Strona 40 z 170
: 28 lipca 2013, 21:48
autor: Keth
Karczma "Spokojna Przystań", Rotgan-kir, wieczór
Huskun zamrugał kilkakrotnie widząc zatroskaną twarz karczmarza, potrząsnął głową próbując pozbyć się mętliku myśli wywołanego nadmiarem spożytych trunków i łóżkowych uciech. Zaklinacz czuł się niczym żywcem przeniesiony do pianickich zaświatów, gotów z niewzruszoną pewnością wiary głosić nauki Kielicha, ale jakiś cienki słabowity głosik dobiegający z mrocznej otchłani podświadomości właśnie zaczął się wydzierać ostrzegawczo.
- Cze... czego... się jąjąkacie? - wykrztusił goblin ocierając wilgotne od piwnej piany usta - Na Piana, jeno nie gadawujcie, że się piwo skończyło! Toż by to była okropnista okropność!
Coś mi jednak mówi, że nie o piwo tu idzie... czyżby Huskun w przesadnym zapale wychędożył córkę karczmarza?
: 28 lipca 2013, 22:40
autor: 8art
Albo, o zgrozo, ulubioną kozę karczmarza:D
: 28 lipca 2013, 23:40
autor: Dobro
Darayaharus z bólem głowy zatoczył się przy stole, i bekając wzniósł palec wskazujący do góry. Przymrużone oczy i uśmiechnięta mordka przypominały małpę, która jednocześnie jadła banana i była iskana przez samice.
- Piann... heek! Piannie, proszę tylko o brak... heek! kaca! - rzekł, zataczając się i wpadając na karczmarza, który jąkając się chciał jakby coś powiedzieć. Gnom chwycił go pod boki i patrząc nań z dołu, przybrał poważny wyraz twarzy, który szybko przerodził się w grymas przerażenia.
- Nie mówcie, że piwa brakło! Heek! - krzyknął przerażony nie na żarty iluzjonista, trzymając za poły fartucha oberżyste, i patrząc na niego ślepiami wielkimi jak złote monety.
: 29 lipca 2013, 08:31
autor: deliad
Spokojna Przystań, wieczór
Karczmarz pośpieszył z szybkimi wyjaśnieniami.
- Nie, nie. Co to, to nie. Piwa ci u mnie dostatek! Jednakowoż chciałem wam rzec, że grajki i dziewki za żadną cenie nie zgodziły zostać tu po zmroku. Widzicie bojo się. Przed kilku tygodnie umarł w karczmie pewien szlachcic i od tamtej pory karczma cieszy się złą sławą. Ja się dowiedział jak ją kupiłem. Mam nadzieję, że waście nie wierzyta w zabobon. Ostańcie na noc i zadajcie kłam plotkom, że tu straszy i że niby kuśki wysychają. Dam wam pokoje za darmo na tydzień, albo i dwa.
: 29 lipca 2013, 16:56
autor: Araven
Dobrzem pamiętał, to ta karczma gdzie zmarł mój dziadek, pomyślał Balin, głośno zaś rzekł: Ja zostaję na nocleg karczmarzu, skoro darmo go dajesz.
: 29 lipca 2013, 21:40
autor: Keth
Karczma "Spokojna Przystań", Rotgan-kir, wieczór
Huskun oblizał pośpiesznie wargi, a potem zerknął wyczekująco na objedzonego do granic możliwości Gusłka. Wyjawiona przez karczmarza tajemnica sprawiła, że krew zatętniła szybciej w skroniach goblińskiego zaklinacza, zdradzając rosnącą ekscytację.
Próba boska! To musiała być boska próba zsyłana na prawdziwie wiernych czcicieli Piana, inne wyjaśnienie nie znajdowało u Huskuna zrozumienia. Najpewniej to jakiś wrogi kultowi Kielicha byt - zapewne wywodzący się z ożywieńczej, a przez to zupełnie wyzbytej chuci sfery egzystencji - grasował po zmroku w tych ścianach. Okradał z mocy lędźwie nocujących w karczmie gości wysysając z nich energię zdolną nieść rozkosz niewiastom, mężom, a nawet przydomowej chudobie.
Huskun nie byłby sobą, gdyby się zląkł podobnego wyzwania. Nie na darmo wmawiał sobie od niepamiętnych czasów, że był największym dupczelnikiem w całej goblińskiej wiosce, a perspektywa zmierzenia się z jakąś poślednią zjawozmorą wcale go nie przeraziła.
- Kuśki wyschowają, powiadacie? - powtórzył słowa gospodarza, na przekór swej wcześniejszej nieśmiałości wstając z ławy i drapiąc się demonstracyjnie w kroczu - Chciem to ujrzać, bardzo chciem.
Huskun oczywiście zostaje, takiej przygody na pewno nie przepuści!
: 30 lipca 2013, 11:21
autor: mordimer00
Mordil widział podwójnie albo i potrójnie, takiej ilości alkoholu nie spożył od dawna, łeb mu rozwalało, w gardle miał sucho a do jego uszu dochodziły tylko jakieś dziwne dźwięki. Mordil chcę tylko przepłukać gardło i udać się spać aby resztki alkoholu wyparowały z jego łba.
: 30 lipca 2013, 12:47
autor: Keth
Sugerowałbym, aby od teraz wstrzymać się z dalszym spożywaniem trunków, a w zamian dokładnie obejrzeć karczmę, zwłaszcza zaś miejsca, które staną się naszą kwaterą. Niech karczmarz opowie też jak najwięcej o tym duchu czyniącym zakusy na kuśki!
: 30 lipca 2013, 17:07
autor: deliad
Mapa "Spokojnej przystani"
Liczę na domyślność

. To na piętrze ze stolikami to taras.
: 30 lipca 2013, 20:42
autor: Keth
A czy karczmarz też tu mieszka czy tylko przychodzi do pracy? I czy sprowadzał już kogokolwiek innego do odczyniania uroku? Czy też my będziemy pierwsi? Ponadto sugeruję, by prócz darmowego noclegu spróbować wysępić chociażby skromną gratyfikację w złocie - bardziej reprezentatywni członkowie grupy, negocjujcie!

: 30 lipca 2013, 21:26
autor: Dobro
- Kuśki... wysychają? - zapytał gnom przepełnionym zgrozą szeptem, przełykając głośno ślinę. - Nie... nie może być! To nie pr... prawda! - wyjąkał, cofając się dwa kroki.
Iluzjonista zamyślił się chwilę, a myśli krążyły mu w głowie niczym ćmy przy jedynej latarni w okolicy. Nagle Dayaraharus na coś wpadł, bo podniósł palec wskazujący, i mrużąc oczy krzyknął:
- Ha! Piann wystawia mnie na próbę, dowcipkując sobie! Gospodarzu, chyżo kolejeczkę poproszę!
Gnom zwany Goblinem nie traci humoru i popija dalej piwo, prosząc co rozumniejszych towarzyszy o odniesienie go do pokoju, gdy będzie krytycznie pijany.
: 31 lipca 2013, 00:19
autor: deliad
Spokojna Przystań, wieczór
Karczmarz postawił na blacie stołu dwa, ociekające pianą dzbany. Gdy usłyszał pytania, na jego twarzy zagościło zmartwienie. Sapnął przeciągle, ponalewał piwa do kufli Nieulękłych, którzy jeszcze nie poszli na górę. Nalał także sobie i opróżnił pół kufla jednym duszkiem.
- Pytacie więc, czy ktoś próbował "oczyścić" to miejsce? Niewiele wiem, a to co się dowiedziałem jest z drugiej ręki. Ta szuja, która sprzedała mi tą karczmę o niczym nie wspomniał. Mówił, że czas mu odpocząć, bo już stary. Dziadyga oszukał mniej. Musiał zapłacić ludziom, żeby tu siedzieli, kiedy dobijaliśmy targu. Ehhhhh - grubas otarł twarz ścierom i dopił piwo.
- Kupiłem karczmę, a muszę spać w innej. Co za życie. Całe to "straszenie" zaczęło się niedługo po tym jak spłonęła świątynie Pana Nieumarłych. Jej przeklęte zgliszcza stoją dokładnie po drugiej stronie placu. Coś z nimi nie tak, bo burmistrz kazał ogrodzić je dwumetrowym płotem i cały czas strzegą ich strażnicy miejscy. Inni mówią, że wszystko zaczęło się jak umarł tu jakiś szlachcic. Ponoć tak był marudny, zajadły i uparty, że nawet śmierć nie może zabrać go z tego świata. Jedno i drugie było jakiś miesiąc temu. Jeszcze nie mieszkałem w Rotgan-kir. Pływałem na świetnej łajbie. Złota Perła, cud miód szebeka. Sami jednak widzicie, stary już jestem. Zamarzyło mi się, życie karczmarza. Trafiłem na propozycję nie do odrzucenia. Sprzedałem Perłę i jeszcze się zadłużyłem. A tu taka klapa. Nikt tu nie chce przychodzić. Miejscowi omijają z daleka, a przyjezdni uciekają nocą. Wiecie ile muszę płacić kucharce...
- No, ale odbiegam od tematu. Jak już mówiłem w karczmie straszy. To prawda sam nie potrafiłem spędzić tu nocy. Poprzedni karczmarz próbował ratować knajpę różnymi sposobami. Pierwej najął jakiś awanturników, co to nieźle wywijają żelazem. W nocy przyszła zjawa. Połowę utłukła, a reszta ją. Zwinęli pieniądze i poszli w świat. Zjawa wróciła już następnej nocy. Drugim był mag. Załatwił zjawę. Spójrzcie na tę sadzę na suficie to jego robota. Zarzekał się, że zjawa zabita magią nie ma prawa powrócić. Zjawa widać nie rozeznaje się na czarach. Wróciła po dwóch dniach. Mag zniknął z zapłatą, pewnie obawiał się reklamacji. Trzecim był kapłan, chyba Kas-han-dila. Biedaczysko poległo. Czwartym był kapłan Katana z rotgankirskiej świątyni. Ten nic nie gwarantował, ale zgodził się spróbować. Wyegzorcyzmował całą karczmę. Zjawa widać niewierząca, bo nie wzięła sobie tego do serca. No i wtedy sprzedał karczmę mnie. Mówił, świetna lokalizacja. Sam środek miasta. Piękny, dobrze utrzymany budynek. Stali klienci, mnóstwo przyjezdnych. Tymczasem z torbami bym już poszedł gdyby nie - rzucił przeciągłe spojrzenie na Bartha -
gdyby mnie się krowa nie ocielił - dodał szybko.
- Rozpalę w kominku, bo noc może być zimna. Niby środek lata, ale pogoda szaleje. Tydzień temu był przymrozek, a trzy tygodnie temu to nawet śnieg padał. Bierzcie pokoje, które chcecie, wszystkie są otwarte, chyba, że wolicie zostać na dole. Jeno zamykam loszek, tam nie łaźcie. Napitek i jadło znajdziecie w kuchni. Jeżeli nie macie więcej pytań, to ja też idę spać. Jakby co to tylne wyjście, te koło wychodka, zostawiam otwarte. Jeżeli nie macie więcej pytań idę spać do Jednookiego Jelenia. Wrócę rano.
Mordil i Gusłek śpię w drugim pokoju na górze od lewej. Kto zostaje na dole, a kto idzie spać na górę i gdzie?
: 31 lipca 2013, 09:14
autor: Dobro
Zostaje na dole, śpię przy stołach śpiewając sprośne piosenki oraz pieśni pochwalne do Piannna.
- Klątwa.... nawiedzony... hm... ciekawe, ciekawe! - krzyknął gnom po chwili ciszy, jaka nastała po przemowie gospodarza.
Próbuję wykryć magię w budynku.
: 31 lipca 2013, 10:00
autor: mordimer00
Mordil ciężko dochodził do siebie po pijackiej libacji, ale kilka wiader zimnej wody wylanej na jego łeb powoli przywracał chęć do życia goblinbowi. Z tego co zdążył zrozumieć coś grasuje w tej karczmie i przegania podróżnych a nawet ich zabija a My mamy to zbadać. Mordil zostaję z resztą drużyny na dole. Dobrze by było sprawdzić ten loszek jego, może tam kryć się jakieś przejście z tej świątyni i może właśnie z tamtej strony coś się tutaj dostaje.
: 02 sierpnia 2013, 07:24
autor: deliad
Spokojna Przystań, po zmroku
Gusłek przebudził się, jego serce waliło jak kowalski młot, podczas kucia kirysów katańskiej armii, na przed dzień starcia o Archagastę. Nie znał przyczyny tak gwałtownego przebudzeni. Nie znał również przyczyn ekscytacji swojego organizmu.
Znajdował się w przestronnym pokoju o drewnianych ścianach. Na szerokich deskach podłogi, tuż pod oknem, pełgała księżycowa poświata. Kapłan Piana leżał w łóżku przykryty, osądzając po zapachu, niezbyt czystym kocem.
Nie bardzo wiedział gdzie jest i jak się tu znalazł. Skołatany umysł powoli dostarczał mu obrazy i wspomnienia z całego dnia. Pamiętał nieziemską hulankę. Jadło, napitki, kobitki. Oj działo się, działo.
Nagle coś skrzypnęło przeciągle i złowrogo w narastającym mroku pokoju. Palpitacje serca wróciły ze zdwojoną siłą. Czuł, że nie jest sam w pokoju.