Strona 40 z 57
: 15 sierpnia 2011, 23:31
autor: venar
Trącam Eitharta jakimś kijem widłami czy też czymkolwiek co jest w środku nie używając niczego z własnego ekwipunku. Upewniam się tym samym, że obudziłem kapłana, następnie odrzucam jak najdalej użyty przedmiot.
- Wstawaj kapłanie, jakiś rwetes w osadzie. Trza nam to sprawdzić.
Następnie zbieram swoje rzeczy i zmierzam w kierunku wyjścia z chaty zapewne za strażnikami, którzy pewnie już wyszli na zewnątrz.
: 15 sierpnia 2011, 23:34
autor: Keth
Chatka dla gości, wieczór
Tropiciel wysadził z chatki jednym susem, niejako w przelocie wymierzając kopniak w goleń leżącego na wznak Trehanta i łapiąc za drzewce swej nowej włóczni. Ignorując okrzyk bólu półorka Skela wyskoczył za ogrodzenie budowli, biegnąc w stronę Duviku w ślad za dwoma gnającymi tam na złamanie karku strażnikami z nocnej zmiany. Obaj mężczyźni porzucili bez wahania swe dymiące aromatycznie fajki, wyciągając z pochew miecze i ruszając z odsieczą rozkrzyczanej coraz głośniej osadzie.
Skela podskoczył mimowolnie w miejscu, kiedy jakiś sporych rozmiarów kształt spadł znienacka z góry na dach jednego z pobliskich domostw, uderzając w sklepienie chatki z donośnym hukiem i przebijając się pośród chmury pyłu do jej wnętrza. Ze środka wypadli czym prędzej ogarnięci paniką Duvikanie, krztusząc się i machając rozpaczliwie rękami. Wejhury skrzeczały jak oszalałe, punktując wysokimi dźwiękami kobiece piski i męskie przekleństwa.
Skela cofnął się o krok wodząc wzrokiem po pionowych ścianach wąwozu, przekonany o tym, że jakiś nieznany mu jeszcze, a nader sprytny nieprzyjaciel przytoczył na krawędź płaskowyżu wielkie odłamki skał i teraz bombardował nimi dachy tych domostw, które wzniesiono tuż przy nawisach wielkiej rozpadliny. Dobiegający z głębi Duviku huk kolejnych mocarnych uderzeń zdawał się utwierdzać mężczyznę w tym przekonaniu, dowodząc na dodatek wyjątkowej bezsilności miejscowych w obliczu takiej formy ataku.
Jakiś noszący skórznię mężczyzna przebiegł obok tropiciela wymachując zakurzonym ostrzem miecza i krzykami nawołując do siebie oszołomionych biegiem wydarzeń ziomków. Duvikanin obrócił się na pięcie dostrzegając Skelę, a na jego twarzy tropiciel dostrzegł wyraz ulgi i nadziei na pomoc, okazywanej przybyszom od chwili ich wyprawy do kopalni miedzi. Mężczyzna poruszył się przywołując cudzoziemca do siebie gestem dzierżącej miecz dłoni i wówczas coś spadło z góry wprost na jego głowę.
Struga gorącej krwi tryskającej z otwartych złamań obryzgała twarz i pierś tropiciela, kiedy zgnieciony ciężarem upiornego pocisku Duvikanin zniknął pod nim niczym zdzielony kowalskim młotem orzech. Skela wrzasnął mimowolnie, mimo swego zwyczajowego opanowania skrajnie zaskoczony tą groteskową i brutalną zarazem śmiercią, ale część jego lęku powodowana była nie tyle zgonem Duvikanina, co naturą pocisku odpowiedzialnego za jego śmierć.
Było to pokryte chitynowymi płytami cielsko mrówkoluda, wciąż ziejące wielką raną w gardzieli w miejscu, gdzie poprzedniej nocy silne ramię Skeli wraziło ostrze włóczni. Matowe owadzie ślepia stwora spozierały na człowieka pozbawionym wyrazu martwym wzrokiem, budząc zimne dreszcze grozy i podnosząc włoski na karku tropiciela.
Wątek techniczny
Z góry spadają na osadę martwe mrówkoludy! Te same, które drużyna miała sposobność spotkać poprzedniej nocy w kopalni miedzi, wśród nich również te, które BG osobiście tam zarąbali! Od razu wyjaśnię, że stwory sprawiają wrażenie zupełnie martwych, nie ruszają się, nie kłapią paszczękami. Ktoś lub coś zrzuca je w dół z krawędzi przepaści, górującej nad Duvikiem kilkaset metrów wyżej, prosto na dachy i uliczki osady. Przyjmuję, że zgiełk postawił na nogi również Eitharta i Trehanta, natomiast para przyjaciół w wieży nad rzeką jeszcze nic nie wie, bo budowla stoi dość daleko, by nie słychać w niej było wrzasków przerażenia rozbrzmiewających w całym Duviku!
Skela, Eithart, Trehant, co robicie?
: 15 sierpnia 2011, 23:37
autor: Keth
Stara wieża, zmierzch
Nad rzecznym korytem robiło się coraz ciemniej, toteż Uhra poczęła się niecierpliwie wiercić walcząc z uciążliwą do granic możliwości sennością. Nie wyspała się za dnia, bo ledwie przyłożyła głowę do posłania, a niemal natychmiast spoczynek przerwał jej Mordil tarmosząc gwardzistkę za kostkę i zmuszając ją do zarzucenia snu. Bolały ją wszystkie mięśnie, a oczy piekły tak jakby ktoś sypnął w nie piaskiem, toteż co chwilę pluła na opuszki palców i przecierała nimi powieki. Krwiście czerwona tarcza słoneczna zdawała się zapadać za skalisty widnokrąg, a na coraz ciemniejszym niebie zabłysły pierwsze gwiazdy, rywalizujące blaskiem z poświatą dwóch ogromnych tarcz księżyców wspinających się ospale na nieboskłon. Zmierzch niósł ze sobą pierwsze oznaki ochłodzenia, co gwardzistka przywitała z nieskrywaną ulgą.
Na szerokich kamiennych schodach wiodących w górę wieży rozległy się dźwięki pośpiesznych kroków wieszczące nadejście barbarzyńcy. Goblin skakał po kilka stopni, z obłędnym wyrazem oczu zdradzającym objawy udaru. Wysuszona skóra popękała mu na policzkach i brodzie, wargi wyglądały okropnie, a spiczaste uszy oklapły po raz pierwszy od chwili, kiedy Uhra go poznała, wisząc smętnie po obu stronach czaszki.
- Podobnież są na połdniu takowe ludy, co w słyncu chadzawują, a skóraśnie są czarniści jako wągle - wychrypiał goblin opierając się o kamienną ścianę obok Uhry - Juści żem takowy czarnisty jako une?
- Szaraśtyś okropniście po gębie, a cuchliwy potliwie - odpowiedziała gwardzistka siląc się mimo zmęczenia na pocieszny styl wysławiania goblina, mimo swej wcześniejszej wobec niego niechęci czując do Mordila coś w rodzaju pełnego rezerwu szacunku.
- Tosiem kontentny - goblin zaczął czochrać grzbietem o szorstką powierzchnię ścianę, zrzuciwszy wpierw z siebie przepoconą zbroję.
Uhra uśmiechnęła się kącikami ust obserwując przez chwilę ten zabawny zabieg, potem wyjrzała ponownie za parapet okienka wypatrując z utęsknieniem nadchodzącej od strony wąwozu nocnej zmiany. Nie miała pojęcia, co Eithart ustalił ze starszyzną Duviku, ale przez cały dzień nikt z osady nie wystawił nosa, nikt nie okazał też najmniejszego zainteresowania losem zasztyletowanych strażników, to zaś pozwalało przyjąć za pewnik, że wieść o brutalnym mordzie jeszcze się po Duviku nie rozeszła.
Mordil stęknął z lubością przyciskając swędzące plecy do ściany, poczochrał się o nią jeszcze chwilę, znienacka jednak znieruchomiał dostrzegając zesztywniałą Uhrę, wychyloną z okienka i spozierającą w dziwnym milczeniu w półmrok zmierzchu na zewnątrz wieży.
- Hę? - burknął pytającym tonem goblin, dziewczyna nic jednak nie odrzekła, toteż wyczuwając nieokreślone niebezpieczeństwo barbarzyńca przeskoczył jednym susem swą porzuconą na posadzce zbroję i przypadł do okienka u boku gwardzistki.
Księżycowa poświata wystarczyła mu w zupełności, by dostrzegł mroczne koryto rzeki i przemierzające je równym, chociaż nienaturalnie sztywnym krokiem kształty, kierujące się w stronę wylotu wąwozu i kryjącej się w jego głębi osady.
- Ktośne une są?! - wysyczał goblin szczerząc swe kiełki i strosząc uszy.
- Esajanie - odpowiedziała ledwie słyszalnie Uhra, nieco drżącym głosem - Esajanie...
Wątek techniczny
Kilkanaście martwych ciał leżących w starym korycie rzeki podniosło się znienacka niczym na umówioną komendę, bez śladu odprawionych naprędce obrzędów, bez śladu Sanny. Idą sobie teraz równym krokiem w stronę wejścia do wąwozu, wyraźnie ignorując wznoszącą się opodal wieżę. Co robicie?
: 15 sierpnia 2011, 23:42
autor: venar
Nie wiem gdzie jest reszta drużyny. Jeśli Eithart i Trehant są obok to zgarniam ich, żebyśmy szybko dotarli do "strzelających" trupami. Jeśli nie to oczywiście muszę ich szybko zlokalizować. Tylko w ostateczności ruszę tam sam, ale z wszelkimi środkami ostrożności wykorzystując zdolności profesjonalne jak "Krycie się w cieniu" i "Nasłuchiwanie"
: 16 sierpnia 2011, 09:48
autor: mordimer00
Wejście do wąwozu w którą stronę prowadzi? A czy tych naszych dwóch zabitych też się podniosło z martwych?
"-Te Uhro cosik tera robimy? Idziem za onymi czy siedzim tutej na zadku a może do osada wracamy coby ichnym powiedzieć cośm tutej widzieli?"
: 16 sierpnia 2011, 10:32
autor: 8art
Eithart zebral w pospiechu ekwipunek i wypadl na zewnatrz z obnazonym mieczem. Szybko zlustrowal okolice z postanowieniem uporzadkowania chaosu rosnacego w Duviku. Nie mogl pojac nieludzkiego planu hasarytow.
- Do mnie ludu zbrojny! -i zaintonowal piesn wojenna gorlama a glos jego wzniosl sie niemal nad wrzawe umierajacego miasta...
Watek techniczny
Czy nasza chata jest na koncu wawozu czy u wejscia don?
Zawijam ze soba wode swiecona, chowam pergaminy i dzban oliwy. Sprawdzam czy nie ma tu tlacego sie kaganka. Nie wiem, czy ogniem damy rade martwym bo skoro upadek z urwiska szkody martwiakom nie czyni to bedziemy mieli problem, bo pewnie na niemagiczna bron i obrazenia sa odporne.
Jesli mamy jak najszybciej dostac sie na szczyt urwiska to konno sie puscmy. Konie wypoczete i dogladane.
Mysle o tym zeby w jakis sposob podpalic wejscie do pieczary szpitalnej, moze sie zawali. tam jest najwiecej zwlok - wszystkich ktorzy padli ofiarami zarazy.
Staram sie zebrac wokol siebie zolnierzy, trzymac ichz dala od obszarow, ktore moga zostac zbombardowane. Organizuje jakis punkt obrony. Jezeli ich bron nie rani martwiakow, tedy nakazuje uciekac z miasta a uwazac zeby ich kto nie chcial polapac na zewnatrz, bo taki plan tez mogli zloczyncy poczynic.
: 16 sierpnia 2011, 10:53
autor: Keth
Wątek techniczny
Na szybko garść informacji uzupełniających. Najpierw ekipa w wieży: zamordowani strażnicy nadal wydają się martwi. Wejście do wąwozu prowadzi do Duviku, a gdzieżby indziej? Macie koryto rzeki biegnące wzdłuż masywu płaskowyżu. Opodal wieży w masywie pojawia się wąwóz biegnący prostopadle do rzecznego koryta przez kilkaset metrów, a następnie rozszerzający się do postaci rozpadliny o pionowych ścianach, na dnie której wzniesiono Duvik. Jeśli Uhra i Mordil chcą zdążyć do wąwozu przed martwiakami, muszą gnać na złamanie karku, żeby Esajan wyprzedzić.
Teraz reszta ekipy. Chatka dla gości jest pierwszą budowlą Duviku wzniesioną za przeciwnym końcem wąwozu. Żeby się dostać na szczyt urwiska, musicie opuścić osadę przez wąwóz, a potem objechać wieżę wartowniczą traktem wiodącym w górę na płaskowyż.
Fabularki wieczorem.
: 16 sierpnia 2011, 15:06
autor: 8art
Watek techniczny
A gdzie podzial sie szaleniec? Jesli sie da to trzymam go przy sobie. Nie chcialbym zeby zginal bezsensownie w tym chaosie. Moze i jest szalony ale teraz kazdy reka zdolna uniesc miecz jest na wage zlota.
Mysle, ze powinnismy utrzymac te flanke i oczyscic wyjscie z wawozu. Jak mniemam tutaj zmierzaja ozywieni Esajanie z rzeki. Gdyby udalo sie ich "polozyc trupem" mieszkancy mieliby niemal wolna droge ucieczki. Domyslam sie ze jedyna, bo po drugiej stronie sa pieczary szpitalne z ktorych zapewne wylaniaja sie zmarli sasiedzi, kuzyni itp. sila rzeczy wszyscy beda uciekac w ta strone. Jezeli nie pokonamy "Esajan" to wtedy uciekinierzy wpadna w potrzask
: 16 sierpnia 2011, 16:04
autor: mordimer00
-"Uhra lecim do osada z ostrzeżeniem, ino trza szybko nagami przebierać coby my zdąrzyć przed onymi"
Łapę swój ekwipunek i oglądam się na Uhre i lecimy w te pędy do osady.
: 16 sierpnia 2011, 17:06
autor: Treant
- Trzeba odciągnąć mieszkańców jak najdalej od urwiska, z którego zrzucane są zwłoki.
Wątek techniczny
Pospiesznie odziewam się w skórzaną zbroję, biorę szablę, łuk i kołczan ze strzałami. Staram się ocenić maksymalną odległość na jaką sięgają zrzucane na osadę ciała i krzykami oraz gestami wskazuję duvikanom, aby oddalili się od urwiska, co sam też czynię. Jeśli uda mi się wydostać ze strefy zagrożenia, wypatruję kolejnego ze strony wejścia do osady.
: 16 sierpnia 2011, 22:59
autor: Keth
Wątek techniczny
Reges Tragar gdzieś zniknął, ale jeśli się uprzesz, że go intensywnie szukasz, poszukam, nie ma problemu. Pomysł w sumie niegłupi, bo to podobno doświadczony żołnierz, może wciąż dobrze włada orężem. Chociaż naturalnie tego jeszcze nie wiecie, tutaj właśnie nadciągają Esajanie. Swoją drogą, ciekawe czy Uhra i Mordil zdążą czy też się z nimi zderzą w wylocie wąwozu od strony rzeki...
Działacie na piechotę czy wskakujecie na konie? (rozsiodłane).
Podpalenie wejścia do pieczary byłoby technicznie możliwe, ale pamiętajcie, że jednocześnie uwięzi tam tych chorych, którzy zostali poddani przez Bruntę kwarantannie.
: 16 sierpnia 2011, 23:19
autor: 8art
Watek techniczny
Szukać na siłe go nie ma co, tym bardziej, że nawet się nie domyślam gdzie może być. Co do koni to pewnie panicznie boją się martwych, więc pewnie będzie dość ciężko na nich walczyć, a fakt, że są rozsiodłane tylko pogarsza sprawe. Osobiście jeżeli udałoby nam się oczyścić wyjście z Esajan to można użyć wierzchowców do transportu uciekinierów. Co najwyżej możemy użyć koni żeby pogalopować na urwisko i załatwić "bombardierów".
Co do podpalenia wejścia do pieczary to chyba pomysł nie do zrealizowania w tym momencie, bo primo jaskinie są dość daleko, secundo, pewnie zombiaki już z niej powychodziły. Zakładam, że pozostawieni tam chorzy już zostali wyssani z EnŻ na dzien dobry przez umarłych.
: 17 sierpnia 2011, 22:29
autor: Keth
Stara wieża, zmierzch
Mordil wciągnął na siebie w szaleńczym pośpiechu skórznię, łapiąc za kołczan z łukiem i wyglądając przez cały czas za kamienny parapet wieży. Gromada poruszających się sztywnym krokiem, powłóczących nogami postaci pokonała sypkie dno starego rzecznego koryta i zaczęła się wspinać nieporadnie na zbocze dzielące ich od wejścia do wąwozu.
Wąwozu stanowiącego jedyne przejście do ukrytej w wielkiej skalnej rozpadlinie osady.
- Dawajja! - huknął na Uhrę barbarzyńca - Szypko szypko, bo nasna droga odciuwajtują!
Nie czekając na dziewczynę goblin runął co sił w dół schodów, sadząc wielkimi susami w stronę zamkniętych wcześniej starannie drzwi. Omijając szerokim łukiem zawleczone do jednego z kątów ciała zabitych strażników Mordil odciągnął jednym szarpnięciem rygle i pchnął drzwi wyglądając na zewnątrz.
Księżycowa poświata oświetlała cały płaskowyż, a w zimnym blasku gwiazd maszerowały niestrudzenie sylwetki ludzi, którzy kilkanaście godzin wcześniej byli istotami o gorącej krwi płynącej w żyłach.
Wątek techniczny
Ula chyba przepadła gdzieś w górach! Mordi, będziesz na nią czekał (bo może jednak zamierza zabarykadować się w wieży?) czy też gnasz do wąwozu na złamanie karku?
: 18 sierpnia 2011, 03:53
autor: mordimer00
Mam nadzieję, że się odezwie i polecimy tam razem. Ale mam zamiar biec do osady co sił w nogach z nią czy bez niej.
: 18 sierpnia 2011, 22:33
autor: Keth
Opodal chatki dla gości, zmierzch
W osadzie zapanował chaos. Przerażeni Duvikanie miotali się z bronią w ręku po całej osadzie, wykrzykując nieskładne polecenia i gromadząc w kilku osobnych miejscach kobiety oraz starców. Ośmiu odzianych w skórznie żołnierzy skoczyło w stronę śpiewającego gromko gorlamicką pieśń Eitharta, pod nieobecność pierwszego kapitana dołączając do kogoś, kto z miejsca wzbudził ich szacunek.
- Co to jest, kthanie?! - krzyknął jeden z Duvikan, dźgając ostrzem dzierżonej oburącz włóczni truchło leżącego nieruchomo mrówkoluda, który chwilę wcześniej grzmotnął o dno wąwozu z donośnym chrupnięciem pękających chitynowych płyt - Czego oni chcą?!
- Wzbudzić nasz lęk! - odkrzyknął Eithart kręcąc na wszystkie strony głową - Lecz nie lękajcie się, albowiem łaska Gorlama jest z nami. Czy ktoś z was widział Tragara Regesa?
- Nie, świątobliwy! - zawołał inny z wojowników, wymachując z wściekłą desperacją toporem - Pewnikiem przy świątyni Uzdrowiciela się modli! Lecieć po niego?!
Gorlamita obejrzał się na Trehanta i Skelę, nie odpowiadając w pierwszej chwili i ważąc w myślach najlepsze pozycje do obrony wioski przed nieuniknionym atakiem.
- Musimy utrzymać wylot wąwozu! - huknął - Tam jest dość ciasno, by zamknąć przejście ciasnym szykiem!
Wątek techniczny
Trzech obytych z bronią cudzoziemców oraz ośmiu duvikańskich żołnierzy to na tę chwilę forpoczta obrońców. Trupy arkanów przestały spadać, wylądowały ich w Duviku ze dwa tuziny. Panika wciąż trwa, a pogłębiające się ciemności nie sprzyjają jej opanowaniu.