Strona 42 z 57

: 31 sierpnia 2011, 21:28
autor: Goldwin
Niom, chitynka. Lekka i dość wytrzymała. I skórzane, kilka warstw licowej, utwardzanej powinno coś wyłapać.

: 31 sierpnia 2011, 22:29
autor: mordimer00
Jeśli zdążę do gulmaka to tak robię lecę po niego wsiadam na grzbiet i wtedy szarżuje na wroga, ale tylko jeśli zdążę. Jeśli nie staje obok Uhry w pierwszym szeregu z tarczą i toporkiem w dłoni.

: 01 września 2011, 14:19
autor: Keth
Wątek techniczny

8ART i Treant jeszcze się nie odezwali, ale popchnę akcję nieco do przodu. Uhra stanęła w pierwszym szeregu z jeszcze jednym Duvikaninem, Eithart, Trehant i reszta w tyle. Mordil popędził do osady po gulmaka, ale naturalnie nie sposób było rzec, czy zdąży czy nie zdąży, bo w głębi wąwozu w chwili jego odwrotu taktycznego nic się jeszcze nie działo.

Co do tarczy Uhry, to faktycznie zrobię ją z kompozycji skór i kości, muszę tylko wymyślić jakiegoś egzotycznego zwierzaczka-dawcę.

: 01 września 2011, 14:24
autor: Keth
Wąwóz wiodący do Duviku, noc

Czas zdawał się stać w miejscu, a zszargane nadmiarem emocji nerwy obrońców rysowały na ich twarzach posępne zdesperowane grymasy, więc kiedy z głębi wąwozu dobiegły dźwięki zgrzytających pod podeszwami butów kamyków, każdy bez mała odetchnął z ulgą. Zdrętwiałe palce zacisnęły się mocniej na broni, rozgorączkowane spojrzenia próbowały przeniknąć gęstą ciemność wąwozu. Trehant zamrugał oczami odrywając wzrok od wąziutkiego paska rozgwieżdżonych przestworzy hen w górze, spojrzał w głąb wąwozu i zmienił chwyt na swej szabli, kiedy jego znacznie lepszy od ludzkiego wzrok dostrzegł wyłaniające się zza załomu rozpadliny czarne sylwetki intruzów.

Ożywieńcy szli powoli, ciasną kupą. Bystre oczy półorka dostrzegły nienaturalną sztywność ich ruchów, ale myśli Trehanta zaprzątnęło znienacka coś zupełnie innego niż groteskowy sposób poruszania się martwiaków.

- Gotowić się! Gotowić! - krzyknął Zoltar Januk - Idą na nas!

- Niebiański Uzdrowicielu, pomiłuj, chroń nas ode złego - jęknął blady jak płótno wojownik stojący obok łowcy makunów.

- Siła ich! - syknął Trehant podnosząc wyżej szablę - Uhra, przecie żeście rzekali, że to ino Esajanie byli!

Gwardzistka wpatrywała się w nadciągających całą szerokością wąwozu nieumarłych zmrużonymi oczami gryząc bezwiednie paznokcie lewej dłoni, potem prychnąła głośno z niedowierzaniem.

- Ilu ich jest?! - krzyknął jeden z Duvikan zmieniając rozstawienie nóg i zapierając się stopami o skaliste podłoże. W powietrzu zafurkotała ciśnięta przez kogoś innego pochodnia, rzucona z całej siły przed szereg obrońców. Płonące łuczywo odbiło się od ściany wąwozu, spadło stromym łukiem pod nogi nadchodzących bez słowa martwiaków wyłaniając z mroku ich sylwetki i wykrzywione w diabolicznym grymasie twarze.

- Górnicy! - wyrzuciła z siebie Uhra - Karawannicy i zabici górnicy z kopalni!

- Gotowić się! - huknął raz jeszcze Zoltar Januk, bo znajdujący się ledwie kilkadziesiąt stóp dalej ożywieńcy przyśpieszyli znienacka kroku rzucając się w przerażającej ciszy wprost na grupkę tarasujących im drogę obrońców.


Wątek techniczny

Pora na małą niespodziankę, ponieważ już dawno niczym fajnym Was nie zaskoczyłem. Liczebność nacierających martwiaków można oszacować na 30+, bo prowizoryczne oświetlenie pozwala dostrzec nieco więcej szczegółów - w szeregach napierającej chaotycznie gromady nieumarłych zobaczyć można zarówno esajańskich karawanników jak i górników znalezionych przez Was noc wcześniej w kopalni miedzi, są tam nawet ci dwaj duvikańscy strażnicy z wieży zamordowani podstępnie przez hasarytów!

Jak to się powiada w takich chwilach: pora zatańczyć! Jakieś specyficzne deklaracje, zanim zacznie się jatka?

: 01 września 2011, 15:29
autor: Treant
- Eitharcie! Pora rozjaśnić ciemności! Kto ma czym niech ciska w nadchodzących, a potem trzymać szyk!

Wątek techniczny
Rozumiem, że wycofujący się Mordil zmusił jednego z nieposiadających tarczy Duvikan do wypełnienia luki w szyku. Stanę nieco z tyłu za nim, aby w razie czego móc go zastąpić, gdyby został powalony. Póki nie jestem zaangażowany w walkę wypatruję, czy ktoś nie nadchodzi za martwiakami.

: 01 września 2011, 20:54
autor: 8art
Wątek techniczny

Podnoszę płonącą pochodnie. Gdy już martwi znajdą się dość blisko ciskam w ciżbę martwiaków dzban oliwy, którego zabranie zadeklarowałem (post 591). Potem podpalam martwiaki pochodnią. Ewentualnie jeśli mam kaganek to rozbijam go na polanych oliwą martwiakach. Mam nadzieję, że to nieco rozjaśni atmosfere;) Wczesniej ustawiam pikinierów/włóczników z przodu aby mogli ew trzymać na dystans płonących truposzy, aby chaosu i w naszych szeregach nie wprowadzili. Gdy martwi uderzą, rzucam Rozświetlenie. Wcześniej uderzam z mową jak to Gorlam ceni odwagę i walkę w obronie bliskich i ze złem wcielonym aby tchnąć w obrońców trochę wiary (ubiorę to w słowa później). Dosięgam półtoraka, mocuję puklerz i intonuję pieśń bohaterów Gorlama. Sugeruję aby raczej ciąć lub tłuc martwych bo ponoć na kłucie wynatyrzenia bardziej odporne

: 02 września 2011, 20:48
autor: Keth
Chatka dla gości, noc

Zziajany i dyszący szaleńczo Mordil wpadł do zagrody przy chatce dla gości, próbując złapać oddech na tyle, by móc zagwizdać na wsadzonych w zęby palcach. Przywiązane do poideł konie parskały donośnie spłoszone dźwiękami paniki niosącymi się po całej osadzie. Barbarzyńca osaczył w kącie zagrody równie spłoszonego gulmaka, sapiącego niespokojnie i przewracającego bezrozumnie swymi wielkimi oczami. Gad zasyczał na dźwięk znajomego gwizdu, przypadł do piaszczystego podłoża zniżając grzbiet, by ułatwić tym samym swemu panu skok w siodło.

Jego długi prężny ogon zamiatał piasek wzbijając w powietrze istny tuman. Modril zmełł w ustach przekleństwo zauważając czytelny tylko dla niego strach zwierzęcia, budzący samym swym istnieniem niepokój samego goblina. Gulmak był z natury stworzeniem nie znającym lęku, zaczepnym wobec innych zwierząt, a w okresie godowym wręcz agresywnym, teraz jednak zachował się zupełnie inaczej, strzosząc grzbietowe łuski i nadymając skórzaste worki gardzieli.

Zwierzę wyraźnie się czegoś bało, toteż goblin złapał na wszelki wypadek za swój amulet i zmówił w pośpiechu kilka słów modlitwy słanej do duchów opiekuńczych swego plemienia.

Wrzaski w Duviku nie ustawały, jednakże znienacka przycichły w obliczu nowego dźwięku, który buchnął ku grozie wszystkich z głębi wąwozu. Był to dźwięk jeżący włosy na głowie i mrożący krew w żyłach, wszyscy bowiem od razu pojęli, co oznaczał.

Z wąwozu dobiegł doskonale rozpoznawalny nawet z tej odległości huk i szczęk metalu przemieszany z dzikimi wrzaskami ludzi.


Wątek techniczny

Ponieważ zakładam, że gobliński kawalerzysta natychmiast zawróci do wąwozu, istotne staje się pytanie o podjętą przez niego taktykę. Jeśli mur tarcz się utrzyma, cała szerokość przewężenia zostanie zatarasowana przez walczących ludzi, a obrońcy stoją w dwóch szeregach. Co zamierza zrobić w takiej sytuacji nadjeżdżający od tyłu Mordil? Wbić się gulmakiem we własne szyki? Zmusić zwierzę do skoku ponad głowami towarzyszy i zwalić się na przód formacji nieumarłych? (lub przy odrobinie pecha na pierwszy szereg włóczników). Inne opcje/deklaracje?

: 02 września 2011, 20:57
autor: Keth
Podstawa schodków, noc

Doprowadzony pod kamienne stopnie Skela podziękował swemu przewodnikowi ruchem dłoni, jednakże gest ten okazał się zupełnie zbędny, bo pobladły na twarzy duvikański żołnierz wyznaczony do tej roli przez pierwszego kapitana już zdążył obrócić się na pięcie i pędem zniknąć między domostwami. Tropiciel zadarł wysoko głowę i przygryzł wargi szacując w myślach wyzwanie, przed którym znienacka stanął.

Ktokolwiek wykuł przed laty dziesiątki skalnych schodków, najpewniej albo był w sztok pijanym leniem albo z pochodzenia niziołkiem, skruszone bowiem tu i ówdzie stopnie miały przerażająco niewielkie rozmiary, a do wspinaczki wymagały niezawodnie użycia nie tylko stóp, ale i obu dłoni. Skela przewiesił swą włócznię przez plecy na skórzanej uprzęży i dociągnął założone przezornie rękawice, ale wciąż nie mógł się zdecydować, czy naprawdę zamierza pokonać czterysta podług zdyszanych słów przewodnika skalnych półeczek mających wynieść go ponad Duvik i na szczyt odległego płaskowyżu.


Wątek techniczny

Witamy w klubie Actimela! Wyjście z osady tą drogą to prawdziwe wyzwanie dla twardzieli - pamiętacie może wspinaczkę Frodo Bagginsa w trzeciej części trylogii, kiedy biedaczek musiał się dostać starym przejściem do Mordoru. Tak mniej więcej wyglądają owe schody w ścianie rozpadliny. Venarze, co dalej?

: 02 września 2011, 21:10
autor: Keth
Wąwóz opodal Duviku, noc

Gromada poruszających się coraz szybciej, ale wciąż przerażająco milczących ożywieńców sunęła wprost na szereg dzierżących broń struchlałych śmiertelników, zbitych ramię w ramię w murze najeżonym stalą i połyskującym bladością wyzierającą z twarzy obrońców. Uhra westchnęła mimowolnie czując jak żołądek podchodzi jej do gardła. Słyszała za sobą zagrzewające do boju okrzyki Eitharta, ale umysł zdawał się nie pojmować do końca ich znaczenia, koncentrując całą uwagę na bliskich już ledwie o wyciągnięcie ręki nieumarłych. Dziewczyna zmieniła układ palców na uchwycie swej czworokątnej tarczy, wykonanej zręcznymi rękami pewnego remzińskiego zbrojmistrza z tarczek kostnych larisara naklejonych obustronnie na warstwę kilku wyjątkowo grubych skór zdartych z pustynnych czerwi. Tarcza ta, niechętny dar ojca dla krnąbrnej i zbyt skorej do wojaczki dziedziczki majątku, zawsze zdawała się Uhrze nadmiernie duża, teraz jednak znienacka skurczyła w jej opinii swe rozmiary.


Wątek techniczny

Myślę, że na początek machniemy testy strachu dla wszystkich śmiertelników w wąwozie, ok? :P

: 02 września 2011, 22:57
autor: venar
Ruszam w górę, skoro Frodo sobie poradził to Skela tym bardziej :)

: 03 września 2011, 20:28
autor: Keth
Wąwóz opodal Duviku, noc

Ciśnięty z całej siły dzban skalnego oleju pękł z głuchym trzaskiem, a rozlana ciecz z miejsca zajęła się ogniem rozświetlając wąską przestrzeń wąwozu. Żarłoczne płomyki buchnęły na nogawice biegnących niezdarnie napastników, gdzieniegdzie objęły w ogniste posiadanie całe ciała atakujących.

Żaden z palących się ożywieńców nawet nie zwolnił kroku, sadząc wprost na przerażonych tym potwornym widowiskiem obrońców. Eithart gotowił się do rzucenia zaklęcia mającego jeszcze bardziej rozjaśnić półmrok zalegający w wąwozie, słowa inkantacji uwięzły mu jednak w gardle na widok trawionych płomieniami nieumarłych wyciągających do przodu ręce zakończone zakrzywionymi na podobieństwo szponów palcami. W szklistych oczach potworów, które jeszcze niedawno były ludzi odbijała się poświata rzucana przez płonący olej, nadając im iście diabolicznego wyrazu.

Mur tarcz nie wytrzymał. Nim jeszcze pierwsi nieumarli dopadli najeżonego włóczniami rzędu żywych, przerażeni Duvikanie złamali ciasny szyk wycofując się w popłochu i krzycząc w ślepej trwodze. Choć akt takiego tchórzostwa byłby w oczach Trehanta powodem do wieczystej hańby, wciąż tkwiący w miejscu myśliwy nie potrafił się zmusić do tego, by głośno uciekinierów przekląć. Miejscowi wojownicy stanęli twarzą w twarz nie z pustynnymi nomadami czy żądnym żeru makunem, tylko żywymi trupami swych zaginionych w kopalni ziomków oraz Esajan, których sami kilkanaście godzin wcześniej zabili. Upiorne doświadczenie okazało się zbyt trudne dla zszarganych nerwów obrońców.

Duvikanie uciekali ciskając pod nogi tarcze i włócznie, potrącając się wzajemnie i tratując, krzycząc przeraźliwie i wzywając boskiego wybawienia, nie uciekali jednak sami. Eithart wycofywał się z obłędem w oczach, nie podoławszy ogromowi wyzwania jakim była konfrontacja z żywymi trupami, nie potrafiąc opanować odbierającego zmysły strachu, który wziął znienacka we władanie jego członki. Uhra cofała się w ślad za gorlamitą, pojękując cicho i drżąc na całym ciele, wbijając pełen lęku wzrok w gęstwę nieumarłych, którzy wpadli na garstkę wciąż gotowych stawić im czoła obrońców.

Na wywijającego z rozpaczliwą desperacją szablą Trehanta oraz czterech duvikańskich wojowników szalonych na tyle, by mimo świadomości ucieczki swych ziomków nie ustąpić nawet o metr w obliczu nieludzkiego wroga.


Wątek techniczny

Jak już wspomniałem wcześniej, wykonane przez Mastuga testy strachu okazały się wyjątkowe pod każdym względem! Cecha Przerażający Wygląd to prawdziwie masakryczny oręż w starciu z niskopoziomowymi bohaterami - testu nie zaliczyli Eithart, Uhra oraz ośmiu Duvikan, rzucając się do panicznej ucieczki (ale w przypadku BG poszedłem Wam na rękę przyjmując, że nie wyrzuciliście precz broni ani tarcz). W miejscu ustali jedynie Trehant i czterej Duvikanie, a to stawia ich w sytuacji nie do pozazdroszczenia, bo wróg ma teraz sześciokrotną przewagę!

Treant, ujmę sprawę jasno. Jeśli natychmiast, bez wahania, rzucisz się do ucieczki, może ocalisz swoje życie. Jeśli z heroicznym męstwem pozostaniesz na pozycji, nie będzie trzeba bawić się w testy jakiegokolwiek rodzaju, bo martwiaków jest ponad trzydzieści, ale w zamian odejdziesz z tego padołu łez w prawdziwie bohaterskim stylu! Czekam na Twoją decyzję, jakakolwiek by nie była.

8ART, Ula - jakie deklaracje gotowi jesteście zadeklarować, gdyby w kolejnych rundach udało się Wam opanować strach?

: 03 września 2011, 20:30
autor: Keth
Schodki ponad Duvikiem, noc

Oszacowawszy w myślach ogrom stojącego przed nim wyzwania, Skela splunął na swe rękawice, roztarł po nich plwocinę, a potem wskoczył na pierwszy skalny stopień i począł się wspinać w górę stromego urwiska, starannie dobierając punkty oparcia i ostrożnie balansując ciałem. Już po pokonaniu pierwszych trzydziestu półeczek poczuł jak po czole spływają mu kropelki potu. Przekręcił głowę w bok i zerknął za siebie obrzucając wzrokiem rozświetloną mdłą poświatą łuczyw panoramę Duviku. Znajdował się powyżej płaskich dachów części domostw, przyczepiony do ściany rozpadliny niczym wielki pająk.

Od strony wąwozu buchnęła dzika wrzawa, która poniosła się zwielokrotnionym echem po osadzie, a jej dźwięk zmroził serce pnącego się nieustępliwie w górę mężczyzny. Był to wydarty z licznych gardeł wrzask trwogi, który nie mógł wieścić niczego dobrego.

Nie próbując nawet zgadywać źródła tych krzyków Skela pokonał następnych kilkanaście schodków, starając się nie zwracać uwagi na rosnącą wysokość i ryzyko połamania wszystkich kości w przypadku nieszczęśliwego upadku na dachy osady.

Coś uderzyło go leciutko w głowę, coś odbiło się od barku z cichym grzechotem. Kilka malutkich skalnych okruchów spadło z góry trafiąc w tropiciela i odbijając się od niego niemal bezgłośnie. Skela zadarł głowę w górę, nieruchomiejąc w zawisie na schodkach i próbując dostrzec coś ponad sobą. Wysoko nad płaskowyżem dostrzegał pas rozgwieżdżonego nieba, ale ściany rozpadliny wydawały się smoliście czarne, toteż dopiero po chwili dostrzegł kilkanaście półeczek wyżej dziwny kształt rozmiarów człowieka, przyciśnięty do skały na podobieństwo jego samego.


Wątek techniczny

Mała przeszkoda na drodze, a do ziemi dobrze piętnaście metrów! Na dodatek walka w takich warunkach to wyzwanie godne wiedźmina, a nie pierwszopoziomowego łowcy, więc może być naprawdę ciekawie, jeśli Venar zdecyduje się na jakies hollywoodzkie zagranie. Poczekamy, zobaczymy...

: 04 września 2011, 15:19
autor: Treant
- Odwrót! Do osady!

Wątek techniczny
Wycofuję się w stronę Duviku w tempie pozwalającym coraz bardziej oddalać się od martwiaków. Jeśli ktoś uciekający ze strachu się opanuje, krzyczę powtórnie to samo. Jeśli uda mi się oddalić od truposzy na tyle, by możliwy był strzał z łuku, wykorzystam fakt, że płonąc są bardzo dobrze widoczne. Będę powtarzać ten manewr tak długo, jak będzie mi się udawało utrzymać od nich odpowiedni dystans, nadal będą widoczne lub skończą mi się strzały (co wydaje mi się najmniej prawdopodobne). Po dotarciu do osady będę krzyczał do żołnierzy, by się zbroili.

: 04 września 2011, 19:50
autor: Keth
Wąwóz opodal Duviku, noc

Mordil usadowił się naprędce na grzbiecie prychającego niespokojnie gulmaka, trącając gada podkutymi butami i łapiąc prawą ręką za stylisko swego topora. Lubił walczyć z wysokości swego wierzchowca, rekompensując sobie w ten sposób wadę niskiego wzrostu i zyskując okazję do wyprowadzania morderczych cięć szerokim ostrzem swej broni, nadto zaś zyskiwał na impecie ciężkiego cielska gulmaka, który wybornie nadawał się do tratowania ofiar gniewu barbarzyńcy.

Zdzielony po zadzie płazem topora gad zasyczał donośnie i skoczył przez niskie ogrodzenie zagrody dla koni, mknąc po skalistym dnie rozpadliny w kierunku wylotu wąwozu. Okruchy skały pryskały spod trójpalczastych łap zwierzęcia, a jego łuskowaty ogon wzbijał w powietrze istną kurzawę.

Pierwsi Duvikanie, którzy wypadli z wąskiego przejścia omal nie zderzyli się z gulmakiem, odskoczyli na boki z dzikim wrzaskiem i obłędem w oczach. Mordil huknął na nich gniewnie czując nagły ucisk w żołądku, zawinął w powietrzu wojowniczo toporem tnąc ze świstem półmrok nocy. Widok uciekających na złamanie karku wojowników z miejsca zdradził goblinowi, że w wąwozie stało się coś strasznego, ale złe przeczucie i tak nie przygotowało go na to, co ujrzał swymi bursztynowymi ślepiami wpadając w skaliste przejście.

W jego stronę pędziła gromada ogarniętych ślepą paniką ludzi, ciskających pod nogi oręż i potrącających się wzajemnie. Wśród Duvikan biegła Uhra, a po piętach deptał jej Eithart, tym razem już nie sławiąc donośnym głosem chwały swego boga, tylko dysząc spazmatycznie.

A w ślad za nimi sunęła z rozrzuconymi drapieżnie rękami horda ciemnych kształtów, tu i ówdzie trawionych żarłocznymi płomieniami, ale najwyraźniej nic sobie z tego nie robiących. Mordil osadził gulmaka w miejscu silnym targnięciem za uprząż, przełknął głośno ślinę wbijając wzrok w wypełniające wąwoz od ściany do ściany mrowie nieumarłych.

Mordil przełknął raz jeszcze ślinę, jęknął zduszonym głosem i zawrócił gulmaka w miejscu zmuszając zwierzę do natychmiastowej ucieczki w stronę kamiennych zabudowań osady.


Wątek techniczny

Nie ująłem tego we wcześniejszej fabularce, bo nie chciałem zdradzać wszystkich szczegółów, ale również postać Mordimera nie zaliczyła testu strachu: tak więc jeździec pogonił swego gulmaka z powrotem do Duviku, mając nad spieszonymi towarzyszami tę przewagę, że w przeciwieństwie do nich nie padnie po kilkudziesięciu metrach z powodu skrajnego wyczerpania, tylko dotrze do osady na grzbiecie swego gadziego pupila.

: 05 września 2011, 15:19
autor: 8art
Wątek techniczny

Ale siary narobiliśmy... Wstyd na cały Duvik:) Jeżeli się opanuje to pomagam Trenatowi i resztce uciekających Duvikan. Używam Wody Święconej jeśli muszę. Staram się opanować innych obrońców i zoorganizować kolejny punkt oporu. Może tym razem pójdzie nam nieco lepiej:)