PBF - Mały Chłopiec
Na zewnątrz w promieniach słońca rozciągała się panorama gór Sierra Nevada. Majestatyczne szczyty ginęły gdzieś w ciężkiej warstwie chmur. Front burzowy oddalał się stopniowo,rzucając cień na dalsze partie szczytów.
Ostatnio zmieniony 25 października 2013, 05:50 przez maciej, łącznie zmieniany 1 raz.
"Mieli do wyboru wojn? lub ha?b?, wybrali ha?b?, a wojn? b?d? mieli tak?e"
- Panie Lobo, nie znam się na rzeczy, ale czy profanacją nie będzie przyodzianie przez pana kombinezonu zdartego z tamtego ruska celem ochrony przed słońcem, którego promienie mogą panu wybitnie nie posłużyć, a posunę się wręcz do twierdzenia że zaszkodzić? - Desmond starał się podczas tej przemowy ukryć uśmiech, choć nie bardzo mu to wychodziło. Kątem oka tracker zauważył, że Faceman także stara się ukryć uśmiech.
- A jak myślisz, dlaczego ludzie obrali dzienny tryb życia? Bo, cholera, najgorsze kurestwa wyłażą na wierzch właśnie w nocy. Noc należy do mutantów i innych wynaturzeń widzących w ciemności. Jeżeli noc zaskoczy cię na zewnątrz, a do najbliższej osady jest za daleko, to szanse na przeżycie masz bliskie zeru. Może jeśli masz jakiś pieprzony ufocki stapiacz plazmowy z amunicją i umiesz go obsługiwać. Może. Musimy jak najszybciej dostać się gdzieś, gdzie mutanty nie wejdą. A podróżowanie w dzień to jedyna opcja która zapewni nam przeżycie. Choć przyznaję, ten kombinezon przytulnie nie wygląda.
- Nocą też można ciszej się poruszać. Będziemy niezauważeni! A przynajmniej tak czytałem w poważnej książce naukowej, w której mistrz przetrwania opisywał jak należy się zachowywać - powiedział Faceman mentorskim tonem, niczym nauczyciel pouczający niesfornych uczniów. - Książka nazywała się "Conan za Czarną Rzeką", i były tam ewidentne przykłady, jakoby skradanie się po nocy w puszczy było lepszym pomysłem, aniżeli buszowanie za dnia.
Prawdę rzeczesz Desmondzie. Nocą najgorsze kurestwa bluźnierczo pałętają się po świecie. Choć one kurestwa nie napotkały jeszcze na swej drodze skromnego bożego sługi
-to mówiąc Lobo skłonił się pokornie czyniąc znak krzyża, a złożywszy dłonie przez moment w owej pozycji pozostał.
Skafandra przeto zakładać nie będę, gdyż jako widzisz nie posłużył poprzedniemu właścicielowi, albowiem serce jego było zepsute, a komunistyczne wnętrzności jego niechybnie uczyniły Panu Najwyższemu odrazę. Zaprawdę bracia moi, powiadam wam: "Zło, którego się grzesznik boi, spadnie na niego,
sprawiedliwi uzyskają to, czego pragną."
-po czym naciągnął na siebie płaszcz przeciwdeszczowy i ruszył w światłość dnia.
-to mówiąc Lobo skłonił się pokornie czyniąc znak krzyża, a złożywszy dłonie przez moment w owej pozycji pozostał.
Skafandra przeto zakładać nie będę, gdyż jako widzisz nie posłużył poprzedniemu właścicielowi, albowiem serce jego było zepsute, a komunistyczne wnętrzności jego niechybnie uczyniły Panu Najwyższemu odrazę. Zaprawdę bracia moi, powiadam wam: "Zło, którego się grzesznik boi, spadnie na niego,
sprawiedliwi uzyskają to, czego pragną."
-po czym naciągnął na siebie płaszcz przeciwdeszczowy i ruszył w światłość dnia.
Droga przez góry jest całkiem wygodna. Słońce przygrzewa coraz bardziej,wywołując coraz intensywniejsze marudzenie pod kapturem misjonarza. Widoczność jest znakomita co pozwala podziwiać wspaniałe pejzaże górskie i monumentalność szczytów. Po przejściu kilku mil przy drodze Desmond dostrzegł pordzewiałą sterczącą z ziemi tablicę z resztkami napisu :..RK NAR...WY KINGS C...N. W tej samej chwili zarówno Lobo jak i Faceman dostrzegli dwa błyski świetlne-jeden w górach,drugi na niebie. Patrząc w stronę nieboskłonu obaj azylanci dostrzegli dziwny okrągły kształt który szybował nad górami,zbliżając się w ich kierunku.Kiedy zwrócili nań uwagę trackera,ten przerażony krzyknał- OBCY!!Kryć się!!