Poruszyli się bez słowa odpowiadając na jego wezwanie. Mikulas zaskoczony tak nagłą reakcją uniósł rękę jakby zasłaniał się przed ciosem. Zasłonił twarz, by nie patrzeć na sztywne kroki przywróconych do życia rycerzy.
Bluźnierstwo. Przerażenie i lęk.
I.. coś jeszcze, coś co nieodparcie ciągnęło praskiego medyka ku tajemnicy życia i śmierci, odwiecznej zagadce spędzajacej sen z powiek wielu mędrców przed nim i zapewne wielu tych, którzy przyjdą, gdy już umrze.
Niepewnie rozchylił palce dostrzegając dwóch chwiejących się niby podpite pachołki zbrojnych. Drżącą dłonią ostrożnie dotknął ich ran, wreszcie nie zapanował nad nieokiełznaną ciekawością. Niczym niewierny Tomasz włożył palce w rany nieludzko chłodnych ciał. Ponownie zawahał się podnosząc wzrok ku pustym, skupionym gdzieś poza horyzontem zdarzeń oczom ożywieńca. Naraz obrócił się ku rycerzowi z Nałęcza. Takoż i ten blady był jak nieboszczyk, wszelako dawał przejawy rozsądku i zwykłego pojmowania.
Dbaj o nasze bezpieczeństwo medyku. Konradzie, człek Twój niechaj będzie Mikuklasowi towarzyszem za dnia. Musimy wyruszyć, nim zastanie nas świt.
Nim Mikulas zdołał ułożyć swe pytanie w słowa, posłyszał w odpowiedzi:
Są bezpieczni. Zygfryd odnalazł ich i wrócą niebawem.
[center]***[/center]
Słodki śmiech Arpad skrywał w sobie zarazem nutę rozbawienia jak i ukrytej drwiny. Widząc rozszerzone źrenice odkrywającego swoje nowe JA Rundstedta pląsała wdzięcznie ponad nim, obok niego, lub dalej. Poruszała się przy tym bezszelestnie niczym chłodny powiew jesiennego wiatru, a Erchardt raczej wyczuwał niż dostrzegał jej obecność. Słyszał jej słodki szept, gdy pochylał się nad jednym z ciał, słyszał nad sobą śmiech, gdy próbował pomóc innemu umierającemu. Ta, która wybawiła go od .. właściwie czego? Żył? Czy też był martwy? Nie mógł tego pojąć. Nie mógł też przeniknąć intencji tej, która ofiarowała mu przeczący naturze dar. Która zarówno jego, jak i owego templariusza uczyniła zgoła odmiennym.
Pojął w lot, że jego próby pomocy umierającym nie przynoszą skutku. W jakiś sposób wiedział, że ta która go odmieniła mogłaby przynieść konającym ulgę, lecz nic w tym kierunku czynić nie chciała.
Poczuł się zabawką, nikłym cieniem. Pionkiem na wypełnionej wysokimi figurami szachownicy.
Byłby się przeciwstawił, wszak uważał się za człeka silnego ducha i odwagi. Rozsądek przekuł w nim jednak potrzebę niesienia pomocy umierającym w pozę, którą od wielu lat utrzymywał zarówno przed światem, jak i sobą. Wmówił sobie, że tę ofiarę obojętności musi ponieść, by poznać odpowiedzi na liczne pytania, od których szumiało mu w głowie.
Dostrzegła to. Przysiągłby, że znałą wszystkie jego myśli i najwyraźniej coś spośród tych myśli sprawiło, że rozbawiony ton nagle opuścił jej usta. Nie wiedział, co tam znalazła. Wiedział, że porusza się i bawi jego myślami, zaczepia je i prowokuje. Sprawdza go. Oblicze stało się pochmurne, a ton surowy i ostry niby głos kata.
Wsiadaj do karocy. -wycedziła chłodno, nie poruszając ustami.
[center]***[/center]
Mikulas trząsł się jak osika i tylko rozsądek oraz obecność innych sprawiły, że w przypływie targających nim uniesień nie pożarł całych zapasów. Siedząc na dachu karocy tępo gapił się na osła, który jakimś cudem uniknął demonów i śmierci i dreptał obojętnie za orszakiem. Sam poczuł się osłem. Tyle lat studiów, badań i wyrzeczeń, noce i dnie spędzone nad przepaścią zakurzonych tomów, wypełnionych po brzegi wiedzą. Tomów, w których nie znalazł ni słowa o tym, co odkrył jednej, nadłuższej w swym życiu, koszmarnej nocy. Dzień cały starał się nie odwracać wzroku od osła, odkrywając wszystko, co można było odkryć w kwestii sposobów poruszania się i postukiwania kopytkami głupiego zwierzęcia.
Nie chciał patrzeć na gościniec przed karocą, ni na boki, choć Michał i Łamignat zagadywali go często.
Tak dzień cały spędził, walcząc z potrzebami pęcherza na dachu czarnej jak wody Styksu karocy.
Jeszcze przed zmierzchem Hlava, Konradowy sługa doniósł mu o pobliskim zajeździe, w którym pan jego gościł, gdy zmierzali ku Pradze.
Mikulas- chcesz zatrzymać się w zajeździe, czy jedziecie dalej? Konie są zmęczone, ludzie też, wliczając Ciebie. Jednak obstawa wyraźnie odstaja, ożywieńcy nie potrafią mówić, a ruchy ich są sztwne i nienaturalne. To może zrodzić podejrzenia.
Odpoczynek zatem w zajeździe, czy gdzieś w lesie?