Strona 5 z 16
: 31 marca 2016, 20:48
autor: Keth
Dom na Kruczym Wzgórzu, sobota 27 lutego
Ordycz spodziewał się, że posterunkowy ostro zaprotestuje na widok wyciągniętego aparatu, ale blady jak ściana mundurowy wpatrywał się niemo w ogromną kałużę krwi, zupełnie ignorując strzelającego szaleńczo fotki dziennikarza.
Jego osłupienie było reporterowi jak najbardziej na rękę, chociaż dobra passa w każdej chwili mogła się skończyć. Laptop Ordycza leżał w bagażniku jego zaparkowanego przed plebanią samochodu i wspomnienie urządzenia nie opuszczało nawet na chwilę myśli dziennikarza - musiał dołożyć wszelkich wysiłków, by zdążyć skopiować zawartość karty SD aparatu na komputer, zanim policja skonfiskuje mu zdjęcia.
Utrwaliwszy na kilkunastu fotografiach obraz zniszczonych mebli oraz wielką plamę krwi, Ordycz przeniósł swą uwagę ku spustoszonej biblioteczce. Zrobił rzuconym na podłogę książkom kilka zdjęć, a potem odwiesił aparat na ramię i przesunął spojrzeniem po otwartych stronicach.
Ku swemu zdziwieniu stwierdził, że żadna z książek nie została napisana w języku polskim. Bez trudu rozpoznał niemiecki, aczkolwiek w jednym z przypadków tekst skojarzył się Ordyczowi z jakimś językiem skandynawskim. Nie rozumiejąc w zasadzie powodu swego zaintrygowania, mężczyzna obejrzał grzbiety pozycji stojących wciąż na regale.
Prawie wszystkie miały tytuły w języku niemieckim, kilka w angielskim. Twarde oprawy, złocenia i brak ilustracji na okładkach nakazywały przyjąć, że była to jakaś literatura fachowa, a nie beletrystyka, ale Ordycz nie mógł w tej kwestii zyskać potwierdzenia nie dotykając wpierw badanych dzieł.
Założyłem, że doświadczony reporter śledczy będzie unikał zostawiania na miejscu zbrodni zbytecznych odcisków palców - lecz jeśli zamierza czegoś mimo wszystko dotknąć, poproszę gracza o jednoznaczną deklarację!

: 31 marca 2016, 21:17
autor: Jarlaxle
- Mieszka tu jakiś obcokrajowiec lub tłumacz? - zapytał zdziwiony zestawem literatury.
Słysząc jak chrapliwy ma głos, uświadomił sobie, że strasznie zaschło mu w gardle.
Z języków obcych Ordycz zna:
angielski 50%
i łacinę 25%
Jeżeli mogę podważyć okładkę otwartej książki długopisem by przeczytać tytuł, to tak robię, ale niczego nie macam paluchami. Staram się też nie zmienić położenia porozrzucanych egzemplarzy.
: 31 marca 2016, 21:53
autor: Keth
Dom na Kruczym Wzgórzu, sobota 27 lutego
Długopis spoczywał bezpiecznie w jednej z kieszonek kurtki, co Ordycz odnotował z niejakim zdziwieniem, bo pewien był, że zgubił go w trakcie szaleńczego biegu na wzniesienie. Wyjąwszy przedmiot dziennikarz kucnął obok regału i podważył długopisem okładkę pierwszej lepszej książki w zamiarze sprawdzenia jej tytułu.
Wytłoczone na okładce słowa składały się w tytuł "
Krieg an der Ostsee 1939-1945", powyżej zaś figurowały personalia autora, Bruna Schillinga. Dostrzegając na pierwszych stronach kilka czarnobiałych zdjęć Ordycz domyślił się, że ma do czynienia z publikacją historyczną. Leżące obok dzieło również napisano w języku niemieckim, a złocony tytuł "
Vorchristlichen Religionen Ostsee" pozwalał domniemywać, że tyczyło się kwestii religijnych.
Zerkając co chwila z ukosa na policjanta, Ordycz stwierdził, że z obu książek zniknęło kilka kartek, ale najbardziej pokiereszowany był egzemplarz napisany w nieznanym mu języku, potargany w wyjątkowo brutalny sposób. Posłużywszy się długopisem do podejrzenia i tej okładki dziennikarz przeliterował tytuł "
Marin stam".
Wstępne oględziny biblioteczki za nami...
: 31 marca 2016, 22:14
autor: Fobetor
Po pewnym czasie policjant ocknął się z szoku. Chciał odgonić myśli związane z kałużą krwi. Wspomnienia napierały, jednak zwalczył je w swoim duchu.
Dostrzegł w końcu, co się dzieje. Szybka analiza sytuacyjna.
Lekarz bierze próbki krwi, nieznajomy robi zdjęcia. Te fotografie będą musiały trafić jako materiał dowodowy. A morderca? Gdzie on jest? Gdzie są ciała ? Taka ilość krwi nie mogła być zostawiona przez jedną osobę.
-Panowie jesteśmy w miejscu zbrodni. Proszę was o to, by nic nie ruszać - sam spojrzał na wypchanego niedźwiedzia, który został zabity po raz drugi.
-Morderca bądź mordercy dalej gdzieś tu są, muszę ich znaleźć - mówiąc to schylił się po latarkę, którą upuścił.
-To będzie długa noc dla naszej czwórki - wstając spojrzał na mężczyznę robiącego zdjęcia
- Nie mieliśmy jeszcze przyjemności poznania się mógłby pan zdradzić kim pan jest i czemu robi pan zdjęcia? Wszystkie będą musiały trafić do mnie jako materiał dowodowy w sprawie śledztwa.
Po odpowiedzi Dziennikarza każe im zostać w tym miejscu i absolutnie niczego nie dotykać sam pójdę sprawdzić teren czy nie znajdę ciał mordercy. Będę bardzo niezadowolony kiedy dowiem się, że to faktycznie dziennikarz
: 31 marca 2016, 22:20
autor: Keth
Fobetor, chcesz najpierw sprawdzić resztę domu czy wychodzisz na zewnątrz na taras - otwarte przesuwne drzwi sugerują, że albo ktoś nimi wszedł albo wyszedł?
Zapomniałem wcześniej dodać, że gdybyś chciał ściągnąć na Wzgórze kawalerię, możesz albo użyć komórki dzwoniąc po 112 albo pobiec do radiowozu (masz tam policyjne radio).
: 31 marca 2016, 22:24
autor: Jarlaxle
Choć kapitał niemiecki był dominującym w jego macierzystej redakcji, Tomasz nigdy nie uczył się tego języka. Znał ledwie kilkanaście, może kilkadziesiąt słów. "Ostsee" kojarzyło mu się z Bałtykiem. Zakonotował w pamięci by potem sprawdzić to w słowniku.
Dziwiły go wydarte kartki. Nie sądził by jakiś miłośnik wikińskich lub słowiańskich wierzeń narobił takiego syfu dla zdobycia kilku kartek z książki, która nie wygląda na białego kruka i zapewne jest powszechnie dostępna w księgarniach za Odrą.
W tym momencie dotarło do niego, że to co tu zobaczyli może być tylko wierzchołkiem góry lodowej i powinni przeszukać pozostałe pomieszczenia.
Spojrzał pytająco na policjanta, którego z racji przysługujących mu kompetencji uznawał z przywódcę ich niecodziennego zwiadu.
Oczywiście. - odrzekł na pytanie policjanta - Nazywam się Tomasz Ordycz, jestem dziennikarzem Super Expressu. Tutaj jest moja legitymacja prasowa - pokazał dokument.
btw: jaki jest stopień naszego funkcjonariusza?
: 31 marca 2016, 22:36
autor: Knurion
Proboszcz Marek nie był przyzwyczajony do tak dynamicznego przebiegu spraw. Nie dążył zarejestrować tego co się dzieje. ucieszył się gdy spostrzegł , że wszystkie osoby są żywe. Rozpoczął krótką modlitwę dziękczynną (głównie aby uspokoić własne nerwy).
Gdy dostrzegł olbrzymią ilość krwi zaczął modlić się jeszcze żarliwiej. Jego obawy zostały zostały w ponury sposób potwierdzone. Nigdy nie widział takiej ilości krwi.
Zbliżył się do Mazura.
- Panie Mazur jak pan myśli gdzie powinniśmy poszukiwać złoczyńcy a gdzie ofiary ?
: 31 marca 2016, 23:03
autor: Centurion
Kruk po wykonaniu swoich czynności odszedł od kałuży krwi i stanął obok sofy chcąc na niej spocząć lecz w ostatniej chwili się powstrzymał, ponieważ przypomniał sobie słowa Mazura zakazującego dotykania czegokolwiek. Zmęczenie zarówno psychiczne jak i fizyczne dawało się coraz bardziej we znaki.
Dziś już raczej nie poczytam, ani nie napiję się mojej ukochanej whisky, a może nawet spędzę noc bez snu. Jak to jest, że człowiek chce tylko spokoju, a i tak spotyka go w tym wypizdowie górnym taka przygoda.
Objął pokój wzrokiem, uwalniając z siebie ciężkie sapnięcie zawodu, i zatrzymał oczy na otwartych drzwiach od tarasu.
- Nie jestem ekspertem w tych sprawach - spojrzał krótko na policjanta - ale wydaje mi się, że jeśli były tu jakieś ciała to ktoś mógł je pociągnąć na zewnątrz tym wyjściem. - powiedział wskazując palcem na mrok ziejący za drzwiami.
- Możliwe że znajdziemy jakiś trop lub ślady krwi, które poprowdzą nas do czegoś konkteniejszego. - Wiktor pomyślał na głos aby nastęnie wrócić do ogladania pomieszczenia.
: 01 kwietnia 2016, 21:53
autor: Keth
Dom na Kruczym Wzgórzu, sobota 27 lutego
Taras był częściowo zadaszony, przez co ulewny deszcz nie zdołał zatrzeć wszystkich śladów czyjejś niedawnej obecności w tym miejscu. Świecąc sobie pod nogi latarką, posterunkowy dostrzegł krwawe odciski butów biegnące od przesuniętych drzwi ku zaniedbanemu ogrodowi, tonącemu w ciemnościach nocy. Daleko nad Bałtykiem oczy Mazura napotkały na imponujący spektakl natury - potężne błyskawice krzyżowały się ze sobą rozświetlając zaciągnięte burzowymi chmurami przestworza.
Na krawędzi tarasu krwawe ślady znikały bezpowrotnie, spłukane rzęsistą ulewą.
Próbując zwalczyć powodowane dotykiem zimnego wiatru ciarki, policjant powrócił do okupowanego przez pozostałych trzech mężczyzn salonu. Krok w krok przeszukał w asyście lekarza każde z pozostałych pomieszczeń, zapalając w całym domu światła i zaglądając w każdy zakamarek.
Pół godziny po przybyciu do domostwa Grega Bukowsky'ego posterunkowy Mazur zmuszony został do kapitulacji - w posiadłości nie było nikogo żywego anie tym bardziej martwego. Właściciel przepadł bez śladu pozostawiając za sobą jedynie makabryczne jezioro krwi w salonie.
Pochłonęła go szalejąca w ciemnościach nocy burza.
Jeśli myśleliście, że cała przygoda ogranicza się eksploracji nocą strasznego domostwa, muszę Was rozczarować - zabawa się tutaj nie kończy. Myślę, że czas najwyższy wezwać śledczych policji i prokuratora, niech właściwe organy wyjaśniają tę makabryczną zagadkę!
: 01 kwietnia 2016, 22:39
autor: Jarlaxle
Gdy lekarz z posterunkowym udali się na obchód pozostałych pomieszczeń, Tomasz sfotografował jeszcze ślady butów na tarasie oraz nie oparł się pokusie uwiecznienia "zwłok" niedźwiedzia. Następnie zajął się sobą...
Emocje powoli opadały i Ordycz poczuł jak ogarnia go fala zmęczenia. Groza ustąpiła miejsca zniechęceniu i rozdrażnieniu na myśl o szukaniu noclegu i tym wszystkim, co jeszcze będzie musiał zrobić przed snem. Nie chciał zniknąć tak bez słowa, by nie narazić się na jakieś podejrzenia. Czekał zatem z niecierpliwością na powrót "lidera" do salonu i komisyjne opuszczenie tego ponurego domostwa.
: 01 kwietnia 2016, 23:04
autor: Keth
Komisariat w Dźwirzynie, sobota 27 lutego
Ordycz potarł kciukami piekące powieki, nie zdołał powstrzymać się przy tym od potężnego ziewnięcia, które nie spotkało się z aprobatą przesłuchującego go prokuratora. Siwiejący urzędnik prokuratory rejonowej w Kołobrzegu obejrzał raz jeszcze swoje zapiski, potem przeniósł spojrzenie na wiszący nad wejściem do pokoju okrągły zegar.
Dochodziła północ i zmęczenie coraz bardziej dawało się dziennikarzowi w znaki.
- Myślę, że na dzisiaj już wystarczy - oznajmił w końcu prokurator - Mimo to muszę pana prosić o pozostanie do naszej dyspozycji, gdyby pojawiły się jeszcze jakieś pytania. Ma pan gdzie się zatrzymać?
- Mam w Dźwirzynie rodzinę - kiwnął głową Ordycz - Zostanę tu kilka dni, ale potem muszę wracać do Kołobrzegu. Praca, rozumie pan.
- W pana przypadku aż za dobrze - w oczach prokuratora pojawił się jakiś chmurny błysk - Proszę się dla własnego dobra wstrzymać z wszelkimi publikacjami dotyczącymi tej sprawy, czy to w formie tradycyjnej czy w sieci. Jutro rano do pańskiej redakcji wpłynie oficjalne stanowisko prokuratury. Będziemy się domagali tymczasowego utajnienia całej sprawy dla dobra toczonego postępowania.
Ordycz kiwnął w odpowiedzi głową, przyjmując do wiadomości polecenie śledczego.
- Mam nadzieję, że moja karta pamięci nie ulegnie przypadkowemu uszkodzeniu - zastrzegł bez cienia wesołości - To własność redakcji i podlega zwrotowi w nienaruszonym stanie.
- Wszystko w swoim czasie - prokurator wskazał reporterowi drzwi dając tym gestem do zrozumienia, że rozmowa dobiegła końca.
Krótko przed północą. W miasteczku jest już duet prokuratorów z Kołobrzegu oraz kilku policjantów z pionu śledczego. Krucze Wzgórze zostało zablokowane przez radiowozy, nikomu nie wolno tam wchodzić. Burza wciąż trwa, chociaż nie leje aż tak bardzo. Na ulicach pojawiły się gromadki zaniepokojonych mieszkańców - najazd policji na Wzgórze nie uszedł niczyjej uwadze.
Wszyscy zostaliście wstępnie przesłuchani. Ordycz musiał oddać wyciągniętą z aparatu kartę SD. Nie może upublicznić informacji o wydarzeniu, ale może bez skrupułów zadzwonić do naczelnego i przekazać mu wstępną relację (liczę na klimatyczną wstawkę fabularną). Doktor Kruk ma przy sobie fiolki z próbkami krwi - może zrezygnować ze snu i przebadać je w ciągu nocy albo wrócić do domu i wreszcie położyć się spać. Proboszcz zdecydowanie powinien się położyć - jutro jest niedziela, trzeba wstać na poranne nabożeństwo. Posterunkowy po przesłuchaniu został poinformowany, że otrzymuje tydzień urlopu.
Jakie macie plany na resztę nocy?
: 01 kwietnia 2016, 23:29
autor: Knurion
Ksiądz wyszedł za policjantem na taras. Był przemarznięty. Na twarzy czuł uderzające krople deszczu. Rozglądając się odetchnął głęboko z wyraźnym rozluźnieniem. Czuł jak się uspokaja. Po chwili opuściła jego cała groza.
- Panie Mazur bardzo dziękuje za szybką reakcję. - Policjant uścisnął wyciągniętą dłoń proboszcza - Wiedziałem ,że na Pana zawsze można liczyć. - Szczerze dodał proboszcz.
- Myślę ,że rozumie pan dlaczego bardzo doceniłbym gdybym był na bieżąco informowany o wynikach śledztwa. Choć ciężko w to uwierzyć to wydarzenia na starym cmentarzu i to mogą być powiązane. Jest zbyt mało prawdopodobne aby w takiej wiosce jak nasza w tak krótkim czasie wydarzyło się tak wiele okropnych wydarzeń. Nie wiem co się dzieje ale bardzo mnie to martwi. Jestem pewien ,że również i pana.
Przemoknięty i zmarznięty ksiądz podszedł do doktora Kruka i uścisnęli sobie dłonie na pożegnanie.
- Panie Kruk serdeczne dziękuję, że pan się dzisiaj pojawił o tak późnej porze. Pomodlę się za pana - uśmiechnął się delikatnie ks.Marek.
- My się jeszcze jutro spotkamy nieprawdaż panie Ordycz ? - odczekał chwilę aż dziennikarz potwierdził, po czym kontynuował - Zatem zapraszam na plebanie po południu. Z Bogiem !
Ksiądz wychodząc z domu spoglądał pobieżnie wygląd domu, który wydawał się stary i zniszczony. Stare meble, stare naczynia, stary zlew, stare książki, stare gazety .
[offtopic]Od 01:55
https://www.youtube.com/watch?v=UZRZZJ0DUQs[/offtopic]
Marek zatrzymał się nad jedną z nich i przyglądał się dłużej. Po chwili ruszył dalej. Przygnieciony ciężarem wspomnień udał się na plebanie. Zmęczony i spragniony spokoju. Wybrał drogę przez plażę aby zagłuszyć emocje, aby jeszcze bardziej słyszeć huk morza, aby czuć chłód i siłę wiatru aby czuć krople zimnego deszczu.
Nie! Nie ! Nie! Nie ! Boże proszę cię nie !
Maszerując w nagłym przygnębieniu oddał się smutnym myślom, tak głęboko, że nawet nie spostrzegł jak dotarł do plebanii.
Gdy już był w swoim gabinecie to podszedł do szafki. Wprawnym ruchem wyciągnął na biurko szklankę oraz pełną butelkę. Wypił pierwszą szklankę i rozparł się na fotelu. Nalał kolejną szklankę, wyciągnął z portfel a z niego stare zdjęcie oraz wycinek artykułu z gazety.
Zaciskał zęby. Złapał się rękoma za twarz i powstrzymywał przed wybuchem. Sapnął i wypił kolejną szklankę. Z oczu płynęły łzy.
Dlaczego nie potrafi zapomnieć. Dlaczego Bóg jemu nie wybacza?
Dlaczego on sam siebie nienawidzi.
Marek poszedł spać.
: 01 kwietnia 2016, 23:59
autor: Jarlaxle
Ordycz powlókł się do samochodu. Pierwotnie chciał udać się do ciotki, ale wiedział, że nie będzie mógł powstrzymać się od skoku na komputer i załatwiania "na gorąco" sprawy ze wzgórza oraz swojego głównego zadania, o którym mimo ekscytującego wieczoru nie zapomniał. Takie zachowanie było by strasznym faux pas i ciocia nigdy by mu nie wybaczyła takiego braku ogłady. Krewniaczkę odwiedzi w dzień, najlepiej kilka godzin przed odjazdem.
Jedyną alternatywą była więc la norra, jak zwykł nazywać pokoiki w tanich hostelach. Pamiętał, że gdzieś w centrum Kołobrzegu, chyba na Narutowicza była taka tania jaskinia snu i tam właśnie się udał.
* * *
Nie mógł nie trafić. Budynek znajdował się nieopodal zabytkowej katedry i ratusza. Miał też darmowy parking dla gości, co niemiernie go ucieszyło. Z pokojem też nie było problemów, no bo któż chciałby wczasować się nad Bałtykiem w lutym...
Szybko dopełnił formalności i po chwili już mościł się w pokoju. Wystrój mile go zaskoczył. Spodziewał się raczej czegoś w stylu "waldorf astoria minus trzy i pół gwiazdki", a tymczasem pokoik był schludny, praktycznie umeblowany, z balkonikiem...
- O, jest nawet kibel - mruknął i zajrzał do środka - fiu, fiu, pardon! toaleta - sprostował pierwotne spostrzeżenie.
Przygotował sobie miejsce pracy.
- Wifi jest?... jeeest!
I rzucił się w wir poszukiwań.
Szukał po nazwiskach. Przeglądał historię miasta i regionu. Szukał informacji lub wskazówek dotyczących społeczności Kołobrzegu i okolic z wieku XIX i pierwszej połowy XX. Sprawdził nawet legendy o wunderwaffe, czy w ich kontekście nie pojawiają się nazwiska Steinberg, Ruelfs i Dornitz...
Zrobiło się bardzo późno i szkic artykułu sobie odpuścił. Oczy piekły go niemiłosiernie, ale to jeszcze nie był koniec.
Ominęła go rewizja osobista, więc prokuratura była przekonana, że posiada jedyny zestaw zdjęć z miejsca... no właśnie. Raczej nie zbrodni, bo jak to oni mówią: nie ma ciała, nie ma morderstwa.
Zgrał zdjęcia na dysk laptopa, a potem jeszcze przesłał je do swoje katalogu na serwerze redakcji i wyczyścił kartę. Miał teraz o jedną mniej, a nie wiadomo co przyniesie jutro.
Zaczął się rozbierać, ale uśmiechnął się złośliwie - Jak ja nie śpię, to nikt nie śpi! - chwycił telefon i powiedział - Stary zgred.
Wybieranie głosowe bezbłędnie nawiązało połączenie z numerem redaktora naczelnego. Jarl chwilę musiał poczekać zanim zaspany szef namacał i odebrał telefon.
- Uszanowanie Panu Redaktoru - zaczął wesoło, ale z drugiej strony odpowiedziało mu gniewne warknięcie.
- Tak, wiem która jest godzia...
- To szef sam oceni czy to ważne, tylko radzę usiąść i to najlepiej na sedesie, bo jak powiem...
- Nie, nie. To nie są żadne jajca.
- Jutro dostaniecie instrukcje z prokuratury by nie puszczać pary z gęby o tym, co wydarzyło się w Dźwirzynie na Kruczym Wzgórzu... Brzmi ciekawie?
- W burzowy wieczór powietrze rozdzierały przeraźliwe wrzaski straszliwego cierpienia, które dochodziły z domu na wzgórzu. Potem zapadła grobowa cisza. Wewnątrz domu był zdemolowany salon i kałuża krwi, jakby ktoś wypatroszył tam kilka osób...
- Jestem trzeźwy jak ostatnia świnia!
- Co ciekawe, jedyny ślad, to odcisk buta na werandzie i żadnych zwłok! Ani kawałeczka. Nic. Tylko mnóstwo krwi.
- A teraz najlepsze: jestem jednym z dwóch nausznych świadków to raz.
- Byłem w domu kilka minut po tym, jak krzyki ustały to dwa...
- Mam zdjęcia to trzy!
- Robi wrażenie co?
- Zobaczymy co napisze jutro prokuratura. Jak będę coś miał to dam znać. Fotki są już na naszym serwerze, ale wiemy tylko o tym my dwaj.
- Hehe rozbudziłem zainteresowanie? To mogę tylko przewrotnie życzyc dobrej nocy.
- Jasne, pogadamy jutro na spokojnie. Mam nadzieję, że w naszej rozmowie będzie dominować słowo "podwyżka". Dobranoc!
Ordycz rozłączył się, gdy po drugiej stronie słychać było jeszcze protesty płatnika.
Ustawił alarm by nie zaspać i dotrzeć do Dźwirzyna na dziesiątą. Wskoczył do łóżka. Przed zaśnięciem pomyślał, że szkoda iż nie ma przy sobie wpinki ze Szczerbcem. Takie sugestywne zdjęcie "przeoczonej przez policję wskazówki" i dramatyczne pytanie o wychowanie młodzieży... Redaktor naczelny uwielbia szczuć i straszyć widmem maszerujących młodych, łysych, neonazistów.
- Przypiął bym to narodowcom i Rednacz posikałby się ze szczęścia - pomyślał Ordycz.
Zresztą teraz miał dwa atuty w ręku, więc szanse na zadowalający efekt delegacji wzrosły dwukrotnie...
A potem ogarnął go sen. Dziwny, bezkształtny, emanujący nieznanym niebezpieczeństwem, wręcz wrogi. Niezrozumiałe szepty, cienie, duszny mrok, w którym zanurzał się niczym w oceanie. Mrok przytłaczał go, a on bezradnie tonął, tonął, tonął...
Z koszmaru wyrwał go wrzask budzika.
- ... waaa mać! - jęknął szukając telefonu by wyłączyć alarm.
Czuł się bardzo zmęczony. Zupełnie jakby zamiast spać brał udział w półmaratonie.
Wstał i spojrzał z wyrzutem na łóżko.
- Znajdę to zasrane ziarnko grochu - rzekł, siląc się na rozjaśnienie niemiłego poranka odrobiną humoru. Po czym ruszył do łazienki by doprowadzić się do porządku. Ustawiając budzik nie dał sobie zbyt dużego zapasu, wiec czasu na użalanie się nad sobą nie było.
: 02 kwietnia 2016, 16:46
autor: Keth
Kościół w Dźwirzynie, niedziela 28 lutego 2016
Kazanie nie należało do najlepszych w karierze proboszcza i oblicza wypełniających przybytek wiernych wydawały się utwierdzać księdza w tym przeświadczeniu. Duchowny domyślał się, że bardziej poruszył ich jego wygląd niż niezbyt trzymające się logicznego wywodu nauki o konieczności dbania o wychowanie nowych pokoleń w duchu wartości chrześcijańskich. Obudził się na krześle przy stole krótko po siódmej, w ubraniu, w którym odwiedził dom na Kruczym Wzgórzu, z niemal pustą butelką przed swym nosem. Szybki prysznic i dwie aspiryny pomogły w niewielkim stopniu, jeśli w ogóle. Dwóch służących do mszy ministrantów przyglądało mu się podejrzliwie już w zakrystii, bez trudu wyczuwając roztaczaną przez kapłana silną woń wody po goleniu.
Celebracja mszy ciągnęła się bez końca, ale proboszcz szybko się zorientował, że na samym nabożeństwie jego posługa się nie skończy. Na twarzach parafian dostrzegał ogromne zatroskanie i niepokój i wiedział dobrze, skąd się te emocje brały. Wieści w miasteczku tego rozmiaru rozchodziły się lotem błyskawicy, a przyjazd kawalkady policyjnych samochodów na Krucze Wzgórze poprzedniego wieczoru nie mógł pozostać niezauważony. Mieszkańcy wiedzieli, że stało się coś strasznego, ale w lokalnym radiu i telewizji nie padło na ten temat żadne słowo, przynajmniej do chwili rozpoczęcia nabożeństwa.
Oczywistym było więc, że kiedy tylko msza dobiegnie końca, w zakrystii pojawi się gromada złaknionych wieści i pocieszenia wiernych, przynoszących ze sobą tysiąc pytań, na które duchowny nie znał odpowiedzi.
Perspektywa tych rozmów w obecnym stanie - z podkrążonymi oczami, bladą jak wosk skórą i lekkim zapachem alkoholu przebijającym się spod eterycznego całunu wody po goleniu - była ostatnią rzeczą, jakiej proboszcz sobie życzył.
Ciężki poranek po ciężkiej nocy. Proboszcz bardzo źle zniósł stres związany z wydarzeniami na Wzgórzu, co Knurion zresztą sam zaznaczył w swoim wpisie. Nabożeństwo niedługo dobiegnie końca, następny punkt w programie przewiduje spotkanie z Ordyczem i wspólną wizytę na zabytkowym cmentarzu, gdzie reporter chciałby zrobić zdjęcia zniszczonych grobowców.
: 02 kwietnia 2016, 16:48
autor: Keth
Przy kościele, niedziela 28 lutego 2016
Nabożeństwo trwało od pół godziny, toteż Ordycz założył naprędce, że ma do swej dyspozycji drugie tyle. Siedząc w zaparkowanym przed kościołem samochodzie, dziennikarz odsunął sobie w tył fotel, a potem położył na kolanach laptopa. Pracował przez większość nocy i zmęczenie dawało mu się we znaki, lecz jednocześnie czuł narastającą ekscytację. Zapadła dziura na wybrzeżu nie rokowała jeszcze wczoraj niczego ciekawego. Teraz sytuacja zmieniła się diametralnie, czego jawnie dowodziły trzy już tego poranka telefoniczne rozmowy z naczelnym. Piotr Marcinkiewicz uchodził za skąpego w pochwałach buca, toteż Ordycz nie mógł nie zauważyć diametralnej zmiany w zachowaniu swego szefa. Drąż temat, nie daj się zbyć, potrzebujemy tego materiału, to będzie bomba, nasza wyłączność.
Kościól musiał pękać w szwach, wystarczyło popatrzeć na parking przed budowlą. Samochody stały wszędzie, nie tylko w wyznaczonych do tego miejscach, ale i wzdłuż drogi dojazdowej. Ze swojego miejsca dziennikarz widział też podjazd posiadłości na Kruczym Wzgórzu. Nie dostrzegał tam żadnej widocznej aktywności, ale dwa ustawione w cieniu drzew cywilne samochody świadczyły o tym, że w środku wciąż pracowało kilku śledczych z komendy w Kołobrzegu. Radiowozy zniknęły, odwołane widocznie do innych interwencji.
Ordycz złapał się na tym, że nie potrafi przestać myśleć o losie właściciela posesji. Ogromna plama krwi w salonie nie mogła oznaczać niczego dobrego, chociaż koniec końców nie przesądzała o śmierci Bukowskiego... najpewniej świadczyła jednak o dramatycznym odejściu w zaświaty kogoś innego, bo było jej zbyt wiele na powierzchowne skaleczenie, zdecydowanie zbyt wiele.
Brutalne morderstwo w deszczową noc, tuż pod kościołem, w spokojnej nadmorskiej miejscowości wstrząśniętej już aktami wandalizmu na miejscowym cmentarzu. Doskonały materiał na pierwszą stronę i bynajmniej nie na jeden tylko dzień!
Ordycz przejrzał uważnie zawartość folderu, który zalożył na desktopie, podrapał się po podbródku. Przeszukał minionej nocy sieć w poszukiwaniu odnośników do uszkodzonych książek z bibliteczki Bukowskiego. Pracę Bruna Schillera znalazł bez większego trudu, bo została kilka lat temu przełożona na język polski. Według informacji w internecie była to najzwyczajniejsza na świecie książka historyczna opisująca działania Kriegsmarine na Bałtyku w trakcie II wojny światowej. Drugie dzieło, będące efektem zbiorowej pracy kilku niemieckich historyków, koncentrowało się na wierzeniach Bałtów w czasach poprzedzających chrystianizację tego regionu - a przynajmniej tak twierdził Google Translate, do którego Ordycz wrzucił znalezione w sieci streszczenie książki.
Trzecia pozycja, ta najbardziej zniszczona, pozostawała dla dziennikarza tajemnicą. Wyszukiwarka nie znalazła na jej temat żadnej informacji, a sam dziennikarz był pod koniec swych poszukiwań wystarczająco zmęczony, bo przełożyć bardziej skrupulatne wyszukiwanie na następny dzień.
Jak w fabularce - pierwszą z wymienionych książek można chyba dostać w Empiku, drugiej na nasz język nie przetłumaczono, o trzeciej Ordycz na razie nic nie wie. Informacje o wrzuconych w sieć nazwiskach Niemców pochowanych w grobowcach w osobnym wątku. Nabożeństwo niedługo dobiegnie końca, jakie plany ma reporter. Poprosi księdza o towarzystwo czy jednak uda się na cmentarz samemu? Wejdzie do kościoła czy poczeka pod plebanią? Inne deklaracje?