[center]
Puszcza wokół Koronapanu[/center]
Markus wydawał się sztywnieć coraz bardziej po każdym kolejnym słowie nieznajomej, a przynajmniej takie wrażenie odnosił obserwujący go bacznie Gerard. Co więcej, pozornie bezsensowne wypowiedzi staruchy poruszyły też głęboko Antona. Surowy z natury ojciec Gerarda rzadko dawał się wyprowadzić z równowagi, ale teraz jego pobrużdżone zmarszczkami oblicze czerwieniało coraz bardziej zdradzając rychły wybuch apokaliptycznego gniewu.
- Ilu was było? - Markus zmienił znienacka temat nie dając kobiecie odpowiedzi na temat tajemniczej Mąki Bogów - Dlaczego okradliście naszą spiżarnię?
- Okradli naszą spiżarnię?! - powtórzył oniemiały Yuran - Naszą?!
- Zaraz tam okradli - kobieta spróbowała wzruszyć ramionami, co nie do końca jej się udało - To był raczej handel wymienny. Na poczet przyszłej współpracy. Moglibyśmy zostać waszymi najlepszymi przyjaciółmi.
Snowid i Nikodemus wymienili między sobą zakłopotane spojrzenia nie pojmując, o czym nieznajoma mówiła, ale nagłe drgnięcie ciał Markusa i Antona zdradzało, że przynajmniej ci dwaj członkowie grupy zdawali sobie sprawę z istnienia jakiegoś ukrytego przesłania w słowach kobiety.
- Wiesz, że to może się zakończyć tylko w jeden sposób? - Markus przestał mówić w zwyczajny sposób, zamiast tego cedził teraz słowa przez zaciśnięte zęby - Liczyliście na to, że ujdzie wam to na sucho?
- Wcześniej zawsze uchodziło. Gdyby nie te cholerne potrzaski... naprawdę nie chcecie się dogadać?
Czerwony jak pomidor Anton postąpił o krok do przodu, ale Markus przytomnie złapał go za ramię.
- Wegland, biegiem do wioski - polecił podejrzanie spokojnym, wręcz nienaturalnym głosem - Do mojej piwniczki. Pod schodami jest metalowa skrzynia. Otworzysz ją i wyciągniesz dwa ciemnozielone kanistry. Przynieś obydwa tutaj, trzeciego nie ruszaj. Z nikim w wiosce nie rozmawiaj, natychmiast wracaj do nas. Rozumiesz?
Mina Weglanda zdradzała niezbicie, że mężczyzna niczego nie rozumiał, ale rzecz jasna od razu potwierdził kiwnięciem głowy przyjęcie polecenia.
- Nikodemusie, teraz ty - Markus odwrócił się w kierunku młodego sędziego - Weźmiesz Dragana i Yurana, Antona i Gerarda, Dirka i Szyszkę i jeszcze Snowida. Pójdziecie śladem reszty złodziei, dopóki ich nie dopadniecie. Tropy są wyraźne, chyba sobie poradzicie?
Bracia-myśliwi skinęli głowami jednocześnie, wyprostowali się czując instynktownie powagę swej misji.
- Co mamy zrobić jak ich już znajdziemy? - spytał oparty o wbitą w mech włócznię Szyszka.
- Zabić - odpowiedział bez śladu zająknięcia Markus - Wszystkich bez wyjątku.
Zgromadzeni wokół mężczyzny ziomkowie wbili w niego pełne niedowierzania spojrzenia, otwierając mimowolnie usta i zapominając o wszystkim, co kłębiło im się w myślach. Tylko Anton nie dał się słowom Markusa zaskoczyć, kiwając gorliwie głową i próbując powstrzymać wściekłe dygotanie zaciśniętych w pięści dłoni. Leżąca w trawie nieznajoma zaczęła cicho zawodzić, znienacka odzyskując panowanie nad ranną nogą i szarpiąc nią w skazanej na porażkę próbie uwolnienia.
- Czy dobrze mnie zrozumieliście? - zapytał Markus wodząc wzrokiem po kompanach.
Czy dobrze zrozumieliście?