: 07 października 2015, 23:38
Powolnym ruchem podniósł ciężką dłoń. Ważyła chyba tonę. Minęła dłuższa c hwila nim kciuk i palec wskazuąc dotarły do oczu wpijając się w spojówki Zacisnął palce jakby by poczuć jakiś konkretny, namacalny bodziec na którym mógłby skupić świadomość. Bujał się przez moment jak gdyby nadal dłubał ten cholerny wyryty podpis, który nie chciał ustąpić. Wyciągnął dłoń przed siebie, by przegonić bzdury. Wóda i prochy ... Nie... spięcie było... potem odpłynął... Wytrzeszczył oczy, szybkim ruchem odepchnął się nogami od podłoża uderzając plecami o ścianę.
- Spokojnie kolego, bez wygłupów i nerwowych ruchów - powiedział Didier. Obok niego stał człowiek góra; Bezac. - Przechowam ci to na jakiś czas kolego. - powiedział chowając rewolwer za pasek pod poły szpitalnego ubrania. Obserwowali przez chwilę reakcję Meksykanina, wypatrując jakiegokolwiek nerwowego ruchu. Gotowi do działania w każdej chwili.
Ervin wpatrywał się w obydwóch. Po kilkusekundowej obserwacji przeskoczył wzrokiem na innych, któzy z wolna dochodzili do siebie, rozbiegane oczy szybko chłonęły otoczenie... nie... nie oczy... wszystko w jakiś sposób stało się oczywiste. Zrozumiałe. Schemat jak w banalnym rysunku technicznym, tyle że dotyczył .. myśli i postaw.
Ale jazda. Wóda z prądem nabrała właśnie nowego znaczenia.
..Teraz stary będzie coś pierdolił. Ktoś się poużala, ktoś będzie wystraszony, a ten tam będzie rozsądny. To sterczy w powietrzu jak widły w gnoju. Wystarczy chwycić... no i jest..
- Jestem doktor Wiktor Markov. Macie szczęście, że Pascal po nas zadzwonił...
Nogi miał jak z plasteliny, wstał podpierając się o ścianę.
-Jak się coś wsadzi, to da radę i wyjąć.. -burknął sam do siebie pod nosem. Skoro wleźliśmy do tej piwnicy to i wyjdziemy..taki kolejny schemat.. kolejny rysunek. Sapiąc ruszył na górę wciąż obijając się o ściany. Nie mógł przełknąć śliny, tkwiła na suchym podniebieniu jakby była jednym wielkim, niezależnym kawałkiem stwardniałego gówna.
-Didier... - Stahler nie był pewien, czy powiedział, czy pomyślał.. -rozsądniej będzie oddać mi zabawkę, jest moja, będę zły wciąż o niej myśląc, lubię ją.. *
Panowie ładni zmartwili się o swoje popsute gadżety. Przecież niedługo kupią sobie nowe. Świat nie zdechnie bez tego.
- To Cosme, mam szesnaście nieodebranych... - powiedział Markov
- Cholera, ja też...- powiedział Didier, jedną ręką kładąc ciało. Po czym od razu odebrał nadchodzące połączenie. - No, co tam...- jego twarz nabrała wyraźnego niepokoju. - Powoli Cosme bo cię nie rozumiem. Ale kto spierdolił dokładnie?!... Wyscy!! Co ty pier... Halo, halo! - krzyczał do słuchawki - Bezac, za mną, wszystkie bloki się otworzyły. Przez to zwarcie wszyscy wyszli!! - wykrzykując to pędem ruszył do bloku centralnego, który prowadził dalej, aż do zachodniego skrzydła... z otwartymi izolatkami.
- To wasza wina... - powiedział Bezac i rzucił się pędem za Didierem.
- Proszę tu zostać i się gdzieś zamknąć! - powiedział Markov i zabawnym truchtem ruszył korytarzem za pozostałymi, zostawiając białego jak ściana Pascala.
Mężczyźni coraz bardziej zaczęli dochodzić do siebie. Zastrzyk coraz bardziej zaczynał działać...
- Zajebią Was. Ja to sobie poradzę, bo kiedy wy zwykle wpierdalacie poranną kaszkę to ja już drugą tonę gruzu przerzucam... albo jakąś kurwę gratisdajkę....
- I na huj było cwaniakować i wydzwaniać Dupong? Tak to bym cię jeszcze z weterynaryjnej łaski stąd wyprowadził, a teraz ci jakiś psychol opierdoli nóżki... zimne nóżki mniam! - kłapnął zębami Ervin i szyderczo zaśmiał. Powietrze wirowało od emocji. Myśli kłębiły się i zdradzały ich reakcje. Choć każdy chciałby rządzić nikt w tym poprawnym gronie nie ośmieli się ogłosić przywódcą. Będą masturbować się swoją rzekomą dominacją i przekonywać samych siebie o skrytej władzy nad innymi. Niektórzy nawet nie oprzytomnieją kiedy zaczną krwawić. Tym razem lepiej wyszedł ci dowcip stary popaprańcu.. hehe **. Przebudzony kierownik budowy uśmiechnął się szeroko. Powoli odzyskiwał formę, zaczął więc nucić pod nosem słowa starego klasyka.
'Cause I'm TNT
I'm dynamite
TNT and I'll win the fight
TNT I'm a power-load
TNT watch me explode***
- Spokojnie kolego, bez wygłupów i nerwowych ruchów - powiedział Didier. Obok niego stał człowiek góra; Bezac. - Przechowam ci to na jakiś czas kolego. - powiedział chowając rewolwer za pasek pod poły szpitalnego ubrania. Obserwowali przez chwilę reakcję Meksykanina, wypatrując jakiegokolwiek nerwowego ruchu. Gotowi do działania w każdej chwili.
Ervin wpatrywał się w obydwóch. Po kilkusekundowej obserwacji przeskoczył wzrokiem na innych, któzy z wolna dochodzili do siebie, rozbiegane oczy szybko chłonęły otoczenie... nie... nie oczy... wszystko w jakiś sposób stało się oczywiste. Zrozumiałe. Schemat jak w banalnym rysunku technicznym, tyle że dotyczył .. myśli i postaw.
Ale jazda. Wóda z prądem nabrała właśnie nowego znaczenia.
..Teraz stary będzie coś pierdolił. Ktoś się poużala, ktoś będzie wystraszony, a ten tam będzie rozsądny. To sterczy w powietrzu jak widły w gnoju. Wystarczy chwycić... no i jest..
- Jestem doktor Wiktor Markov. Macie szczęście, że Pascal po nas zadzwonił...
Nogi miał jak z plasteliny, wstał podpierając się o ścianę.
-Jak się coś wsadzi, to da radę i wyjąć.. -burknął sam do siebie pod nosem. Skoro wleźliśmy do tej piwnicy to i wyjdziemy..taki kolejny schemat.. kolejny rysunek. Sapiąc ruszył na górę wciąż obijając się o ściany. Nie mógł przełknąć śliny, tkwiła na suchym podniebieniu jakby była jednym wielkim, niezależnym kawałkiem stwardniałego gówna.
-Didier... - Stahler nie był pewien, czy powiedział, czy pomyślał.. -rozsądniej będzie oddać mi zabawkę, jest moja, będę zły wciąż o niej myśląc, lubię ją.. *
Panowie ładni zmartwili się o swoje popsute gadżety. Przecież niedługo kupią sobie nowe. Świat nie zdechnie bez tego.
- To Cosme, mam szesnaście nieodebranych... - powiedział Markov
- Cholera, ja też...- powiedział Didier, jedną ręką kładąc ciało. Po czym od razu odebrał nadchodzące połączenie. - No, co tam...- jego twarz nabrała wyraźnego niepokoju. - Powoli Cosme bo cię nie rozumiem. Ale kto spierdolił dokładnie?!... Wyscy!! Co ty pier... Halo, halo! - krzyczał do słuchawki - Bezac, za mną, wszystkie bloki się otworzyły. Przez to zwarcie wszyscy wyszli!! - wykrzykując to pędem ruszył do bloku centralnego, który prowadził dalej, aż do zachodniego skrzydła... z otwartymi izolatkami.
- To wasza wina... - powiedział Bezac i rzucił się pędem za Didierem.
- Proszę tu zostać i się gdzieś zamknąć! - powiedział Markov i zabawnym truchtem ruszył korytarzem za pozostałymi, zostawiając białego jak ściana Pascala.
Mężczyźni coraz bardziej zaczęli dochodzić do siebie. Zastrzyk coraz bardziej zaczynał działać...
- Zajebią Was. Ja to sobie poradzę, bo kiedy wy zwykle wpierdalacie poranną kaszkę to ja już drugą tonę gruzu przerzucam... albo jakąś kurwę gratisdajkę....
- I na huj było cwaniakować i wydzwaniać Dupong? Tak to bym cię jeszcze z weterynaryjnej łaski stąd wyprowadził, a teraz ci jakiś psychol opierdoli nóżki... zimne nóżki mniam! - kłapnął zębami Ervin i szyderczo zaśmiał. Powietrze wirowało od emocji. Myśli kłębiły się i zdradzały ich reakcje. Choć każdy chciałby rządzić nikt w tym poprawnym gronie nie ośmieli się ogłosić przywódcą. Będą masturbować się swoją rzekomą dominacją i przekonywać samych siebie o skrytej władzy nad innymi. Niektórzy nawet nie oprzytomnieją kiedy zaczną krwawić. Tym razem lepiej wyszedł ci dowcip stary popaprańcu.. hehe **. Przebudzony kierownik budowy uśmiechnął się szeroko. Powoli odzyskiwał formę, zaczął więc nucić pod nosem słowa starego klasyka.
'Cause I'm TNT
I'm dynamite
TNT and I'll win the fight
TNT I'm a power-load
TNT watch me explode***
Spoiler!
**- Ervin jako osoba mająca swoje sprawy z Bogiem, czasami sobie z nim rozmawia.
***- zakładam, że wszyscy kojarzą z jakiego to kawałka, ale słowa mi tu jakoś pasują https://youtu.be/kR6pxe8jaMs
***- zakładam, że wszyscy kojarzą z jakiego to kawałka, ale słowa mi tu jakoś pasują https://youtu.be/kR6pxe8jaMs
[/center]