PBF - Ścigając samego siebie
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- I nic więcej z tego miasteczka nie wyciągniemy? - zasępił się albinos. - Szkoda. No cóż, gramy kartami z rozdania, co z tego że tylko para kiedy mógłby być poker. Blefujmy więc. Gdy przyjdzie do walki, niech każdy strzela z miejsca, gdzie Kajdaniarze go nie zauważą i przenosi się po każdym strzale. Stworzymy wrażenie że jest nas więcej niż w rzeczywistości. I z pary robi się nagle straight. Nie mam pomysłu na jakieś błyskotliwe wykorzystanie dynamitu, ale jak ktoś na coś wpadnie, to mamy na spokojnie karocę, albo i pokera.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, Prospector Saloon
Kiedy doktor Mitchell i towarzyszący mu kaznodzieja wyszli przez przednie drzwi baru, chudzielec rozsiadł się wygodnie na barowym stołku i zaczął rozkręcać radio pożyczonym od Trudi śrubokrętem, pogwizdując przez zęby z zadowoleniem. Albinos przyglądał się pracy mężczyzny przez chwilę, podchwytując kątem oka świdrujące go spojrzenie Cheta.
- Nadmiar kąpieli w młodym wieku - powiedział nieco oschłym tonem, odwzajemniając podejrzliwość emanującą z wzroku brodacza - Na dodatek to podobno zaraźliwe, nie tylko poprzez seks.
- Bardzo śmieszne - prychnął Chet - To wiocha na skraju autostrady, ale nie jesteśmy głupkami. Widywałem wcześniej albinosów, jeśli chcesz wiedzieć. Trudi, nalej nam jeszcze po jednym.
Brodacz odczekał, aż barmanka napełni szklanki całej trójki, potem upił łyk rumu oblizując łapczywie wargi.
- Skurczybyki przyjdą od południa, drogą od strony Jean - powiedział po chwili, spoglądając znacząco na albinosa - Musimy wystawić Ringo na widok i złapać Cobba w zasadzkę. Albo ich wystrzelamy przy przekazaniu handlarza albo po nas.
- Nawet nie lampy! - odezwał się głośno chudzielec - Patrzcie, parę części się obluzowało jak radio spadło.
Docisnąwszy coś w środku urządzenia mężczyzna postawił radio na kontuarze i zaczął naciskać klawisze na jego obudowie, kręcąc jednocześnie gałką. Trwające ledwie sekundę suche trzaski ustąpiły miejsca płynącej z głośnika jazzowej piosence, budząc szczery uśmiech na twarzy Trudi.
Kiedy doktor Mitchell i towarzyszący mu kaznodzieja wyszli przez przednie drzwi baru, chudzielec rozsiadł się wygodnie na barowym stołku i zaczął rozkręcać radio pożyczonym od Trudi śrubokrętem, pogwizdując przez zęby z zadowoleniem. Albinos przyglądał się pracy mężczyzny przez chwilę, podchwytując kątem oka świdrujące go spojrzenie Cheta.
- Nadmiar kąpieli w młodym wieku - powiedział nieco oschłym tonem, odwzajemniając podejrzliwość emanującą z wzroku brodacza - Na dodatek to podobno zaraźliwe, nie tylko poprzez seks.
- Bardzo śmieszne - prychnął Chet - To wiocha na skraju autostrady, ale nie jesteśmy głupkami. Widywałem wcześniej albinosów, jeśli chcesz wiedzieć. Trudi, nalej nam jeszcze po jednym.
Brodacz odczekał, aż barmanka napełni szklanki całej trójki, potem upił łyk rumu oblizując łapczywie wargi.
- Skurczybyki przyjdą od południa, drogą od strony Jean - powiedział po chwili, spoglądając znacząco na albinosa - Musimy wystawić Ringo na widok i złapać Cobba w zasadzkę. Albo ich wystrzelamy przy przekazaniu handlarza albo po nas.
- Nawet nie lampy! - odezwał się głośno chudzielec - Patrzcie, parę części się obluzowało jak radio spadło.
Docisnąwszy coś w środku urządzenia mężczyzna postawił radio na kontuarze i zaczął naciskać klawisze na jego obudowie, kręcąc jednocześnie gałką. Trwające ledwie sekundę suche trzaski ustąpiły miejsca płynącej z głośnika jazzowej piosence, budząc szczery uśmiech na twarzy Trudi.
W ogień poszedł Dryg 5, Technika 4 oraz Flaki z olejem - naprawdę piękna kombinacja! Test trudny (PT 4+k10), z drugiej strony algorytm 5+1k12+1k4. Wyrzuciłem odpowiednio 8, 10 i 4, co dzięki sumie 19 oznacza naprawienie radioodbiornika!
W linku poniżej Nat King Cole w piosence "Love Me as Though There Were No Tomorrow".
http://www.youtube.com/watch?v=ALXfCIhrHvk
W linku poniżej Nat King Cole w piosence "Love Me as Though There Were No Tomorrow".
http://www.youtube.com/watch?v=ALXfCIhrHvk
Ostatnio zmieniony 16 maja 2014, 23:40 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
- Kurwa. Gdzie do cholery jest południe? Aha, tam - biały palec skierował się lekko na lewo od nadszarpniętego zębem czasu budynku szkoły. - Czyli przyjdą tamtą drogą. Musimy ich wciągnąć gdzieś tak na wysokość sklepu, żeby móc ich ostrzelać zarówno stąd, ze sklepu i zza skał tak, aby przynajmniej kilka osób strzelało im w plecy. Czyli Ringo będzie prawdopodobnie trzeba przekazać na ganku sklepu. Macie pojęcie ile mniej więcej ich może być?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, strzelnica za salonem
Strzelnica Sunny znajdowała się na tyłach baru i niezbyt przypominała profesjonalne miejsce do ćwiczenia w posługiwaniu się bronią palną. Na kilku drewnianych regałach stały puste butelki po napojach alkoholowych, uszeregowane według rozmiarów. Murowana ściana budynku pełna była wgłębień po pociskach znaczących miejsca, gdzie uderzyły one w pokryte łuszczącym się tynkiem cegły.
Jasnowłosa dziewczyna podała mężczyźnie małokalibrowy karabinek myśliwski, identyczny jak jej własna broń i wyciągnięty w drodze przez zaplecze z jakiejś szafy.
- Weatherby 380, kalibru 5.56 mm - oświadczyła Sunny - Pięciostrzałowy, ręcznie przeładowywany. Rzadko się psuje, łatwo dostać do niego części, ma kiepskie przebicie pancerza, innych grzechów nie pamiętam.
Zabijaka wziął karabinek do ręki, obejrzał go uważnie z wszystkich stron, zważył w dłoni.
- Niektórzy się ze mnie śmieją, że strzelam z gnata na szczury, ale kto potrafi się tym posłużyć, poradzi sobie nawet z człowiekiem w kamizelce.
Sunny poprawiła pasek swego karabinka, kiwnęła głową w kierunku regału z butelkami.
- Masz pełny magazynek - powiedziała - Pokaż, co potrafisz.
[center]
[/center]
Strzelnica Sunny znajdowała się na tyłach baru i niezbyt przypominała profesjonalne miejsce do ćwiczenia w posługiwaniu się bronią palną. Na kilku drewnianych regałach stały puste butelki po napojach alkoholowych, uszeregowane według rozmiarów. Murowana ściana budynku pełna była wgłębień po pociskach znaczących miejsca, gdzie uderzyły one w pokryte łuszczącym się tynkiem cegły.
Jasnowłosa dziewczyna podała mężczyźnie małokalibrowy karabinek myśliwski, identyczny jak jej własna broń i wyciągnięty w drodze przez zaplecze z jakiejś szafy.
- Weatherby 380, kalibru 5.56 mm - oświadczyła Sunny - Pięciostrzałowy, ręcznie przeładowywany. Rzadko się psuje, łatwo dostać do niego części, ma kiepskie przebicie pancerza, innych grzechów nie pamiętam.
Zabijaka wziął karabinek do ręki, obejrzał go uważnie z wszystkich stron, zważył w dłoni.
- Niektórzy się ze mnie śmieją, że strzelam z gnata na szczury, ale kto potrafi się tym posłużyć, poradzi sobie nawet z człowiekiem w kamizelce.
Sunny poprawiła pasek swego karabinka, kiwnęła głową w kierunku regału z butelkami.
- Masz pełny magazynek - powiedziała - Pokaż, co potrafisz.
[center]
[/center]
Zaprezentowany na ilustracji karabinek 5.56 mm umożliwia strzelanie pojedynczymi pociskami, stąd testy opierają się na Koordynacji, w przypadku zabijaki wynoszącej 4. W połączeniu z Siewcą ołowiu 4 test wygląda następująco: 4+1k12 przeciwko PT 3+1k8. PT definitywne 8, wyrzucam dla Aravena pięć wartości 1k12: 5, 12, 5, 12, 6. Wszystkie strzały celne!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, główna ulica
David Gottschalk przebywał w Goodsprings od czterech dni i czas ten wystarczył pastorowi aż w nadmiarze do poznania niewielkiej osady, od cmentarnego wzgórza do zrujnowanej szkoły i odległego o pół godziny marszu ujęcia wody, z którego korzystali miejscowi osadnicy. Tutejsi ludzie traktowali go z pewnym szacunkiem, aczkolwiek unikali zawierania zbytniej znajomości z wędrownym kaznodzieją, poświęcając całą uwagę znojom codziennego życia. Społeczność Goodsprings liczyła w opinii pastora jakieś dwa tuziny mieszkańców i według słów doktora Mitchella stale się zmniejszała.
Osadnicy wyjeżdżali do Nowego Vegas, gdzie łatwiej się im było utrzymać z pracy na farmach zaopatrujących w żywność wojsko RNK i bogate rody rządzące bajecznie kolorowym Stripem. Niektórzy załapali się do kamieniołomów w Sloan, inni wrócili poprzez Przyczółek Mojave z powrotem do Kalifornii porzucając marzenia o budowaniu nowego życia w Nevadzie.
Dwa tuziny najbardziej upartych, zawziętych bądź nie mających już nic do stracenia śmiałków wciąż egzystowały w Goodsprings, ale złe czasy tylko pogarszały ich sytuację. W przeciągu kilku ostatnich miesięcy ruch na autostradach łączących Przyczółek Mojave z Nowym Vegas praktycznie zniknął, a kiedy wojskowe patrole przestały pilnować dróg, wyległy na nie brutalne autostradowe gangi. Handel stanął w miejscu i dochody żyjących z przejezdnych gości osadników mocno spadły.
- Trudi już powiedziała swoje, ale ja też chcę podziękować - przerwał milczenie siwowłosy doktor, rozglądający się uważnie po peryferiach Goodsprings w drodze na wzniesienie, na którym znajdował się jego dom i sąsiadująca z nim opuszczona stacja benzynowa.
- Gdyby nie twoja surowica, doktorze, mógłbym już nie żyć - wzruszył w odpowiedzi ramionami Gottschalk - Widać Bóg nie chciał, by zabił mnie mrówczany jad, ale bez twojej pomocy jego plan byłby się nie powiódł. Potraktujcie moją pomoc za gest wdzięczności.
Mitchell skinął głową, uśmiechnął się zdawkowo.
- Dzisiejszy dzień może się dla nas okazać początkiem końca, jeśli nie zachowamy najwyższej ostrożności - podjął po chwili rozmowę - Nie popieram zabijania, to stoi w sprzeczności z moimi przekonaniami, ale rozumiem, w jak trudnej sytuacji znalazło się Goodsprings. Z Kajdaniarzami można negocjować wyłącznie z pozycji siły, dlatego poparłem dzisiaj Sunny... niepokoją mnie tylko ci trzej chłopcy z wspólnej mogiły... nie potrafię wyrobić sobie na ich temat zdania... nie przyłapałem żadnego z nich na zachowaniu mogącym sugerować, że ta historia z grupową amnezją to ściema, ale strasznie ciężko mi w to uwierzyć. W dziedzinie medycyny byłby to naprawdę wyjątkowy przypadek. Co o tym myślisz, pastorze?
David Gottschalk przebywał w Goodsprings od czterech dni i czas ten wystarczył pastorowi aż w nadmiarze do poznania niewielkiej osady, od cmentarnego wzgórza do zrujnowanej szkoły i odległego o pół godziny marszu ujęcia wody, z którego korzystali miejscowi osadnicy. Tutejsi ludzie traktowali go z pewnym szacunkiem, aczkolwiek unikali zawierania zbytniej znajomości z wędrownym kaznodzieją, poświęcając całą uwagę znojom codziennego życia. Społeczność Goodsprings liczyła w opinii pastora jakieś dwa tuziny mieszkańców i według słów doktora Mitchella stale się zmniejszała.
Osadnicy wyjeżdżali do Nowego Vegas, gdzie łatwiej się im było utrzymać z pracy na farmach zaopatrujących w żywność wojsko RNK i bogate rody rządzące bajecznie kolorowym Stripem. Niektórzy załapali się do kamieniołomów w Sloan, inni wrócili poprzez Przyczółek Mojave z powrotem do Kalifornii porzucając marzenia o budowaniu nowego życia w Nevadzie.
Dwa tuziny najbardziej upartych, zawziętych bądź nie mających już nic do stracenia śmiałków wciąż egzystowały w Goodsprings, ale złe czasy tylko pogarszały ich sytuację. W przeciągu kilku ostatnich miesięcy ruch na autostradach łączących Przyczółek Mojave z Nowym Vegas praktycznie zniknął, a kiedy wojskowe patrole przestały pilnować dróg, wyległy na nie brutalne autostradowe gangi. Handel stanął w miejscu i dochody żyjących z przejezdnych gości osadników mocno spadły.
- Trudi już powiedziała swoje, ale ja też chcę podziękować - przerwał milczenie siwowłosy doktor, rozglądający się uważnie po peryferiach Goodsprings w drodze na wzniesienie, na którym znajdował się jego dom i sąsiadująca z nim opuszczona stacja benzynowa.
- Gdyby nie twoja surowica, doktorze, mógłbym już nie żyć - wzruszył w odpowiedzi ramionami Gottschalk - Widać Bóg nie chciał, by zabił mnie mrówczany jad, ale bez twojej pomocy jego plan byłby się nie powiódł. Potraktujcie moją pomoc za gest wdzięczności.
Mitchell skinął głową, uśmiechnął się zdawkowo.
- Dzisiejszy dzień może się dla nas okazać początkiem końca, jeśli nie zachowamy najwyższej ostrożności - podjął po chwili rozmowę - Nie popieram zabijania, to stoi w sprzeczności z moimi przekonaniami, ale rozumiem, w jak trudnej sytuacji znalazło się Goodsprings. Z Kajdaniarzami można negocjować wyłącznie z pozycji siły, dlatego poparłem dzisiaj Sunny... niepokoją mnie tylko ci trzej chłopcy z wspólnej mogiły... nie potrafię wyrobić sobie na ich temat zdania... nie przyłapałem żadnego z nich na zachowaniu mogącym sugerować, że ta historia z grupową amnezją to ściema, ale strasznie ciężko mi w to uwierzyć. W dziedzinie medycyny byłby to naprawdę wyjątkowy przypadek. Co o tym myślisz, pastorze?
Luźna konwersacja w drodze poprzez osadę...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, strzelnica za salonem
Jasnowłosy zabijaka strzelał pewnymi metodycznymi ruchami, wstrzymując oddech na ułamek chwili przed naciśnięciem spustu, przeładowując karabinek w stałym rytmie i ponownie składając się w sekundzie do następnego strzału. Pięć szklanych butelek rozprysnęło się na wszystkie strony pod impetem uderzających w nie pocisków, a grudki jasnego tynku uformowały w powietrzu niewielkie obłoczki w miejscach, gdzie kawałki zdeformowanego ołowiu wbijały się w grubą ceglaną ścianę salonu.
Po wystrzeleniu piątego naboju mężczyzna przekręcił Weatherby'ego w ręce, spojrzał na gniazdo magazynka, po czym wyciągnął go pewnym ruchem demonstrując dziewczynie puste wnętrze.
- Nieźle - cmoknęła z niechętnym uznaniem Sunny, wyciągając z kieszeni swych spodni drugi magazynek i rzucając go w stronę kompana. Zabijaka złapał przedmiot w powietrzu, okręcił magazynek w palcach jednej dłoni, zatrzasnął w jednej chwili w karabinku i przeładował broń z metalicznym trzaskiem.
- Jesteś myśliwym? Łowcą nagród? Czy może wojskowym? - zapytała Sunny sięgając dłonią do innej kieszeni i wyciągając z niej zapakowany w kolorową folię czekoladowy batonik. Widząc przekąskę jasnowłosy mężczyzna znieruchomiał zauważalnie, w jednej chwili uświadamiając sobie jak bardzo był głodny. Sunny w lot pojęła znaczenie tego spojrzenia, westchnęła rozdzierając folię i łamiąc batonik na dwie części. Poczęstowany czekoladką nieznajomy pochłonął ją w jednej chwili, oblizując łapczywie palce.
- Niektórzy z was mogą nam nie wierzyć, ale to prawda, co mówi wasz doktor - odrzekł po chwili, układając karabinek w zgięciu łokcia - Mam zupełną zaćmę w głowie, nie pamiętam kompletnie niczego. Mogę być kimkolwiek, może nawet prezydentem RNK albo prorokiem Najwyższego, ale nie mam o tym pojęcia.
- Dobrze radzisz sobie z bronią - zauważyła Sunny, zjadając swoją połowę batonika w znacznie bardziej dystyngowany sposób - Znasz się na tym. Ten Weatherby należy do Trudi, ale ona z niego nie korzysta, bo nie poluje, a w barze wystarcza jej rewolwer. Jeśli się dzisiaj dobrze sprawisz, możesz go zatrzymać.
- Z jednym magazynkiem wiele nie zwojuję - odparł jasnowłosy potrząsając lekko bronią.
- O to się nie martw, mam spory zapas - machnęła dłonią Sunny - Zastanawiam się nad dobrym stanowiskiem dla nas obojga i myślę, że najlepiej byłoby przyczaić się na dachu salonu albo na sklepie Cheta, to ten sąsiedni budynek. Z góry będziemy mieli dobre pole ostrzału, a wcześniej jeszcze lepsze stanowisko obserwacyjne.
Jasnowłosy zabijaka strzelał pewnymi metodycznymi ruchami, wstrzymując oddech na ułamek chwili przed naciśnięciem spustu, przeładowując karabinek w stałym rytmie i ponownie składając się w sekundzie do następnego strzału. Pięć szklanych butelek rozprysnęło się na wszystkie strony pod impetem uderzających w nie pocisków, a grudki jasnego tynku uformowały w powietrzu niewielkie obłoczki w miejscach, gdzie kawałki zdeformowanego ołowiu wbijały się w grubą ceglaną ścianę salonu.
Po wystrzeleniu piątego naboju mężczyzna przekręcił Weatherby'ego w ręce, spojrzał na gniazdo magazynka, po czym wyciągnął go pewnym ruchem demonstrując dziewczynie puste wnętrze.
- Nieźle - cmoknęła z niechętnym uznaniem Sunny, wyciągając z kieszeni swych spodni drugi magazynek i rzucając go w stronę kompana. Zabijaka złapał przedmiot w powietrzu, okręcił magazynek w palcach jednej dłoni, zatrzasnął w jednej chwili w karabinku i przeładował broń z metalicznym trzaskiem.
- Jesteś myśliwym? Łowcą nagród? Czy może wojskowym? - zapytała Sunny sięgając dłonią do innej kieszeni i wyciągając z niej zapakowany w kolorową folię czekoladowy batonik. Widząc przekąskę jasnowłosy mężczyzna znieruchomiał zauważalnie, w jednej chwili uświadamiając sobie jak bardzo był głodny. Sunny w lot pojęła znaczenie tego spojrzenia, westchnęła rozdzierając folię i łamiąc batonik na dwie części. Poczęstowany czekoladką nieznajomy pochłonął ją w jednej chwili, oblizując łapczywie palce.
- Niektórzy z was mogą nam nie wierzyć, ale to prawda, co mówi wasz doktor - odrzekł po chwili, układając karabinek w zgięciu łokcia - Mam zupełną zaćmę w głowie, nie pamiętam kompletnie niczego. Mogę być kimkolwiek, może nawet prezydentem RNK albo prorokiem Najwyższego, ale nie mam o tym pojęcia.
- Dobrze radzisz sobie z bronią - zauważyła Sunny, zjadając swoją połowę batonika w znacznie bardziej dystyngowany sposób - Znasz się na tym. Ten Weatherby należy do Trudi, ale ona z niego nie korzysta, bo nie poluje, a w barze wystarcza jej rewolwer. Jeśli się dzisiaj dobrze sprawisz, możesz go zatrzymać.
- Z jednym magazynkiem wiele nie zwojuję - odparł jasnowłosy potrząsając lekko bronią.
- O to się nie martw, mam spory zapas - machnęła dłonią Sunny - Zastanawiam się nad dobrym stanowiskiem dla nas obojga i myślę, że najlepiej byłoby przyczaić się na dachu salonu albo na sklepie Cheta, to ten sąsiedni budynek. Z góry będziemy mieli dobre pole ostrzału, a wcześniej jeszcze lepsze stanowisko obserwacyjne.
Przypuszczam, że Araven przegapił wcześniejszy wpis dla swej postaci, bo nie doczekałem się okrzyków zachwytu po swoich rzutach na trafienie! 
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Wiem, że to oklepany frazes, ale "niezbadane są ścieżki Pana". To pan, doktorze Mitchell, jest lekarzem, a nie ja. Z pewnością widział pan i słyszał o całej masie przeróżnych przypadków, ale to nie znaczy, że w swej praktyce już nie będzie pan świadkiem czegoś nowego. Lecz nie ich amnezja mnie ciekawi i martwi zarazem. Oni wydają się porządnymi ludźmi, ale czy takimi pozostaną, gdy opadnie zasłona niepamięci?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, Prospector Saloon
Chet ześlizgnął się z barowego stołka, trącił albinosa dłonią w ramię zapraszając go tym gestem do przechadzki.
- Kiedy przychodzili wcześniej, trzymali się w grupach po pięciu, sześciu - wyjaśnił brodacz - Wszyscy pod bronią i bardzo zaczepni. Raz omal nie pobili się z naszymi o jakąś kompletną głupotę i tylko Cobb ich przed tym powstrzymał, ale on i tak wydaje się najgorszy z nich wszystkich. Kawał skurwysyna, sami przecież widzieliście.
- Niczego przypadkiem na nowo nie popsuj - albinos pozwolił sobie na nieco kąśliwą uwagę pod adresem wsłuchanego w jazzową piosenkę chudzielca, siedzącego na swoim stołku z rozanieloną miną, która przydawała jego obliczu prawdziwie głupawego wyrazu.
- Gdzie idziecie? - spytała Trudi, z miejsca odzyskując poważną minę i spoglądając badawczo na Cheta.
- Przejść się po okolicy, a potem do sklepu - odrzekł brodacz - Chłopak dobrze główkuje, może coś z tego wyjdzie. Do wieczora tylko kilka godzin, szybko zleci. Musimy powiadomić wszystkich pozostałych, co zdecydowaliśmy, a potem zacząć się szybko przygotowywać, bardzo szybko.
- Macie tu sklep? - zainteresował się chudzielec - Taki prawdziwy?
- Nie, taki udawany - odparł z przekąsem Chet - Mamy, ale to mój interes i myślę, że na nic cię tam nie będzie stać, więc nie nalegam na wizytę.
Piosenka w radiu dobiegła końca i z głośnika popłynął niski męski głos, nieco chrapliwy, ale wręcz przykuwający do miejsca mesmerycznym brzmieniem.
- Witam ponownie, panie i panowie. Mówi Mister New Vegas. Dziękuję wam za to, że jesteście ze mną. Śpiewał dla was niezapomniany Nat King Cole, a teraz pora na garść wiadomości.
Gotujący się do wyjścia Chet okręcił się na pięcie i znieruchomiał oparty o drewniany kontuar.
- Sponsorem dzisiejszego serwisu jest Kasyno Gomorra. Gomorra: twój sekret pozostanie naszą tajemnicą. A teraz wiadomości.
- Na linii frontu wciąż cisza przed burzą. Nieoficjalne informacje z kręgów wojskowych mówią o kilkunastu próbach forsowania Kolorado tygodniowo, w wykonaniu niewielkich grup zwiadowczych Legionu. Podróżni poruszający się w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki proszeni są o zachowanie najwyższej ostrożności, a także zgłaszanie patrolom Republiki wszelkich niepokojących spostrzeżeń. Garnizony RNK obsadzające nadrzeczne posterunki oraz bazę na Zaporze Hoovera dokładają wszelkich starań w celu zapewnienia bezpieczeństwa na wysokości Kolorado, ale nie biorą odpowiedzialności za straty materialne oraz ewentualny uszczerbek na zdrowiu doznany na chronionych przez nie drogach. Niepotwierdzone plotki pozwalają mniemać, że generał Lee Oliver zamierza przenieść swą kwaterę główną z Camp McCarran na Zaporę Hoovera, by zyskać większą kontrolę nad działaniami prewencyjnymi na linii Kolorado. Wszystko wskazuje na to, że ochrona Zapory przed Legionem Cezara jest w tej chwili bezwzględnym priorytetem korpusu ekspedycyjnego Republiki.
- Docierają do mnie niepokojące wieści z Primm. Wędrowni handlarze zgłosili obecność w miasteczku dużej grupy uzbrojonych i wyraźnie wrogo nastawionych ludzi, uniemożliwiających karawanom wejście do osady bez uprzedniego uiszczenia wygórowanego myta. Podobno okupujący Primm bojówkarze nie pozwalają też nawiązać kontaktu z mieszkańcami osady, a obsadzający po sąsiedzku posterunek drogowy kalifornijscy żołnierze nie interweniują...
- Kurwa mać! - nie wytrzymał Chet, uderzając zaciśniętą pięścią w blat kontuaru. Trudi natychmiast spiorunowała go wzrokiem.
- ...wciąż oczekujemy na oficjalny komentarz w tej sprawie ze strony przedstawicieli Republiki, ale ambasada RNK na Stripie nie wystosowała do tej pory żadnego oświadczenia. Anonimowi komentatorzy sugerują, że niecodzienna opieszałość sił Republiki w tym przypadku może być działaniem zamierzonym i uwarunkowanym politycznie. Jak wszyscy pamiętacie, w ubiegłym roku w drodze powszechnego referendum mieszkańcy Primm odrzucili propozycję podpisania umowy stowarzyszeniowej z RNK, decydując się zachować swą niezależność podatkową. Być może kalifornijscy politycy z otoczenia prezydenta Kimballa próbują teraz wzmocnić naciski wywierane na pograniczne osady w Nevadzie, udowadniając na przykładzie Primm korzyści płynące ze statusu protektoratu RNK.
- Panie i panowie, kolejne wiadomości dzisiaj o dwudziestej, a teraz trochę muzyki...
Chet ześlizgnął się z barowego stołka, trącił albinosa dłonią w ramię zapraszając go tym gestem do przechadzki.
- Kiedy przychodzili wcześniej, trzymali się w grupach po pięciu, sześciu - wyjaśnił brodacz - Wszyscy pod bronią i bardzo zaczepni. Raz omal nie pobili się z naszymi o jakąś kompletną głupotę i tylko Cobb ich przed tym powstrzymał, ale on i tak wydaje się najgorszy z nich wszystkich. Kawał skurwysyna, sami przecież widzieliście.
- Niczego przypadkiem na nowo nie popsuj - albinos pozwolił sobie na nieco kąśliwą uwagę pod adresem wsłuchanego w jazzową piosenkę chudzielca, siedzącego na swoim stołku z rozanieloną miną, która przydawała jego obliczu prawdziwie głupawego wyrazu.
- Gdzie idziecie? - spytała Trudi, z miejsca odzyskując poważną minę i spoglądając badawczo na Cheta.
- Przejść się po okolicy, a potem do sklepu - odrzekł brodacz - Chłopak dobrze główkuje, może coś z tego wyjdzie. Do wieczora tylko kilka godzin, szybko zleci. Musimy powiadomić wszystkich pozostałych, co zdecydowaliśmy, a potem zacząć się szybko przygotowywać, bardzo szybko.
- Macie tu sklep? - zainteresował się chudzielec - Taki prawdziwy?
- Nie, taki udawany - odparł z przekąsem Chet - Mamy, ale to mój interes i myślę, że na nic cię tam nie będzie stać, więc nie nalegam na wizytę.
Piosenka w radiu dobiegła końca i z głośnika popłynął niski męski głos, nieco chrapliwy, ale wręcz przykuwający do miejsca mesmerycznym brzmieniem.
- Witam ponownie, panie i panowie. Mówi Mister New Vegas. Dziękuję wam za to, że jesteście ze mną. Śpiewał dla was niezapomniany Nat King Cole, a teraz pora na garść wiadomości.
Gotujący się do wyjścia Chet okręcił się na pięcie i znieruchomiał oparty o drewniany kontuar.
- Sponsorem dzisiejszego serwisu jest Kasyno Gomorra. Gomorra: twój sekret pozostanie naszą tajemnicą. A teraz wiadomości.
- Na linii frontu wciąż cisza przed burzą. Nieoficjalne informacje z kręgów wojskowych mówią o kilkunastu próbach forsowania Kolorado tygodniowo, w wykonaniu niewielkich grup zwiadowczych Legionu. Podróżni poruszający się w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki proszeni są o zachowanie najwyższej ostrożności, a także zgłaszanie patrolom Republiki wszelkich niepokojących spostrzeżeń. Garnizony RNK obsadzające nadrzeczne posterunki oraz bazę na Zaporze Hoovera dokładają wszelkich starań w celu zapewnienia bezpieczeństwa na wysokości Kolorado, ale nie biorą odpowiedzialności za straty materialne oraz ewentualny uszczerbek na zdrowiu doznany na chronionych przez nie drogach. Niepotwierdzone plotki pozwalają mniemać, że generał Lee Oliver zamierza przenieść swą kwaterę główną z Camp McCarran na Zaporę Hoovera, by zyskać większą kontrolę nad działaniami prewencyjnymi na linii Kolorado. Wszystko wskazuje na to, że ochrona Zapory przed Legionem Cezara jest w tej chwili bezwzględnym priorytetem korpusu ekspedycyjnego Republiki.
- Docierają do mnie niepokojące wieści z Primm. Wędrowni handlarze zgłosili obecność w miasteczku dużej grupy uzbrojonych i wyraźnie wrogo nastawionych ludzi, uniemożliwiających karawanom wejście do osady bez uprzedniego uiszczenia wygórowanego myta. Podobno okupujący Primm bojówkarze nie pozwalają też nawiązać kontaktu z mieszkańcami osady, a obsadzający po sąsiedzku posterunek drogowy kalifornijscy żołnierze nie interweniują...
- Kurwa mać! - nie wytrzymał Chet, uderzając zaciśniętą pięścią w blat kontuaru. Trudi natychmiast spiorunowała go wzrokiem.
- ...wciąż oczekujemy na oficjalny komentarz w tej sprawie ze strony przedstawicieli Republiki, ale ambasada RNK na Stripie nie wystosowała do tej pory żadnego oświadczenia. Anonimowi komentatorzy sugerują, że niecodzienna opieszałość sił Republiki w tym przypadku może być działaniem zamierzonym i uwarunkowanym politycznie. Jak wszyscy pamiętacie, w ubiegłym roku w drodze powszechnego referendum mieszkańcy Primm odrzucili propozycję podpisania umowy stowarzyszeniowej z RNK, decydując się zachować swą niezależność podatkową. Być może kalifornijscy politycy z otoczenia prezydenta Kimballa próbują teraz wzmocnić naciski wywierane na pograniczne osady w Nevadzie, udowadniając na przykładzie Primm korzyści płynące ze statusu protektoratu RNK.
- Panie i panowie, kolejne wiadomości dzisiaj o dwudziestej, a teraz trochę muzyki...
Radio odgrywa w Nevadzie dużą rolę, nie tylko jako gwarant dobrej rozrywki, ale też nośnik bieżących wiadomości. Procjon, 8ART, jakieś reakcje odnośnie usłyszanych wieści ze świata?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, główna ulica
Dwaj mężczyźni zaczęli się wspinać po spękanej nawierzchni drogi na szczyt wzniesienia, uważnie stawiając stopy, by przypadkiem nie skręcić sobie w którejś ze szczelin stopy. David Gottschalk zerknął w stronę domostwa Mitchella oraz powiewającej przed nim na maszcie flagi stanowej Nevady, ale doktor najwyraźniej nie wybierał się do domu.
- Tam go trzymacie? - w głosie pastora pojawił się ton nagłego zrozumienia, kiedy jego wzrok padł na pozornie opuszczoną benzynową stację sąsiadującą z domostwem Mitchella.
- Nie trzymamy go, sam poprosił o schronienie - odpowiedział doktor - Nie wyznał, dlaczego Kajdaniarze go ścigają, ale panicznie się ich boi. Odizolowaliśmy go od reszty mieszkańców dla wspólnego bezpieczeństwa.
- Od dawna tu siedzi?
- Od trzech dni - odrzekł Mitchell - Dzień po twoim przybyciu i dzień przed wykopaniem tych biedaków z grobu. Rzekłbym wręcz, że takiego napływu niezapowiedzianych gości w tak krótkim czasie już dawno nie mieliśmy.
Gottschalk pokiwał głową, przypominając sobie głęboką gorączkę, która odebrała mu trzeźwość umysłu i władzę nad ciałem na dwa dni. Przez ten czas środkiem osady mógłby się przewalić cały tabun uciekających przed Kajdaniarzami handlarzy pokroju Ringa, a złożony mrówczym jadem pastor i tak nie miałby o nich najmniejszego pojęcia.
- Twierdzi, że pracuje dla Karmazynowej Karawany z Nowego Vegas - dodał doktor - Obiecywał nagrodę za pomoc, ale przecież nie robimy tego dla nagrody.
[center]
[/center]
Dwaj mężczyźni zaczęli się wspinać po spękanej nawierzchni drogi na szczyt wzniesienia, uważnie stawiając stopy, by przypadkiem nie skręcić sobie w którejś ze szczelin stopy. David Gottschalk zerknął w stronę domostwa Mitchella oraz powiewającej przed nim na maszcie flagi stanowej Nevady, ale doktor najwyraźniej nie wybierał się do domu.
- Tam go trzymacie? - w głosie pastora pojawił się ton nagłego zrozumienia, kiedy jego wzrok padł na pozornie opuszczoną benzynową stację sąsiadującą z domostwem Mitchella.
- Nie trzymamy go, sam poprosił o schronienie - odpowiedział doktor - Nie wyznał, dlaczego Kajdaniarze go ścigają, ale panicznie się ich boi. Odizolowaliśmy go od reszty mieszkańców dla wspólnego bezpieczeństwa.
- Od dawna tu siedzi?
- Od trzech dni - odrzekł Mitchell - Dzień po twoim przybyciu i dzień przed wykopaniem tych biedaków z grobu. Rzekłbym wręcz, że takiego napływu niezapowiedzianych gości w tak krótkim czasie już dawno nie mieliśmy.
Gottschalk pokiwał głową, przypominając sobie głęboką gorączkę, która odebrała mu trzeźwość umysłu i władzę nad ciałem na dwa dni. Przez ten czas środkiem osady mógłby się przewalić cały tabun uciekających przed Kajdaniarzami handlarzy pokroju Ringa, a złożony mrówczym jadem pastor i tak nie miałby o nich najmniejszego pojęcia.
- Twierdzi, że pracuje dla Karmazynowej Karawany z Nowego Vegas - dodał doktor - Obiecywał nagrodę za pomoc, ale przecież nie robimy tego dla nagrody.
[center]
[/center]
Doktor i pastor dotarli do kryjówki ściganego przez Kajdaniarzy wędrownego handlarza!
Albinos szybko wstał i opuścił pomieszczenie razem z Chetem.
- Panie Chet, pozostaje jeszcze kwestia jak możemy wykorzystać nasz dynamit - powiedział albinos już na zewnątrz i poprawił okulary przeciwsłoneczne. - Aż żal mi będzie patrzeć jeżeli będziemy po prostu ciskać laskami tego cudeńka w bandziorów. Trzeba z tym zrobić coś sensownego.
- Panie Chet, pozostaje jeszcze kwestia jak możemy wykorzystać nasz dynamit - powiedział albinos już na zewnątrz i poprawił okulary przeciwsłoneczne. - Aż żal mi będzie patrzeć jeżeli będziemy po prostu ciskać laskami tego cudeńka w bandziorów. Trzeba z tym zrobić coś sensownego.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, strzelnica za salonem
Jasnowłosy zabijaka zawiesił karabinek na ramieniu i przeniósł spojrzenie na górujące od strony północy cmentarne wzgórze, raz jeszcze powracając myślami do okoliczności, w jakich spotkali go mieszkańcy Goodsprings.
- Jak właściwie nas uratowaliście, co? - zapytał zerkając z ukosa na Sunny - Widzieliście tych, którzy nas zakopali?
- Nie - potrząsnęła przecząco głową dziewczyna, zbierając jednocześnie łuski, które wypadły z broni rozmówcy - Victor cię znalazł, nasz blaszak. Podobno zauważył w nocy światła na wzgórzu, podjechał to sprawdzić i znalazł świeży grób. Pobudził nas i zdążyliśmy odkopać ziemię. Jak przybiegłam na wzgórze, już tam nikogo nie było.
- Victor? - powtórzył z błyskiem w oku mężczyzna.
- To taki stary Sekuritron, który tu garażuje - wyjaśniła Sunny - Jest tu od zawsze, od kiedy pamiętam. Model policyjny, ale z autonomicznym oprogramowaniem decyzyjnym, przynajmniej tak twierdzi doktor Mitchell. Robi, co chce, jeździ, gdzie chce i nikogo się nie słucha, ale jest pomocny i się o nas troszczy, więc nie wchodzimy sobie w drogę.
- Jest tutaj, w osadzie? - upewnił się świeżo upieczony właściciel Weatherby'ego, nie potrafiąc przypomnieć sobie żadnego robota.
- Cały czas gdzieś tutaj się kręci - wzruszyła ramionami Sunny - A co, chcesz z nim pogadać? Nie wiem, czy mamy na to akurat teraz dość czasu...
Jasnowłosy zabijaka zawiesił karabinek na ramieniu i przeniósł spojrzenie na górujące od strony północy cmentarne wzgórze, raz jeszcze powracając myślami do okoliczności, w jakich spotkali go mieszkańcy Goodsprings.
- Jak właściwie nas uratowaliście, co? - zapytał zerkając z ukosa na Sunny - Widzieliście tych, którzy nas zakopali?
- Nie - potrząsnęła przecząco głową dziewczyna, zbierając jednocześnie łuski, które wypadły z broni rozmówcy - Victor cię znalazł, nasz blaszak. Podobno zauważył w nocy światła na wzgórzu, podjechał to sprawdzić i znalazł świeży grób. Pobudził nas i zdążyliśmy odkopać ziemię. Jak przybiegłam na wzgórze, już tam nikogo nie było.
- Victor? - powtórzył z błyskiem w oku mężczyzna.
- To taki stary Sekuritron, który tu garażuje - wyjaśniła Sunny - Jest tu od zawsze, od kiedy pamiętam. Model policyjny, ale z autonomicznym oprogramowaniem decyzyjnym, przynajmniej tak twierdzi doktor Mitchell. Robi, co chce, jeździ, gdzie chce i nikogo się nie słucha, ale jest pomocny i się o nas troszczy, więc nie wchodzimy sobie w drogę.
- Jest tutaj, w osadzie? - upewnił się świeżo upieczony właściciel Weatherby'ego, nie potrafiąc przypomnieć sobie żadnego robota.
- Cały czas gdzieś tutaj się kręci - wzruszyła ramionami Sunny - A co, chcesz z nim pogadać? Nie wiem, czy mamy na to akurat teraz dość czasu...
Znalazł się potencjalny świadek Waszego pogrzebu, tutejszy robot obronny!