Strona 5 z 10

: 03 grudnia 2018, 18:43
autor: Araven
Daffyd szedł przodem, nieco się zdziwił słysząc Morethila w swojej głowie, ale uznał, że skoro to magia to on i tak tego nie pojmie. Bossończyk szedł śladem sań.

Wiatr nieco ucichł ale nadal pada śnieg. Nie jest jednak na tyle intensywny aby zasypać ślady.

Tropiciel i idący z tyłu Hroth oraz Morethil dostrzegli stare ślady ogromnego niedźwiedzia, może nawet tego co go ubiliście niedawno.

Nieco później Daffyd jako pierwszy zauważył, że w opuszczonej przez niedźwiedzia jaskini zagościli ludzie, a dokładniej norsmeńskie tarczowniczki. Obok wejścia do jaskini leżą sanie, których tropem tu szliście. Ciała żadnego na nich nie ma. Wojowniczek jest 7, ale kolejne mogą być w jaskini.
Poniżej jedna z wojowniczek.
Obrazek
Co robicie?. Na razie Was nie zauważyły.
Co do myślomowy dobry pomysł z myślnikiem i kursywą.
Współtowarzysze muszą zechcieć poćwiczyć taki sposób komunikacji, inaczej bez treningu mogą być problemy z zasięgiem. :P

: 03 grudnia 2018, 19:03
autor: profes79
Daffyd dostrzegł ruch w oddali przed sobą i natychmiast przypadł do ziemi.

- niebezpieczeństwo! stać! pomyślał z naciskiem, przypominając sobie pouczenia szamana i mając nadzieję, że to wystarczy.

Skulony w śniegu obserwował widoczną nieopodal jaskinię, która sądząc z ilości tropów mogła być siedzibą niedźwiedzia - kto wie, może nawet tego, którego z Hrothem ubili. Nawet jeżeli innego, to gospodarza najwyraźniej nie było w domu. Przed jaskinią dostrzegł porzucone sanie a wokół nich kręcące się...kobiety? Daffyd wytrzeszczył oczy. Co prawda na południu kobiety-wojowniczki nie były widokiem kompletnie nieznanym, niemniej jednak bardziej wyjątkiem niż regułą a tu cztery...pięć...siedem? Widziane przez niego wojowniczki uzbrojone w dłuższe włócznie i okrągłe tarcze najwyraźniej go nie dostrzegły, a przynajmniej nic na to nie wskazywało. Daffyd ostrożnie zaczął odczołgiwać się do tyłu z nadzieją, że towarzyszący mu Vanirowie zareagowali na jego "myślomowę" i przypadli gdzieś do ziemi w prowizorycznej kryjówce...pełzając wśród śniegu Daffyd usiłował teraz równocześnie wypatrzeć idących jego śladem towarzyszy jak i upewnić się, że żadna z wojowniczek nie ruszy jego tropem...Może oni będą wiedzieli, co to za jedne i jak do nich podejść...

: 04 grudnia 2018, 14:22
autor: Sigil
[center]Przełęcz, gdzieś w górach[/center]
Wzmianka na temat kanibalizmu przejęła czarownika dreszczem. Nie był to jednak bynajmniej dreszcz odrazy. Osobiście nie przejmował się bowiem większością moralnych zasad, pętających słabe, śmiertelne umysły. Mroczne ścieżki magicznego wtajemniczenia wymagały bowiem wyzwolenia się z tego rodzaju przesądów. W zasadzie nie miał nic przeciwko rytualnemu kanibalizmowi: z łatwością mógł na przykład wyobrazić sobie pieczone serce Menkary, które pożera, by przejąc jego moc... Tak, to byłoby nawet przyjemne... Nie, dreszcz, który go przeszedł spowodowany był raczej praktyczną konkluzją: oto znajdował się sam na pustkowiu z dzikusem przewyższającym go o głowę... A ów barbarzyńca, że wszystkich możliwych tematów świata, musiał wybrać akurat ten, który w obecnej chwili wydawał się Nehaherowi najmniej pociągający.

W końcu żaden drapieżnik nie lubi przebywać z kimś, kto ma większe kły i pazury. Dotyczy to także węży...

Odchrząknął więc, udając, że zbiera myśli, po czym rozpoczął:

- W istocie, przyjacielu, inaczej jest z duchami zwierząt, inaczej zaś z ludźmi. Duch zwierzęcia nie panuje nad duchem człowieka. Dlatego nawet jeśli pożarłeś bestię-kanibala, to nie przejąłeś tym samym duszy ludzkiej, która odeszła do krainy Przodków. I słusznie się stało, bo była to dusza złego człowieka, która mogłaby nachodzić cię w snach i wysysać twe siły - postanowił, że postraszy nieco wojownika. Może to odbierze mu ochotę do rozmyślań o jedzeniu ludzkiego mięsa? - Należy być zawsze ostrożnym w przypadku ludzi podłych... Tak jak i tych, co obdarzeni są mocą magiczną. Jeśli bowiem wrogowie zbezczeszczą ich ciało, wykorzystując je jako posiłek, dusze szamanów mogą opętać ich sprowadzając chorobę i szaleństwo - I co ty na to, dzikusie? He he... - W tym wypadku także wszakże należałoby uważać, bowiem nie wiemy, z czym mamy do czynienia. A niedźwiedź, którego zabiliście mógł także być opętany przez...

Przerwał w pół słowa i zmarszczył brwi, skupiając się na przekazie mentalnym, który nagle rozdzwonił się we wnętrzu jego czaszki. Daffyd! Nareszcie, na demony...- pomyślał z ulgą. Informacja od Bossończyka wybawiała go bowiem z konieczności kontynuowania nieprzyjemnego tematu. Skrzywił się lekko, rozmasowując skronie. przekaz był bardzo silny. Nawet za silny. Czarownik miał wrażenie, że echo każdego słowa rezonuje boleśnie w korzeniach jego zębów. Najwyraźniej łucznik powinien jeszcze sporo poćwiczyć jeśli szło o komunikację mentalną...

- Poczekaj - rzucił do Hrotha, zatrzymując się - Daffyd coś znalazł! Lepiej się ukryjmy.

Myśl czarnoksięznika wzbiła się niczym strzała, dosiadając zimowego wiatru. Pomknęła nad ośnieżonymi wzgórzami, dosięgając celu:

- Daffydzie! Mamy czekać, czy dołączyć do ciebie? Powiedz mi, co widzisz! I jak daleko jest zagrożenie? Słucham z uwagą.
Przypominam tylko, że myśli nie kierowanych do drugiej osoby nie słychać - więc osobiste rozmyślania Nehahera pozostają tylko jego tajemnicą. ;)
Wstawka od MG:
Zamyślony Hroth podczas wyjaśnień Morethila. Ma na sobie narzucona skórę niedźwiedzia, broń także masywniejszą, ale twarz i budowa ciała są u Hrotha tak jak poniżej.
Obrazek

: 05 grudnia 2018, 20:15
autor: Fobetor
[center]Przełęcz, gdzieś w górach[/center]


Barbarzyńca słuchał z uwagą mądrych słów szamana, nie zmniejszając przy tym swojej uwagi, skoncentrowanej na otoczeniu.

A co jeśli potężny zły człowiek opęta zwierze, na przykład niedźwiedź kanibal, będzie chciał się mścić na tych którzy zagrażają jego złowieszczej misji?

Nim jednak zadał to pytanie swojemu rozmówcy dowiedział się o niebezpieczeństwie. Najpierw przykucnął i zaczął kierować się w raz Morethil'em do pobliskich zarośli okrytych śniegiem. Dobra kryjówka na razie.

Spojrzał w oczy szamana i powiedział szybkie szkolenie jak będą się teraz poruszać i zachowywać. Powiedział to cichym poważnym głosem z dzikością w oczach wyciągnął topór i miecz.

- Słuchaj od teraz idziesz za mną i chronisz się za moimi plecami. Nie stawaj między mną, a naszymi wrogami, tak by mój topór nie trafił ciebie. Usuń się za me plecy. Tak będę mógł cię chronić.

Po czym dodał z uśmiechem na twarzy.
- A i jak wpadnę w szał berserków ukryj się i udawaj, że cie tam niema. - Wróciła mu po tym zdaniu poważna kamienna mina skupionego łowcy spragnionego krwi.

- Ciekawe ilu ich jest i gdzie dokładnie się znajdują.
Jak w poprzednich deklaracjach... chronię szamana i czekam na rozwój wydarzeń.

: 05 grudnia 2018, 22:33
autor: profes79
Głos szamana ponownie zadzwonił Daffydowi w uszach, jednak tym razem był już gotowy. A poza tym już i tak leżał twarzą w śniegu.

- nieznajomi. siedmiu. rzucił myśl w przestrzeń wciąż niepewny, czy przynosi to jakikolwiek efekt.

Przesuwając się gładko w białym puchu po dłuższej chwili dostrzegł sylwetki towarzyszy skrytych za kępą zarośli. Barbarzyńca ściskał już w dłoniach broń i wypatrywał Bossończyka. Ten po chwili podniósł się z ziemi i pochylony dopadł kryjówki.

Przez chwilę oddychał ciężko, ale po chwili uspokoił oddech i mógł spokojnie relacjonować co widział, nie przestając rozglądać się dookoła.

- o kilkaset kroków przed nami jest jaskinia - być może nawet kiedyś stanowiąca leże niedźwiedzia, którego ubiliśmy. Trop sań wiedzie do niej a same sanie stoją przed wejściem. Nie to jest jednak najdziwniejsze. W jaskini znajdują się kobiety wyglądające na twarde wojowniczki. Nie dostrzegły mnie a ja uznałem, że rzucanie się samotnie nawet z moim łukiem na siedmiu przeciwników - o ile jest ich tylko siedmiu - to po pierwsze szaleństwo a po drugie - w końcu nie wiem co to za jedne a póki co nic mi nie zrobiły, żebym miał je strzałami szpikować.

Opisał wojowniczki słuchającym go Vanirom, po czym dodał:
- ludy Północy są mi obce ale może Wy wiecie coś na ich temat? Na Południu kobiety raczej zajmują się prowadzeniem gospodarstwa a nie wojaczką. No i nie wiem na razie jak do nich podejść - przyjaźnie, czy wręcz przeciwnie - wybić, zanim wpadną na nasz ślad...

: 06 grudnia 2018, 15:36
autor: Sigil
[center]Jaskinia przy przełęczy[/center]
Nehaher z zasady nie bał się ludzi. Mógł lękać się zimna, załamań pogody, zagubienia na pustkowiu czy głodowej śmierci. Mógł lękać się żyjących w okolicy dzikich bestii, pozbawionych rozumu i głodnych człowieczego mięsa. Ale nigdy ludzi. Ludzie stanowili po prostu nowe możliwości. A on umiał to wykorzystać. W zasadzie więc, wolał nawet, gdy byli w pobliżu. Zwiększało to szansę na to, że głodne bestie zjedzą akurat kogoś innego... Poza tym lubił, gdy między nim a zagrożeniem pojawiała się duża liczba mieczy.

Nie poczuł się więc szczególnie zagrożony słysząc o nieznanych wojowniczkach. Choć Bossończyk wydawał się tym dziwnie poruszony, jakby to nie były niewiasty, lecz co najmniej pomiot demonów. Uśmiechnął się lekko, ubawiony. Choć oczywiście wizja grupy wolnych kobiet, noszących broń była dość mocno... hmmm... egzotyczna. W Stygii czasami widywał niewolnice noszące oręż, dla uciechy swych panów. Ale to było co innego. Wysublimowana forma rozrywki, można by rzec. Jednakże żadna szanująca się stygijska dama nie zniżała się nigdy do tego poziomu. Te białogłowy tutaj zaś najwyraźniej nie miały najbledszego pojęcia o cywilizowanych normach i o tym, co wedle nich wypada, lub nie wypada kobiecie. Perwersja, aberracja, dzicz i patologia! - pomyślał. - Ale czegóż się spodziewać mogłem? Na Seta! Wszelakoż jestem na ziemiach barbarzyńców... Niechybnie i ich niewiasty są całkowicie zdziczałe. Może nawet wpadają w szał, jak ten tutaj? Heh... Na pewno wpadają, toczą wtedy z ust pianę i drą na sobie odzienie - ta, jakże barwna wizja na chwilę zawładnęła jego wyobraźnią. Poczuł, że wzbiera w nim zainteresowanie... Oczywiście, czysto naukowe... Otrząsnął się jednak nagle, przypominając sobie iż kwestia higieny wśród Vanirów pozostawała często wiele do życzenia - Na demony, to przez ten przeklęty śnieg. Tak, zdecydowanie, to miejsce mi się udziela... Muszę wezwać sobie jakąś sukkubę, gdy to wszystko już się skończy...

- Czemuż od razu wybijać? - zaprotestował jedynie cicho. - Może warto najpierw pomówić z nimi? Dowiedzieć się, czemu zabrały ciało? Wszakże mogły je obedrzeć z kosztowności pozostawiając na miejscu. A jeśli je wzięły, może zmarły nie był im obcy? Może wiedzą coś więcej o nim?

: 06 grudnia 2018, 18:45
autor: Araven
[center]Jaskinia przy przełęczy[/center]


Hroth pokrótce zrelacjonował Wam kim są tarczowniczki:

- No wiecie to takie agresywne kobiety, które nie lubią jak faceci nimi rządzą, czy to w chacie czy na wojnie.
Niektóre zbierają się w większe grupy i włóczą po Vanaheimie i Asgardzie, koczownicze obozy zakładając.
Na zimę jeno szukają schronienia zwykle w osadach, rzadko zaś w jaskiniach. Moja wioska blisko takoż i Byrth jeszcze bliżej a one tu w jaskini, dziwne to nieco. Najmują się czasem do walki.
To jakie decyzje idziecie tam we trzech, wysyłacie kogoś na rozmowy?

: 06 grudnia 2018, 18:58
autor: profes79
Daffyd poskrobał się po głowie.
- jeżeli to najemniczki, to może będą skłonne rozmawiać. Tylko Morethilu sądzę, że to ty powinieneś do nich wyjść. Szamana rozpoznają; jak pójdzie do nich sam Hroth to cóż - spojrzał wymownie na barbarzyńcę wciąż zaciskającego dłoń an rękojeści miecza - mogą nie być skłonne do rozmowy a mnie, jako obcego zapewne przyjaźnie nie przyjmą. Może pójdźcie we dwóch z Hrothem, a ja zostanę z tyłu, przynajmniej na początku. Jak sytuacja zrobi się groźna, to więcej zdziałam z łukiem niż z mieczem w ręku...

: 06 grudnia 2018, 22:39
autor: Fobetor
[center]Jaskinia przy przełęczy [/center]

Barbarzyńca słuchał uważnie opisu jaki Bossończyk opisywał tarczowniczki. Dobra jestem za tym byśmy wyszli z szamanem. Hroth schował broń i wyciągnął tarcze. Miał tylko jedno pytanie do łucznika, uciekając myślami w zakamarki wspomnień.

Czy to możliwe ze ona tam jest? Czy możliwe? Bogowie sprawili, że nasze drogi znów się spotkają po tak długim czasie?

- Widziałeś tam taką jedną rudą piękność, o niebieskich oczach?

To pytanie zbiło z tropu Daffyda
- Tak, tak mi się wydaje, co prawda nie wiem czy niebieskie oczy... - Nim jednak skończył zdania.

- Idę z tobą Morethilu. Trzymaj się moich pleców. W razie czego skryj się za mną. Mamy wszystko ustalone. Ruszamy!

Wspomnienia na tą krótką chwile zabrały barbarzyńce. Uciekł myślami do swojej rodzinnej wioski, z której wymykał się by spotkać się z piękną dziewczyną o rudych włosach.

Nim jednak panowie wstali i ruszyli w stronę dzikich kobiet północy. Stało się coś czego się nie spodziewali.

: 07 grudnia 2018, 18:24
autor: lightstorm
[center]Jaskinia przy przełęczy [/center]
Trójka mężczyzn nagle odwróciła swoje głowy w stronę, gdzie stał Galvat. Zamorańczyk nie miał zamiaru ukrywać się, dlatego postanowił wyjść naprzeciw grupie z poniesionymi lekko dłońmi na których nałożone były skórzane rękawiczki. Średniego wzrostu, z kilkudniowym zarostem, ubrany w lekką skórzaną i zniszczoną przez czas zbroję. Na ramieniu niósł plecak, w którym trzymał najbardziej potrzebne toboły. Przy prawym boku widać było krótki miecz, a w lewej części pasa dwa wsunięte sztylety. Miał długie lekko kręcone czarne włosy spięte razem z tyłu głowy, opadające na ciemny płaszcz z kapturem. Przenikliwe ciemne oczy, którymi obserwował uważnie każdy gest nieznajomych. Podniósł lekko brodę, aby każdy zobaczył paskudną bliznę na szyi biegnącą w poprzek. Poruszał się bezszelestnie i tylko znaczące chrząknięcie z jego strony dało znak pozostałym, że podszedł bardzo blisko ich obozowiska. Nie wiedzieli jak długo tutaj był i ile słyszał z ich rozmowy. Nie odpierdalaj na wejściu i będzie pięknie. Tu kurwa wszyscy przynajmniej raz dziennie mają krwiożerczy nastrój - myślał patrząc na trójkę przed sobą. Jedyne czego mogli być pewien, to fakt że nie miał żadnej broni w ręku i nie wyglądał na kogoś kto chce ich zaatakować:

- Witam tubylców... Zdaje się, że chcecie układać się z babami, co lubują krew toczyć. Jestem sam, pracuję sam i dzięki temu jeszcze żyję. Ale sprawy się trochę skomplikowały... Więzienia Zamory są bardziej cywilizowane... Kurwa... Nie szukacie czasem wsparcia od Galvata Nieuchwytnego? - zadał pytanie z szelmowskim uśmiechem.

[center]Obrazek[/center]

: 07 grudnia 2018, 18:58
autor: Sigil
[center]Jaskinia przy przełęczy[/center]
Umysł czarnoksiężnika pracował szybko, zdołał więc opanować zdumienie. I ani jeden mięsień na jego twarzy nie drgnął, zdradzając, iż w istocie doskonale zna łotra, który tak niespodziewanie przerwał mu naradę z towarzyszami. Wiedział, że były to błąd, który mógłby wysypać mu na głowę lawinę niewygodnych pytań. Daffyd wszakże nie był półgłówkiem i na pewno próbowałby wyśledzić korzenie tak nietypowej znajomości... W tym wypadku wiec lepiej było zapobiegać, niż leczyć.

Przyjrzał się więc nieznajomemu z nieodgadnionym i nieco nawiedzonym wyrazem twarzy, którzy szamani Północy przywdziewali nader często.

- Zaiste. Duchy mówiły mi, iż pomogą nam w naszym zadaniu. A teraz sprowadziły ku nam tego oto wędrowca - rzekł w mowie vanirów do swych towarzyszy. Głośno zaś odezwał się do przybysza:

- Witaj nieznajomy. Jam jest Morethil, Mówca Duchów. Czego poszukujesz w tej dziczy? Zaliś nam wrogiem, czy przyjacielem?

Jednocześnie zaś myśli jego pobiegły w stronę Galvata:

- Galvacie, to ja, Nehaher! Wiem, że wyglądam trochę... Cóż, nietypowo... Choć i tak najbardziej intelektualnie z całej trójki, przyznasz mi to chyba...? Jednak, jak zapewne zgadujesz, Vanirowie z pewnością zabiliby mnie, gdyby ujrzeli me prawdziwe oblicze. Oni wolą śpiew topora od zadawania pytań. Udawaj więc, że się nie znamy. A ja jakoś postaram się... Hmmm... Zrobić coś, by Hroth cię nie zabił. Tak, to ten wielki rezun obok mnie... Skądżeś się tu w ogóle wziął?! I co tu robisz? Jesteś zaiste ostatnią osobą, którą spodziewałem się ujrzeć w tej dziczy! Acha, zapewne pamiętasz, że możesz odpowiadać mi w myślach...
Używam Myślomowy na Galvacie. I oczywiście udaję, że się nie znamy.
Ostatniej wypowiedzi nie słyszy nikt, oprócz Galvata.

: 07 grudnia 2018, 19:23
autor: profes79
Daffyd przeklinał w duchu własny brak spostrzegawczości. Ot, gdyby nieznajomy miał złe zamiary to śnieg byłby już zabarwiony krwią całej trójki. Na szczęście przyszedł w pokojowych zamiarach - przynajmniej na razie. Swoją drogą jak na dziurę na końcu świata to te okolice przyciągały zadziwiająco dużo cudzoziemców z Południa - w przypadku Zamorrańczyka tak dalekiego południa, że w swoim języku zapewne nawet nie miał słowa określającego śnieg...

: 07 grudnia 2018, 19:44
autor: Araven
[center]Jaskinia przy przełęczy[/center]

Daffyda nieco usprawiedliwiał fakt, iż był nieco zmarznięty a Zamorańczyk tkwił całkowicie nieruchomo w swojej kryjówce, Bossończyk zaś był pochłonięty jaskinią i tarczowniczkami.
Obcy wypowiedział potok słów chyba po znigarańsku, zrozumiał go bodajże tylko szaman ale ten o zgrozo odpowiedział po vanirsku, więc Daffyd dalej nie wiedział o czym oni gadają.
I do cholery co było na tej północy, że ciągnęli tu osobnicy tacy jak on sam i ów ciepłolubny Zamorańczyk.

Hroth szacował w duchu ile uderzeń serca wytrwa z nim w boju ten obcy, ale on jakoś na chętnego do walki nie wyglądał i szaman Morethil chyba uznał, ze obcy może się przydać. I ponoć duchy gadały, że ten obcy ma im pomóc, no trudno miecz i topór pozostaną nadal głodne. Pomyślał barbarzyńca, nadal zachowując spokój i uspokajając budząca się w nim bestię.

Nehaher przesyłał obcemu swoje skryte myśli, wobec druhów odgrywając postać szamana Morethila, którego to postać przybrał. Stygijczyk był podekscytowany, wreszcie Ktoś znajomy w tej dziczy, i to taki kto wie, ze świat to nie miejsce dla słabych, ponadto mieli wspólnych wrogów, zwłaszcza jednego przeklętego Menkarę, oby sczezł.
To co dalej, Kto tam idzie, nadal barbarzyńca i szaman? Nowy towarzysz mówił coś intrygującego o tarczowniczkach, ale po znigarańsku i zrozumiał to tylko Nehaher.

: 07 grudnia 2018, 19:58
autor: lightstorm
[center]Jaskinia przy przełęczy[/center]
Galvat słysząc znajomy głos w głowie zastygł w bezruchu. Wysłuchał uważnie, co ma do powiedzenia jego były kompan i od razu poczuł ulgę. Wiedział, że z Nehaherem u boku będzie łatwiej. O wiele łatwiej...

Odpowiedział Morethilowi:

- Spokojnie. Nie znam za bardzo języka i kurewsko trudno tutaj o najważniejszą jedyną rzecz jaką mam - życie - powiedział nie kryjąc sarkazmu. - Wspomogę każdego kto podzieli się żarciem, bom głodny. Nie szukam zwady, jeno pomocy. Mogę się przydać. Potrafię to i tamto. Sami wiecie...

- Zrób co trzeba, by twoi kompani nie dobrali mi się do dupy. Tu wszyscy są kurwa nerwowi i szybko sięgają po broń. Mój pracodawca prawdopodobnie nie żyje. Jego ludzie są martwi. Znasz mnie, gdy wszyscy umierają Galvat zostaje ostatni... Nieuchwytny. No i kurwa jestem tutaj, w samym sercu lodowatego zadupia w którym większość patrzy na ciebie jak na kawał smacznego mięsa. Ale do rzeczy... Baby mogą wiedzieć, gdzie jest facet co mi dobrze płacił. Jakby się okazało, że żyje to mielibyśmy silnego sprzymierzeńca w tej dzikiej krainie. A Ty co? Menkara zesłał cię na wieczną tułaczkę? Jak w pałacu pusto, to znaczy że władca jest martwy...
Ostatniej wypowiedzi nie słyszy nikt, oprócz Nehahera.

: 07 grudnia 2018, 20:29
autor: Sigil
[center]Jaskinia przy przełęczy[/center]
- Menkara... - myśl Nehahera była kwaśna niczym trzy tysiące cytryn. - strusia jego, w mordę kopana, przez biblioteki Luksoru z pustym pergaminem w te i nazad ganiana, twarz! Miał przez chwilę szczęście po prostu... To się czasem zdarzyć może nawet takiej jak on, miernocie. Aktualnie hmmm.... Zbieram wiedzę i moc, która pozwoli mi go wreszcie ostatecznie w proch zetrzeć! Ha!

- Przybysz - odezwał się do swych towarzyszy - prawi, iż zwie się Galvat i jest nam przyjacielem. Nie chce nam zaszkodzić i nie uśmiecha mu się samemu w dziczy ostać... Druhowie jego polegli, a niewiasty owe ponoć mogą wiedzieć, kto ich ubił. Duchy powiadają, iż prawdę rzecze. Przywiodły go ku nam, by nas wspomóc w misji. Poczekajcie chwilę - zastygł, jakby nasłuchiwał jakiegoś niewidzialnego głosu, przyjmując przy tym odpowiednio mistyczną minę i przewracając oczyma - Ach, tak... Duchy powiadają, iż jego pomoc będzie nad wyraz cenna. Podobno bowiem człek ten umie podkraść się do każdego.

- Wraz z towarzyszami mymi tropimy zło, co tą krainę nęka - wyjaśnił w myślach Galvatowi, starając się być możliwie jak najbardziej konkretny, nie było bowiem czasu na długie dysputy. Lada chwila, którąś z tarczowniczek mogła ich przecież zauważyć! - Słyszałeś o osadzie Byrth? Stamtąd właśnie przychodzimy. Wiela mają tam złota i srebra, magia w nich tętni starożytna. Jeno niektóre przeklęte jest... Dlatego też ostrożnie z tym trzeba... Wszelako, skoro i tak nie masz co robić, a wokoło śnieg ino, głód i poniewierka, może przyłączysz się do nas? Ja sam teraz pomagam Vanirom na prośbę jednego szamana. jednakże ufam, iż pozwoli mi to powrócić do cywilizacji z artefaktami zdolnymi pokonać tego szubrawca, Menkarę, oby zgnił żywcem! Wszelako, jak wiesz mało dbam o kosztowności ziemskie i ciążyłyby mi one ino. Sądzę więc, że się dogadamy...

Uśmiechnął się przekonywająco. Szczęsliwie się złożyło - pomyślał do siebie - że Galvat tutejszej mowy nie zna. jeszcze by co chlapnął i by mu Hroth język, wraz z łbem uciął. A tak, jedno zmartwienie z głowy... Tak, to była zdecydowanie okoliczność, krzepiąca serce czarnoksiężnika.

- Myślę sobie też - odezwał się po chwili tak, by wszyscy mogli go zrozumieć. - że lepiej na pustkowiu, gdy nas więcej, niż mniej. Jeśli bowiem do walki dojdzie, choć po prawdzie, nie chciałbym tego, we czwórkę sobie zacniej poradzimy. A wżdy nie wiadomo, jakie plany mają owe niewiasty orężne. Tak więc w owej godzinie potrzeby, co wszak matką wynalazku jest, proponuję połączyć nasze siły. Co wy na to?
Wypowiedzi kursywą słyszy tylko Galvat.