek zajmie trochę czasu, nim np ludzie Jacksona zjawią się w klubie.

: 18 sierpnia 2015, 21:23
autor: Suriel
Bournemouth, Elizjum; 26/11/2014 około 04:15

Solomon pochwycił wzrok Tremere i skinął głową na powitanie z odległości. Po czym, zmienił kierunek kroków w stronę Milo. W myślach nakazał sobie zgubić wszelkie powitania, zwyczajowo przyjęte w jego klanie. Starał się zachowywać nieco nonszalancko.

- Pan pozwoli, że się przedstawię. Jestem Solomon Tomas Langer a Pan zdaje się jest jednym z tutejszych... czarodziei, jak zgaduję.
Proponuje pokonwersować z Tremerem przez pw.

Tajemnica losów Pinkiego
Post 543 Bournemouth, Westover Gallery, Westover Rd; 26/11/2014 około 02:00
„…Zaraz po wejściu do Elizjum w solidnie zawiązanym koszyczku zostawił tego wynaturka - Pink Floyda.”

Potem miałem go zostawić tam gdzie miejsce tego podelca czyli przy parasolach w Rhino ale jakoś nie mogę znaleźć stosownego posta...
Jeśli go tam nie ma, to zapomniałem go zabrać z Elizjum, a tam był pożar przecież :o decyzja, litościwie nam panującego, MG czy nie doszło tam do dramatu...
Wyjaśniłoby to też czemu tak naprawdę doszło do tego podpalenia, cały czas wilkołakom chodziło o Pinkiego a nie o jakieś pijawy.