Do wnętrza składziku można się było dostać na parterze tylko przez jedne drzwi, ale usytuowane na jednej z jego ścian schody wiodły na piętro karczmy, do malutkiej mieszkalnej klitki przeznaczonej dla tych posługaczy, którzy nie posiadali własnego domu.
Sadia wspięła się zwinnie na piętro, z wprawą stawiając obute w sandały stopy na starannie okorowanych drewnianych stopniach. Idący w ślad za nią jaszczur zerknął tęsknie ku zawieszonym u sklepienia wędzonym pstrągom i łososiom, mimo wypełniającego żołądek śniadania odczuwając nagłą chęć na pachnącą wybornie rybę.
- Hulda zazdrośnie strzeże swojej spiżarki - mruknęła ponad ramieniem Redgardka, dostrzegając nagłe zainteresowanie jaszczura rybami - Lepiej zostaw to w spokoju.
Ahraveen syknął uspokajająco, chociaż nie mógł naturalnie wiedzieć, czy ludzka kobieta poprawnie odgadła znaczenie wydanego przez argonianina dźwięku. Sadia skręciła ze szczytu schodów ku niewielkiej pozbawionej okien izdebce na poddaszu karczmy, przywołując gościa do siebie ponaglającym ruchem ręki.
Grube drewniane ściany i podłoga tłumiły odgłosy życia dobiegające z sali jadalnej, chociaż Ahraveen słyszał strzępy wiedzionych przy piwie rozmów. Ciemnoskóra posługaczka zamknęła za nim drzwi wskazując jaszczurowi stojący obok prostego łóżka drewniany stołek, a potem sięgnęła ku górnej półce jednej z dwóch szafek.
Jej spokojne i wyważone dotąd ruchy przyśpieszyły w niezwykły sposób, wciąż równie zwinne i pełne gracji. Siadający na stołku Ahraveen zasyczał mimowolnie dostrzegając w poświacie olejnej lampki błysk obnażonej stali.
- Oni cię nasłali?! - wycedziła przez zęby Sadia, wysuwając przed siebie dzierżony w prawicy długi nóż używany na co dzień do patroszenia ryb - Kazali mnie zabić, prawda?
Kobieta jest wyraźnie wzburzona i przejawia niebezpieczną determinację, która może ją popchnąć do najgorszego...
