PBF - Bournemouth after Midnight
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Bournemouth; Spearmint Rhino; 17.11.14 wieczór;
Jako pierwszy dosłyszał coś innego niż chaos rozmowy pionów, pośród którego słyszał i swój własny. Dźwoęk był wysoki, wibrujący... Odgłos plastiku uderzającego w szaleńczym staccato o drewnianą powierzchnię.
Rozmowy ucichły. Wyobraźnia ślepca podsunęła mu wizję Ventrue wpatrzonego w prostokątny kształt podrygujący na biurku i innych wpatrzonych w Xaviera. Koroview tylko słuchał.
Komórka wibrowała, głośno podrygując na drewnianym blacie eleganckiego biurka Price'a. Xavier spojrzał na ekran komórki, zamierzając zdecydować, czy rozmówca może poczekać czy nie.Gilbert... stwierdził w myślach. On nie mógł czekać, nie teraz. Miał z pewnością coś ważnego do zakomunikowania.
- Przepraszam na chwilę. To ważne...
Wampir podniósł z dębowego blatu harcującą w chaotycznym pląsie komórkę i odebrał połączenie, wcześniej oddaliwszy się nieco od innych. Cwetan skwitował to cieniem uśmiechu. Nawet śmiertelnik z tej odległości mógł dosłyszeć słowa rozmówcy.
- Witaj Xavier. Może Cie to zainteresuje, może nie. Było włamanie do willi na Sandbanks. Dom niejakiej Mrs Vaughn, zamieszkałej w Londynie, osiemdziesięcioletniej samotnej wdowy z dużym majątkiem. Mam jeszcze porzuconego Bentleya na Saint Michael's Rd. Paru studentów skorzystało z okazji i sączyło sobie piwa w środku. Auto należy do Mr Charlesa Hortona zamieszkałego na Southbourne... - Gilbert zawahał się na chwilę: - To niedaleko Boscombe... Jeszcze nie kontaktowaliśmy się z właścicielami.
Żadne z nazwisk nie było w jakikolwiek sposób znane Price'owi i żadnego nie potrafił skojarzyć z Vallo. Zbyt mało wiedział o primogenie księcia. Wampir w bardzo ludzki sposób westchnął i opuścił ramiona zrezygnowany.
Wątek techniczny
Pozwoliłem sobie dosłyszeć wszystkim rozmówcę Xaviera, żeby ułatwić wszystkim ewentualną analizę faktów.
Jako pierwszy dosłyszał coś innego niż chaos rozmowy pionów, pośród którego słyszał i swój własny. Dźwoęk był wysoki, wibrujący... Odgłos plastiku uderzającego w szaleńczym staccato o drewnianą powierzchnię.
Rozmowy ucichły. Wyobraźnia ślepca podsunęła mu wizję Ventrue wpatrzonego w prostokątny kształt podrygujący na biurku i innych wpatrzonych w Xaviera. Koroview tylko słuchał.
Komórka wibrowała, głośno podrygując na drewnianym blacie eleganckiego biurka Price'a. Xavier spojrzał na ekran komórki, zamierzając zdecydować, czy rozmówca może poczekać czy nie.Gilbert... stwierdził w myślach. On nie mógł czekać, nie teraz. Miał z pewnością coś ważnego do zakomunikowania.
- Przepraszam na chwilę. To ważne...
Wampir podniósł z dębowego blatu harcującą w chaotycznym pląsie komórkę i odebrał połączenie, wcześniej oddaliwszy się nieco od innych. Cwetan skwitował to cieniem uśmiechu. Nawet śmiertelnik z tej odległości mógł dosłyszeć słowa rozmówcy.
- Witaj Xavier. Może Cie to zainteresuje, może nie. Było włamanie do willi na Sandbanks. Dom niejakiej Mrs Vaughn, zamieszkałej w Londynie, osiemdziesięcioletniej samotnej wdowy z dużym majątkiem. Mam jeszcze porzuconego Bentleya na Saint Michael's Rd. Paru studentów skorzystało z okazji i sączyło sobie piwa w środku. Auto należy do Mr Charlesa Hortona zamieszkałego na Southbourne... - Gilbert zawahał się na chwilę: - To niedaleko Boscombe... Jeszcze nie kontaktowaliśmy się z właścicielami.
Żadne z nazwisk nie było w jakikolwiek sposób znane Price'owi i żadnego nie potrafił skojarzyć z Vallo. Zbyt mało wiedział o primogenie księcia. Wampir w bardzo ludzki sposób westchnął i opuścił ramiona zrezygnowany.
Wątek techniczny
Pozwoliłem sobie dosłyszeć wszystkim rozmówcę Xaviera, żeby ułatwić wszystkim ewentualną analizę faktów.
-
Oggy
- Reactions:
- Posty: 766
- Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
- Has thanked: 24 times
- Been thanked: 10 times
- Jakieś problemy Xavierze? - Achille pochylił sie lekko do przodu odsuwajac jednocześnie wskazujacym placem kielich z krwia. - Wybacz, ale Twoja komorka jest na tyle głośna ze nie mogłem nie usłyszec Twojej rozmowy. Mam nadzieje że wszystko w porzadku, zwłaszcza że sam nie potrafię nic Ci powiedziec o Pani Vanthon albo Charlesie Hortonie. Za wyjatkiem tego, że jadac z Southbourne do Sandbanks mijasz Saint Michael's Rd dopowiedział w myslach. O ile zdecydowałes sie jechac W Cilff Rd. zamiast A338. "Unikaj autostrad i drog szybkiego ruchu" przypominał sobie. Nie mogł jednak odnaleśc w pamieci kto dał mu taka radę. Coż, niezaleznie od tego kto to powiedział jest to całkiem dobry pomysl.
- Chociaż... - podniosł palec do ust w zamyśleniu - to zabawne bo zupełnie inny Charles Horton: Charles Horton Cooley stworzył socjologiczna teorie ładnie wpasowujaca sie w nasze spotkanie. Otoż uważał, ze nasza samoocena w całości oparta jest na reakcji otoczenia. Jeżeli w społeczności jesteśmy docenieni to sami czujemy sie usatysfakcjonowani. Mechanizm ten jest jednak absolutnie wadliwy: działa nawet wtedy, gdy nie dostajemy żadnej informacji od otoczenia. Wtedy po prostu wyrabiamy sobie opinie o otaczajacych nas osobach i wnioskujemy... nie to złe słowo: wymyślamy sobie co o nas myśla. To wystarcza, żeby zbudowac swoja samoocene. Dla nas typowe jest na przyklad że czujemy sie czescia ogromnego spisku. Jakżeby inaczej, przeciez już tacy jesteśmy, prawda? Wszyscy o tym wiedza, wiec wniosek musi byc słuszny.
Achille odchylił sie w fotelu i założył noge na noge. - Nie jest jednak prawda że własciwie nic o sobie nie wiemy? Oczywiscie każdy z nas ma swoje małe sekrety, ktore pragnie zachowac... - uśmiechnał sie w sposob trudny do jednoznaczego zdefiniowania. Własciwie protekcjonalnie ale jednocześnie sympatycznie i zupełnie bez złośliwości czy lekceważenia. - ... ale jakoś sobie z tym poradzimy. Wszystko czego potrzebujemy to odwaga oraz fakty. Nie krecmy sie w teori Cooleya. - Achille odwrocil sie do Ventru i z uśmiechem spytał - Wiec Xavierze, do czego Tobie oraz Panu Vallo jest potrzebna nasza przyszla Koteria i co oferujecie w zamian?
W sekunde po wypowiedzeniu ostatniego zdania przypominał sobie że nikt nie ostrzegal go przed autostradami. To był cytat z Matrixa. Mimo wszystko nieglupi. pomyslal.
- Chociaż... - podniosł palec do ust w zamyśleniu - to zabawne bo zupełnie inny Charles Horton: Charles Horton Cooley stworzył socjologiczna teorie ładnie wpasowujaca sie w nasze spotkanie. Otoż uważał, ze nasza samoocena w całości oparta jest na reakcji otoczenia. Jeżeli w społeczności jesteśmy docenieni to sami czujemy sie usatysfakcjonowani. Mechanizm ten jest jednak absolutnie wadliwy: działa nawet wtedy, gdy nie dostajemy żadnej informacji od otoczenia. Wtedy po prostu wyrabiamy sobie opinie o otaczajacych nas osobach i wnioskujemy... nie to złe słowo: wymyślamy sobie co o nas myśla. To wystarcza, żeby zbudowac swoja samoocene. Dla nas typowe jest na przyklad że czujemy sie czescia ogromnego spisku. Jakżeby inaczej, przeciez już tacy jesteśmy, prawda? Wszyscy o tym wiedza, wiec wniosek musi byc słuszny.
Achille odchylił sie w fotelu i założył noge na noge. - Nie jest jednak prawda że własciwie nic o sobie nie wiemy? Oczywiscie każdy z nas ma swoje małe sekrety, ktore pragnie zachowac... - uśmiechnał sie w sposob trudny do jednoznaczego zdefiniowania. Własciwie protekcjonalnie ale jednocześnie sympatycznie i zupełnie bez złośliwości czy lekceważenia. - ... ale jakoś sobie z tym poradzimy. Wszystko czego potrzebujemy to odwaga oraz fakty. Nie krecmy sie w teori Cooleya. - Achille odwrocil sie do Ventru i z uśmiechem spytał - Wiec Xavierze, do czego Tobie oraz Panu Vallo jest potrzebna nasza przyszla Koteria i co oferujecie w zamian?
W sekunde po wypowiedzeniu ostatniego zdania przypominał sobie że nikt nie ostrzegal go przed autostradami. To był cytat z Matrixa. Mimo wszystko nieglupi. pomyslal.
astrolog/alchemik 10/10 POZ
...oferty i układy.. ulotne zabawki... poczuli ich smak.. -Koroviev odchylił głowę do tyłu by wchłonąć subtelną nutę ekstrawagancji i stylu unoszącą się w gęstniejącym z każdą chwilą powietrzu.
Zatem stali się koterią, choć jeszcze udają.. odgrywają przed sobą cały ten cyrk, by zyskać najlepsze miejsca i przywileje nawet w tak wąskim gronie. Jakże to ludzkie! Są zatem bardzo młodzi, lub kurczowo trzymają się starych nawyków, by zepchnąć bestię gdzieś głębiej.. przykryć fasadą niby istotnych wrażeń codzienności. Doskonały wybór, panie Vallo..
Achille... wydawał się kainitą o pełnym brzuchu, oddającym się odczuwalnej, bądź wykreowanej pasji. Marcus zastanawiał się czegóż może oczekiwać owa persona. Musiał przyznać, że pytanie skierowane do Xaviera nieco go zaskoczyło. Wzbudziło ciekawość.
Wzór stawał się coraz ciekawszy. Marcus znów nie oparł się pokusie subtelnej zmiany, czy ukrytej podpowiedzi zawartej w pytaniu eleganta, której wciąż zdawał się nie zauważać Xavier.
-Czyż nie byłoby przyjemnie spotkać się tu ponownie i spędzić nieco czasu na rzeźbieniu figur w lodzie? Przyznam, że chwilami brakuje mi nieco bardziej twórczych rozrywek.
Nieco zbyt gwałtownym ruchem sięgnął po kielich rozlewając jego zawartość. Wyczuwalne ukłucie straty w sercach zgromadzonych. Zakłopotanie. Wymowny, powolny gest przeprosin.
Pinki ożywił się nieco w mgnieniu oka znajdując swą okazję.
-Jakże niezmierzalna jest cena przetrwania. Kaprysem losu skorzystał pies.
Stawka poszła w górę Xavierze. -pomyślał obracając głowę w kierunku gospodarza.
Zatem stali się koterią, choć jeszcze udają.. odgrywają przed sobą cały ten cyrk, by zyskać najlepsze miejsca i przywileje nawet w tak wąskim gronie. Jakże to ludzkie! Są zatem bardzo młodzi, lub kurczowo trzymają się starych nawyków, by zepchnąć bestię gdzieś głębiej.. przykryć fasadą niby istotnych wrażeń codzienności. Doskonały wybór, panie Vallo..
Achille... wydawał się kainitą o pełnym brzuchu, oddającym się odczuwalnej, bądź wykreowanej pasji. Marcus zastanawiał się czegóż może oczekiwać owa persona. Musiał przyznać, że pytanie skierowane do Xaviera nieco go zaskoczyło. Wzbudziło ciekawość.
Wzór stawał się coraz ciekawszy. Marcus znów nie oparł się pokusie subtelnej zmiany, czy ukrytej podpowiedzi zawartej w pytaniu eleganta, której wciąż zdawał się nie zauważać Xavier.
-Czyż nie byłoby przyjemnie spotkać się tu ponownie i spędzić nieco czasu na rzeźbieniu figur w lodzie? Przyznam, że chwilami brakuje mi nieco bardziej twórczych rozrywek.
Nieco zbyt gwałtownym ruchem sięgnął po kielich rozlewając jego zawartość. Wyczuwalne ukłucie straty w sercach zgromadzonych. Zakłopotanie. Wymowny, powolny gest przeprosin.
Pinki ożywił się nieco w mgnieniu oka znajdując swą okazję.
-Jakże niezmierzalna jest cena przetrwania. Kaprysem losu skorzystał pies.
Stawka poszła w górę Xavierze. -pomyślał obracając głowę w kierunku gospodarza.
Spoiler!
Przyjmuję zatem zaproponowany wariant pisowni:
kursywa- myśli, dyscypliny, w rodzaju telepatia
od myślnika- wypowiedzi
wątek techniczny i uwagi mechaniczne zaś proponuję zamieszczać w niebieskiej ramce
kursywa- myśli, dyscypliny, w rodzaju telepatia
od myślnika- wypowiedzi
wątek techniczny i uwagi mechaniczne zaś proponuję zamieszczać w niebieskiej ramce
Ostatnio zmieniony 25 listopada 2014, 13:32 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
- Wyślij tam swoich ludzi niech, zabezpieczą dowody. Teraz musze kończyć, mam ważne spotkanie. Będziemy w kontakcie. Xavier rozłączył się i schował telefon do kieszeni marynarki. Patrząc na rozlaną krew spojrzał na Marcusa i siedzącego obok Tremera.
- Thomas proszę Cię uprzejmie, czy mógłbyś pomóc mojemu gościowi z kielichem? Widzę, że ma problem i potrzebuje pomocy.
Siedząc spokojnie na wygodnym fotelu Ventrue powiedział:
- Wczoraj byłem na spotkaniu z Michaelem Vallo w jego apartamencie, ponieważ chciał się ze mną widzieć. Powiedział mi, że zamierza się dzisiejszego wieczoru z nami wszystkimi spotkać. Z rozmowy wywnioskowałem, że był pewien, iż wszyscy znajdziecie się w moim klubie dzisiejszej nocy. Nie powiedział mi, czy kontaktował się z wami w tej sprawie, a ja nie pytałem. Prosił tylko bym, przygotował miejsce na spotkanie. Nie chciał zdradzić nic więcej. Odpowiedział tylko na jedno pytanie, a dokładnie dowiedziałem się że nad domeną wisi niebezpieczeństwo. Resztę miał przekazać nam jakąś godzinę temu. Jak widzicie nie ma go tutaj. Mój dobry znajomy sprawdza dla nas, czy Vallo przydarzyło się coś niebezpiecznego.
Xavier wstał spojrzał na zegarek, po czym kontynuował:
- Nie zaprosiłem was tutaj, by słuchać waszych osobistych wycieczek na mój temat. Marcus znasz mnie długie lata i możesz potwierdzić, że nigdy nie zostawiłem na lodzie, tych którzy przyszli do mnie po pomoc i radę. Koteria to mój pomysł, gdybyście odmówili poszukałbym innych zainteresowanych. Każdy z was ma jednak indywidualne atuty i dostrzegam w tym duże możliwości. Jeżeli uważacie, że to pomysł Pana Vallo, to jesteście w błędzie. Mam nadzieję, że nie jestem jedyną osoba w tym pokoju, która obawia się o bezpieczeństwo innych Spokrewnionych, chociaż można odnieść takie wrażenie , że tylko ja się tym przejmuję. Większość z was jest nowa, więc powiem to, co wszyscy wyrzuceni za margines wampirzego społeczeństwa wiedzą i za co mnie szanują. Przejmuje się losem innych - to zdanie Xavier powiedział tak bardzo delikatnym i spokojnym głosem. - Skoro Michael Vallo powiedział, że coś grozi wszystkim to nam również. Koteria daje większą szansę przetrwania, ponieważ zakłada, iż będziemy współpracować i wspierać się wzajemnie. Jak nie weźmiemy sprawy w swoje ręce teraz, potem może być już za późno.
- Thomas proszę Cię uprzejmie, czy mógłbyś pomóc mojemu gościowi z kielichem? Widzę, że ma problem i potrzebuje pomocy.
Siedząc spokojnie na wygodnym fotelu Ventrue powiedział:
- Wczoraj byłem na spotkaniu z Michaelem Vallo w jego apartamencie, ponieważ chciał się ze mną widzieć. Powiedział mi, że zamierza się dzisiejszego wieczoru z nami wszystkimi spotkać. Z rozmowy wywnioskowałem, że był pewien, iż wszyscy znajdziecie się w moim klubie dzisiejszej nocy. Nie powiedział mi, czy kontaktował się z wami w tej sprawie, a ja nie pytałem. Prosił tylko bym, przygotował miejsce na spotkanie. Nie chciał zdradzić nic więcej. Odpowiedział tylko na jedno pytanie, a dokładnie dowiedziałem się że nad domeną wisi niebezpieczeństwo. Resztę miał przekazać nam jakąś godzinę temu. Jak widzicie nie ma go tutaj. Mój dobry znajomy sprawdza dla nas, czy Vallo przydarzyło się coś niebezpiecznego.
Xavier wstał spojrzał na zegarek, po czym kontynuował:
- Nie zaprosiłem was tutaj, by słuchać waszych osobistych wycieczek na mój temat. Marcus znasz mnie długie lata i możesz potwierdzić, że nigdy nie zostawiłem na lodzie, tych którzy przyszli do mnie po pomoc i radę. Koteria to mój pomysł, gdybyście odmówili poszukałbym innych zainteresowanych. Każdy z was ma jednak indywidualne atuty i dostrzegam w tym duże możliwości. Jeżeli uważacie, że to pomysł Pana Vallo, to jesteście w błędzie. Mam nadzieję, że nie jestem jedyną osoba w tym pokoju, która obawia się o bezpieczeństwo innych Spokrewnionych, chociaż można odnieść takie wrażenie , że tylko ja się tym przejmuję. Większość z was jest nowa, więc powiem to, co wszyscy wyrzuceni za margines wampirzego społeczeństwa wiedzą i za co mnie szanują. Przejmuje się losem innych - to zdanie Xavier powiedział tak bardzo delikatnym i spokojnym głosem. - Skoro Michael Vallo powiedział, że coś grozi wszystkim to nam również. Koteria daje większą szansę przetrwania, ponieważ zakłada, iż będziemy współpracować i wspierać się wzajemnie. Jak nie weźmiemy sprawy w swoje ręce teraz, potem może być już za późno.
-
Oggy
- Reactions:
- Posty: 766
- Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
- Has thanked: 24 times
- Been thanked: 10 times
Achille zapadł sie w glab fotela. Coraz mniej podobało mu sie w jaką strone zmierza całe spotkanie.
- Zwrociłes moze uwage jakiej nieruchomosci dotyczyła wygrana przez Ciebie hipoteka? - nim Cwtan zdarzył otorzyc usta Achille odwrocił sie do Xaviera i spytał
- Co robiła dzis w Rhino osoba z otoczenia Ksiecia?
- Zwrociłes moze uwage jakiej nieruchomosci dotyczyła wygrana przez Ciebie hipoteka? - nim Cwtan zdarzył otorzyc usta Achille odwrocił sie do Xaviera i spytał
- Co robiła dzis w Rhino osoba z otoczenia Ksiecia?
astrolog/alchemik 10/10 POZ
Cwetan przysłuchiwał się całej rozmowie z rezerwą. To co było w niej najważniejsze zrozumiał już dawno temu. W domenie robi się niebezpiecznie. Normalnie wstałby, podziękował za gościnę, wsiadł w samochód i 10 minut później pędziłby już A31 do Southampton, a później może Portsmouth.
Gdyby jednak tak postąpił pewnie nigdy by już Jej nie zobaczył.
Z zamyślenia wyrwało go pytanie Achille
- Tak, chodziło o jakąś ruderę przy Meyrick Park
Gdyby jednak tak postąpił pewnie nigdy by już Jej nie zobaczył.
Z zamyślenia wyrwało go pytanie Achille
- Tak, chodziło o jakąś ruderę przy Meyrick Park
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Ręka Thomas zamarła w pół drogi podając chusteczkę do wytarcia krwi.
- ...ruderę przy Meyrick Park - powtórzył bezosobowym tonem Tremer - dlaczego mnie to nie dziwi. Czy wygrał Pan hipotekę dla kogoś ze spokrewnionych?
Spojrzenie na Cwetana, który najwyraźniej nie próbował nawet kłamać mówiło właściwie wszystko.
- Mam dziwne przeczucie, że spotkało to nie tylko mnie ale i inni mają podobną sytuację bądź otrzymali inne tego typu subtelne "propozycje nie do odrzucenia". Czy może zatem nasz szlachetny gospodarz wytłumaczyć nam dlaczego jak zwykle klan Ventrue składa propozycję, która wygląda tak naprawdę jak zwykłe popychanie kijem? Czy na prawdę tak trudno jest wprost poprosić o przysługę?
Powiedziałeś Xawierze "chciałem dać innym Kainitom, możliwość ogrzania się w tym miejscu i wiem, że towarzystwo osobnika z tego samego rodzaju daje poczucie owego ognia". Mam dziwne wrażenie, że tym razem to Ty, nie tylko ogrzałeś się ale i być może nawet zagotowałeś, drogi Ventrze.
- ...ruderę przy Meyrick Park - powtórzył bezosobowym tonem Tremer - dlaczego mnie to nie dziwi. Czy wygrał Pan hipotekę dla kogoś ze spokrewnionych?
Spojrzenie na Cwetana, który najwyraźniej nie próbował nawet kłamać mówiło właściwie wszystko.
- Mam dziwne przeczucie, że spotkało to nie tylko mnie ale i inni mają podobną sytuację bądź otrzymali inne tego typu subtelne "propozycje nie do odrzucenia". Czy może zatem nasz szlachetny gospodarz wytłumaczyć nam dlaczego jak zwykle klan Ventrue składa propozycję, która wygląda tak naprawdę jak zwykłe popychanie kijem? Czy na prawdę tak trudno jest wprost poprosić o przysługę?
Powiedziałeś Xawierze "chciałem dać innym Kainitom, możliwość ogrzania się w tym miejscu i wiem, że towarzystwo osobnika z tego samego rodzaju daje poczucie owego ognia". Mam dziwne wrażenie, że tym razem to Ty, nie tylko ogrzałeś się ale i być może nawet zagotowałeś, drogi Ventrze.
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 25 listopada 2014, 22:52 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Xavier patrzył na zebranych spokojnym wzrokiem i odpowiedział:
- Nie mam nic wspólnego z tymi nieruchomościami i nic o tym nie wiem. Jednakże ma to niewątpliwie duże znaczenie dla całej sprawy. Cwetan wygrał nieruchomość dla Pana Vallo, a Pan Thomas z tego, co mówi stracił dom. Jest mi bardzo przykro z tego powodu, jednakże skoro tutaj jesteś może znajdziemy jakiś sposób na rozwiązanie Twojego problemu - zwrócił się do Steinbaha.
-Nie popieram działań wielu członków mojego klanu, a szczególnie takich posunięć, które kończy się całkowitym wyzyskiem jednej z stron. Wiesz może kto stał się właścicielem Twojego poprzedniego domu? - dodał zadając pytanie. Wnioskuję, że Primogen faktycznie się czegoś obawia, a teraz władza miasta szuka czegoś konkretnego w tych starych budynkach. Może ktoś z was wie coś jeszcze? Marcus jesteś z klanu księżyca, wy zawsze wiecie coś więcej. - zwrócił się do Marcusa.
- Nie mam nic wspólnego z tymi nieruchomościami i nic o tym nie wiem. Jednakże ma to niewątpliwie duże znaczenie dla całej sprawy. Cwetan wygrał nieruchomość dla Pana Vallo, a Pan Thomas z tego, co mówi stracił dom. Jest mi bardzo przykro z tego powodu, jednakże skoro tutaj jesteś może znajdziemy jakiś sposób na rozwiązanie Twojego problemu - zwrócił się do Steinbaha.
-Nie popieram działań wielu członków mojego klanu, a szczególnie takich posunięć, które kończy się całkowitym wyzyskiem jednej z stron. Wiesz może kto stał się właścicielem Twojego poprzedniego domu? - dodał zadając pytanie. Wnioskuję, że Primogen faktycznie się czegoś obawia, a teraz władza miasta szuka czegoś konkretnego w tych starych budynkach. Może ktoś z was wie coś jeszcze? Marcus jesteś z klanu księżyca, wy zawsze wiecie coś więcej. - zwrócił się do Marcusa.
-Marcus jesteś z klanu księżyca, wy zawsze wiecie coś więcej..
Umysł Malkaviana zadrżał podekscytowany rzadko poruszaną nutą. Nie chodziło bynajmniej o fakt tak bezpośredniego i bezceremonialnego zwrotu użytego przez Price'a, który pozbawił Korovieva subtelnej przyjemności przedstawienia swej linii. W tym prostym sformułowaniu czaiło się coś jeszcze.. wypełzało spośród cieni budząc osobliwy niepokój..
..WY... - jak gdyby ktoś poruszył dźwięk niesłyszany od dziesięcioleci, zarazem tak dobrze znany, bliski. Coś co można skojarzyć z kołysanką nuconą przez rodzicielkę, gdzieś w odległym, niezależnym życiu.
..WY... -tak kąśliwe, gryzące ..niby gorący podmuch bijący od ogniska. Nie wiedzieć czemu czuł się jak przyłapany na kradzieży chleba skaut.
Uwielbiał takie chwile! Umysł wyprowadzony z rytmu, pchnięty na nowe zaskakujące tory. Jakże słodką, niezdrową wręcz czerpał z owej chwili przyjemność.
Pinki zawarczał cicho gramoląc się z podkulonym ogonem do koszyka. Słowa doktora, pełne akceptacji i zrozumienia. Wskazówek jak radzić sobie gdy wzbiera fala. Przygryzł wargi, by opanować emocje.
Był gdzieś na samotnej wyspie, na dłuższą chwilę izolując się od otoczenia. Trwało to wieki, a może ułamek sekundy. Wytrwał.
-Wbrew Twym życzeniowym mrzonkom nie jesteśmy tu bezpieczni Xavierze -podjął nieco suchym, wymagającym wysiłku głosem, jak gdyby jego gardziel zasnuł pylisty całun.
-Jeśli Vallo ma kłopoty wynikają one z jego długotrwałych błędów. Popełnianie ich zajęło mu z pewnością trochę czasu. W tym czasie był obserwowany, a tym samym jego kontakty z nami także nie uszły czyjejś uwadze. Potrzebne nam schronienie zanim...-
Co mówił doktor! Co mówił doktor?! -myśli kotłowały się, wiły jak zbyt liczne węże w ciasnej przestrzeni.
-...zanim ktoś w pachnącej morską tonią i dobrym winem koszuli odnajdzie nas tutaj Ventrze-
ostatnie słowa niosły w sobie metaliczne, oziębłe dźwięki. Marcus ukrył twarz opierając palce na skroniach. Przetarł czoło gestem śmiertelnika, choć od lat nie nosiło ono śladów spoconej rosy. Po chwili na jego obliczu ponownie zagościł uśmiech, jaki towarzyszył mu na początku spotkania. Jak gdyby nigdy nic Marcus rozwarł się ponownie w fotelu ostrożnie odnajdując dłonią pusty kielich.
Umysł Malkaviana zadrżał podekscytowany rzadko poruszaną nutą. Nie chodziło bynajmniej o fakt tak bezpośredniego i bezceremonialnego zwrotu użytego przez Price'a, który pozbawił Korovieva subtelnej przyjemności przedstawienia swej linii. W tym prostym sformułowaniu czaiło się coś jeszcze.. wypełzało spośród cieni budząc osobliwy niepokój..
..WY... - jak gdyby ktoś poruszył dźwięk niesłyszany od dziesięcioleci, zarazem tak dobrze znany, bliski. Coś co można skojarzyć z kołysanką nuconą przez rodzicielkę, gdzieś w odległym, niezależnym życiu.
..WY... -tak kąśliwe, gryzące ..niby gorący podmuch bijący od ogniska. Nie wiedzieć czemu czuł się jak przyłapany na kradzieży chleba skaut.
Uwielbiał takie chwile! Umysł wyprowadzony z rytmu, pchnięty na nowe zaskakujące tory. Jakże słodką, niezdrową wręcz czerpał z owej chwili przyjemność.
Pinki zawarczał cicho gramoląc się z podkulonym ogonem do koszyka. Słowa doktora, pełne akceptacji i zrozumienia. Wskazówek jak radzić sobie gdy wzbiera fala. Przygryzł wargi, by opanować emocje.
Był gdzieś na samotnej wyspie, na dłuższą chwilę izolując się od otoczenia. Trwało to wieki, a może ułamek sekundy. Wytrwał.
-Wbrew Twym życzeniowym mrzonkom nie jesteśmy tu bezpieczni Xavierze -podjął nieco suchym, wymagającym wysiłku głosem, jak gdyby jego gardziel zasnuł pylisty całun.
-Jeśli Vallo ma kłopoty wynikają one z jego długotrwałych błędów. Popełnianie ich zajęło mu z pewnością trochę czasu. W tym czasie był obserwowany, a tym samym jego kontakty z nami także nie uszły czyjejś uwadze. Potrzebne nam schronienie zanim...-
Co mówił doktor! Co mówił doktor?! -myśli kotłowały się, wiły jak zbyt liczne węże w ciasnej przestrzeni.
-...zanim ktoś w pachnącej morską tonią i dobrym winem koszuli odnajdzie nas tutaj Ventrze-
ostatnie słowa niosły w sobie metaliczne, oziębłe dźwięki. Marcus ukrył twarz opierając palce na skroniach. Przetarł czoło gestem śmiertelnika, choć od lat nie nosiło ono śladów spoconej rosy. Po chwili na jego obliczu ponownie zagościł uśmiech, jaki towarzyszył mu na początku spotkania. Jak gdyby nigdy nic Marcus rozwarł się ponownie w fotelu ostrożnie odnajdując dłonią pusty kielich.
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 26 listopada 2014, 04:07 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Oggy
- Reactions:
- Posty: 766
- Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
- Has thanked: 24 times
- Been thanked: 10 times
- Nigdy dotąd nie mieszkałeś na squocie? - Achille zwrócili sie do Thomasa z lekkim rozbawieniem. - Swoja droga było cos niezwykłego w tym budynku?
Wsłuchując sie w slowa Marcusa uśmiech powoli znikał z jego twarzy. Po raz pierwszy w jego wzroku nie było śladu serdecznej radości kiedy pochylili sie w stronę Malkaviana.
- Marcusie, to urocze ze jesteś gotów traktować Princa z góry w jego własnej domenie, tylko po to, żeby pokazać nam ze wpływy i majątek nie robią na Tobie wrażenia. Żałosne materialne zbytki, kiedy Ty wiesz więcej. I widzisz dalej. I słyszysz ostrzej. I spotkamy wszyscy wysokiego bruneta. -Achille powoli odchylili sie w fotelu i oparł podbródek o dłoń.
- Tylko ze nawet Twój teatralny gest wylał zaledwie polowe krwi, ku uciesze Twojego szkaradnego chowanca. Druga polowe sam łapczywie wypiłeś. Może wiec warto zastanowić sie kto w tej zgrabnej metaforze jest zlizującym resztki z podłogi psem? Pewnie możesz sobie pozwolić na lekceważenie Xaviera ale jednak slowo Starszego przyprowadziło Cie właśnie tutaj i posadziło na tym fotelu. - Achille pozwolił wskazującej na Marcusa dłoni opaść wolno na założone nogi. Uśmiechnął sie lekko i spojrzal na pozostałe wampiry.
- Być może... - poprawił metodycznym ruchem materiał spodni układający sie na kolanach. - Być może Primogen Vallo wejdzie za chwile przepraszając za spóźnienie i wyjaśni ze naszym problemem będą rosnące w Bournemouth stopy procentowe. Jednak możliwym jest, ze niebezpieczeństwo o ktorym wspominał juz go dopadło i teraz skupi sie na nas. W związku z tym będziemy teraz współpracować w stopniu koniecznym aby przeżyć. W końcu społeczność wampirów nic by nie osiągnęła gdybyśmy nie nauczyli sie udawać ze siebie lubimy. - Uśmiechnal sie serdecznie pokazując równe, białe zęby i zwrócili sie do Marcusa.
- Wiec Marcusie, proszę Cie bardzo abyś jeszcze raz powiedział nam co zaproponował i co zdradził Ci Michael Vallo.
Wsłuchując sie w slowa Marcusa uśmiech powoli znikał z jego twarzy. Po raz pierwszy w jego wzroku nie było śladu serdecznej radości kiedy pochylili sie w stronę Malkaviana.
- Marcusie, to urocze ze jesteś gotów traktować Princa z góry w jego własnej domenie, tylko po to, żeby pokazać nam ze wpływy i majątek nie robią na Tobie wrażenia. Żałosne materialne zbytki, kiedy Ty wiesz więcej. I widzisz dalej. I słyszysz ostrzej. I spotkamy wszyscy wysokiego bruneta. -Achille powoli odchylili sie w fotelu i oparł podbródek o dłoń.
- Tylko ze nawet Twój teatralny gest wylał zaledwie polowe krwi, ku uciesze Twojego szkaradnego chowanca. Druga polowe sam łapczywie wypiłeś. Może wiec warto zastanowić sie kto w tej zgrabnej metaforze jest zlizującym resztki z podłogi psem? Pewnie możesz sobie pozwolić na lekceważenie Xaviera ale jednak slowo Starszego przyprowadziło Cie właśnie tutaj i posadziło na tym fotelu. - Achille pozwolił wskazującej na Marcusa dłoni opaść wolno na założone nogi. Uśmiechnął sie lekko i spojrzal na pozostałe wampiry.
- Być może... - poprawił metodycznym ruchem materiał spodni układający sie na kolanach. - Być może Primogen Vallo wejdzie za chwile przepraszając za spóźnienie i wyjaśni ze naszym problemem będą rosnące w Bournemouth stopy procentowe. Jednak możliwym jest, ze niebezpieczeństwo o ktorym wspominał juz go dopadło i teraz skupi sie na nas. W związku z tym będziemy teraz współpracować w stopniu koniecznym aby przeżyć. W końcu społeczność wampirów nic by nie osiągnęła gdybyśmy nie nauczyli sie udawać ze siebie lubimy. - Uśmiechnal sie serdecznie pokazując równe, białe zęby i zwrócili sie do Marcusa.
- Wiec Marcusie, proszę Cie bardzo abyś jeszcze raz powiedział nam co zaproponował i co zdradził Ci Michael Vallo.
astrolog/alchemik 10/10 POZ
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
- Bardzo cieszę się Achille, że powiedziałeś to, czego mi jako gospodarzowi spotkania, nie wypadało rzec o swoich gościach.
Tutaj Xavier zwrócił się bezpośrednio do Malkaviana:
-Markusie powiedziałeś, że Vallo popełnił błędy w przeszłości. Cóż chyba nikt w tym pokoju nie jest idealny i każdy wiele się na owych błędach nauczył. Nie potrafię zrozumieć dlaczego mówisz tak, jakby to Vallo sprowadził na siebie niebezpieczeństwo, a tym samym na nas. Z tego co mi powiedział cała domena jest w niebezpieczeństwie i nie wydaje mi się, by to miało tyczyć się tylko nas i Vallo. Jeżeli wszyscy Spokrewnieni są zagrożeni, to nie może to być tylko jedna osoba.
Xavier podniósł się delikatnie sięgając po karafkę i nalał do kielicha, po czym usiadł w tym samym miejscu i kontynuował:
- Z całym szacunkiem Marcusie, ale jak długo Cię znam, nie przypominam sobie, abyś był znany z proroczych zdolności. Wydaje mi się, że to co mówisz odzwierciedla dokładnie Twoje własne obawy i skrywane lęki. Cieszę się, że dzielisz się nimi z nami - być może to pozwoli Ci odnaleźć równowagę wewnętrzną... Zapewniam Cię jednak, że nie ma powodu do obaw. Zresztą, gdyby owe lęki były racjonalne, zapewne nie zjawiłbyś się w miejscu, które uważasz za zagrożone. Muszę więc złożyć twe wypowiedzi raczej na karb chwilowej niedyspozycji właściwej Krwi Księżyca. Pozwól, że uspokoję Cię nieco - to miejsce jest jednak dużo bezpieczniejsze, niż reszta miasta w której możemy się znaleźć. Jednak aby zmniejszyć Twe poczucie dyskomfortu, powiem Clarkowi, żeby poziom bezpieczeństwa w Elizjum został zwiększony - po czym Ventrue wykonał charakterystyczny ruch ręką, który dla siedzącego w pokoju ochrony Owena, był jednoznaczny.
- Przyłączam się do bardzo trafnego pytania Achille - powiedział przełykając kolejny łyk świeżej krwi.
Tutaj Xavier zwrócił się bezpośrednio do Malkaviana:
-Markusie powiedziałeś, że Vallo popełnił błędy w przeszłości. Cóż chyba nikt w tym pokoju nie jest idealny i każdy wiele się na owych błędach nauczył. Nie potrafię zrozumieć dlaczego mówisz tak, jakby to Vallo sprowadził na siebie niebezpieczeństwo, a tym samym na nas. Z tego co mi powiedział cała domena jest w niebezpieczeństwie i nie wydaje mi się, by to miało tyczyć się tylko nas i Vallo. Jeżeli wszyscy Spokrewnieni są zagrożeni, to nie może to być tylko jedna osoba.
Xavier podniósł się delikatnie sięgając po karafkę i nalał do kielicha, po czym usiadł w tym samym miejscu i kontynuował:
- Z całym szacunkiem Marcusie, ale jak długo Cię znam, nie przypominam sobie, abyś był znany z proroczych zdolności. Wydaje mi się, że to co mówisz odzwierciedla dokładnie Twoje własne obawy i skrywane lęki. Cieszę się, że dzielisz się nimi z nami - być może to pozwoli Ci odnaleźć równowagę wewnętrzną... Zapewniam Cię jednak, że nie ma powodu do obaw. Zresztą, gdyby owe lęki były racjonalne, zapewne nie zjawiłbyś się w miejscu, które uważasz za zagrożone. Muszę więc złożyć twe wypowiedzi raczej na karb chwilowej niedyspozycji właściwej Krwi Księżyca. Pozwól, że uspokoję Cię nieco - to miejsce jest jednak dużo bezpieczniejsze, niż reszta miasta w której możemy się znaleźć. Jednak aby zmniejszyć Twe poczucie dyskomfortu, powiem Clarkowi, żeby poziom bezpieczeństwa w Elizjum został zwiększony - po czym Ventrue wykonał charakterystyczny ruch ręką, który dla siedzącego w pokoju ochrony Owena, był jednoznaczny.
- Przyłączam się do bardzo trafnego pytania Achille - powiedział przełykając kolejny łyk świeżej krwi.
Ostatnio zmieniony 26 listopada 2014, 14:37 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
..czysta przyjemność... -rozpoczął w myślach, po czym kontynuował na głos:
-wiedzieć, że ma się do czynienia z błyskotliwym rozmówcą, którego intelekt idzie w parze z poczuciem estetyki i jakże oczywistą-
...tak przewidywalną..
-potrzebą zachowania konwenansów etycznych.
I jakże wspaniale wypadłeś w towarzystwie dzięki swej tak wyrazistej i trafnej uwadze Torreadorze.
-Dobrze więc. Skoro Starsi rzucili kośćmi... jak słusznie zauważyłeś pachnący Achille.. Bournemouth skrywa smutną prawdę o ponurej jatce, jak rozegrała się wieki temu.
Wówczas to gęstym strumieniem polała się vitae Camarillli, która tu na wyspach stanęła w obliczu zagłady, ścigana i tropiona przez drapieżną linię krwi. Ostatnią z tego potwornego rodu dysponującego potężnymi i zapomnianymi zdolnościami była Mary Sheley.. postawiono jej nawet nagrobek, cóż za uprzejmość.. gdzieś na cmentarzu przy kościele na rogu St. Peter's i Hinton Rd.
Vallo odkrył, że ktoś usiłuje przywrócić tę linię. Najwyraźniej ktoś ze starszych, bo któż inny mógłby pamiętać wydarzenia sprzed dwustu lat? Stąd zapewne poszukiwał kogoś niezwiązanego z otoczeniem księcia. Czasy spokoju istotnie dobiegają końca, lecz czyż to nie pierwszy raz, gdy krwiożerczy najeźdźca próbuje zniszczyć imperium?
Bizancjum... Kartagina.. w miejsce starych zawsze wyrasta nowe..
-Marcus pogrążył się w zamyśleniu.
-wiedzieć, że ma się do czynienia z błyskotliwym rozmówcą, którego intelekt idzie w parze z poczuciem estetyki i jakże oczywistą-
...tak przewidywalną..
-potrzebą zachowania konwenansów etycznych.
I jakże wspaniale wypadłeś w towarzystwie dzięki swej tak wyrazistej i trafnej uwadze Torreadorze.
-Dobrze więc. Skoro Starsi rzucili kośćmi... jak słusznie zauważyłeś pachnący Achille.. Bournemouth skrywa smutną prawdę o ponurej jatce, jak rozegrała się wieki temu.
Wówczas to gęstym strumieniem polała się vitae Camarillli, która tu na wyspach stanęła w obliczu zagłady, ścigana i tropiona przez drapieżną linię krwi. Ostatnią z tego potwornego rodu dysponującego potężnymi i zapomnianymi zdolnościami była Mary Sheley.. postawiono jej nawet nagrobek, cóż za uprzejmość.. gdzieś na cmentarzu przy kościele na rogu St. Peter's i Hinton Rd.
Vallo odkrył, że ktoś usiłuje przywrócić tę linię. Najwyraźniej ktoś ze starszych, bo któż inny mógłby pamiętać wydarzenia sprzed dwustu lat? Stąd zapewne poszukiwał kogoś niezwiązanego z otoczeniem księcia. Czasy spokoju istotnie dobiegają końca, lecz czyż to nie pierwszy raz, gdy krwiożerczy najeźdźca próbuje zniszczyć imperium?
Bizancjum... Kartagina.. w miejsce starych zawsze wyrasta nowe..
-Marcus pogrążył się w zamyśleniu.
Spoiler!