PBF - Memento mori

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 11 sierpnia 2014, 14:12

[offtopic]Chłopaki. Rikandur gdzieś przepadł w najistotniejszym momencie, w końcu to przemiana. Zdecydujcie, czy lecimy dalej i będę go ciągnął, czy pauzujemy? Nie mam żadnego info, kiedy się go spodziew[/offtopic]ać.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 11 sierpnia 2014, 14:51

Jesli to tylko kwestia jednego wpisu, to ja bym ciagnal dalej, ale jesli masz jakies specjalne plany i niespodzianki co do postaci Rikandura to zaczekajmy ewentualnie.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 11 sierpnia 2014, 14:55

[offtopic]Popieram 8art.[/offtopic]
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 11 sierpnia 2014, 16:46

Lecimy dalej, wpis Rikandur bachnie jako retrospekcję.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 11 sierpnia 2014, 17:35

[offtopic]Za chwilę sesja real, więc pociągniemy dalej jutro.[/offtopic]

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 12 sierpnia 2014, 11:47

Von Rundstedt wpatrywał się w zmieniające się w szalonym tempie barwy nocy. Świat wokół wirował i tańczył skąpany w posępnym dance macabre. Ogłuszony, upojony ogromem nowych doznań z wolna zdawał się powracać do naturalnego funkcjonowania.
Wszystko wokół przeczyło jednak naturze. Wola boska, czy też ponure przeznaczenie sprowadziły go na nową ścieżkę.
Chciał westchnąć, lecz jego ciało pozbawione było oddechu za sprawą niezrozumiałej potęgi, którą poczuł w sobie. Wciąż nie wiedział, darem była, li przekleństwem.
Przyglądał się przemianie templariusza, czuł niewytłumaczalną więź ze swoim stwórcą i wątłą nić zazdrości, gdy Nova Arpad użyczyła Buonafioriemu swej cudownej krwi.
W chwilę później coś zwróciło jego uwagę.

Powolnym krokiem, jak gdyby każde jej stąpnięcie było szeptem z karocy zstąpiła na ziemię nieziemskiej urody niewiasta, odziana w białą szatę podobną do tych, które przywdziewa się nieboszczkom przed pochówkiem. Włos jej jednak, niczym męża sędziwego pokryty był bielą lśniącą intensywnie, kojąco oddając się delikatnym podmuchom wiatru. Oblicze jej niejedno serce mogłoby przyprawić o zawrót głowy, a rycerza młodego skłonić do ślubów.
Nieskazitelnie czyste oblicze znienacka pokryło znamię wściekłości. Zrazu pojawiła się przy Arpad łapiąc ją za rękę.
Spojrzenia obu dam spotkały się, a oczy białowłosej rozgorzały gniewem. Poczęły wyrzucać sobie, kłócić się, lecz Rundstedt nic z owej mowy pojąć nie zdołał. Zgadywał jedynie, że kłótnia odbywa się w języku węgierskim.

Gotów był ruszyć na pomoc swej... matce. Tak, czuł że w jakiś mistyczny sposób Nova stała się dlań w owym mrocznym, nowym świecie matką. Czuł jednak wielki respekt przed tą, z którą wdała się w przedłużającą dystputę.

Domyślił się, że różnica zdań dotyczyła jego i Buonafioriego. Białowłosa była wściekła, Nova odpowiadała kpiącym uśmiechem.

Dosiadła jednego z koni. Rundstedt pozostał wraz z Buonafiorim i Novą przy karocy. Uprzejmy ton Arpad w jednej chwili zmienił się w bezdyskusyjny rozkaz.

Posilcie się krwią umierających, lecz nie tych, któych krew już wystygła. Potem porzućcie ich ciała w głębokim lesie. Musicie zdążyć przed świtem inaczej zabiją was pierwsze promienie słońca.

Po czym odwróciła się wsiadając na powrót do karocy.

[center]***[/center]

Kurczowo łapał się nadwyrężonego rozsądku usiłując skupić się na tym, co potrafił najlepiej- na leczeniu. Podszedł Mikulas ku Konradowi, lecz ten mimo walki z przeklętymi jaką stoczył wydawał się w dobrej formie. W chłodnym nocnym powietrzu jego oblicze wyglądało blado. Odmówił jednak pomocy wskazując na poległych.
Trzeba nam ich pochować chrześcijańskim obyczajem.

Sługa jego, Hlava zdawał się przyjmować całe zajście nad podziw spokojnie. Rzekł wreszcie.

Panie rycerzu! Widzi mi się, żeście się wąpierzem stali. Jeśli taka Wasza wola dalej będę Wam służył, a jeśli ochotę szlachetny Panie Nałęcz wyrazisz, swoje słowo rzeknę w tej sprawie.

Oczy jego rozbłysły zachwytem podobnym książętom wpatrującym się w kosztowności.
Wygląda na to, że Hlava wie coś więcej o wampirach. Co prawda lud epoki wierzy w wilkołaki, upiory, wampiry, strzygi, duchy i wszelkie piekielne szkaradztwa, jednak sługa Konrada zachowuje się, jakby miał już do czynienia z podobnymi istotami.
Ostatnio zmieniony 12 sierpnia 2014, 12:01 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 12 sierpnia 2014, 14:00

Wąpierzem?, czemu tak myślisz Hlava, mów co wiesz i to szybko.
W umyśle Nałęcza kołatało się takie podejrzenie, ale dopiero słowa Hlavy sprawiły, że rycerz zaczął je brać na poważnie.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 sierpnia 2014, 18:22

Gdyby kto kiedy nakazał Rundstedowi chłeptać ludzką krew i pastwić się w takowy sposób nad umierającymi, to nakazałby go lać bizunem do śmierci, ale dziś takie polecenie zabrzmiało w uszach starościca niczym przyzwolenie do zasiądnięcia do wieczerzy. A do stołu podano dziś na wpół żywych ludzi...

Erchard oblizał się i poczuł jak para górnych głów perwersyjnie uciska dolną wargę. Nie czekając na nic rzucił się na rannego templariusza dając w końcu upust bestii rozrywającej serce szlachcica. Człowiek krzyknął przerażony, ale to co kiedyś dla Rundsteda wydawało się czymś niezrozumiale bestialskim, było teraz niczym przyjęcie uświęconej hostii.

Poczuł w ustach najsłodszy smak boskiego amarantu i odpłynął pośród słabnącego jęku umierającego człowieka.

Bestia w końcu wypuściła z żelaznego uścisku trzewia Rundstedta. Mężczyzna powoli podniósł się znad ofiar, oblizując ostatnie krople krwi. Stanął nad zwłokami i spojrzał w oczy trupa, którego krew płynęła teraz w żyłach wampira.

Padł na kolana, gdy dotarło do niego czego się właśnie dopuścił:

- Chrystusie przenajświętszy... Com ja uczynił? - krwawa łza wypłynęła na lico wampira. Obiecał sobie, że już nigdy nie zabije człowieka opanowany żądzą głodu.

- Trza im pomóc, a nie mordować...

Wątek techniczny

Jeśli są jeszcze jacyś ranni, to Rudnstedt udzieli im medycznej pomocy, być może wspartej swoimi "nowymy zdolnościamy".

Hmmmm, ja to współczuje padre Buenafiori. Ułomność naszego klanu zmusza nas do spania w domu, lub posiadania ziemi z domu. Rundstedt to daleko nie ma, ale do Włoszech do droga daleka...:D

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 13 sierpnia 2014, 11:19

echh... dobry Panie... -Hlava podjął niepewnie, wzrokiem błądząc po skrzypiących koronach drzew.

Jam kiedyś już na służbie u jednego takiego.. był.. alem wolał o tym nie rozpowiadać, co by mnie żarem nie chcieli tego wybić z głowy jacyś nazbyt gorliwi kościołowi ludzie.. Panie, trzeba Ci się przed słońcem skryć, schronienia szukać, a i siły uzupełnić zanim.. zanim Cię potrzeba nieodparta najdzie.

Tych tu ja pochowam, za dnia. Zdaje mi się, że będziecie Panie dalej z onym rycerzem podróżować, tedy trzeba Wam jakiś środek lokomocji bezpieczny znaleźć, albo uprosić o miejsce w karocy. Zrazu było widać, że ona przez nie byle jakiego rzemieślnika poczyniona.

Słuchał Konrad słów wiernego sługi, a im bardziej słuchał, tym mocniej zwężały się źrenice jego. Myśli swych jednak, ni targających jego pełnym wątpliwości duchem uczuć zdradzać nie chciał. Słuchał tedy opowieści Hlavy, na nowo odkrywając człeka, który wiele lat prostym zdawał się jedynie sługą.
Spoiler!
Technicznie- wyszedł Ci dobrze rzut na Spryt+śledztwo. Wśród słów Hlavy znajdujesz kilka wskazówek świadczących o tym, że wiedział iż eskortować będziecie karocę przewożącą wampiry. Nie masz jednak wrażenia, że chciał Cię narażać na niebezpieczeństwo, choć jesteś wysoce przekonany, że działał w czyimś konkretnym interesie.
Hlava w dalszych słowach zdradzi Ci sekrety nieżycia. Zagrożenia ze strony innych wampirów i możliwości płynące z przekazywania swej krwi jemu.
Słuchał tych opowieści strasznych Mikulas, a sercem sposobił się już ku wieloletniej pielgrzymce do ziemi świętej, gdzie grzechy swoje zaszłe mógły odpokutować. Część jego jednak mroczna, ponura i głęboko w środku drzemiąca chłonęła łakomie wiedzę, która szokowała jego wieloletnie naukowe wykształcenie. Uszy nadstawił, by wywiedzieć się jak najwięcej, ani spostrzegł białej damy jaka zbliżyła się doń na wierzchowcu bojowym, jednym z tych przez templariuszy dosiadanych.
Zeskoczyła delikatnie, z gracją kocicy, bezszelestnie.

Postąpiła kroku ku umilkłym na ten widok Konradowi, słudze jego i Mikulasowi.
Spojrzała po nich niby bez zainteresowania. Odwróciła się i oziębłym niby z samych szczytów Tatr głosem przemówiła.

Zatem podróż odbędziemy wspólnie. Wysłuchaj Konradzie mądrych słów swego zaskakująco wykształconego sługi. Ty zaś Mikulasie o rodzinę się nie lękaj. Ilona wydaje się mądrą i rozważną żoną i matką. Dziećmi Twymi dobrze się zajmie.

Ty zaś zajmiesz się nami. Wielu straciliśmy ze swej eskorty. Zajmiesz się nami, a dam Ci wiedzę, której tak pożadasz i moc, by rodzinę swą przed wszelkim niebezpieczeństwem uchronić.
A teraz patrz i oddaj pokłon potędze, o której nie śniłeś, a którą jeśli spiszesz się odpowiednio pozyskać możesz.


Odwróciła się w sposób perfekcyjny, przynależny księżnym o nieskazitelnej aparycji. Rozchyliła dłonie, biodra jej zafalowały a włosy w jednym tchnieniu nabrały odcienia nocy. Postąpiła naprzód unosząc bladą stopę gładką jak pierś dziewicy, jej delikatna skóra najmniejszej nie nosiła oznaki przebytej choroby, zmarszczki, czy okaleczenia.

Poczęłą tańczyć pośród mroku nocy, stawiając swe kroki w szalonym, pełnym wdzięku dance macabre, głos jej wypełnił udręczone, opustoszałe z nadzieji serce Mikulasa. Takoż Konrad i Hlava z rozmową ucichli wsłuchując się w ów głos nieziemski.
Tańczyła pośród cieni obdarowując dotykiem poległych rycerzy, tańczyła balansując pośród światów, migocząc niewyraźnie i słodko niczym zwiastująca anielica.

A kiedy głos jej słodki ucichł nagle, jak nagle kończy się życie Mikulas załkał zasmucony tak niespodziewanym pozbawieniem go przemiłych wdzięków owej damy.

Zwą mnie Anna. Niech to Wam wystarczy.

Dźwięczny głos raz jeszcze przyniósł im ukojenie. Wzrok cudowny utkwił w oniemiałym spojrzeniu Mikulasa, gdy martwi rycerze poczęli niezgrabnie podnosić się na nogi. Chrząkali przy tym, a jęczeli niezrozumiale obchodząc Mikulasa wokół. Parskali przy tym, niby konie, albo ułomni na rozumie nieszczęśnicy.
Spoiler!
Słyszysz głos Anny w Twojej głowie. Nakazuje Ci opiekować się karocą za dnia, w podróży. Ożywieni przez nią rycerze będą Cię strzegli i wykonywali Twoje polecenia. Obiecuje Ci potęgę, jeśli zdołasz dowieźć wszystkich bezpiecznie do Kłodzka.
[center]***[/center]

Zdumiał się von Rundstedt, gdy gotowił się pomoc przynieść potrzebującym. Ciało, którego sekrety lat wiele poznawał zdawało mu się wydawać tak .. kruche, zarazem tak wspaniale połączone.. jakiś wewnętrzny szept podpowiedział mu, że ... dziwna, niezrozumiała pokusa, po prostu starał się tylko pomóc, ale.. czuł, był więcej niż przekonany, że konstrukcję owego rannego człowieka można udoskonalić. Jeszcze nie wiedział jak, lecz jakiś nieznany nigdy dotąd impuls podpowiadał mu, że wkrótce będzie wiedział jak to uczynić.
Skupił się na pomocy, było gorzej niż źle, z całej obstawy pozostał jedynie jeden Zygfrydowy rycerz, w skądinąd dość dobrej kondycji, oraz ledwie trzymający się życia Sigwald, niedźwiedzich rozmiarów przyboczny Buonafioriego, który z racji ran otrzymanych dawno już winien pożegnać się z życiem.
Ostatnio zmieniony 17 listopada 2015, 14:21 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 13 sierpnia 2014, 15:24

Czy to jest prawdziwe życia? Czy ja jeszcze żyję?, pomyślał Mikulas, który z przerażeniem, ale i wielkim podziwem oglądał poruszające się, ożywione zwłoki. Dziwna biała dama, z nieskalanym pięknem już totalnie przewróciła medykowi w głowie i sercu. Czuł z jednej strony języki piekielnych ognisk, przypalających jego duszę za takie bluźnierstwo, z drugiej zaś wyczuwał niedostępną, tajemniczą wiedzę, która była na wyciągnięcie ręki.

Uczucie rozdwojenia trwało jeszcze parę chwil, gdy praski medyk przypomniał sobie o swojej rodzinie.

I demonie, który nad nimi czyhał.

Mikulas zdecydował.

- Wszyscy, do mnie - zaryzykował, niepewnym i łamiącym się tonem, patrząc, co się wydarzy, i czy rzeczywiście ożywieńcy zareagują na jego słowa.
Jeżeli zareagują - wyruszamy w dalszą drogę.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 13 sierpnia 2014, 16:10

Konrad uważnie wysłuchuje Hlavy, po pochowaniu zabitych i opatrzeniu rannych, o ile jest w stanie dalej jechać, to jest za tym by ruszać dalej.
Zastanawia się czemu Bóg go skazał na taką egzystencję. Czyżby był, aż tak grzeszny?

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 19 sierpnia 2014, 12:14

Poruszyli się bez słowa odpowiadając na jego wezwanie. Mikulas zaskoczony tak nagłą reakcją uniósł rękę jakby zasłaniał się przed ciosem. Zasłonił twarz, by nie patrzeć na sztywne kroki przywróconych do życia rycerzy.

Bluźnierstwo. Przerażenie i lęk.

I.. coś jeszcze, coś co nieodparcie ciągnęło praskiego medyka ku tajemnicy życia i śmierci, odwiecznej zagadce spędzajacej sen z powiek wielu mędrców przed nim i zapewne wielu tych, którzy przyjdą, gdy już umrze.

Niepewnie rozchylił palce dostrzegając dwóch chwiejących się niby podpite pachołki zbrojnych. Drżącą dłonią ostrożnie dotknął ich ran, wreszcie nie zapanował nad nieokiełznaną ciekawością. Niczym niewierny Tomasz włożył palce w rany nieludzko chłodnych ciał. Ponownie zawahał się podnosząc wzrok ku pustym, skupionym gdzieś poza horyzontem zdarzeń oczom ożywieńca. Naraz obrócił się ku rycerzowi z Nałęcza. Takoż i ten blady był jak nieboszczyk, wszelako dawał przejawy rozsądku i zwykłego pojmowania.

Dbaj o nasze bezpieczeństwo medyku. Konradzie, człek Twój niechaj będzie Mikuklasowi towarzyszem za dnia. Musimy wyruszyć, nim zastanie nas świt.

Nim Mikulas zdołał ułożyć swe pytanie w słowa, posłyszał w odpowiedzi:

Są bezpieczni. Zygfryd odnalazł ich i wrócą niebawem.

[center]***[/center]

Słodki śmiech Arpad skrywał w sobie zarazem nutę rozbawienia jak i ukrytej drwiny. Widząc rozszerzone źrenice odkrywającego swoje nowe JA Rundstedta pląsała wdzięcznie ponad nim, obok niego, lub dalej. Poruszała się przy tym bezszelestnie niczym chłodny powiew jesiennego wiatru, a Erchardt raczej wyczuwał niż dostrzegał jej obecność. Słyszał jej słodki szept, gdy pochylał się nad jednym z ciał, słyszał nad sobą śmiech, gdy próbował pomóc innemu umierającemu. Ta, która wybawiła go od .. właściwie czego? Żył? Czy też był martwy? Nie mógł tego pojąć. Nie mógł też przeniknąć intencji tej, która ofiarowała mu przeczący naturze dar. Która zarówno jego, jak i owego templariusza uczyniła zgoła odmiennym.
Pojął w lot, że jego próby pomocy umierającym nie przynoszą skutku. W jakiś sposób wiedział, że ta która go odmieniła mogłaby przynieść konającym ulgę, lecz nic w tym kierunku czynić nie chciała.
Poczuł się zabawką, nikłym cieniem. Pionkiem na wypełnionej wysokimi figurami szachownicy.

Byłby się przeciwstawił, wszak uważał się za człeka silnego ducha i odwagi. Rozsądek przekuł w nim jednak potrzebę niesienia pomocy umierającym w pozę, którą od wielu lat utrzymywał zarówno przed światem, jak i sobą. Wmówił sobie, że tę ofiarę obojętności musi ponieść, by poznać odpowiedzi na liczne pytania, od których szumiało mu w głowie.

Dostrzegła to. Przysiągłby, że znałą wszystkie jego myśli i najwyraźniej coś spośród tych myśli sprawiło, że rozbawiony ton nagle opuścił jej usta. Nie wiedział, co tam znalazła. Wiedział, że porusza się i bawi jego myślami, zaczepia je i prowokuje. Sprawdza go. Oblicze stało się pochmurne, a ton surowy i ostry niby głos kata.

Wsiadaj do karocy. -wycedziła chłodno, nie poruszając ustami.


[center]***[/center]

Mikulas trząsł się jak osika i tylko rozsądek oraz obecność innych sprawiły, że w przypływie targających nim uniesień nie pożarł całych zapasów. Siedząc na dachu karocy tępo gapił się na osła, który jakimś cudem uniknął demonów i śmierci i dreptał obojętnie za orszakiem. Sam poczuł się osłem. Tyle lat studiów, badań i wyrzeczeń, noce i dnie spędzone nad przepaścią zakurzonych tomów, wypełnionych po brzegi wiedzą. Tomów, w których nie znalazł ni słowa o tym, co odkrył jednej, nadłuższej w swym życiu, koszmarnej nocy. Dzień cały starał się nie odwracać wzroku od osła, odkrywając wszystko, co można było odkryć w kwestii sposobów poruszania się i postukiwania kopytkami głupiego zwierzęcia.
Nie chciał patrzeć na gościniec przed karocą, ni na boki, choć Michał i Łamignat zagadywali go często.
Tak dzień cały spędził, walcząc z potrzebami pęcherza na dachu czarnej jak wody Styksu karocy.
Jeszcze przed zmierzchem Hlava, Konradowy sługa doniósł mu o pobliskim zajeździe, w którym pan jego gościł, gdy zmierzali ku Pradze.
Mikulas- chcesz zatrzymać się w zajeździe, czy jedziecie dalej? Konie są zmęczone, ludzie też, wliczając Ciebie. Jednak obstawa wyraźnie odstaja, ożywieńcy nie potrafią mówić, a ruchy ich są sztwne i nienaturalne. To może zrodzić podejrzenia.
Odpoczynek zatem w zajeździe, czy gdzieś w lesie?

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 19 sierpnia 2014, 15:24

Mikula cmoknął na osiołka, ale ten zupełnie zignorował nawoływanie swego nowego pana. Zamiast tego odezwał się Łamignat.

- Rusz przodem i zobacz, gdzie można by rozbić obozowisko, nie bliżej niż kilka kilometrów od zajazdu. Ty zaś, Michale, udasz się do gospody, zjesz coś porządnego i rozeznasz się w sytuacji: posłuchasz plotek, dowiesz się kto tędy często przejeżdża i czy ktoś patroluje gościniec. Wrócisz rano, poślę Łamignata po ciebie.

Medyk odwrócił się w stronę truposzy. Ogarnął ich wzrokiem i łamiącym się jeszcze głosem, nie wiedzieć czemu, przedstawił im swój plan.

- Zostaniemy na noc skryci w lesie. Macie nie opuszczać obozowiska, ani nie atakować nikogo bez mojego pozwolenia.
Rozbijemy obozowisko gdzieś w lesie, tak między 3 a 5 kilometrów od zajazdu. Najlepiej na polanie w lesie, z dala od głównego traktu, ale by karoca mogła swobodnie wjechać i wyjechać. Jeżeli takiego miejsca nie będzie... to zrobimy obóz gdzieś na polanie przy gościńcu.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 20 sierpnia 2014, 11:24

Michal wyruszył jeszcze przed zmrokiem.

Mikulas odetchnął wypuszczając obłoczek pary. Zapowiadała się chłodna noc toteż nie zwlekając posłał Łamignata po chrust na opał. Zostali sam na sam z Hlavą, oraz posępną eskortą milczących zbrojnych. Hlava kiwnął ręką na Mikulasa starając się, by zygfrydowy rycerz ich nie spostrzegł. Początkowo oburzony bezczelnością człeka niższego stanu medyk praski chciał zezwać go jak psa ostatniego, lecz złość swą pohamował. W razie kłopotów mógłby mu nie sprostać, łamignat był zbyt daleko, a powłócząca nogami eskorta wydawała się zbyt mało rozgarnięta, by nie ubić Konradowego sługi, gdyby nadto nań nakrzyczał.

Panie dobry -szybkimi słowy ozwał się Hlava.

Wąpierze, jak się zbudzą, głodne bydom. A sześć ich tam siedzi. Nas się ostało czterech jedynie.. Panie dobry jak się nie pohamują, to zyżreć nas mogą, te rycerze, czy damy. Głód z nich wylizie i tyle.[center][/center] Ja żem raz głodnego wąpierza widział, nic to dobrego, gadam Ci.
Wymędrkuj lepij jakieś krwawe żarło, ludzkom kryw najlepij.

Mikulas bierze nogi za pas, czy coś kombinuje? Hlava twierdzi, że zbudzą się za godzinę.. albo za trzy.
Ostatnio zmieniony 17 listopada 2015, 14:29 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 20 sierpnia 2014, 15:45

Rundstedt śnił... Dziwny był to sen, bo choć wąpierz spał, to zdawało się kontrolę niejaką nad swym snem miał, jakby na jawie we śnie był.

A w śnie owym bestia przyczajona w sercu niczym diabeł wcielony kusiła ego starego rycerza. Wiła się, obiecywała głodu zaspokojenie, win odpuszczenie, spokoju zaznanie, byle tylko harcować mogła...

I Erchard nie wiedział czego się bać. Owego głodu, niepokoju, czy szału bestii, jeśli z żelaznych oków wyjdzie w jakich trzymała ją Rundstedowa dusza.

Nie mógł pozwolić by stać się bestialską istotą jaka opanowała go w chwilę po tym, jak Matka uczyniła go na powrót "żywym", a gdy niemal w strzępy rozerwał biedaka, z którego wyssał całą vitae. Mus mu było zachować resztki ludzkiej godności. Stłumił krzyk bestii, zaciągając ją gdzieś w głębsze zakamarki duszy i oczekiwał zmierzchu...

ODPOWIEDZ