Moim zdaniem alkohole powinny jak najbardziej zwiększać niektóre współczynniki - a już WI to w szczególności - w stanie delirium tremens współczynnik ten powinien szybować wręcz wykładniczo. Osoby duchowne wszystkich stanów i religii bardzo często w różnoraki sposób się odurzali (jedni ascezą inni pejotlem) by mieć bliższy kontakt z Absolutem
zaraz mi powiecie, że akuszerka tez jest zawodem rzadko spotykanym i do każdego porodu wołają kapłana . . .\
Kapłana to może nie - chociaż już kapłankę Arianny to dlaczego by nie - wszak płodność to istotna domena tej religii. Druidzi/druidki też w zasadzie podpadają pod to - szczególnie w jakiś oddalonych od cywilizacji społecznościach - natura, przyroda, te sprawy.
Ja na swoich sesjach używałem umiejętności znachorstwo jako podstawowej/podrzędnej względem zielarstwa i alchemii - pod tą umiejętnością/zawodem kryły się zarówno podstawy udzielania pierwszej pomocy, podstawowa opieka przy rekonwalescencji rannych jak i odbieranie porodów.
Szczerze powiedziawszy bałagan panujący w kwestii lecznictwa orchijskiego przez długi okres bardzo zniechęcał mnie do gry i odbierał sporo przyjemności.
Bo jeśli sprawy wyglądają tak jak wyglądają - tzn. naprawdę medycyny nie ma, wszystko sprowadza się do zielarstwa i magicznego lecznictwa (alchemią lub czarami klerycznymi) to sorry, ale ma to swoje konsekwencje - bardzo poważne.
Projektowanie świata gdzie rządzą takie zasady przypomina rozważania o naturze transumanizmu - jak takie "wynalazki" (magiczne leczenie, zioła potrafiące w mgnieniu oka wyrywać z przysłowiowego grobu ciężko ranny wojów)
wpływają na rozwój cywilizacji, społeczeństwa, kultury, ekonomii itd. To nie jest ta że można wprowadzić taki element do gry i udawać że nic się nie zmienia - że to dalej jest quasi-średniowiecze. Moim zdaniem to dużo bardziej zacznie przypominać Earthdawna niż Warhammera. Wprowadzanie magii, alchemii, zielarstwa i innych cudów przy całkowitym wyeleminowaniu metod naukowo-technicznym w konsekwencji prędzej doprowadzi do stworzenia świata gdzie imperia rozwijają technologie pozyskiwania alchemicznego helu do napędu podniebnych statków a żywiołaki zaczną być używane jak np. węgiel do kotłów parostatków czy reaktory atomowe w łodziach podwodnych, uszczelnianych czarami odporności na wodę - niż do powstania świata który przez 10 000 lat stoi w stanie permanentnego zastoju. Także takie kwestie trzeba rzeczywiście wyjaśnić z ASem.
I albo uzupełnić jednak ten pomijany pogardzony wariant naukowo-techniczny - albo być konsekwentnym i dokładnie przeanalizować jak takie elementy wpływają na świat. Tak jak u MacLeoda - gdzie przy użyciu eteru produkowano wszystko - od chimeryczny zwierzaków salonowych, poprzez mosty dla kolejek szynowych - aż po statek kosmiczny lecący zdobyć Księżyc; Czy też z polskiej literatury przykład: tej pisarki która opisała świat gdzie królowała demonologia a demony były łapane jako źródła energii i siła robocza do tworzenia najprzeróżniejszych cudactw dnia powszedniego. Konsekwencja musi być...
Ja nie jestem futurologiem i nawet mając drużynę składającą się z 3 MG mogących służyć doświadczeniem trudno mi było w jakąś spójną całość zszywać te wszystkie cudacznościowe elementy, stąd na naszych sesjach to były KC mniej heroic, mniej high fantasy a bardziej bliższe chyba światowi wykreowanego w Wiedźminie niż to o czym wy tu piszecie. Stąd też u mnie były zawody takie jak konstruktorzy, artylerzyści (kusze wałowe i frindibole same się nie zbudują a czary to nie wszystko), cyrulicy, aptekarze (farmaceutyka była umiejętnością pochodną alchemii) - niektórzy jako zawody rzadkie - ale inni nie koniecznie.
Dla Uli mam ciekawą propozycję: a może - Prawoznawca - albo ktoś taki - w końcu byłby to bardzo potężny zawód - mało kto nawet z nas - KCtowców wie jak wygląda prawo, przepisy i zwyczaje w Katanstanie - ktoś kto miałby wiedzę o takich rzeczach miałby też sporą władzę
Niemniej jednak gdyby ktoś chciał się za coś takiego zabrać miałby istnie tytaniczny wysiłek przed sobą - bo to nie jest tak że wszystko by pozostało w ramach, miłego, cieplutkiego status-quo który niektórzy z was przywołują tutaj jako propozycję prawdopodobnie w miarę - musze przyznać logicznego - wytłumaczenia spraw.
Parę przykładów:
Świat gdzie istnieją wskrzeszenia to świat gdzie stosunki społeczne i prawo na pewno nie są takie jak znamy z klasyki (obojętnie czy historii czy fantastyki) - wskrzeszenie jest drogie, sankcjonowane religijne - oznacza to że jest to potężne narzędzie w rękach kleru - i jeszcze bardziej potężna broń w rękach rodów szlacheckich. Znane nam, klasyczne zasady prawa dziedziczenia tronów, dziedziczenia majątku (i to nie tylko w przypadku elit - zawsze może istnieć taka sytuacja że nawet chłopa w jakiś tam w sposób wskrzeszą - i już synkowie jego mają problem - już morgi chcieli dzielić - a tu takie zaskoczenie, powrót taty

) nie mają racji bytu. Prawo salickie czy jakiekolwiek inne można sobie wsadzić gdzieś - reguły dziedziczenia tronów musiałyby uwzględniać fakt, że stronnicy zmarłego w bitwie następcy tronu wspólnym wysiłkiem doprowadzą do jego wskrzeszenia (dla arystokracji wskrzeszonko to przecież pikuś - jeśli wziąść pod uwagę co to oznacza - w sumie każdy nowonarodzony nastepca tronu mógłby mieć zakładany przez rodziców "fundusz powierniczy" w krasnoludzkim banku, na które odkładane byłyby pieniądze na minimum 1-2 rezurekcje

). Podstępni spiskowcy, rządni władzy młodsi oraz dalsi krewni snujący spiski mający na celu przejęcie władzy przy użyciu sztyletu i trucizny musieliby w każdej swej machinacji uwzględniać fakt wskrzeszenia - i czynić temu przeciwdziałania.
Sporym powodzeniem wśród zawodowych gildii sprzątaczy niewygodnych osób cieszyłby się całopalny pochówek niedoszłego celu - żeby ten przypadkiem nie zmartwychwstał - z tego też powodu zabójcy częściej fingowaliby zaginięcia bez celu swych ofiar niż wałkowane zwykle "upozorowanie wypadków" - aby mieć czas na usunięcie zwłok i takie ich "rozproszenie" żeby nie można było użyć magii regenerującej zwłoki.
Mogłyby wręcz powstać odrębne cenniki dla killerów - jedne stawki za sprzątnięcie z posprzątaniem i inne - niższe za zwykłe sprzątnięcie (kiedy zleceniodawcy zabójstwa nie interesuje czy cel będzie wskrzeszony - jeśli tak to dobrze - ten pierwszy bełt w potylicę to było ostrzerzenie - jeśli nie - to tym lepiej).
Taki Katan czy inni "duzi ViPowie tego świata" z pewnością mieliby gdzieś na podorędziu jakąś "straż śmierci" - zespół odpowiednio przygotowanych kleryków i innych cudotwórców na wypadek gdyby wałdyce się zeszło przed czasem. Wiemy z oficjalnych źródeł że KAtan ma siły szybkiego reagowania w postaci astrologów, którzy są od przewidywania zamachów itd. - ale nie wszystko można przewidzieć, samowskrzeszenie też nie zawsze musi się powieść, trzeba mieć asa w rękawie. Teraz przekupić albo wyeliminować taką "straż śmierci" to podstawowy element każdego spisku, który chce mieć szansę powodzenia.
Okej - czary lecznicze są drogie i alchemia lecznicza, zielarstwo pewnie do tanich nie należą - ale czy wyobrażacie sobie jak wygląda społeczeństwo gdzie przynajmniej 30-50% jego składu osobowego ma nieograniczony dostęp do najbardziej prostych form leczenia. Takie ziele graama przy dobrym rzucie może uleczyć nawet większość obrażeń nie głębokich (Vadameka Walki chyba wprowadzały takie rozgraniczanie - na rany zwykłe i głebokie - powstałe np. od wyrwania kawała uda przez szczeki warga, kwas czy ogień). Ich nie interesuje jaka magia czy zasady za tym stoją - dla nich jest ważne ze mogą szybko dojść do zdrowia - bo bójce w barze, upadku z konia, drobnego zranienia w pojedynku (a czasami nawet cieżkiego).
My w naszym świcie żyjemy w czasach powszechnego dostępu do farmakologii - okej nie każdego stać na wszystko, niektórzy muszą się zadłużyć po uszy by sfinansować jakąś kurację na rzadką chorobę - ale 90% społeczestwa ma proste madykamenty na wyciągnięcie ręki - czasem nie musi iść do apteki tylko do marketu czy kiosku. Zdobycie antybiotyku, painkillera, lekkich psychotropów, antydepresantów, jakiś prozaków, ibuprofenów, tusipeków nie stanowi problemu. Efekty tego jakie są takie są: pewna część społeczeństwa popadająca w lekomanię i hipochondrię - łykająca przeróżne specyfiki na byle co - często by uspokoić własne urojenia.
No to wyobraźcie sobie jak takie coś wpływa na społeczeństwo w świcie fantasy - szybka, wokamgnieniowa medycyna nadnaturalna. Okej - możecie powiedzieć że jest droga - PM to kasa - ale to tym gorzej - dzieci wynoszące rodzicom z domów rodowe srebra do pobliskiego, gnomiego lombardu, żeby tylko uciułać 10k10 sztuk złota na "złoty strzał" błogosławionego kiurlajtłundsa po byle poobijaniu się. Patologie społeczne, histeria społeczna, napięcia, zamieszki - fajnie co
O to tylko głupie kiurlajtwundsy. A co zrobi ktoś dla czaru - regeneracja? Aż strach pomyśleć - gotów zapewne sprzedać w niewolę żonę, matkę i połowę potomstwa. Albo zaprzedać duszę demonom. Skoro wszyscy kapłani mają dostęp do tych czarów - to nie jestem pewien czy aby na pewno kulty dobrych bogów są w większości. Asteriuszowcy, Dagonici, Kartanidzi - oni jako praworządni wiadmo że będą chcieć kasę. Ale taki kapłać Nata-Kranty czy Hasar-Gruna? A cóż to dla niego zejść z marży i dać naiwnemu patrycjuszowi tylko drobny dokument do podpisania w zamian za podstawową magiczną opiekę medyczną. A że ten dokument to sprzedanie duszy demonowi?
A któż by tam czytał pismo drobnego druczku jak tu oferują takie cuda i to za pół darmo. Naganiacze przeróżnych kultów, tacy werbownicy, chodzący po ulicy i składający propozycje 15letniej młodzieży ( lub odpowiednio starszej w przypadku innych ras; wtedy na Orchii wybiera się wyznanie, prawda?):
- tylko u nas dożywotnia opieka zdrowotna w podstawowym zakresie, opieka zaawansowana za drobną opłatą, specjalistyczna za pół ceny - jedynie wymagamy podpisania krwią drobnego dokumentu.
Miliony ludzi i nieludzi w szponach sekt... Nie wiem - chyba z 70% stanu kapłańskiego to musieliby być członkowie kultów Arianny i Graama leczący ludzi za darmochę, żeby stawić czoło tej patologii o której piszę powyżej. Na wsi to jeszcze od biedy ludzie będą mieli druidów - ci mają pobieranie PM z martwej natury - to od biedy mogą leczeć też za darmo - ale nie mają tak potężnych czarów. A może właśnie to jest powodem zacofania technologicznego Orchii? Cały orkus w cieniu Kręgów Druidyckich? Druidzi może i nie mają zajebistych czarów, ale na jakieś 65% zwykłych przypadłości starczą + mają zioła? Może druidycki life-style jest dominujący bo jedyne czego druidzi chcą w zamian za opiekę medyczną to przeciwstwiać się cywilizacji, nie mieszkać w mieście, nie posługiwać się "brudną" techniką, magią, religią - żyć w zgodzie z naturą na łonie przyrody w stanie koczowniczo-zbieracki - ew. ci mniej "wierni" - co mają tylko "podstawową opiekę medyczną" - żyją sobie sielsko na wsiach, postrzegając miasta i ich zwyczaje jako bluźnierstwo, ropiejący wrzód na ciele matki-ziemi? B)
A może tu leży wytłumaczenie dlaczego orki rządzą światem? Kartan jest jak wielkie koncerny farmaceutyczne w naszym świcie - trzęsie całym tym interesem, wykańcza konkurencję, swojakom daje za grosz, wrogów okłada nieziemskimi podatkami, ściśle kontroluje rynek opieki zdrowotnej - wydając licencje, zezwolenia, limity uzdrowień, kwoty miaro-wagowe na zioła, dopuszczalny litraż wyprodukowanych na rok dekoktów alchemicznych?

Jak myślicie?
Takich i innych elementów można wymieniać w nieskończoność - i to nie jest tak że one są nieistotne - bo są dosyć istotne jeśli ktoś chce się trzymać konsekwencji.
Chyba już zdajecie sobie sprawę dlaczemu często warharmeryzowałem albo usapkowiałem KCty?

I to nie jest tak że ze scisłego trzymania się konsekwencji wyjdzie kijowy świat który ja bezlitośnie potępiam - twierdzę raczej że ten świat będzie raczej specyficzny dosyć. Tak jak specyficzny był Earthdawn który przywołałem na początku rozważań. A nie wszystkim się on podobał (choć ja osobiście darzę sympatią każdy system gdzie są armaty i airshipy

).