30 Katesh 608 OR, północny brzeg Murkhamu
Widok połyskującej w świetle Calderu rzeki wprawił wszystkich w zrozumiałą ekscytację. Nurt Murkhamu był wartki tak wysoko w górach, toteż szum wody przyjemnie łagodził zszargane nerwy zbiegów. Puszczając na chwilę postronki koni mężczyźni zbiegli nad wodę zanurzając się w niej po kolana i polewając spoconą skórę. Forsowny marsz przez góry bardzo wszystkich znużył, toteż niektórzy bez wahania zaczęli pić wodę prosto z koryta rzeki.
- Jest lepsza niż wino - wykrztusił Trzeci, który otarł mokre usta rękawem bluzy i usiadł w wodzie chłodząc rozpalone nadmiernym wysiłkiem ciało. Znajdujący się tuż obok Rogan zanurzył w wodzie twarzy, choć na chwilę czując ulgę w miejscu, gdzie poparzył go pajęczy jad.
- Brzegiem łatwo będzie pojechać, światło księżyca bez trudu na to pozwoli - oznajmił Reynard rozglądając się wokół siebie - Wsiądziemy na konie po dwóch, dzięki temu sporo zyskamy na czasie.
- Jeśli wszyscy się napiliście, pora ruszać - Yaros Thane podszedł do wierzchowca Prescotta i wspiął się zwinnie na jego grzbiet. Bannister zarzucił na ramię swą sakwę i zbliżył się do alchemika zamierzając się do niego dosiąść.
- Naprawdę chcesz tam wrócić? - spytał były sierżant podnosząc w górę wzrok - Do tego grobowca?
- W takich miejscach kryją się ogromne bogactwa - skinął głową Thane - Sam widziałeś. A strażnik tamtego miejsca przestał istnieć, sam go zniszczyłem. Nic mnie nie powstrzyma...
Alchemik urwał znienacka, stęknął głucho prostując się jednocześnie konwulsyjnie. Spoglądający na niego Bannister stężał czując na swej twarzy gorącą ciecz.
- Co to... - zaczął cofając się mimowolnie, chociaż do jego umysłu dotarło już wyjaśnienie słane oczami i uszami Caspianina.
Ogromny oszczep, przypominający raczej niedbale ostrugany pal niż broń z prawdziwego zdarzenia, wbił się w środek pleców siedzącego na koniu Thane i przeszył ciało alchemika na wylot wychodząc pośrodku jego piersi.
Gorąca krew Fharińczyka obryzgała w ułamku chwili oblicze Bannistera.
Ktoś wygłosi coś wielkopomnego?