Burga pędził lasem z powrotem w stronę szopy. Sam nie wiedział bardzo dlaczego ale instynkt rzadko podpowiadał mu źle. Było w nim takie dziwne coś, głęboko ukryte w jego umyśle co w najtrudniejszych momentach nieomylnie wskazywało mu drogę jaką powinien wybrać. Półork nie był tylko pewien z której właściwie strony ową cechę odziedziczył, w marzeniach przypisywał ją zawsze swemu domniemanemu pochodzeniu od Uruk-hai jednak...
Tym razem też tak było. Kiedy tylko minął ich kapłan zrazu poczuł, że musi zawrócić. Powołanie się na święte dla każdego orka imię, musiało zadziałać takoż i na lepszą część jego natury. Wracał do szopy. Wysforował się naprzód daleko przed również zawracający wóz z krasnoludami. Przez chwilę jeszcze słyszał za sobą stek krasnoludzkich przekleństw towarzyszących skomplikowanemu manewrowi nawracania na nieco zbyt wąskim leśnym dukcie.
Mimo, iż poruszał się żwawo już chwilę później dogonił go Siwy. Konia miał zmęczonego jazdą, znać było, że go nie oszczędzał tego dnia wcale. Zwolnił przeto stary gwardzista równając się z Burgą, dając wierzchowcowi odpocząć tym wolniejszym tempem póki aż do samej szopiny nie doejchali.
- Chłopak był z nimi w zmowie. Kłamał, że trzech ich było i że z Gasty szli. Szli z północy i był z nimi stary z niedźwiedziem - rzucił stary gwardzista przez zęby.
Burga skinął jeno dając znać, że rozumie. Gnali. Nie mówili aż do szopy zbyt wiele nad kilka słów. Czas nie był po temu by go marnować, na czcze gadaniny kiedy każdy oddech się liczył. Gdy dotarli do chatki, po skroniach Burgi płynęły długie krople potu. Okolica zdawał się być spokojna. Przy chacie trzy konie stały. Łowca od razu poznał konie należące do kapłana Asteriusza, kapłana Katana oraz trzeci nie będący Reinwalda, choć znak jego rodu na zadzie miał wypalony. Na raz spojrzeli sobie w oczy ze starym gwardzistą i bez słów się zrozumieli. Gwardzista zeskoczył cicho z konia i obaj poczęli cichaczem podchodzić do chatki.
W tym samym czasie Ślepiec zastrzygł uszami.
- Ktoś znowu idzie. - rzucił cicho. Eithart spojrzał ponuro sięgając po leżący nieopodal miecz.
- Swoi, swoi... - odpowiedział mu z wejścia Siwy, opuszczając w dół przyłożoną już do policzka kuszę. Za nim wsunął się Burga.
- Czyj to koń? - zapytał rozluźniający się także powoli półork.
- Do końca, to nie wiemy... - zaczął opowieść ślepiec. - Kapłan Asteriusza z młodym ruszyli w las. Tam młodzian go do wód zwabił i kijem przetrącił tak że w toń nasz kapłan wpadł. Przeto teraz tam przy ogniu siedzi sobie pod pledem i się grzeje, bo wiosną toń chłodna jeszcze, śniegi spływają... - stary zamyślił się wspominając jak kapłanem drgawki z zimna targały jak w wejściu stanął. - Oszust spłoszył konia kapłana i trudno powiedzieć gdzie pognał dalej. Tędy jednakoż nie przejechał, znaczy na południe w stronę Gasty albo w którąś drużkę na bok uciekającą pojechał. Do Tobu może nawet. Świętobliwość Eithart konia jednak gwizdem odnalazł. Był na polanie ale przyjść nie chciał tylko parskał. Nie sam tam był jak się okazało. Była tam też ten drugi, rycerski, z pobrudzonym siodłem i bokiem krwią...
- Zauważyliśmy... - mruknął Siwy - Ma bardzo stare siodło jakich się już nie robi i wysłużony rynsztunek.
Burga przytaknął na znak, że i jemu te szczegóły nie uciekły.
- Ma też znamię właściciela wypalone na zadzie, znak to pana Tobu... - dorzucił łowca.
- Torlan! Zabili go... - wyszeptał naraz Reinhardt, zaskakując wszystkich nagłym zerwaniem do pozycji siedzącej. Lecz zaraz obsunął się. Mamrotał jeszcze coś pod nosem ale bełkot był to jeno jakiś niezrozumiały i nic więcej. Potem zasnął. Przez chwilę w szopie słychać było trzask pękających w ognisku polan oraz jak przez szczeliny w deskach pogwizdywał wiatr.
Milczące zaskoczenie powstałe wśród zebranych przerwał kapłan.
- Miesza mu się, mary ma pewno i nic więcej to nie znaczy, choć... - powiedział ork, jednak bez wyraźnego przekonania. - Śpij chłopcze, odpoczywaj. Twój ojciec martwiłby się gdyby coś jego pierworodnemu się stało. - w oczach katańskiego kapłana nie było strachu, kiedy obrócił się spoglądając kolejno po twarzach wędrowców.
- Jego ojciec sprawnie przysługuje się naszej sprawie, to i my otaczamy go szczególną troską. Jestem Berlock, najwyższy kapłan Świątyni na Rozstajach. Strażnik Świętego Kamienia spod Gasty. - Kapłan obrzucił pozostałych pełnym wyższości wzrokiem. Na Siwym nie zrobiło to większego wrażenia, był już bowiem w świątyni i ów mocno podniszczony zębem czasu przybytek jakich wiele bynajmniej go nie poraził majestatem.
Ork kontynuował.
- To godne i honorowe żeście tak nie zostawili w potrzebie tego tu młodzieńca. Ładnie dowodzi żeście wszyscy prawi i odważni. To dobrze się składa. Takich bowiem właśnie śmiałków potrzebuje święty przybytek którego pilnuję. - Podszedł do ogniska i grzebnął tam parę razy wzbudzając gromady iskier. Patrząc w ogień ciągnął dalej.
- Nie dalej jak dwa tygodnie temu w okolicy pojawił się pewien podejrzany kult... Ludzie z pobliskich wsi gadają, że to bałwochwalcy i gusła jakoweś po lasach odprawiają. Kilku nawet tam było... Mówią, że tylko by żywnością pohandlować... - skrzywił się z niesmakiem - Wieśniacyy byli tam i wszystko widzieli. Jak tamci nocą tańczą i w dziwnym języku śpiewają. Ludzie mówią, też że kiedy tak wokół ogniska pląsają w tych swych rytmach opętańczych to w ciemności wokół dziwne, mroczne twarze widać. Powiadają też, że widzieli jak trzy elfki zaśpiew swój haniebny czyniły do cna rozebrane, mlekiem się jeno polewając. A przecie to wie każdy w okolicy, że nie dawniej jak dwa dni temu we wsi całe mleko na raz się skisiło. I żeby to tylko... ale nie! Oni to wszystko na Polu Żalu czynią - zazgrzytał zębami. - Już żem po zbrojnych z inszej świątyni wysłał ale coś zwłokę czyni, a czas nagli. Przemyślcie rzecz do czasu jak do świątyni dojedziemy czy to aby nie zadanie dla was by było. Bo dla każdego kto się wykonać go podejmie i pomoc ofiaruje nagroda czekam bardzo wielka... Bo w niebie u Katana, znaczy się za wiary obronę. Trza by tylko tych heretyków jakoś... utemperować, słusznie i konkretnie.
Kolejna fala iskier poszła w górę. Oczy kapłana błyszczały dziwną pasją.
[center]***[/center]
Jakiś czas później wszyscy posłyszeli skrzypienie wozu.
- No dalej zabieramy go na wóz i do kaplicy. - rzucił chłodno kapłan Katana.
- Noc zapadnie nim dojedziem... - rzucił sucho kupiec kiedy kończyli ładować.
- To pojedziemy nocą jak będzie trzeba. - Ork zmarszczył chmurnie brwi by krasnolud pomiarkował, że dyskusję nie mają sensu z tym starym katanitą. - Widzicie jasno przecie, że oba kierunki drogi zabójcy obstawili. Tu na północy, trzech co mieli dokonać dzieła, a na południu starzec by odwrót zapewne odciąć. Musimy się spieszyć bo nie wiadomo czy nie poprawi zaraz kto tego co tamci zaczęli.
Siwego kusiło by skorygować kapłana. Dwóch. Trzeci był tak zwanym obserwatorem, co ma się w akcję nie pchać jak by nie wyszła a jeno zawieźć wieści tym co wyżej w gildii pełnią funkcje. Tak działali profesjonaliści. Ugryzł się jednak Siwy w język nim powiedział, bo zaraz by się pytań namnożyło skąd takie rzeczy wie.
[center]***[/center]
Minął już dłuższy czas jak na wóz rannego włożyli. Czas na tyle długi, że ucichły rozmowy luźne rozmowy i tylko poskrzypywanie kół wozu było słychać. Szło na wieczór i Siwy wiedział, że przed zmierzchem do świątyni nie zdążą, będą z godzinę dwie po zapadnięciu ciemności. Byle do mostu dalej to już jeno krócej, myślał gwardzista. Wóz wyjechał na wzniesienie. Za nim stał stary kamienny most zdaje się że jeszcze za poprzedniego Katana postawiony. Zaś przed nim, a dokładniej na jego środku stał w rozkroku zakuty w stal rycerz. Przed sobą miał wbity miecz półtoraręczny na którym wspierał obie rękawice. Na podniszczonej czasem i razami, metalowej zbroi był jeszcze ślad jakiegoś herbu, którego teraz jednakoż nie szło już odczytać. Lico zakrywał jednoczęściowy hełm bez przyłbicy, jeno z wizjerem wąskim i poszczerbionym. Parę kroków przed rycerzem leżało palące się polano, które dawało jasność w gasnącym szarością dniu. Obok wbito tablicę z napisem:
Jeśliś nie tchórz, bij się ze mną.
- Cóż to ma znaczyć? - rzucił kapłan. - Przepuszczaj, jestem kapłanem najwyższego!
Rycerz ani drgnął.
- Z drogi mówię! Wiesz jaka jest kara rycerzu za zbójowanie po katańskich gościńcach! - wydarł się stary ork.
Rycerz ani drgnął.
Kapłanowi napięły się wiązadła u szyi i poczerwieniał aż na twarzy za ów bezecny czyn. Już miał coś powiedzieć ale pałeczkę przejął szybko krasnoludzki kupiec.
- Dajcie mi spróbować. Ja się na pewno dogadam. Panie rycerzu, dajcież przejechać z waszego to fachu rannego mamy - rzucił gładko, pochlebnie.
Rycerz znów ani drgnął blokując nadal przejazd.
Nadmiar wrażeń z ostatnich dni okazał się ponad siły krasnoluda. Kupiec poczerwieniał na twarzy jak poprzednik.
- Na tysiąc kowadeł Gotam Gora, klnę się że wiadomy to znak iż bogowie mnie nienawidzą i jawnie przeciwności pod nogi jako kłody rzucają! - krzyknął kupiec nie wytrzymując. - Kolejny dzień kolejny przeciwnik, toż to jakaś demoniczna horda mnie prześladuje! - kilka krasnoludzkich przekleństw umieszczonych na końcu wypowiedzi dodało powagi celnemu spostrzeżeniu kupca.
- Może nie będzie aż tak źle... - mruknął słabo jego ochroniarz. Jednak żadnego widocznego gestu nie uczynił.
- Nie dojadę na czas z towarem, jak nic. Dobrze. Chcecie pieniędzy rycerzu, zapłacę. Pozwólcie, niech no jeno mieszka poszukam, zapłacę ja wam dobrowolnie i szczerze za każdego, bom bardzo bogaty... - rzucił wyraźnie poirytowanym głosem. Po czym przechylił się za kozła tak, że stojący na moście rycerz nie miał możności dojrzeć co robi. Kupiec zaś ją pośpiesznie gmerać w rzeczach na wozie w pilnym kuszy poszukiwaniu.
Co robicie?
Ps. Otwartym tekstem napiszę bo gramy ze sobą po raz pierwszy i mnie nie znacie. przygotowałem dla was trzy miniprzygody. Każda w innym nastroju i mam nadzieję odmiennym nieco stylu. Pierwsza dotyczy historii Reinhardta i jego rodu. Druga jest zaproszeniem poprzez usta starego kapłana, trzecia zaś nie koniecznie najmniej ciekawa zaczyna się na moście.
Zagramy jednąwybraną przez was. Chronologia każdej z nich nie pozwoli wam być w trzech miejscach w jednym czasie. Mają one jednak jeden wspólny rdzeń. taki wspólny cień, choć o różnych twarzach...
Jak dotrzemy do katańskiej świątynki, chciałbym żebyście już wiedzieli na co się decydujecie. Proszę wybrać jedno wspólne dla wszystkich story, nie dam rady poprowadzić trzech na raz równolegle z braku czasu. Do tego czasu można maglować NPCów o szczegóły poszczególnych zadań.