szczególnie Mirtę - jako że to niewiasta
1. Ładna 2. Malutka 3. Gra w KC
Wybuchowa mieszanka
W piątek (o różnych porach zdeterminowanych "pole position"-tu Warszafka miała najlepiej) zameldowaliśmy się w mrocznym dworku leżącym nieopodal czerskiego rynku. 15-osobowa grupa po przywitaniach i radosnym: "Leo? Tak? A to Mariusz?"

podzieliła się na trzy teamy giercownicze: złowrogi i niewiarygodnie posępny zły zespół pod egidą tana Mastuga, dobry team tana Venara (tam byłem-fuj) z ADM i apokryficzną grupę tana Hansa696.
Odcięliśmy cumy i spłynęliśmy w przestwór oceanu łódką (Bols

). Podtapiani regularnie

nawigowaliśmy w głąb naszych sesji. Grało się przednio - z wywiadów przeprowadzanych regularnie wiem, że wszyscy byli bardzo zadowoleni - CHWAŁA NASZYM MG!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Stanęli na wysokości zadania.
Około 3 nad rankiem rzuciliśmy kotwicę i wpadliśmy z łodzi prosto w czułe objęcia Morfeusza. Niestety typek wypluł nas około 8.30, w czym pomógł mu bezcielesny Bombi (Bombiemu i Mircie zamieniono ciała i barbarzyńca cierpiał z tego powodu srogo

)
Pobłogosławiony przez ojca Seta rozpoczął się nowy dzionek - sobota. 2 teamy grały nadal, a drużyna zła musiała odłożyć kości, bo Mariusz pojechał wczesnym popołudniem po ASa. Wizytę ASa skomentowano już tu parokrotnie - ja powiem od siebie krótko - rozczarowała. Wciąż nie jestem pewien czy można liczyć na wydanie powieści w czerwcu, no i kolejnej edycji KC. Obym był złym prorokiem...
Po wyjeździe ASa kontynuowaliśmy nasze sesje. U Venara niemal zakończyliśmy całą minikampanię "Konfrontacja". Zabrakło nam zaledwie godziny. Dlaczego? Bo o 3 byliśmy śnięci jak śledzie w porcie w Darłowie. Drużyna Mariusza też nie zakończyła wątku, podobnież u Hansa.
W niedzielę musiałem rano zwinąć się do chałpy, bo 470 kaem to nie żarcik. Potężna ekipa forum poszła jednak na czerskie zamczysko, gdzie (jak przypuszczam) spędziła długie godziny w śmiertelnych zmaganiach z siłami Ciemności, których ucieleśnieniem był surowy, listopadowy wiatr.
Tyle
