28 sgun-ran 9455 KI, Hallador na Karminie
Bacznie obserwowany przez miejskich strażników, gnom zaczął prowadzić z reptilliońskim jeńcem ożywioną dyskusję, pełną nieludzkich sykliwych dźwięków, które wydawały się zupełnie nienaturalne w ustach ciepłokrwistych istot. Rozumny jaszczur ponownie uległ głębokiemu wzburzeniu, tłukąc na boki ogonem do chwili, w której zebrał za to po łbie osmundzką pałką.
- Mówi, że ziomkowie tacy jak Takan są wynaturzeniem, wrogiem wszystkiego, co święte dla reptillionów i że pozwalanie im na życie jest ciężkim grzechem dla każdego prawego reptilliona - przetłumaczył po dłuższej wymianie zdań Gorbak - Mówi, że Sahra musi zostać starta z powierzchni ziemi bez względu na wolę Ostrogaru. Życie prawego reptilliona nie ma znaczenia w obliczu spełnienia tego świętego obowiązku i żadne prawo, katańskie czy ludzkie, nie może stanąć prawemu reptillionowi na drodze.
Ragax pokiwał w milczeniu głową, albowiem słowa gnoma wydawały się pasować do tego, co sam półolbrzym wiedział na temat odległej i dość enigmatycznej enklawy Sahry, kryjącej za swymi wielkimi murami społeczność reptillionów, którzy wyrzekli się swego prawdziwego boga i zaczęli oddawać cześć Katanowi.
- Mówi, że zostali porwani na Walgarze przez imperialnych łowców niewolników, ale po sztormie ich statek został rzucony na skały na tej wyspie - ciągnął dalej Gorbak, wprawnie przekładając na Wspólną Mowę syki i świsty wydobywające się z gardzieli rozumnego jaszczura - Tylko oni ocaleli z kipieli, a tutejsza świątynia Asteriusza otoczyła ich opieką i zapewniła dach nad głową. Nikt nie kazał im napaść na Takana, zrobili to na jego widok, albowiem był to święty obowiązek i powinność każdego prawego reptilliona.
Dalsze pytania?