Sala Ślepców, 456.815.M41
Christian starał się zwracać w kierunku Kassata i przybierać pozy, które jego zdaniem miały wyrażać skupienie i uwagę, jednak efekt jaki udało mu się uzyskać sprawił, że w istocie przypominał teraz raczej sępa, którego natura obdarzyła zbyt wieloma kręgami i stawami.
Zażenowany swoim dziwacznym występem cofnął się.
Odchodząc kilka kroków do tył, będąc cały czas twarzą zwrócony w kierunku dygnitarzy, zdołał wywalczyć dla siebie miejsce, wśród skrzyń skrywających przyrządy metafizyczne niezbędne astropacie, gustowne ubrania wśród których prym wiodły czarne rękawiczki i zapas ulubionych tabletek odżywczych - zwłaszcza w jego ulubionym smaku widiańskiego nietoperza w potrawce, słowem podstawowe wyposażenie, każdego podróżnika Osnowy.
Czując się bezpiecznie w cieniu bagaży, zaczął lustrować otoczenie. Interesowało go wiele spraw, chciał przede wszystkim zaplanować możliwie najbardziej ergonomicznie wydajną trasę nawigacji. Chodziło naturalnie o nawigację po Okręcie, a nie Okrętu.
Chciał dostać się do swojej nowej kwatery, w celu wybiczowania się, to oczywiste, ale jak to zrobić?
Używał w tym celu równań opartych na krzywych Beziera, których eleganckie linie pozwalały mu jednocześnie zachowywać możliwie największy dystans od osób na statku, naturalnie z naciskiem uwzględniającym rangę, ale też jednocześnie, omijać... je, no te...
Tu Lorenz nabrał powietrza w płuca i pozwolił sobie na chwilę odprężenia, wypuszczając powietrze w dłuuuugim wydechu. Przecież w jego umyśle omal, nie pojawiło się słowo kobiety!
O ile nikt nie będzie wykonywał zmian swojego położenia, zaburzających entropię, którą uwzględnił w swoich równaniach, dotrze do swojej kwatery i nie będzie musiał z nikim rozmawiać, ani nie zbliży się do .... nich.

Tu można pozwolić sobie, na małe pytanie, które pozornie może zaburzyć logikę Christiana Lorenza.
Co by było gdyby otoczyć go kołem kobiet? Wyobraźmy sobie taką sytuację, Lorenz stoi otoczony wianuszkiem kobiet, chociażby niższych rangą oficerów mesy, zwanych niekiedy stewardesami, czy zaciskanie tego koła nie doprowadziłoby do sytuacji w której Lorenz musiałby, którejś dotknąć?
Ten pozorny paradoks, może bawić jedynie osoby nie obeznane z tajnikami czaso-przestrzeni. Otóż, w miarę zaciskania się kobiecego koła, dystans będzie zachowywany wykładniczo, czyli Lorenz zacznie się w pewnym momencie kurczyć. Jego klatka się zapadnie, łopatki zamienią się miejscami, proces będzie postępował nieustannie, aż dojdzie do tak dużego skupienia materii, że powstanie Osobliwość.
Nawet neofita nawigacji kosmicznej wie, że Osobliwość zaginająca czasoprzestrzeń, sprawi że strzałka czasu Christiana Lorenza zaczęłaby w takim układzie poruszać się inaczej, niż strzałka kobiecego koła, a więc w miarę zbliżania się kobiet, on "zwalniałby" proces ich zbliżania się do siebie, tworząc anomalię, znaną jako czarna dziura.
Podsumowując, w żadnym układzie odniesień, nie jest możliwe stworzenie takiej sytuacji w której Christian Lorenz mógłby zbliżyć się do kobiety, nawet w układzie zawierającym większą niż trzy, liczbę wymiarów.
Czekał zadowolony z przygotowanej dla siebie trasy, która pozwoli mu przemknąć do jego sali, i rozłożyć ukochane przyrządy, posegregować rękawiczki i ułożyć tabletki smakowe zgodnie z stratygrafią ich sekwencji witamin.
Nie wiem czy Octavian nie czytał wszystkich poprzednich postów, czy może nadmiar smakowych tabletek spowodował tego posta niemniej proszę go traktować jako... hipotetyczną przyszłość. Bardzo hipotetyczną. Póki co stoi wraz z catorem teriusem i wywala jęzor (bo gałów już nie może niestety wybałuszyć) w bezradnej niby-agonii