30 Katesh 608 OR, Langmere
Trzej Grzmociciele wjechali do miasteczka czując wszechwładne zmęczenie. Mięśnie cierpły im po prawie całej nocy spędzonej w siodłach, a zszargane brutalnymi doświadczeniami nerwy rozpaczliwie domagały się ukojenia. Pamiętni domostwa, do którego miejscowi odnieśli dwa dni wcześniej poturbowanego Księcia, mężczyźni podjechali przed siedzibę lekarza przywiązując konie do ogrodzenia i wymieniając zdawkowe pozdrowienia z mijającymi ich przechodniami.
Przemierzający ulice Langmere ludzie pozwalali sobie na podejrzliwe spojrzenia, bo wygląd Grzmocicieli pozostawiał wiele do życzenia, koniec końców jednak nikt nic im nie powiedział. Usytuowane na pogórzu Wyrmwallu górnicze miasteczko bywało sceną wielu wydarzeń, w rezultacie których ludzie obnosili się z pokrwawioną lub podartą odzieżą.
Wywołany do drzwi stanowczym pukaniem, znajomy już doktor uśmiechnął się na powitanie gości i wyciągnął w stronę Bannistera dłoń.
- Jakieś paskudne oparzenie? - zapytał niemal natychmiast przenosząc spojrzenie na Rogana, drapiącego ustawicznie zeszpecenia na twarzy w miejscu, gdzie jego skórę pokryła pajęcza ślina - Nie wygląda to dobrze. Mam spojrzeć?
- Po prawdzie przyjechaliśmy po naszego druha - wtrącił naprędce Stryker, który wolał nawet nie myśleć o kosztach następnej lekarskiej wizyty - Co u niego? Nada się ta jego noga do konnej jazdy?
- W siodle dwa dni po złamaniu nogi? - doktor zaśmiał się dobrodusznie - Oszalałby z bólu po godzinie. Ale to mu nie grozi, bo wasi przyjaciele zabrali go własnym powozem.
- Jacy przyjaciele? - Trzeci zamrugał oczami w wyrazie zupełnego niezrozumienia - To jego tu nie ma?
- Pojechał wczoraj wieczorem do Clockers Cove - odpowiedział nieco zbity z tropu lekarz - Zabrali go jegomościowie, którzy się powiadali waszymi znajomymi. I zostawili dla was list. Poczekajcie chwilę.
Lekarz odwrócił się w miejscu i odszedł w głąb domostwa pozostawiając na progu całkowicie zdumionych Grzmocicieli.
Dotarliście szczęśliwie do Langmere, ale Książę już się stamtąd zawinął!
