PBF - Pazur w mroku
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
21 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy
Tyszka oderwał spojrzenie od twarzy kuzynów i wbił wzrok w oczy młodego topornika, przygryzając swe wąskie bezkrwiste wargi. Nie rezygnujący bynajmniej z zaczepnego tonu Volkh przyglądał się obu jeźdźcom w skupieniu, wyraźnie wyczuwając bijącą od tropiciela aurę wrogości.
- Chwali się wam, żeście przyrzeczeniu wierni - odpowiedział po krótkiej chwili Khard - Jedźcie tedy dalej, a kontemplujcie w myślach nauki Stworzyciela, albowiem łaska Menotha nas tej nocy od śmierci wyratowała, nic innego. A ty zaczekaj, Volan, mus nam pogawędzić we dwoje.
Przestraszony topornik spojrzał bezradnie na Kossytów, wstrzymał swego konia przepuszczając kuzynów i idące za nimi sznurkiem wolne konie, powiązane rzemieniem. Volkh obserwował obu osadników przez dłuższą chwilę, oglądając się dyskretnie ponad ramieniem i marszcząc w zamyśleniu czoło. Nie miał pojęcia, co myśleli na ten temat jego wciąż skrajnie wstrząśnięci nocnymi przeżyciami krewniacy, sam jednak miał dość obycia w świecie, by uświadomić sobie położenie kajaza. Bliski członek jego rodziny okazał się zdrajcą, co rzucało cień wątpliwości na lojalność całego rodu. Młodszego syna spotkał los gorszy być może od śmierci, bez wątpienia zaś szokujący dla jego starszego brata, młodego menickiego kapłana przy katedrze w Rorschiku. Wilimov potrafił pojąć potrzebę dyskrecji przejawianej przez Zareniva, bez względu na jej nieco paranoiczny wymiar. Rywalizacja o względy wielkiego księcia Tverkatki miała bezwzględny charakter i nieprzychylni hospodarowi inni kajazowie niewątpliwie z dziką rozkoszą skorzystaliby z okazji, by go oczernić i odsunąć od dworu bez poszanowania dla osobistej tragedii.
Tyszka i niespokojny topornik jechali w tyle wydłużonej kolumny, rozmawiając między sobą z ożywieniem przyciszonymi głosami. Volkh znudził się szybko zerkaniem w ich stronę, zmienił pozycję w niewygodnym siodle prosząc Menotha o zmiłowanie i szybkie dotarcie do Zarenivki.
Kawalkada jeźdźców oddaliła się na spory dystans od posępnego pogórza Nyschathy i Wilimov zaczynał już rozważać w myślach możliwość ucięcia sobie drzemki w siodle, kiedy z tyłu kolumny dobiegł wszystkich znienacka krótki ostry okrzyk.
Wątek techniczny
Coś się wydarzyło na tyłach szyku, chociaż ze swego obecnego miejsca nie widzicie nic dokładnie, bo zarośnięty puszczański szlak akuratnie ostro w tym miejscu zakręca ograniczając pole widzenia. Co robicie?
Tyszka oderwał spojrzenie od twarzy kuzynów i wbił wzrok w oczy młodego topornika, przygryzając swe wąskie bezkrwiste wargi. Nie rezygnujący bynajmniej z zaczepnego tonu Volkh przyglądał się obu jeźdźcom w skupieniu, wyraźnie wyczuwając bijącą od tropiciela aurę wrogości.
- Chwali się wam, żeście przyrzeczeniu wierni - odpowiedział po krótkiej chwili Khard - Jedźcie tedy dalej, a kontemplujcie w myślach nauki Stworzyciela, albowiem łaska Menotha nas tej nocy od śmierci wyratowała, nic innego. A ty zaczekaj, Volan, mus nam pogawędzić we dwoje.
Przestraszony topornik spojrzał bezradnie na Kossytów, wstrzymał swego konia przepuszczając kuzynów i idące za nimi sznurkiem wolne konie, powiązane rzemieniem. Volkh obserwował obu osadników przez dłuższą chwilę, oglądając się dyskretnie ponad ramieniem i marszcząc w zamyśleniu czoło. Nie miał pojęcia, co myśleli na ten temat jego wciąż skrajnie wstrząśnięci nocnymi przeżyciami krewniacy, sam jednak miał dość obycia w świecie, by uświadomić sobie położenie kajaza. Bliski członek jego rodziny okazał się zdrajcą, co rzucało cień wątpliwości na lojalność całego rodu. Młodszego syna spotkał los gorszy być może od śmierci, bez wątpienia zaś szokujący dla jego starszego brata, młodego menickiego kapłana przy katedrze w Rorschiku. Wilimov potrafił pojąć potrzebę dyskrecji przejawianej przez Zareniva, bez względu na jej nieco paranoiczny wymiar. Rywalizacja o względy wielkiego księcia Tverkatki miała bezwzględny charakter i nieprzychylni hospodarowi inni kajazowie niewątpliwie z dziką rozkoszą skorzystaliby z okazji, by go oczernić i odsunąć od dworu bez poszanowania dla osobistej tragedii.
Tyszka i niespokojny topornik jechali w tyle wydłużonej kolumny, rozmawiając między sobą z ożywieniem przyciszonymi głosami. Volkh znudził się szybko zerkaniem w ich stronę, zmienił pozycję w niewygodnym siodle prosząc Menotha o zmiłowanie i szybkie dotarcie do Zarenivki.
Kawalkada jeźdźców oddaliła się na spory dystans od posępnego pogórza Nyschathy i Wilimov zaczynał już rozważać w myślach możliwość ucięcia sobie drzemki w siodle, kiedy z tyłu kolumny dobiegł wszystkich znienacka krótki ostry okrzyk.
Wątek techniczny
Coś się wydarzyło na tyłach szyku, chociaż ze swego obecnego miejsca nie widzicie nic dokładnie, bo zarośnięty puszczański szlak akuratnie ostro w tym miejscu zakręca ograniczając pole widzenia. Co robicie?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
21 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy
Dobywając oręża dwaj Kossyci zawrócili w miejscu swe konie, ponaglając je uderzeniami stóp i pędząc w stronę końca kolumny idących wciąż powoli zwierząt. Kajaz i dwaj jadący u jego boku zbrojni spostrzegli nagłe zamieszanie, ruszyli w ślad za myśliwymi chcąc zbadać jego przyczynę.
Tyszka stał na ziemi nad nieruchomym ciałem topornika, leżącego na poboczu szlaku z przekręconą nienaturalnie głową. Jego koń pochylał łeb nad bezwładnym ludzkim kształtem prychając cicho. Kajaz osadził wierzchowca w miejscu szarpnięciem za uzdę, przechylił się w siodle spoglądając srogo na tropiciela.
- Co się tu stało, Tyszka? - wyrzucił z siebie szorstkim, ochrypłym głosem.
- Spadł z konia, ot co - wzruszył ramionami niski Khard odrywając wzrok od ciała i wsadzając dłonie za swój szeroki pas - Pewnikiem zasłabł i tak nieszczęśliwie zleciał, że prosto na głowę. Kark sobie skręcił, biedaczysko. Chciał żem go ratować, ale takiemu ze skręconym karkiem nie sposób już pomóc.
Zareniv milczał przez chwilę spoglądając na martwego zbrojnego, potem sam wzruszył ramionami.
- Menoth chroni tych, którzy sami siebie chronią - oznajmił odwracając głowę w stronę pozostałych świadków - Widać nie dość silna w nim była wiara, stąd Stworzyciel go nagłą słabością poraził. Wrzućcie ciało na któregoś konia, pochowamy go w osadzie po bożemu.
Wątek techniczny
Cóż, takie rzeczy się zdarzają. Człowiek zasłabnie, spadnie z siodła i bach, kark skręcony! Nic dodać, nic ująć!
Dobywając oręża dwaj Kossyci zawrócili w miejscu swe konie, ponaglając je uderzeniami stóp i pędząc w stronę końca kolumny idących wciąż powoli zwierząt. Kajaz i dwaj jadący u jego boku zbrojni spostrzegli nagłe zamieszanie, ruszyli w ślad za myśliwymi chcąc zbadać jego przyczynę.
Tyszka stał na ziemi nad nieruchomym ciałem topornika, leżącego na poboczu szlaku z przekręconą nienaturalnie głową. Jego koń pochylał łeb nad bezwładnym ludzkim kształtem prychając cicho. Kajaz osadził wierzchowca w miejscu szarpnięciem za uzdę, przechylił się w siodle spoglądając srogo na tropiciela.
- Co się tu stało, Tyszka? - wyrzucił z siebie szorstkim, ochrypłym głosem.
- Spadł z konia, ot co - wzruszył ramionami niski Khard odrywając wzrok od ciała i wsadzając dłonie za swój szeroki pas - Pewnikiem zasłabł i tak nieszczęśliwie zleciał, że prosto na głowę. Kark sobie skręcił, biedaczysko. Chciał żem go ratować, ale takiemu ze skręconym karkiem nie sposób już pomóc.
Zareniv milczał przez chwilę spoglądając na martwego zbrojnego, potem sam wzruszył ramionami.
- Menoth chroni tych, którzy sami siebie chronią - oznajmił odwracając głowę w stronę pozostałych świadków - Widać nie dość silna w nim była wiara, stąd Stworzyciel go nagłą słabością poraził. Wrzućcie ciało na któregoś konia, pochowamy go w osadzie po bożemu.
Wątek techniczny
Cóż, takie rzeczy się zdarzają. Człowiek zasłabnie, spadnie z siodła i bach, kark skręcony! Nic dodać, nic ująć!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek techniczny
Rwetesu nie ma co robić. Dowodów nie mamy, a Kajaz zwariował i jak się odezwiemy co to nas ubić karze. Pilnować nam się trzeba, bo też możemy "z konia spaść". Będziemy z Ivanem na przemian czuwać, a Ivash niech wypoczywa. Na psy ten świat schodzi skoro nawet pośród swoich człowiek człowiekowi wilkiem.
Rwetesu nie ma co robić. Dowodów nie mamy, a Kajaz zwariował i jak się odezwiemy co to nas ubić karze. Pilnować nam się trzeba, bo też możemy "z konia spaść". Będziemy z Ivanem na przemian czuwać, a Ivash niech wypoczywa. Na psy ten świat schodzi skoro nawet pośród swoich człowiek człowiekowi wilkiem.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Gdy kuzyni wrócili, od razu było widać po ich minach, że coś jest nie tak. To, że walki z kultystami się zakończyły, nie znaczyło, że powinni czuć się bezpieczni.
Atmosfera zagrożenia wisiała w powietrzu jak mgła.
Postanowił przy najbliższej okazji gdy będą sam na sam wypytać co się dzieje.
Wątek techniczny:
Skoro po wydostaniu się z tunelu Ivash stracił przytomność to ciekawi mnie czy złożył przysięgę milczenia? Koń Ivasha narowisty, a i on sam zasłabnąć może. O wypadek nie trudno...
Atmosfera zagrożenia wisiała w powietrzu jak mgła.
Postanowił przy najbliższej okazji gdy będą sam na sam wypytać co się dzieje.
Wątek techniczny:
Skoro po wydostaniu się z tunelu Ivash stracił przytomność to ciekawi mnie czy złożył przysięgę milczenia? Koń Ivasha narowisty, a i on sam zasłabnąć może. O wypadek nie trudno...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Wiesz, to jest dość ciekawe pytanie, albowiem Ivash ze względu na skrajne osłabienie jeszcze nie miał okazji złożyć przysięgi...
Co do podyskutowania między kuzynami, jest to możliwe przy zachowaniu przynajmniej szczątkowej dyskrecji - Tyszka nie będzie się przy Was kręcił cały czas, a podróż do Zarenivki jeszcze trochę potrwa.
Wiesz, to jest dość ciekawe pytanie, albowiem Ivash ze względu na skrajne osłabienie jeszcze nie miał okazji złożyć przysięgi...
Co do podyskutowania między kuzynami, jest to możliwe przy zachowaniu przynajmniej szczątkowej dyskrecji - Tyszka nie będzie się przy Was kręcił cały czas, a podróż do Zarenivki jeszcze trochę potrwa.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
21 dzień Golovusu 602 AR, w drodze do Zarenivki
Volkh Wilimov nie miał żadnych złudzeń co do przyczyn śmierci kossyckiego topornika. Młody mężczyzna przejawiał zbyt wyraźną histerię, by kajaz mógł być pewien jego milczenia, toteż totumfacki Zareniva szybko rozwiązał dla niego ów problem zwalając całą winę na upadek z konia. Pozostali rezuni byli wyraźnie przygnębieni i małomówni, ale żaden nie wyraził nawet słowem krytycznej opinii, kolejny raz dowodząc swej twardej natury i posłuszeństwa wobec kajaza.
Słońce wspinało się coraz wyżej na nieboskłon, ale chłód bynajmniej nie ustępował, wbijając się lodowatymi szpilami pod wierzchnie odzienie. Podmuchy wiatru strącały z drzew ostatnie liście, ścielące się barwnym kobiercem pod kopytami koni. Zima była na wyciągnięcie ręki, a poranny przymrozek dowodził tego, że lada chwila miał spaść pierwszy śnieg.
Rzekomy wypadek zbrojnego pozbawił Volkha dalszej ochoty do drzemki, chociaż zmęczenie wręcz odbierało mu zmysły. Nie spał ponad dobę, walczył na śmierć i życie z ludźmi gotowymi wyrwać mu bijące jeszcze serce z piersi, zmagał się z budzącą grozę bestią i biegał niczym myśliwski ogar, a na dodatek żołądek skręcał mu się boleśnie z głodu. Nigdy wcześnie nie tęsknił równie mocno za Tverkutskiem jak właśnie teraz, nawet w czasach służby w Ohku. Nieustępliwe wspomnienia nocnych zmagań, przerażających przeżyć i poświęcenia wielu ludzi nie dawały mu odetchnąć, chociaż z całych sił starał się wypchnąć koszmarne myśli z umysłu.
Martwił się nie tylko o siebie samego, ale i kuzynów, ponieważ kajaz sprawiał wrażenie człowieka obłąkanego przemożnym ciężarem rozpaczy. Stracił w strasznych okolicznościach syna i już samo to przeżycie wystarczyłoby do nadwerężenia zdrowego rozumu władyki. Lecz nieoczekiwanie odsłonięcie prawdziwej twarzy Vladima Zareniva jeszcze ów wstrząs pogłębiło, w przeciągu jednej nocy przeobrażając podejrzliwego ambitnego kajaza w paranoiczny i bezwzględny kłębek nerwów.
Kiedy kawalkada jeźdźców wychynęła spomiędzy drzew wyjeżdżając na odkrytą przestrzeń u podstawy znajomego wzgórza, młodzieniec poderwał w górę głowę spoglądając na strażnicze wieże Zarenivki, zastanawiając się z niepokojem, czego powinien był spodziewać się w osadzie.
Wątek techniczny
Tak oto dotarliście bez dalszych niespodzianek do sadyby Zareniva. Z jednej strony ulga, że zaraz znajdziecie się za bezpiecznymi ścianami palisady, z drugiej szarpiąca nerwy niewiedza co do dalszych planów kajaza.
Volkh Wilimov nie miał żadnych złudzeń co do przyczyn śmierci kossyckiego topornika. Młody mężczyzna przejawiał zbyt wyraźną histerię, by kajaz mógł być pewien jego milczenia, toteż totumfacki Zareniva szybko rozwiązał dla niego ów problem zwalając całą winę na upadek z konia. Pozostali rezuni byli wyraźnie przygnębieni i małomówni, ale żaden nie wyraził nawet słowem krytycznej opinii, kolejny raz dowodząc swej twardej natury i posłuszeństwa wobec kajaza.
Słońce wspinało się coraz wyżej na nieboskłon, ale chłód bynajmniej nie ustępował, wbijając się lodowatymi szpilami pod wierzchnie odzienie. Podmuchy wiatru strącały z drzew ostatnie liście, ścielące się barwnym kobiercem pod kopytami koni. Zima była na wyciągnięcie ręki, a poranny przymrozek dowodził tego, że lada chwila miał spaść pierwszy śnieg.
Rzekomy wypadek zbrojnego pozbawił Volkha dalszej ochoty do drzemki, chociaż zmęczenie wręcz odbierało mu zmysły. Nie spał ponad dobę, walczył na śmierć i życie z ludźmi gotowymi wyrwać mu bijące jeszcze serce z piersi, zmagał się z budzącą grozę bestią i biegał niczym myśliwski ogar, a na dodatek żołądek skręcał mu się boleśnie z głodu. Nigdy wcześnie nie tęsknił równie mocno za Tverkutskiem jak właśnie teraz, nawet w czasach służby w Ohku. Nieustępliwe wspomnienia nocnych zmagań, przerażających przeżyć i poświęcenia wielu ludzi nie dawały mu odetchnąć, chociaż z całych sił starał się wypchnąć koszmarne myśli z umysłu.
Martwił się nie tylko o siebie samego, ale i kuzynów, ponieważ kajaz sprawiał wrażenie człowieka obłąkanego przemożnym ciężarem rozpaczy. Stracił w strasznych okolicznościach syna i już samo to przeżycie wystarczyłoby do nadwerężenia zdrowego rozumu władyki. Lecz nieoczekiwanie odsłonięcie prawdziwej twarzy Vladima Zareniva jeszcze ów wstrząs pogłębiło, w przeciągu jednej nocy przeobrażając podejrzliwego ambitnego kajaza w paranoiczny i bezwzględny kłębek nerwów.
Kiedy kawalkada jeźdźców wychynęła spomiędzy drzew wyjeżdżając na odkrytą przestrzeń u podstawy znajomego wzgórza, młodzieniec poderwał w górę głowę spoglądając na strażnicze wieże Zarenivki, zastanawiając się z niepokojem, czego powinien był spodziewać się w osadzie.
Wątek techniczny
Tak oto dotarliście bez dalszych niespodzianek do sadyby Zareniva. Z jednej strony ulga, że zaraz znajdziecie się za bezpiecznymi ścianami palisady, z drugiej szarpiąca nerwy niewiedza co do dalszych planów kajaza.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
21 dzień Golovusu 602 AR, Zarenivka
Kiedy garstka obszarpanych, ubrudzonych zachniętą krwią ludzi wjechała do sadyby ciągnąc za sobą wierzchowce poległych towarzyszy, ku niebu gruchnął nieopisany wręcz lament i płacz. Wiele kobiet omdlało, inne wpadły w bezbrzeżną histerię. Szczerze przejęty tymi przejawami rozpaczy i bólu Ivan spoglądał posępnym wzrokiem z wysokości swego siodła, nie znajdując w myślach żadnego pocieszenia, które mógłby przekazać cierpiącym mieszkańcom. Śmierć blisko czterdziestu zdrowych mężczyzn w sile wieku była potwornym ciosem nie tylko dla samych rodzin, ale i potencjału obronnego Zarenivki.
- Co się stało?! - zakrzyknął jakiś uzbrojony w strzelbę człowiek, który zbiegł pośpiesznie z parapetu nad bramą - Na Najwyższego, gdzie reszta naszych?!
- Żmijarze - odpowiedział nieludzko zmęczonym głosem kajaz Zareniv - Ogromna banda, prawie setka wojowników. Tylko tylu nas ostało, aleśmy zabili wszystkich.
- Gdzie Oskar?! - niemłoda kobieta, która żegnała hospodara przy wyjeździe z Zarenivki złapała rękami za strzemię siodła, zachwiała się na nogach pod wpływem nagłej słabości - Gdzie mój syneczek?!
Igor Zareniv spoglądał na nią przez dłuższą chwilę w milczeniu, a potem pokręcił przecząco głową. Kobieta wydała z siebie głuche jęknięcie, byłaby upadła, gdyby nie pomoc kilku stojących obok osób, które podparły ją uczynnie ramionami i odprowadziły czym prędzej do dworu.
Kajaz powiódł wzrokiem po zrozpaczonych płaczących poddanych, westchnął ciężko i zsiadł z konia rzucając uzdę w ręce jakiegoś pachołka.
Powlókł się w stronę dworu krocząc sztywnym krokiem człowieka, który stanął w obliczu przegranej ze swoim własnym demonem walki.
Wątek techniczny
Trudno mi opisać ten wszechobecny lament i przygnębiającą atmosferę, sami to sobie musicie wyobrazić. Część mieszkańców zaczęła się zbiorowo modlić wprost na uliczkach osady, inni zatroszczyli się o tych kilku ocalałych. Rodzina zabitego młodego topornika płacze nad jego zwłokami, tylko dwoje najmłodszych dzieci wydaje się nie rozumieć tego, co się stało.
Ktoś odebrał od Was konie, ktoś iny pomógł zawlec się do jakiegoś piętrowego domu, gdzie przy rozpalonym piecu padliście na senniki. Głód głodem, ale zasnęliście w jednej chwili, nie będąc już dłużej w stanie walczyć ze zmęczeniem i obolałymi ciałami.
Kiedy garstka obszarpanych, ubrudzonych zachniętą krwią ludzi wjechała do sadyby ciągnąc za sobą wierzchowce poległych towarzyszy, ku niebu gruchnął nieopisany wręcz lament i płacz. Wiele kobiet omdlało, inne wpadły w bezbrzeżną histerię. Szczerze przejęty tymi przejawami rozpaczy i bólu Ivan spoglądał posępnym wzrokiem z wysokości swego siodła, nie znajdując w myślach żadnego pocieszenia, które mógłby przekazać cierpiącym mieszkańcom. Śmierć blisko czterdziestu zdrowych mężczyzn w sile wieku była potwornym ciosem nie tylko dla samych rodzin, ale i potencjału obronnego Zarenivki.
- Co się stało?! - zakrzyknął jakiś uzbrojony w strzelbę człowiek, który zbiegł pośpiesznie z parapetu nad bramą - Na Najwyższego, gdzie reszta naszych?!
- Żmijarze - odpowiedział nieludzko zmęczonym głosem kajaz Zareniv - Ogromna banda, prawie setka wojowników. Tylko tylu nas ostało, aleśmy zabili wszystkich.
- Gdzie Oskar?! - niemłoda kobieta, która żegnała hospodara przy wyjeździe z Zarenivki złapała rękami za strzemię siodła, zachwiała się na nogach pod wpływem nagłej słabości - Gdzie mój syneczek?!
Igor Zareniv spoglądał na nią przez dłuższą chwilę w milczeniu, a potem pokręcił przecząco głową. Kobieta wydała z siebie głuche jęknięcie, byłaby upadła, gdyby nie pomoc kilku stojących obok osób, które podparły ją uczynnie ramionami i odprowadziły czym prędzej do dworu.
Kajaz powiódł wzrokiem po zrozpaczonych płaczących poddanych, westchnął ciężko i zsiadł z konia rzucając uzdę w ręce jakiegoś pachołka.
Powlókł się w stronę dworu krocząc sztywnym krokiem człowieka, który stanął w obliczu przegranej ze swoim własnym demonem walki.
Wątek techniczny
Trudno mi opisać ten wszechobecny lament i przygnębiającą atmosferę, sami to sobie musicie wyobrazić. Część mieszkańców zaczęła się zbiorowo modlić wprost na uliczkach osady, inni zatroszczyli się o tych kilku ocalałych. Rodzina zabitego młodego topornika płacze nad jego zwłokami, tylko dwoje najmłodszych dzieci wydaje się nie rozumieć tego, co się stało.
Ktoś odebrał od Was konie, ktoś iny pomógł zawlec się do jakiegoś piętrowego domu, gdzie przy rozpalonym piecu padliście na senniki. Głód głodem, ale zasnęliście w jednej chwili, nie będąc już dłużej w stanie walczyć ze zmęczeniem i obolałymi ciałami.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ivanowi udzielił się smutek rodzin poległych, rozumiał go teraz lepiej niż wcześniej. Podobnie uderzyła go śmierć bohaterskiego murnika. Zazgrzytał zębami na widok żalu żony i dzieci topornika jaki przeżył walkę ze żmijarzami a zabił go Tyszka. Do kuzynów mówię cicho: Ludzie kajaza niewiele lepsi od kultystów zabijają swoich by dupsko ich pana ochronić. Jak Ivash nieco wydobrzeje wracamy do domu. Ale tu musimy czuwać. W nocy warty trzymać będziem i nie rozdzielamy się na długo. Nie wiadomo co kajazowi do łba strzeli. Trza nam stąd odejść, ale trochę trzeba jeszcze zostać bo Ivash słaby jeszcze. Co myślicie kuzyni?
Ostatnio zmieniony 05 kwietnia 2012, 18:00 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times