Strona 5 z 16

: 07 października 2015, 23:38
autor: koszal
Powolnym ruchem podniósł ciężką dłoń. Ważyła chyba tonę. Minęła dłuższa c hwila nim kciuk i palec wskazuąc dotarły do oczu wpijając się w spojówki Zacisnął palce jakby by poczuć jakiś konkretny, namacalny bodziec na którym mógłby skupić świadomość. Bujał się przez moment jak gdyby nadal dłubał ten cholerny wyryty podpis, który nie chciał ustąpić. Wyciągnął dłoń przed siebie, by przegonić bzdury. Wóda i prochy ... Nie... spięcie było... potem odpłynął... Wytrzeszczył oczy, szybkim ruchem odepchnął się nogami od podłoża uderzając plecami o ścianę.

- Spokojnie kolego, bez wygłupów i nerwowych ruchów - powiedział Didier. Obok niego stał człowiek góra; Bezac. - Przechowam ci to na jakiś czas kolego. - powiedział chowając rewolwer za pasek pod poły szpitalnego ubrania. Obserwowali przez chwilę reakcję Meksykanina, wypatrując jakiegokolwiek nerwowego ruchu. Gotowi do działania w każdej chwili.

Ervin wpatrywał się w obydwóch. Po kilkusekundowej obserwacji przeskoczył wzrokiem na innych, któzy z wolna dochodzili do siebie, rozbiegane oczy szybko chłonęły otoczenie... nie... nie oczy... wszystko w jakiś sposób stało się oczywiste. Zrozumiałe. Schemat jak w banalnym rysunku technicznym, tyle że dotyczył .. myśli i postaw.

Ale jazda. Wóda z prądem nabrała właśnie nowego znaczenia.

..Teraz stary będzie coś pierdolił. Ktoś się poużala, ktoś będzie wystraszony, a ten tam będzie rozsądny. To sterczy w powietrzu jak widły w gnoju. Wystarczy chwycić... no i jest..

- Jestem doktor Wiktor Markov. Macie szczęście, że Pascal po nas zadzwonił...

Nogi miał jak z plasteliny, wstał podpierając się o ścianę.

-Jak się coś wsadzi, to da radę i wyjąć.. -burknął sam do siebie pod nosem. Skoro wleźliśmy do tej piwnicy to i wyjdziemy..taki kolejny schemat.. kolejny rysunek. Sapiąc ruszył na górę wciąż obijając się o ściany. Nie mógł przełknąć śliny, tkwiła na suchym podniebieniu jakby była jednym wielkim, niezależnym kawałkiem stwardniałego gówna.

-Didier... - Stahler nie był pewien, czy powiedział, czy pomyślał.. -rozsądniej będzie oddać mi zabawkę, jest moja, będę zły wciąż o niej myśląc, lubię ją.. *

Panowie ładni zmartwili się o swoje popsute gadżety. Przecież niedługo kupią sobie nowe. Świat nie zdechnie bez tego.

- To Cosme, mam szesnaście nieodebranych... - powiedział Markov

- Cholera, ja też...- powiedział Didier, jedną ręką kładąc ciało. Po czym od razu odebrał nadchodzące połączenie. - No, co tam...- jego twarz nabrała wyraźnego niepokoju. - Powoli Cosme bo cię nie rozumiem. Ale kto spierdolił dokładnie?!... Wyscy!! Co ty pier... Halo, halo! - krzyczał do słuchawki - Bezac, za mną, wszystkie bloki się otworzyły. Przez to zwarcie wszyscy wyszli!! - wykrzykując to pędem ruszył do bloku centralnego, który prowadził dalej, aż do zachodniego skrzydła... z otwartymi izolatkami.

- To wasza wina... - powiedział Bezac i rzucił się pędem za Didierem.

- Proszę tu zostać i się gdzieś zamknąć! - powiedział Markov i zabawnym truchtem ruszył korytarzem za pozostałymi, zostawiając białego jak ściana Pascala.

Mężczyźni coraz bardziej zaczęli dochodzić do siebie. Zastrzyk coraz bardziej zaczynał działać...

- Zajebią Was. Ja to sobie poradzę, bo kiedy wy zwykle wpierdalacie poranną kaszkę to ja już drugą tonę gruzu przerzucam... albo jakąś kurwę gratisdajkę....

- I na huj było cwaniakować i wydzwaniać Dupong? Tak to bym cię jeszcze z weterynaryjnej łaski stąd wyprowadził, a teraz ci jakiś psychol opierdoli nóżki... zimne nóżki mniam! - kłapnął zębami Ervin i szyderczo zaśmiał. Powietrze wirowało od emocji. Myśli kłębiły się i zdradzały ich reakcje. Choć każdy chciałby rządzić nikt w tym poprawnym gronie nie ośmieli się ogłosić przywódcą. Będą masturbować się swoją rzekomą dominacją i przekonywać samych siebie o skrytej władzy nad innymi. Niektórzy nawet nie oprzytomnieją kiedy zaczną krwawić. Tym razem lepiej wyszedł ci dowcip stary popaprańcu.. hehe **. Przebudzony kierownik budowy uśmiechnął się szeroko. Powoli odzyskiwał formę, zaczął więc nucić pod nosem słowa starego klasyka.

'Cause I'm TNT
I'm dynamite
TNT and I'll win the fight
TNT I'm a power-load
TNT watch me explode***
Spoiler!
Jeśli już mogę używać sfery umysłu, to walę Didierowi taką sugestię do mózgu, żeby mi oddał gnata: Jest Ervina i może mnie pobić za karę. Groźni wariaci chodzą po korytarzach... Ervin potrafi jej użyć. Oddam mu ją tylko na trochę, dopóki nie wyjdziemy.
**- Ervin jako osoba mająca swoje sprawy z Bogiem, czasami sobie z nim rozmawia.

***- zakładam, że wszyscy kojarzą z jakiego to kawałka, ale słowa mi tu jakoś pasują https://youtu.be/kR6pxe8jaMs

: 08 października 2015, 14:58
autor: Suriel
Sanite, wschodnie skrzydło, 30 października, 5 godzin i 20 minut do północy.

Pięciu mężczyzn znajdowało się w jasno oświetlonym korytarzu wschodniego bloku psychiatrycznego. Pascalowi wydawało się, że patrzą jakby błędnym wzrokiem co, biorąc pod uwagę szok jaki doznali oraz zastrzyk, było w pełni zrozumiałe.

- Nie mam pojęcia o jakiej dziewczynie Pan mówi ale myślę Panie Beltfort, że ma Pan dużo racji z tym odszkodowaniem. Tylko od kogo je dochodzić? - spojrzał raz na Baarta raz na Ervina. - Przecież to nieumiejętność Państwa elektryka doprowadziła nas do tej sytuacji. - rzucił okiem na owiniętego w koc Camille, który nadal był nieprzytomny i zrobiło mu się przykro. - Na pewno jakoś da się to polubownie załatwić. Myślę, że wszystkim nam należy się odszkodowanie od naszych pracodawców. No ale nie ważne, w tej chwili. W tej sytuacji chyba nie powinniśmy pozostawać na korytarzu...
Ervin rozejrzał się po pozostałych, wyglądali jakby nadal byli w szoku. Nic im nie mówił ale wokół każdego z nich widział dziwną pulę barw, przeważnie przeplataną miriadami jasnych iskier*. Próbował skupić wzrok bez tych cholernych szmerów i nagle wszystko ustało. Chwile później zaczął w swojej głowie słyszeć głosy Baarta i innych choć nic nie mówili...

Baart spojrzał zdumionym wzrokiem po pozostałych. Nad każdym widział aureolę, lśniącą delikatnym światłem. Na Camille była ciemniejsza od innych.** Jak to powiedział doktor? Halucynacje, tak to musiało być to...

David również patrzył jakby nie obecnym wzrokiem. Prąd musiał mu chyba wypalić nieco pręciki w jego oczach, ponieważ widział pozostałych w nieco przyciemnionych światłach. Choć musiał to przyznać, że cholernie wyraźnie. Camille miał ciemniejszą sylwetkę od innych ale najmroczniejszą miał Ahmed. I w dodatku ciemniała ponuro z każdym krokiem kiedy po cichaczu oddalał się korytarzem.

[center]***[/center]

Ahmed ruszył w kierunku łazienki. Pamiętał dokładnie jej lokalizację, jeszcze pół godziny temu kiedy tu przybył było to pierwsze miejsce jakie odwiedził zaraz po przywitaniu się z robotnikami. Ruszył chwiejnym korkiem tuż przy szpitalnej ścianie, której co prawda brzydził dotykać ale chciał ją mieć w zasięgu na wszelki wypadek. Nie czuł się dobrze. W głowie mu pulsowało a wzrok płatał jakieś dziwne figle. Miał wrażenie, że we wszystkich osobach i niektórych przedmiotach widzi żyły białej energii. **** Jakby nakładały mu się dwie rzeczywistości na siebie niczym dwie podobne klisze filmowe. Potarł ręką oczy. Przemyć twarz. Umyć ręce. Tak, zdecydowanie to by mu pomogło. Skręcił za róg korytarza i podreptał w kierunku miejsca gdzie znaleźli dziwną komnatę. W oddali słyszał rozmowy towarzyszy, cichnące w miarę jak się oddalał korytarzem. I coś jeszcze. Coś jakby ciche huczenie wiatru. Nie, to nie był wiatr. Już gdzieś to słyszał. W swoim śnie! Przy krysztale i w cyklonie. Był tego pewien, takie buczenie towarzyszyło mu kiedy się wznosił, a te wszystkie dusze... to one tak mamrotały. Wzdrygnął się na to wspomnienie. Nie chciał ich słyszeć. Dźwięki ustały jakby na życzenie.

Przeszedł więcej niż połowę długości dzielących go do miejsca robót. Do komnaty ze zwłokami. Stanął chwiejnie przed łazienką. Coś mu tu nie pasowało.

Na białych drzwiach od łazienki widniał odbity fragment zakrwawionej ręki. Tego tu nie było ostatnim razem - pomyślał. Krew była też na posadzce. Ciągnęła się od miejsca gdzie przebili się przez ścianę. Ilość krwi znaczącej posadzkę rosła w miarę jak trop zbliżał się do drzwi łazienki. W wilgotnym szkarłacie była także ufajdana cała klamka, którą zamierzał dotknąć.

Poczuł falę obrzydzenia i uświadomił sobie, że jest tu przecież zupełnie sam...
Co robią pozostali? Czekam na spokojnie na deklaracje wszystkich. Jak na razie mam jedną Ahmeda.
Ahmed umywa ręce od sprawy, a przynajmniej jeszcze chwile temu zamierzał...

Info techniczne.

Użycia arkan. Jako, że nie macie jeszcze świadomości kreowania wolą rzeczywistości, proszę o informację w którym miejscu podświadomie z nich korzystacie. Możemy się umówić, że w poście będzie to odznaczane znacznikiem * lub jego wielokrotnością a w technicznej ramce na dole opis oczekiwań.

Radzę się zaopatrzyć w dodatek The Arcana of Creative Thaumaturgy (znajomi mają, może pożyczą http://docs9.chomikuj.pl/4144920039,PL, ... aturgy.pdf ). Tam w bardzo skróconej i przejrzystej formie jest jasno napisane co można na której kropce posiadanych arkan. Trzeba tylko luknąć na te co się posiada żeby się zorientować (przy średniej znajomości angielskiego zajmuje to z 15 minut max.). Przejrzałem z konieczności wszystkie posiadane przez was i przyznam szczerze, że niektórych nie rozumiem w cale, więc nie przejmować się jakby coś.
Na początku będę wam od czasu do czasu samodzielnie włączał działanie arkan i wplatał wizualne efekt w fabularkę.

Przykłady:
Spoiler!
Próba sugestii, rzucam dwiema kostkami za gnozę, zero rezultatów. Szkoda bo mogło by być przez to bardzo ciekawie.
* podświadome użycie arkany Umysłu, z pierwszej kropki widzenia aury 1 sukces, będziemy się posługiwać barwami aur z wampira, iskry symbolizują aktywne używanie magi. Efekt mija po jednej rundzie za sukces.
Czytanie, myśli jeden sukces, chaos, jakbyś bawił się pokrętłem od radia łapiąc rózne stacje.
Spoiler!
** podświadome użycie arkany Losu, z pierwszej kropki - widzenia przeznaczenia, rzut 1 sukces. Efekt mija po jednej rundzie za każdy sukces. Umawiamy się że Los widzisz w postaci aury nad postaciami, im ciemniejsza tym bliżej niebezpieczeństwa, śmierci itd.
Spoiler!
*** podświadome użycie arkany Losu, z pierwszej kropki - widzenia przeznaczenia, rzut 1 sukces. Efekt mija po jednej rundzie za każdy sukces. Umawiamy się że Los widzisz w postaci podświetlania postaci. Tak jak aktorów oświetlonych jupiterami na scenie teatru, im więcej światła tym jaśniejsza przyszłość. Im ciemniejsza postać tym bliżej zejścia ze sceny czyli niebezpieczeństwa, śmierci itd
.
Spoiler!
**** podświadome użycie arkany Ducha, z pierwszej kropki - widzenia przez Rękawicę, rzut 1 sukces. Efekt mija po jednej rundzie za każdy sukces. Widzisz świat duchów który jest jak całun dla naszego wymiaru. podświadome użycie arkany Ducha, z drugiej kropki - słyszenie mowy duchów, rzut 1 sukces. Efekt mija po jednej rundzie za każdy sukces. Dużo szmerów, nie słyszysz nikogo konkretnego bo blisko ich nie ma, ale jesteś pewien że są w pobliżu...

: 08 października 2015, 17:22
autor: Yarin
David podświadomie chwycił się za bródkę i potarł ją. Robił tak zawsze, kiedy czuł się nieco zakłopotany lub czegoś nie rozumiał, a w jego przypadku rzadko się to zdarzało.

- Co do odszkodowania, panie Pascal, znam odpowiednie osoby, a zatem może pan się przygotować na spotkanie z wieloma ludźmi, którzy zjedli zęby na podobnych sprawach.
David nie chciał, by zabrzmiało to jak groźba, jednak słowa wypowiedział szybko, wyraźnie i dosadnie, patrząc rozmówcy prosto w oczy.

- Skoro już wszyscy doszliśmy do siebie, z jakimś nieznanym nam specyfikiem wstrzykniętym bez naszej zgody - tu znów spojrzał na Pascala - powinniśmy jak najszybciej się stąd wydostać. Proponuje, aby każ...

Mężczyzna przerwał. Obserwował wszystkich wokół tak, jak miał w zwyczaju w czasie przedstawiania oferty klientom, jednak kiedy spojrzał na oddalającego się po schodach Ahmeda, zaniemówił.
Od momentu przebudzenia po porażeniu prądem (David wywnioskował, że właśnie to spowodowało jego omdlenie), Beltfort widział inaczej. Sam sobie ciężko mógł wytłumaczyć ten stan, jednak każda osoba posiadała wokół siebie jaśniejszy lub ciemniejszy kolor. Coś jak aurę. Swoją drogą, Mary zawsze powtarzała, że ludzie mają różne aury, a David ma tą dobrą, czy jakoś tak.

O ile wszyscy mieli je podobne, o tyle Ahmed miał ciemniejszą. Ok, mogło to być spowodowane odległością, ciemnościami panującymi powyżej schodów, działaniu nieznanego specyfiku, który krążył w jego żyłach, jak i zwyczajnym szoku po tym, co się wydarzyło.

Ale David czuł, że coś jest nie tak...

Mężczyzna spojrzał po swoich kompanach, by znów przenieść wzrok za Ahmedem. Jakaś siła szeptała mu tysiącami dźwięków, że coś złego się wydarzy. David zamarł w miejscu.
- Mu..musimy za nim iść -wyszeptał i ruszył żwawym krokiem po schodach.
Spoiler!
Nie wiem, czy powyższe to nie przegięcie rozumowania podświadomego Losu...Jak tak, to edytuję

: 08 października 2015, 19:48
autor: Dobro
Co się dzieje w głowie Ahmeda w wersji muzycznej (trzeba kliknąć play po wejściu na link). Zaczyna się od 1 minuty. http://lustmord.bandcamp.com/track/amalgamated-man
- Co do kurwy... - szepnął Ahmed, wpatrując się wciąż w klamkę, która jeszcze przed chwilą była cała z krwi. W dodatku te głosy przed chwilą... Ręce. Musi umyć ręce. Zegarek obsunął się znowu na nadgarstek. Źle dopasowana metalowa bransoleta co chwilę się obsuwała.

Musze kupić nowy zegarek...., przeszło mu przez myśl.

Egipcjanin ostrożnie nacisnął klamkę drzwi samym opuszkiem wskazującego palca. Drzwi otworzyły się na kilka centymetrów. Mężczyzna otworzył je na całą szerokość, wspomagając się przy tym nogą - po prostu kopiąc lekko w drzwi. Następnie rzucił się i drżącymi ze zdenerwowania i stresu pourazowego dłoniami próbował odkręcić kurek.

- Co widzi kogut wchodząc do łazienki? Zakręcone kurki!
, odezwał się głos w jego głowie. Głos tak znienawidzony i pogardzany, że Ahmedowi zebrało się na wymioty. Jego brat, Mohammad Assad Omar często denerwował młodszego braciszka Ahmeda głupimi żarcikami, którym towarzyszyły uderzenia i drobne złośliwości. Starszy brat doskonale wiedział, że jego zachowanie bardzo irytowało młodego i nieśmiałego Ahmeda, więc robił to ze zdwojoną radością i siłą.

Audytor zacisnął zęby ze wściekłości i spuścił głowę, nie mogąc spojrzeć w lustro. Woda spływała mu pomiędzy palcami, wymywając powierzchowny kurz i brud. Nie podnosząc wzroku, mężczyzna sięgnął ręką pod dystrybutor mydła i wcisnął gorączkowo kilka razy, aż śliski, pachnący chemiczną brzoskwinią płyn spadł dużymi kroplami na brudną dłoń. Ahmed gorączkowo zaczął pocierać dłoniami, rozprowadzając mydło po dłoniach. Spłukał powstałą pianę i przemył twarz.

Oczywiście nie było ręczników do wycierania dłoni, a dmuchawa nie działała. Wyciągnął zapasowe chusteczki i powycierał dłonie.

- Hej, zobacz, mam coś dla ciebie! Czujesz jakie miękkie? - odezwał się w głowie Mohammad. Mały Ahmed zacisnął pięść i poczuł, że coś miękkiego i plastycznego przebija mu się przez palce. Otworzył oczy. Kozie bobki spadały kaskadą z jego dłoni, a śmiech starszego brata wypełniał pomieszczenie.

- Dość! Zamknij się! Zamknij się, kurwaaaa! - ryknął, wracając na jawę.

Tu była ta komnata... Wejdę tam. Z pewnością jakoś jest związana z moją wizją... - pomyślał, kierując już swoje kroki do tajemniczej komnaty...
Spoiler!
Kiedy wejdę tam, zechcę porozmawiać z trupem tej kobiety (zakonnicy) - spróbuję się skupić i choćby powtórzyć efekt, jaki wywołałem, uciszając duchy. Jeżeli mi się nie uda - to spróbuje skupić wzrok i zobaczyć, czy widzę tu jakieś duchy - o ile Ahmed jest świadomy, że może coś takiego zobaczyć. Daj znać, jaki był efekt, ja zaś opiszę to fabularnie.

: 08 października 2015, 21:36
autor: Suriel
Egipcjanin ostrożnie nacisnął klamkę drzwi samym opuszkiem wskazującego palca. Drzwi otworzyły się na kilka centymetrów. Mężczyzna otworzył je na całą szerokość, wspomagając się przy tym nogą. W środku było ciemno. Ręką poszukał kontaktu i włączył światło. Była tam tylko jedna sprawna żarówka, wpięta "na krótko" tuż nad lustrem przy umywalce najbliższej wyjścia. Zapewne przez budowlańców. Reszta pomieszczenia tonęła w zupełnym mroku.

Seria złych wspomnień zalała go w jednej chwili niczym woda. Opłukał twarz.

- Dość! Zamknij się! Zamknij się, kurwaaaa! - ryknął do swoich myśli wracając na jawę.

Tu była ta komnata... Wejdę tam. Z pewnością jakoś jest związana z moją wizją... - pomyślał, kierując swoje kroki do tajemniczej miejsca...

Ruszył do wyjścia. Z siłą tarł ręce w chusteczki, znowu były takie czyste. Woda działała. Powoli się uspokajał. Chłodno kalkulujący umysł biegłego rewidenta z wolna odzyskiwał kontrolę nad roztrzęsionym i nieposłusznym ciałem. Logiczny umysł wypływał na powierzchnię niczym z otchłani ciemnej wody. I wtedy poddał mu myśl. Skoro klamka była ubrudzona, to może... ktoś tu wchodził, może... ktoś tutaj nadal...

Ahmed zatrzymał się w pół drogi od wyjścia. Skołatany umysł starał się mu podpowiedzieć co zarejestrował wchodząc. Co zarejestrował ale czego już wówczas nie był w stanie przyjąć, więc odrzucił. Zepchnął, że w mroku stał... Numbi.

Ahmed przełknął ślinę i powoli, powolutku obrócił głowę.

To nie był zwid. On był tam nadal. Stał przy umywalce najdalszej od wejścia. Tej w najgłębszym cieniu. Odwrócony plecami do Ahmeda. Oparty czołem o zbite lustro. Po rozbitym przez uderzenie czołem szkle, ściekała zaś na podłogę jego krew.

[center]Obrazek[/center]

Był tam w cieniu przez cały ten czas, kiedy Egipcjanin walczył z przeszłością. Stał zupełnie bez ruchu, jak niesprawne urządzenie. Jakby ktoś mu wyjął wtyczkę z gniazdka. Coś było z nim mocno nie tak...
Teraz powolutku, krok po kroczku i deklaracja po deklaracji. Może być przez pw czy jak tam chcesz.
Ten tryb będzie zawsze jeśli ktoś będzie bliski śmierci na tej sesji.

: 09 października 2015, 10:41
autor: Yarin
David wbiegł po schodach, jednak na korytarzu zwolnił. Spojrzał na znikające za rogiem plecy Ahmeda. Kiedy doszedł do tego miejsca nadal widział ciemny zarys wokół ciała. Mężczyzna czuł się mocno niespokojny, odczuwając przedziwne mrowienie w ciele. Instynktownie sięgnął do kieszeni, by wymacać woreczek strunowy.

Niestety, nie było go tam.

Chwilowe uczucie paniki szybko zmieniło się w złość.
"Pewnie mi wypadł i leży upaćkany jakimś syfem kilkanaście metrów ode mnie, na zimnej posadzce" - pomyślał.

Bez wątpienia czysta amfetamina produkcji meksykańskiej, rzadziej widywanej na rynku ze względu na trudności w przebiciu się przedstawicieli tego kraju do towarzystwa, w jakim obracał się David, pomagała mu w wielu sytuacjach. I ta, na Boga, była na pewno jedną z nich.

- Zamknij się, kurwaaaa! - usłyszał David. Ciarki przeszły mu plecach, jednak nie zawrócił.
Ruszył do pomieszczenia, w którym zobaczył Ahmeda wpatrującego się w stronę jednej z umywalek.

- Ahmed? Wszystko w porządku? Tu nie jest bezpiecznie, chodźmy stąd - powiedział cicho, wpatrując się w te same miejsce, co audytor.

MG:
Spoiler!
Za ciemna aura, za mocne oddziaływanie, bym nie szedł za Egipcjaninem. Podświadomość, o ile udadzą mi się rzuty, może mi podpowiedzieć, co się wydarzy z Ahmedem? <LOS> I, jeśli możliwe, rzut na DUCHA, czy jestem w stanie zobaczyć Numbiego...

: 09 października 2015, 13:19
autor: koszal
- No i kurwa zaczęło się, a psychole pewnie jeszcze nawet ze swoich cel nie powychodzili... hłe hłe hłe... I kto tu jest popierdolony?- zarechotał Stahler.

Idealnie. W takim chaosie bez problemu się stąd ulotnię. Pozostaje tylko...

- Jak chcecie, żebym was wyciągnął w jednym kawałku to spluwa wraca w moje łapy. Obiecuję, że nie ustrzelę żadnego świra a co najwyżej mu kolano przedziurawię. Bardziej mi ich szkoda od was. Strzelam celnie i lepiej żebym to ja miał gnata niż żeby go przyswoił jakiś większy od tego tu okurwieniec.*

*
Spoiler!
jasne że używam wzmocnionej sugestii, że to co mówię jest logiczne ale tym razem kieruję ją w stronę tego, kto w grupie wydaje mi się najbardziej podatny

: 09 października 2015, 14:54
autor: 8art
De Jong milczał ignorując durne zaczepki Stahlera. Policja była w drodze i wyciągnie ich z niebezpieczeństwa. Póki co starał się zapamiętać jak najwięcej z blednących aureoli. Najbardziej niepokoiła go ciemniejąca barwa aury robotnika Stahlera i Baart wiedział co to oznacza. Widział drgające, proste, przypominające pajęczyne linie łączące Camile z innymi. Najgrubsza łączyła go Stahlerem, inne z kbalem elektrycznym, budynkiem lub wychodziły gdzieś w nieskończoność. Jedna linia stawała się jednak coraz ciensza i drgała coraz bardziej niczym struna szarpana ręką niewprawnego gitarzysty.

To jego linia życia...

Baart podszedł do porażonego prądem odgarniając ręką nici przeznaczenia. Chyba wyglądało to dość komicznie jak Frodo próbujący przedostać się przez pajęczyne Szeloby, tyle że nikt inny tego nie mógł dostrzec.

Ale musiał jakoś pomóc. Widział, które linie osłabiają jego nić życia. Gdyby je tak przeciąć, to może by pomogło*. Wiedział co robić, rozumiał jak nici i linie mają wpływ na nieprzytomnego.
Baart widzi linie losu, łaczące przedmioty i ludzi. (wziualnie to tak jak w jednym z komiksów o Thorgalu. Nie pamiętam którym ale poszukam jak będę miał chwilę).
Spoiler!
Próbuję użyć sfery Losu i Życia i pomóc Camile. Chcę go odciąć od linii z kablem elektrycznym, który spowodował zbliżenie do śmierci. Nie wiem jak to przedstawić mechanicznie.

Potem chciałbym zamanipulować czasem, losem i zobaczyć najbliższą prezyszłość i los Ahmeda. Jesli zorientuje się co mu grozi to krzyknę do Davida żeby uważał.

: 09 października 2015, 20:57
autor: Dobro
Jak Ahmed zobaczył Numbi stojącego w cieniu, to o mało co nie zesrał się w spodnie jednocześnie schodząc na zawał. Widok ten był tak przerażający dla audytora, że musiał wziąć kilka większych haustów powietrza, by się uspokoić. Serce waliło mu jak młotem, czyste dłonie pokryły się potem, włosy na karku się zjeżyły.

Jeszcze tydzień temu grał sobie w grę SCP - Containment Breach. Była tam dziwna postać, która również stała twarzą do ściany. Graczowi nie wolno było spuścić jej z oczu, gdyż potwór od razu pojawiał się za plecami gracza i go zabijał. Numbi bardzo przypominał tą postać. Wtedy Ahmed usłyszał kroki. Ktoś się zbliżał. Egipcjanin odetchnął z ulgą. Nie będzie sam... Powoli zaczął się cofać, nie spuszczając z oczu Numbiego.

- Ahmed? Wszystko w porządku? Tu nie jest bezpiecznie, chodźmy stąd - powiedział wchodzący do pomieszczenia David.

- David... Umiesz skakać? - Assad zadał pytanie szeptem, wciąż wpatrując się w Numbi'ego.

- Tak... a co? - odpowiedział od razu David, również szeptem.

- To wypierdalamy stąd w podskokach.

: 10 października 2015, 13:35
autor: Suriel
Spoiler!
- ...pomóż mi proszę... - powiedział cicho Numbi.

Ahmed się zawahał. Stał w drzwiach, wystarczyło zrobić tylko jeden krok by je przekroczyć a potem zatrzasnąć za sobą drzwi. Lecz jego chora ciekawość pchnęła go by zajrzeć raz jeszcze za siebie do pomieszczenia. Wyglądało jakby teraz nagle dostrzegł tam coś jeszcze. Musiało to być coś niezmiernie ciekawego ponieważ, jego oczy zabłysnęły silnym zainteresowaniem. Achmed powoli i ostrożnie wrócił do pomieszczenia z umywalkami zmierzając w kierunku Numbiego.

- Tu nie jest bezpiecznie, chodźmy stąd - powtórzył cicho, mocno zniecierpliwiony David

- Pomóż mi...miałem wypadek... - powiedział dziwnie cichym i spokojnym głosem Numbi. Potem zaś dodał w zupełnie innym tonie, głosem który mu się łamał i drżał jak lichy płomień swiecy na wietrze - Po co ja go dotykałem!... Wszedł we mnie! Numbi teraz przeklęty! ON, jest we mnie!

- ...panie nie wychodź jeszcze, pomóż mi proszę... - powiedział cicho Numbi na powrót spokojnym głosem

Achmed zatrzymał się w bezpiecznej odległości od Numbiego i wydawało się że spojrzał za l jego ramię, w lustro. Usta Achmeda się otworzyły a na twarzy zaczęło wypływach przerażenie.

- Za dużo zobaczyłeś, magu... - syknął nienawistnie nie swoim głosem Numbi

Jedyna żarówka pękła pogrążając wszystko w zupełnym mroku.

W ciemności kawałek szkła oderwał się od lustra, samodzielnie. Jakby pchany jakąś niewidzialną siłą i przez chwilę zawirował obracany w powietrzu a potem...
Ciało Achmeda osunęło się na zasyfioną posadzkę łazienki. Bród przestał mu już przeszkadzać. W jego oku sterczał długi kawałek szkła z lustra.

W mroku Numbi zaczął chichotać dziwnym głosem.

Wizja się urwała.
Baart zdawał się być pogrążony we własnych myślach. Zupełnie nie zwracał uwagi na toczącą się rozmowę za jego plecami.

- nawet ze swoich cel nie powychodzili... hłe hłe hłe...

- No nie wiem...- powiedział Pascal. - No bo jeśli drzwi od bloków otworzyły się od razu w momencie kiedy odpięto kabel to... Dosyć długo czekaliśmy aż się obudzić jakie piętnaście dwadzieścia minut prawie. Aż Doktor Markov się zniecierpliwił. Uznał, że stan jest stabilny i powiedział że zastrzyk na pewno was postawi na nogi. No i miał rację. Dwadzieścia minut do dosyć by się przemieścić w dowolną część szpitala, zaręczam panu. Juz dzwonię do Didiera... Kurcze znowu siec padła, to pewnie przez burzę. Tu zawsze tak jest.

- Jak chcecie, żebym was wyciągnął w jednym kawałku to spluwa wraca w moje łapy. Obiecuję, że nie ustrzelę żadnego świra a co najwyżej mu kolano przedziurawię. Bardziej mi ich szkoda od was. Strzelam celnie i lepiej żebym to ja miał gnata niż żeby go przyswoił jakiś większy od tego tu okurwieniec - powiedział Erwin.

-Pascal przez chwilę patrzył się na niego z otwartymi ustami po czym zamrugał parę razy oczami jakby coś do niego właśnie docierało.

- Oczywiście panie Sthaler. Od razu coś zorganizuję jak tylko spotkamy Didiera. Przecież jemu nie wolno przetrzymywać czyjąś broń na która nie ma pozwolenia. Gdyby się dowiedział o takim nadużyciu policja na pewno Didier miałby znów kłopoty. W rzeczy samej w pana rękach dużo bezpieczniejsza. Przecież jeśli jakiś umysłowo chory by ją przechwycił jakimś cudem to nie daj boże zostanie zastrzelony przez policję. A to przecież tylko zabawka, prawda? Ale coś mi tu nie pasuje, jak pan zamierza strzelać z zabawki?

[center]***[/center]

Tymczasem Achmed już miał wychodzić obskurnej szpitalnej łazienki. Stał niemal w drzwiach z Davidem kiedy nagle usłyszał słowa płynące z ciemności:

- Ja krwawię, pomóż mi proszę... - powiedział cichutko Numbi.

Czy Achmed na prawdę zostawi człowieka w potrzebie, na pastwę losu. Przecież to tylko okaleczony robotnik. Chyba nie da się zwariować jakimś chwilowym zjazdom po zastrzyku. Hej, przecież tam człowiek cierpi... B)

Czy David nadal chce spojrzeć tak jak pisał w drugiej deklaracji?

Czekam na deklaracje, panów.

: 10 października 2015, 14:58
autor: 8art
- Za dużo zobaczyłeś, magu... - syknął nienawistnie nie swoim głosem Numbi

Jedyna żarówka pękła pogrążając wszystko w zupełnym mroku.

W ciemności kawałek szkła oderwał się od lustra, samodzielnie. Jakby pchany jakąś niewidzialną siłą i przez chwilę zawirował obracany w powietrzu a potem...
Ciało Achmeda osunęło się na zasyfioną posadzkę łazienki. Bród przestał mu już przeszkadzać. W jego oku sterczał długi kawałek szkła z lustra.

W mroku Numbi zaczął chichotać dziwnym głosem...

Wizja się urwała. Była przerażająca. Jaki magu? O co w tym wszystkim chodziło? Pytania rodziły się w umysle de Jonga nie znajdując żadnej sensownej odpowiedzi. ALe był jeszcze księgowy Azure... Nie znał Ahmeda ale nie chciał jego śmierci. Musiał coś zrobić.

De Jong przez chwilę zupełnie przestał zwracać uwagę na otoczenie. Znów spoglądał w pajęczynę powiązań jaka rozpościerała się w rzeczywistości łącząc wszystko. Obserwował nić Ahmeda, która tajk jak Camille stawała się coraż cieńsza. Dostrzegał też, jak los Ahmeda coraz bardziej zaczyna wiązać się z Davidem i pośrednio z samym Baartem.

- Jezu Chryste, jesli nic nie zrobię, to Ahmed umrze... - pomyślał widząc jak nić życia księgowego zostaje opleciona wątkiem concierge'a i reżysera. Mógł nic nie zrobić i pozwolić ją zerwać, lub spróbować ją wzmocnić. Był zbyt daleko. Nie pozostawało nic innego. Wciągnał głęboki haust powietrza i krzyknął na całę gardło:

- DAVID ZABIERZ AHMEDA Z ŁAZIENKI!!! SZYBKO!!!
Baart będzie krzyczał do Davida żeby zabrał Achmeda jak najszybciej stamtąd. Opisze to fabularnie, ale dopiero najprawdopodobniej jutro. Zawalony robotą jestem, a wieczorem mnie nie będzie.

: 11 października 2015, 12:53
autor: koszal
Wykorzystując chwilowe zamieszanie Stahler w dwóch szybkich krokach znalazł się tuż przy Pascalu. Starał się na ile potrafił nie wyglądać groźnie, by jego wielki ochroniarz nie próbował dobrać mu się do dupska. Gestem ręki poprosił doktora, by nadstawił uszu. Szeptem, słyszalnym być może tylko w głowie odbiorcy*

*
Spoiler!
-Doktorze, to JEST tylko zabawka. Staram się tylko dodać innym otuchy, ponieważ są już na skraju paniki. Niech myślą, że posiadamy prawdziwą broń. Ta zabawka zrobiona jest ze stali i przyda mi się bardzo, jeśli będzie trzeba wyłamać jakieś drzwi, albo je zabarykadować. Posłuży mi wtedy jako metalowe narzędzie, a nie wziąłem żadnych innych ze sobą.

- chcę, żeby Pascal myślał, że to mówię, a usiłuję przekazać mu to w myślach, jeśli się jednak nie da, to mówię najciszej jak potrafię.

: 11 października 2015, 13:15
autor: Yarin
Dietyloamid kwasu D-lizergowego - David, chociaż nie cierpiał ścisłych przedmiotów i zwyczajnie w tego rodzaju wiedzy był słaby, to zapamiętał tę 'fachową' nazwę.
Nowa pracownica biura, na jednej z imprez w klubie Victory'89, zaproponowała mu pewien 'specyfik niesamowitości', jak sama nazwała malutki kartonik, koloru czarno-czerwonego ze wzorem sierpa i młota. Mężczyzna nigdy nie zapomni godzin, które nastąpiły po wyssaniu z kartonika tego, czym był nasączony.

I na zawsze chciał o nich zapomnieć.

To, co zobaczył w obecności Ahmeda było po stokroć przerażające i bardziej realne, niż jazda po LSD. David nie mógł się ruszyć, wpatrując się w scenę, która odbywała się kilka metrów od niego, jak zahipnotyzowany. Z jednej strony chciał podbiec do Numbiego, drugiej jednak coś go powstrzymywało. Podświadomie wyciągnął rękę w stronę Ahmeda, jakby chciał mieć pewność, że nie jest tu sam i czy aby na pewno widzi to, co widzi.

W pewnym momencie wszystko zniknęło, jakby ktoś szybkim ruchem wymazał całą scenerię - agent otrząsnął się jakby z transu, zdając sobie sprawę, że to nie była prawda. Beltfort miał przed oczami wszystkie szczegóły, jednak uznał, że to nie czas ani miejsce, aby o tym teraz rozmawiać. Co dziwne, bardziej zszokowała go sytuacja, gdy dziwnym głosem Numbi nazwał Ahmeda magiem, aniżeli scena, gdy kawałek szkła utkwił audytorowi w oku.

- Za mną! - zdołał krzyknąć do Ahmeda, odwrócił się i zaczął biec z powrotem.

Czuł, że jeśli zostaną tu jeszcze chwilę, stanie się coś naprawdę złego, a więcej słów wypowiedzieć nie potrafił.

'- Za dużo zobaczyłeś, magu...' - huczało mu w głowie...

: 11 października 2015, 14:38
autor: 8art
Wyedytowałem posta 71. Sorry że tak późno, ale nadmieniałem, że zrobię to dopiero w niedzielę. Pewnie może to trochę wpłynąc na kolejne posty. Właśnie wyobrażam sobie minę Stahlera, tłumaczącego coś Pascalowi, gdy Baart zaczyna drzeć morde;) Krzyczę bo nie wiem, że wizja jest też znana Davidowi.

Mam nadzieję, że nie mnamieszam zbytnio.

: 11 października 2015, 14:57
autor: Dobro
Cofający się Ahmed usłyszał jęk i żałosne nawoływanie o pomoc Numbiego. Nadepnął na nogę stojącego z tyłu Davida i odruchowo wystawił rękę, by przytrzymać się ściany. Zaraz jednak świadomość cofnęła rękę: ściana była brudna, a Assad dopiero co umył ręce.

Zamiast tego odwrócił się i wystrzelił z łazienki, próbując tym samym pobić rekord świata w biegu na 100 metrów. Zdawać by się mogło, że jego startowi towarzyszą dźwięki boksujących o asfalt kół, zupełnie jak przy starcie napalonego kozaka w BMW chcącego popisać się przed podobną sobie lalunią.

Jednakże miast dźwięku ruszania z przysłowiowej pizdy, Ahmedowi i Davidowi towarzyszył odległy krzyk korposzczura de Jonga, nawołującego, by obydwaj natychmiast spierdalali z łazienki.
Spoiler!
Jeżeli sytuacja na to pozwoli, albo będzie mogło mi to uratować dupę, to staram się, by David się "przypadkiem" przewrócił i stanowił pierwszą linie oporu dla ewentualnego zagrożenia.
Uciekam ile sił w nogach do reszty ekipy.