PBF - Pazur w mroku
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
21 dzień Golovusu 602 AR, Zarenivka
Potrząsany łagodnie, aczkolwiek stanowczo za ramię, Ivan otworzył z wysiłkiem piekące z niewyspania oczy, trąc kciukami powieki i siadając na posłaniu. Volkh i Ivash jeszcze spali, owinięci w koce i pochrapujący głośno w przyjemnym cieple bijącym od trzaskającego płomieniami paleniska, do którego ktoś co jakiś czas dokładał drewnianych szczap. Pochylający się nad Karakovem mężczyzna o długiej czarnej brodzie i żywych oczach wyprostował się z wyrazem zadowolenia na twarzy, cofnął o krok krzyżując ramiona na piersiach. Obcy wyglądał Ivanowi na Kharda, chociaż nosił szyte na miejscową modłę odzienie.
- Kajaz was wzywa do dworu - oznajmił nieznajomy przenosząc spojrzenie na pozostałych dwóch kuzynów - Budź swoich druhów i chodźcie ze mną, zaprowadzę was na miejsce.
- Długo żeśmy spali? - zapytał Ivan tłumiąc dłonią ziewnięcie i zerkając w stronę obciągniętego rybią błoną okna, za którym można było dostrzec jedynie ciemność.
- Słońce zaszło dawno temu - odpowiedział brodaty Khard - Kajaz rozkazał wieczerzę naszykować, bo pewnikiem wszyscy z głodu umieracie... aż cud to, żeście i wy głów nie położyli.
Wyraz zadowolenia zniknął z twarzy mężczyzny, zastąpiony gorzkim grymasem.
- Tyszka gębę zawarł, kajaza nikt się pytać nie ośmiela - mruknął przyciszonym głosem - Inni też milczki. Taka straszna rzecz się stało, że aż w łebie nie sposób tego ułożyć.
Bojąc się niewygodnych pytań Ivan wstał czym prędzej z posłania, przeciągnął rękami po brudnym ubraniu i naznaczonej szramami skórzni.
- Tak przecie iść nie wypada - wybąkał zdrapując z policzka rdzawe płatki zaschłej krwi - Takie brudasy...
- O to się nie troskajcie - wciąż posępny Khard wzruszył ramionami. Jakby tylko czekając na jego słowa, z sąsiedniego pomieszczenia wyszły dwie krzepkie kobiety w średnim wieku, o podkrążonych oczach zdradzających mnóstwo wylanych niedawno łez. W rękach miały pachnące świeżością lniane spodnie i wełniane koszule oraz futrzane kubraki.
- W izbie obok są miski z ciepłą wodą - oznajmił mężczyzna - Obudź swych druhów, oporządźcie się, a przebierzcie, jeno żwawo. Kajaz nie lubi czekać, nie lza go nerwować.
Wątek techniczny
Świeże ubrania, zaproszenie na wspólną wieczerzę... może być okazja upomnieć się o jakieś brzęczące zadośćuczynienie za szkody fizyczne i psychiczne! Ważna kwestia obyczajowa - idziecie na kolację u ważnej w tym miejscu persony. Zabieranie w takich okolicznościach broni czy zakładanie zbroi będzie widziane jako wielki nietakt, ale decyzja należy naturalnie do Was.
Potrząsany łagodnie, aczkolwiek stanowczo za ramię, Ivan otworzył z wysiłkiem piekące z niewyspania oczy, trąc kciukami powieki i siadając na posłaniu. Volkh i Ivash jeszcze spali, owinięci w koce i pochrapujący głośno w przyjemnym cieple bijącym od trzaskającego płomieniami paleniska, do którego ktoś co jakiś czas dokładał drewnianych szczap. Pochylający się nad Karakovem mężczyzna o długiej czarnej brodzie i żywych oczach wyprostował się z wyrazem zadowolenia na twarzy, cofnął o krok krzyżując ramiona na piersiach. Obcy wyglądał Ivanowi na Kharda, chociaż nosił szyte na miejscową modłę odzienie.
- Kajaz was wzywa do dworu - oznajmił nieznajomy przenosząc spojrzenie na pozostałych dwóch kuzynów - Budź swoich druhów i chodźcie ze mną, zaprowadzę was na miejsce.
- Długo żeśmy spali? - zapytał Ivan tłumiąc dłonią ziewnięcie i zerkając w stronę obciągniętego rybią błoną okna, za którym można było dostrzec jedynie ciemność.
- Słońce zaszło dawno temu - odpowiedział brodaty Khard - Kajaz rozkazał wieczerzę naszykować, bo pewnikiem wszyscy z głodu umieracie... aż cud to, żeście i wy głów nie położyli.
Wyraz zadowolenia zniknął z twarzy mężczyzny, zastąpiony gorzkim grymasem.
- Tyszka gębę zawarł, kajaza nikt się pytać nie ośmiela - mruknął przyciszonym głosem - Inni też milczki. Taka straszna rzecz się stało, że aż w łebie nie sposób tego ułożyć.
Bojąc się niewygodnych pytań Ivan wstał czym prędzej z posłania, przeciągnął rękami po brudnym ubraniu i naznaczonej szramami skórzni.
- Tak przecie iść nie wypada - wybąkał zdrapując z policzka rdzawe płatki zaschłej krwi - Takie brudasy...
- O to się nie troskajcie - wciąż posępny Khard wzruszył ramionami. Jakby tylko czekając na jego słowa, z sąsiedniego pomieszczenia wyszły dwie krzepkie kobiety w średnim wieku, o podkrążonych oczach zdradzających mnóstwo wylanych niedawno łez. W rękach miały pachnące świeżością lniane spodnie i wełniane koszule oraz futrzane kubraki.
- W izbie obok są miski z ciepłą wodą - oznajmił mężczyzna - Obudź swych druhów, oporządźcie się, a przebierzcie, jeno żwawo. Kajaz nie lubi czekać, nie lza go nerwować.
Wątek techniczny
Świeże ubrania, zaproszenie na wspólną wieczerzę... może być okazja upomnieć się o jakieś brzęczące zadośćuczynienie za szkody fizyczne i psychiczne! Ważna kwestia obyczajowa - idziecie na kolację u ważnej w tym miejscu persony. Zabieranie w takich okolicznościach broni czy zakładanie zbroi będzie widziane jako wielki nietakt, ale decyzja należy naturalnie do Was.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Wiele dobrego uczyniliśmy dla kajaza. Łudzę się nadzieją, że nie planuje nic złego. Szkoda, że niema murnika coby złość władyki opanował.
Ivash mimo bólu wstał i ruszył się obmyć. Ubrał się w przyniesiony strój, ale mimo wszystko wsunął nóż w pochwie, z tyłu za pasek spodni. Na górę nałożył kubrak (lub co tam mam). Mimo wszystko było zimno i w samej koszuli nie zamierzał paradować.
Ivash mimo bólu wstał i ruszył się obmyć. Ubrał się w przyniesiony strój, ale mimo wszystko wsunął nóż w pochwie, z tyłu za pasek spodni. Na górę nałożył kubrak (lub co tam mam). Mimo wszystko było zimno i w samej koszuli nie zamierzał paradować.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
21 dzień Golovusu 602 AR, Zarenivka
Kajaz Igor Zareniv przyjął biesiadników w innej izbie dworu niż poprzednio, w nisko sklepionym pomieszczeniu wspartym na zabajcowanych drewnianych słupach, o glinianej polepie zastawionej dwoma rzędami stołów, przy których mogło się bez trudu pomieścić pół setki gości.
Tego wieczoru drewniane ławy świeciły przeraźliwymi pustkami. Wprowadzeni do środka Kossyci zmrużyli oczy próbując przyzwyczaić wzrok czym prędzej do panującego wewnętrz półmroku. Kajaz siedział u szczytu stołu, towarzyszyło mu pół tuzina innych mężczyzn, wśród których kuzyni rozpoznali Tyszkę i innych ocalałych z rzezi osadników.
Niedobór kompanów do biesiadowania kompensowała w zupełności obfitość jadła. Widząc ustawione na stole misy z gorącą kaszą, chlebowe placki, pieczone w całości kuraki i głuszce oraz baraninę, smażone pstrągi i dzbany piwa Ivan poczuł znienacka jak bardzo jest głodny, a ślina napłynęła mu do ust w ilości grożącej wręcz nagłym zadławieniem.
Siedzących przy stole ludzi obsługiwało kilka kobiet w prostych odzieniach służby. Prowadzeni w stronę kajaza młodzieńcy zostali obwąchani przez parę przyjaźnie nastawionych psów, zainteresowanych bardziej ogryzaniem rzucanych im kości niż gryzieniem obcych łydek. Poświata bijąca od wielkiego kominka oraz rozstawionych tu i ówdzie świeczników spowijała pomieszczenie ciepłym blaskiem, ale atmosfera panująca w izbie pasowała dużo bardziej do stypy niż zwykłej wieczerzy.
- Spocznijcie tutaj - kajaz wskazał gościom ławę usytuowaną naprzeciwko siebie. Siedzący już na niej biesiadnicy przesunęli się czym prędzej na boki, zabierając swe półmiski i robiąc przybyszom wolne miejsce.
- Spożywamy tę wieczerzę wspominając pamięć naszych drogich druhów - dodał kajaz unosząc napełniony do połowy gliniany kufel piwa. Jakaś służebna dziewka wyrosła bez słowa za plecami sadowiących się na siedzisku Kossytów, rozlała piwo do ich kufli.
- Wznoszę toast za tych, którzy odeszli niczym bohaterowie - ciągnął dalej Zareniv - Zasiadają w Urcaenie u boku Stworzyciela, my zaś dalej musimy się trudzić śmiertelnym życiem na tym padole łez. Za ich zdrowie!
- Za ich zdrowie! - padła posępna odpowiedź pozostałych biesiadników, unoszących w geście toastu naczynia. Dźwięk twardych słów odbił się od ścian ciemnego pomieszczenia, utonął w mroku stropowych belek.
Wątek techniczny
Stół zastawiony po brzegi, reszta gości już zaczęła jeść pożerając wszystko w zasięgu swoich rąk, więc proponuję się sprężać. Rozmowa dla odmiany jakoś się nie klei. Jak chcecie się zachowywać w trakcie wieczerzy? Rozmowni, nierozmowni, chętnie pijący, unikający trunków, co jeszcze?
Kajaz Igor Zareniv przyjął biesiadników w innej izbie dworu niż poprzednio, w nisko sklepionym pomieszczeniu wspartym na zabajcowanych drewnianych słupach, o glinianej polepie zastawionej dwoma rzędami stołów, przy których mogło się bez trudu pomieścić pół setki gości.
Tego wieczoru drewniane ławy świeciły przeraźliwymi pustkami. Wprowadzeni do środka Kossyci zmrużyli oczy próbując przyzwyczaić wzrok czym prędzej do panującego wewnętrz półmroku. Kajaz siedział u szczytu stołu, towarzyszyło mu pół tuzina innych mężczyzn, wśród których kuzyni rozpoznali Tyszkę i innych ocalałych z rzezi osadników.
Niedobór kompanów do biesiadowania kompensowała w zupełności obfitość jadła. Widząc ustawione na stole misy z gorącą kaszą, chlebowe placki, pieczone w całości kuraki i głuszce oraz baraninę, smażone pstrągi i dzbany piwa Ivan poczuł znienacka jak bardzo jest głodny, a ślina napłynęła mu do ust w ilości grożącej wręcz nagłym zadławieniem.
Siedzących przy stole ludzi obsługiwało kilka kobiet w prostych odzieniach służby. Prowadzeni w stronę kajaza młodzieńcy zostali obwąchani przez parę przyjaźnie nastawionych psów, zainteresowanych bardziej ogryzaniem rzucanych im kości niż gryzieniem obcych łydek. Poświata bijąca od wielkiego kominka oraz rozstawionych tu i ówdzie świeczników spowijała pomieszczenie ciepłym blaskiem, ale atmosfera panująca w izbie pasowała dużo bardziej do stypy niż zwykłej wieczerzy.
- Spocznijcie tutaj - kajaz wskazał gościom ławę usytuowaną naprzeciwko siebie. Siedzący już na niej biesiadnicy przesunęli się czym prędzej na boki, zabierając swe półmiski i robiąc przybyszom wolne miejsce.
- Spożywamy tę wieczerzę wspominając pamięć naszych drogich druhów - dodał kajaz unosząc napełniony do połowy gliniany kufel piwa. Jakaś służebna dziewka wyrosła bez słowa za plecami sadowiących się na siedzisku Kossytów, rozlała piwo do ich kufli.
- Wznoszę toast za tych, którzy odeszli niczym bohaterowie - ciągnął dalej Zareniv - Zasiadają w Urcaenie u boku Stworzyciela, my zaś dalej musimy się trudzić śmiertelnym życiem na tym padole łez. Za ich zdrowie!
- Za ich zdrowie! - padła posępna odpowiedź pozostałych biesiadników, unoszących w geście toastu naczynia. Dźwięk twardych słów odbił się od ścian ciemnego pomieszczenia, utonął w mroku stropowych belek.
Wątek techniczny
Stół zastawiony po brzegi, reszta gości już zaczęła jeść pożerając wszystko w zasięgu swoich rąk, więc proponuję się sprężać. Rozmowa dla odmiany jakoś się nie klei. Jak chcecie się zachowywać w trakcie wieczerzy? Rozmowni, nierozmowni, chętnie pijący, unikający trunków, co jeszcze?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Posilam się. Piję niewiele. Po toascie Kajaza wznoszę toast za murnika Ulganai w szystkich co zginęli. Czekam co będzie dalej.
Ostatnio zmieniony 06 kwietnia 2012, 09:14 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
21 dzień Golovusu 602 AR, Zarenivka
Konwersacja przy stole miała iście grobowy charakter, ograniczając się do zdawkowych pomruków oraz licznych toastów wznoszonych co chwila przez kajaza. Kiedy półmiski poczęły świecić pustkami, Zareniv podziękował biesadnikom za wspólną wieczerzę życząc im jednocześnie spokojnego snu. Kossyccy myśliwi podnieśli się czym prędzej z ławy, ale kajaz osadził ich w miejscu jednym ruchem ręki.
Hospodar odczekał, aż wszyscy inni mężczyźni prócz Tyszki opuszczą izbę, a służebne dziewki uprzątną większość naczyń pozostawiając w zamian jeszcze kilka dzbanów piwa. Kiedy przy stole pozostało jedynie czterech gości, kajaz odchylił się w krześle krzyżując ramiona na piersiach i spoglądając na Kossytów badawczym spojrzeniem. Ivan gotów był wcześniej przyjąć, że władyka spożył dość jęczmiennego piwa, by stracić rzutkość umysłu, toteż na widok błysku w jego ponurych, ale zadziwiająco trzeźwych oczach poczuł ciarki na plecach. Siedzący opodal khardycki tropiciel zaglądał pozornie znudzony do swego kufla, ale widać było, że zesztywniał w oczekiwaniu na bieg wydarzeń.
- Podjedli? - zapytał pozornie przyjacielskim tonem kajaz - Smakowało? To dobrze, tak się godzi. Wielceście się dzisiaj spisali, chociaż nie dość dobrze, by uratować mego syna. Nic nie gadajcie, bom nieskory winą was obarczać. Bitni jesteście i zawzięci w robieniu żelazem, a takich zbrojnych mi trzeba. Menoth nas srodze doświadczył zabierając tak wielu mężnych wojów, Zarenivka wiele na tym straciła. Tyle kobiet owdowiałych, tyle otroków osieroconych. Żyjemy w dziczy, gdzie potrzeba ludzi mężnych i niestrachliwych.
Zareniv urwał na chwilę, wciąż wpatrzony na przemian w każdego z trzech kuzynów. Karakov poczuł dziwną suchość w gardle, ale powstrzymał się przed sięgnięciem po piwo.
- Pozostaniecie w Zarenivce, w moim poczcie. Dostaniecie dach nad głową i jadło, własnego konia i kobietę, jeśli zechcecie. Żołd płacę złotem, w zamian oczekuję posłuszeństwa i lojalności. Widzę, żeście pokiereszowani, tedy zajmie się wami czym prędzej nasz uzdrowiciel. Tyszka?
Wywołany z imienia tropiciel oderwał wzrok od dna swego kufla, przeniósł spojrzenie beznamiętnych czarnych oczu na Zareniva.
- Tak, panie?
- Zatroszczysz się o tych trzech zuchów - polecił kajaz - Wypłacisz im jutro po tuzinie szponów, a na noc zakwaterujesz w gospodzie Olega, w pokojach dla gości. Niech ktoś przyjrzy się ich zbrojom, naprawi i załata, co trzeba. Konie, które dostali wczoraj są od teraz ich własne.
- Stanie się jak każesz, panie - Tyszka kiwnął w odpowiedzi nieznacznie głową.
Wątek techniczny
Kajaz najwyraźniej jeszcze nie skończył i ma zamiar dalej wieść swój monolog, ale wtrącę na szybko mały komentarz. Tyszka ma zabrać do naprawy Wasze zbroje, chociaż najpewniej już nie dzisiejszego wieczoru, a raczej następnego dnia. Co więcej, wzbogaciliście się nie tylko o własnego konia, ale i tuzin szponów na głowę, czyli równowartość 120 kopytek w złocie (khadoriański szpon to złota moneta warta dziesięć srebrnych kopytek). Jeśli chcecie, dostaniecie na własne utrzymanie młodą wdówkę albo osieroconą dorastającą dziewkę, by o Was zadbała jak ślubna (znaczy się, pod każdym względem).
Lecz by nie tylko słodzić, rzeknę, że kajaz wygłosił to wszystko tonem nie znoszącym najmniejszego sprzeciwu, jakby biorąc za pewnik, że nie macie żadnej innej alternatywy jak tylko podporządkowanie się jego woli i pozostanie na w/w warunkach w Zarenivce.
W tym miejscu byłyby mile widziane jakieś fabularyzowane dialogi w formie reakcji na tak hojne zadośćuczynienie, przy czym nie muszą być obszerne - ot, wybąkane nieskładnie podziękowania czy coś w ten deseń!
Konwersacja przy stole miała iście grobowy charakter, ograniczając się do zdawkowych pomruków oraz licznych toastów wznoszonych co chwila przez kajaza. Kiedy półmiski poczęły świecić pustkami, Zareniv podziękował biesadnikom za wspólną wieczerzę życząc im jednocześnie spokojnego snu. Kossyccy myśliwi podnieśli się czym prędzej z ławy, ale kajaz osadził ich w miejscu jednym ruchem ręki.
Hospodar odczekał, aż wszyscy inni mężczyźni prócz Tyszki opuszczą izbę, a służebne dziewki uprzątną większość naczyń pozostawiając w zamian jeszcze kilka dzbanów piwa. Kiedy przy stole pozostało jedynie czterech gości, kajaz odchylił się w krześle krzyżując ramiona na piersiach i spoglądając na Kossytów badawczym spojrzeniem. Ivan gotów był wcześniej przyjąć, że władyka spożył dość jęczmiennego piwa, by stracić rzutkość umysłu, toteż na widok błysku w jego ponurych, ale zadziwiająco trzeźwych oczach poczuł ciarki na plecach. Siedzący opodal khardycki tropiciel zaglądał pozornie znudzony do swego kufla, ale widać było, że zesztywniał w oczekiwaniu na bieg wydarzeń.
- Podjedli? - zapytał pozornie przyjacielskim tonem kajaz - Smakowało? To dobrze, tak się godzi. Wielceście się dzisiaj spisali, chociaż nie dość dobrze, by uratować mego syna. Nic nie gadajcie, bom nieskory winą was obarczać. Bitni jesteście i zawzięci w robieniu żelazem, a takich zbrojnych mi trzeba. Menoth nas srodze doświadczył zabierając tak wielu mężnych wojów, Zarenivka wiele na tym straciła. Tyle kobiet owdowiałych, tyle otroków osieroconych. Żyjemy w dziczy, gdzie potrzeba ludzi mężnych i niestrachliwych.
Zareniv urwał na chwilę, wciąż wpatrzony na przemian w każdego z trzech kuzynów. Karakov poczuł dziwną suchość w gardle, ale powstrzymał się przed sięgnięciem po piwo.
- Pozostaniecie w Zarenivce, w moim poczcie. Dostaniecie dach nad głową i jadło, własnego konia i kobietę, jeśli zechcecie. Żołd płacę złotem, w zamian oczekuję posłuszeństwa i lojalności. Widzę, żeście pokiereszowani, tedy zajmie się wami czym prędzej nasz uzdrowiciel. Tyszka?
Wywołany z imienia tropiciel oderwał wzrok od dna swego kufla, przeniósł spojrzenie beznamiętnych czarnych oczu na Zareniva.
- Tak, panie?
- Zatroszczysz się o tych trzech zuchów - polecił kajaz - Wypłacisz im jutro po tuzinie szponów, a na noc zakwaterujesz w gospodzie Olega, w pokojach dla gości. Niech ktoś przyjrzy się ich zbrojom, naprawi i załata, co trzeba. Konie, które dostali wczoraj są od teraz ich własne.
- Stanie się jak każesz, panie - Tyszka kiwnął w odpowiedzi nieznacznie głową.
Wątek techniczny
Kajaz najwyraźniej jeszcze nie skończył i ma zamiar dalej wieść swój monolog, ale wtrącę na szybko mały komentarz. Tyszka ma zabrać do naprawy Wasze zbroje, chociaż najpewniej już nie dzisiejszego wieczoru, a raczej następnego dnia. Co więcej, wzbogaciliście się nie tylko o własnego konia, ale i tuzin szponów na głowę, czyli równowartość 120 kopytek w złocie (khadoriański szpon to złota moneta warta dziesięć srebrnych kopytek). Jeśli chcecie, dostaniecie na własne utrzymanie młodą wdówkę albo osieroconą dorastającą dziewkę, by o Was zadbała jak ślubna (znaczy się, pod każdym względem).
Lecz by nie tylko słodzić, rzeknę, że kajaz wygłosił to wszystko tonem nie znoszącym najmniejszego sprzeciwu, jakby biorąc za pewnik, że nie macie żadnej innej alternatywy jak tylko podporządkowanie się jego woli i pozostanie na w/w warunkach w Zarenivce.
W tym miejscu byłyby mile widziane jakieś fabularyzowane dialogi w formie reakcji na tak hojne zadośćuczynienie, przy czym nie muszą być obszerne - ot, wybąkane nieskładnie podziękowania czy coś w ten deseń!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Pane djekujem za szczodrość... Niech Wam Menoth błogoslawi Pane. Takie zaszczyty dla nas... Djekujem. - Volkh nieskładnie podziekował Kajazowi, kłaniając się w pas. Niemniej pozostanie w Zarenivce w smak mu nie było. Wiązały go przysięgi wobec nieżyjącego murnika. Jemu służyć Menothowi a nie hospadarowi Zarnivki. W głowie już rodził się plan śmiałej ucieczki z grodu. Wciąż zresztą wydawało mu się, że Zareniv każe ich załatwić przy pierwszej okazji.
Wątek techniczny
Zagrajmy dobrą mine do złej gry. Ale myśle że do Tverkutska nam trzeba, a potem obietnice wypełnić.
Wątek techniczny
Zagrajmy dobrą mine do złej gry. Ale myśle że do Tverkutska nam trzeba, a potem obietnice wypełnić.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
21 dzień Golovusu 602 AR, Zarenivka
Kajaz zapatrzył się na dłuższą chwilę w stertę częściowo objedzonych z mięsa baranich kości, piętrzących się na pozostawionym przed nim półmisku, jakby w ogóle nie zwracając uwagi na słowa Volkha. Światło świec odbijało się w kilku założonych na palce władyki pierścieniach, lśniło w ogniwach wiszącego na piersiach złotego łańcucha.
- Jak już rzekłem, cenię posłuszeństwo i oddanie. Będziecie czynić, co rozkażę, a pozostaniecie pod moją ochroną i sowicie zostaniecie wynagrodzeni. Życie w Zarenivce bywa ciężkie i niebezpieczne, ale potrafimy się tutaj o siebie zatroszczyć.
Volkhowi przemknął natychmiast przez myśl młody topornik ze skręconym karkiem, którego ciało leżało teraz na marach opłakiwane przez najbliższych, ale myśliwy nie odważył się nic powiedzieć na głos.
- Tej nocy... w kotlinie był ktoś, kto niechybnie przewodził żmijarzom - zmienił znienacka temat Zareniv - Nie, nie mój parszywy szwagier, oby cierpiał męki wieczyste. Rzecz idzie o tego drugiego, coście go opadli za palem. Opowiedzcie mi o nim wszystko, co pamiętacie.
Wątek techniczny
Nagła zmiana tematu i dość konkretne pytanie. Poproszę o odpowiedzi.
Kajaz zapatrzył się na dłuższą chwilę w stertę częściowo objedzonych z mięsa baranich kości, piętrzących się na pozostawionym przed nim półmisku, jakby w ogóle nie zwracając uwagi na słowa Volkha. Światło świec odbijało się w kilku założonych na palce władyki pierścieniach, lśniło w ogniwach wiszącego na piersiach złotego łańcucha.
- Jak już rzekłem, cenię posłuszeństwo i oddanie. Będziecie czynić, co rozkażę, a pozostaniecie pod moją ochroną i sowicie zostaniecie wynagrodzeni. Życie w Zarenivce bywa ciężkie i niebezpieczne, ale potrafimy się tutaj o siebie zatroszczyć.
Volkhowi przemknął natychmiast przez myśl młody topornik ze skręconym karkiem, którego ciało leżało teraz na marach opłakiwane przez najbliższych, ale myśliwy nie odważył się nic powiedzieć na głos.
- Tej nocy... w kotlinie był ktoś, kto niechybnie przewodził żmijarzom - zmienił znienacka temat Zareniv - Nie, nie mój parszywy szwagier, oby cierpiał męki wieczyste. Rzecz idzie o tego drugiego, coście go opadli za palem. Opowiedzcie mi o nim wszystko, co pamiętacie.
Wątek techniczny
Nagła zmiana tematu i dość konkretne pytanie. Poproszę o odpowiedzi.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Dzięki kajazie za złoto, opiekę i pomoc. Ten parszywiec jakiego opadliśmy przy palu, to na moje rozeznanie to druid. Murnik Ulgan nam powiadał co druidzi z kręgu Ourobrosa często żmijarzy popierają. On bestią władał, jakeśmy go atakowali wilczar przybiegł natychmiast niemal Ivasha zabijając. Ja nie żaden uczony ani mędrzec, jeno kossycki myśliwy, ale po tym co Murnik mówił druidzi z kręgu Ourobrosa temu winni są. Parszywiec uciekł do tego ich diabelskiego kamienia, ale raczej zdechł bo kaldera się zawaliła potem. Mocno go pocięlim, szczeznął niechybnie. Zacny kajazie ów druid młody dość był ale moc miał do władania bestiami. Jasne mial włosy, tyle zapamietałem, w kapturze był, zwinny bardzo, skupialem sie na tym coby mu łeb odciąć, nie na tym jak jego twarz wygląda. Co do pozostania na Waszej służbie kajazie, oferta bardzo korzystna, ale mamy honorowy dług do spłaty wonbec murnika Ulgana, on zycię swe oddał by Ivasha podleczyć. Musimy wrócić do Tverkutska, z kapłanem Menotha się naradzić oraz naszą rodzinę odwiedzić, coby sie nie zamartwiali. Jak spłacim dług wobec zakonu murników, pomyślimy czy do was nie wrócić na służbę. Z nami możecie posłać werbowników do Tverkatki, pomożemy im pomóc wybrać zacnych drużynników dla was, bo większośc miejscowych znamy.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
21 dzień Golovusu 602 AR, Zarenivka
Wysłuchawszy relacji Karakova Zareniv upił z kufla piwa, być może po to jedynie, by otworzyć zaciśnięte kurczowo usta. Ivan wiedział, że wspomnienia kajaza musiały wracać nieuchronnie do walki z Vladimem pod ofiarnym palem i do tragicznego losu młodszego syna. Chociaż hospodar Zarenivki uparcie nie okazywał otwartego żalu po stracie Oskara, jego duszą musiały targać niewyobrażalne emocje.
- Druid - odpowiedział po chwili - Przeklętnik noszący czarny płaszcz. Aż dziw, że się poważył tak blisko Nyschathy. Wieść niesie, że Nyssowie wielce są na druidów zawzięci, gotowi rżnąć ich wszędzie, gdy tylko trafia się okazja. Gdyby to było w górach, a nie na pogórzu, pewnikiem by nas wszystkich wyrżnęły te śnieżne elfy, pogańskie parszywce.
Kajaz dolał sobie piwa własnymi rękami, bo służebne dziewki zniknęły dawno temu odesłane precz z izby. Tyszka dłubał ostrzem wyciągniętego z rękawa sztyletu za paznokciami usuwając stamtąd resztki jedzenia, ale wciąż dało się zauważyć, z jak wielką koncentracją śledził toczoną przy stole rozmowę.
- I Murnik na domiar złego ducha wyzionął - powiedział po chwili Zareniv, przerywając ciężką ciszę zalegającą w mrocznym pustawym pomieszczeniu - Wielka to strata dla nas wszytkich, nie jeno wizygoty w Rorschiku. Mało już takich jak, wiernych do końca sprawom duchowym. Niemniej ucieszę was niebywale, albowiem zwalniam was z zobowiązań wobec Murnika. Ja, Igor Zareniv, pan na Zarenivce, niniejszym biorę ów dług na siebie, dopomóż mi Bóg. O rodzinę też się nie troskajcie, wysyłam za kilka dni umyślnego do Tverkutska, przekaże im dobre wieści. Wzięliście miecz Murnika?
Kajaz zadał pytanie podnosząc raptownie wzrok znad kufla, wbił spojrzenie w twarz Ivana oblekając swe oblicze w maskę wyczekującego napięcia. Karakov poczuł dreszcz na myśl o tym, że gospodarz puścił jego słowa koło uszu, zupełnie nie przyjmując do wiadomości oporu Kossyty przed pozostaniem w sadybie, a to czyniło dalszą rozmowę niebywale niebezpieczną, bo władyka najwyraźniej nie przyjmował do wiadomości braku entuzjazmu wobec swej propozycji - niewiadomą pozostawał zaś jego zasób cierpliwości wobec upartych niewdzięczników.
Wątek techniczny
Szybkie pytanie, więc potrzebna szybka odpowiedź. Jak będzie brzmiała?
Wysłuchawszy relacji Karakova Zareniv upił z kufla piwa, być może po to jedynie, by otworzyć zaciśnięte kurczowo usta. Ivan wiedział, że wspomnienia kajaza musiały wracać nieuchronnie do walki z Vladimem pod ofiarnym palem i do tragicznego losu młodszego syna. Chociaż hospodar Zarenivki uparcie nie okazywał otwartego żalu po stracie Oskara, jego duszą musiały targać niewyobrażalne emocje.
- Druid - odpowiedział po chwili - Przeklętnik noszący czarny płaszcz. Aż dziw, że się poważył tak blisko Nyschathy. Wieść niesie, że Nyssowie wielce są na druidów zawzięci, gotowi rżnąć ich wszędzie, gdy tylko trafia się okazja. Gdyby to było w górach, a nie na pogórzu, pewnikiem by nas wszystkich wyrżnęły te śnieżne elfy, pogańskie parszywce.
Kajaz dolał sobie piwa własnymi rękami, bo służebne dziewki zniknęły dawno temu odesłane precz z izby. Tyszka dłubał ostrzem wyciągniętego z rękawa sztyletu za paznokciami usuwając stamtąd resztki jedzenia, ale wciąż dało się zauważyć, z jak wielką koncentracją śledził toczoną przy stole rozmowę.
- I Murnik na domiar złego ducha wyzionął - powiedział po chwili Zareniv, przerywając ciężką ciszę zalegającą w mrocznym pustawym pomieszczeniu - Wielka to strata dla nas wszytkich, nie jeno wizygoty w Rorschiku. Mało już takich jak, wiernych do końca sprawom duchowym. Niemniej ucieszę was niebywale, albowiem zwalniam was z zobowiązań wobec Murnika. Ja, Igor Zareniv, pan na Zarenivce, niniejszym biorę ów dług na siebie, dopomóż mi Bóg. O rodzinę też się nie troskajcie, wysyłam za kilka dni umyślnego do Tverkutska, przekaże im dobre wieści. Wzięliście miecz Murnika?
Kajaz zadał pytanie podnosząc raptownie wzrok znad kufla, wbił spojrzenie w twarz Ivana oblekając swe oblicze w maskę wyczekującego napięcia. Karakov poczuł dreszcz na myśl o tym, że gospodarz puścił jego słowa koło uszu, zupełnie nie przyjmując do wiadomości oporu Kossyty przed pozostaniem w sadybie, a to czyniło dalszą rozmowę niebywale niebezpieczną, bo władyka najwyraźniej nie przyjmował do wiadomości braku entuzjazmu wobec swej propozycji - niewiadomą pozostawał zaś jego zasób cierpliwości wobec upartych niewdzięczników.
Wątek techniczny
Szybkie pytanie, więc potrzebna szybka odpowiedź. Jak będzie brzmiała?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Wzięliśmy miecz murnika i oddamy go jego zakonowi. Co pzrysięgaliśmy Menothowi nad ciałem Ulgana. Wybaczcie Panie Menothowi pzrysięgaliśmy to i jeno on alabo jakiś wysoki duchowny albo inszy murnik moze nas z pzrysięgi onej zwolnić. jako rzekłem do Tverkutska wracamy. Wielebnego i nasza rodzine odwiedzić. potem obmyslimy jak miecz murnikom oddać.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek techniczny
Stąpamy po bardzo cienkim lodzie. Było nam przystać z udawaną radością na propozycje Kajaza i po tygodniu ulotnić się niczym kamfora. Konno w Tverkutsku w pół dnia bylibyśmy. MNawet by pogoni nie zdążyli wysłać jak za murami miasta byśmy siedzieli. Teraz to juz na oku nas będą mieć...
Stąpamy po bardzo cienkim lodzie. Było nam przystać z udawaną radością na propozycje Kajaza i po tygodniu ulotnić się niczym kamfora. Konno w Tverkutsku w pół dnia bylibyśmy. MNawet by pogoni nie zdążyli wysłać jak za murami miasta byśmy siedzieli. Teraz to juz na oku nas będą mieć...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
21 dzień Golovusu 602 AR, Zarenivka
Zareniv upił ponownie piwa z kufla, odstawił naczynie na blat stołu ocierając z ust pianę. W jego oczach migotały jakieś dziwne iskierki, które budziły w Ivanie instynktowny niepokój, chociaż mogło to być jedynie złudzenie wynikłe z gry światła i cieni.
- Rozumiem - powiedział w nienaturalnie powolny sposób, wwiercając się spojrzeniem w Karakova - Obawiam się, że wieczerza dobiegła końca. Idźcie na spoczynek, Tyszka was odprowadzi.
Khard wyprostował się chowając sztylet do pochwy przy pasie, wstał z ławy odsuwając od siebie pusty kufel i spoglądając na młodzieńców pustym wzrokiem. W ciemnej izbie gasł powoli blask wypalających się drewnianych szczap, wyciągnięte na zasłanej słomą podłodze spały przytulone do siebie bokami psy.
Kajaz wciąż siedział za stołem, opierając podbródek o splecione palcami dłonie i spoglądając na Kossytów dziwnym wzrokiem.
Wątek techniczny
Mam nadzieję, że podjedliście porządnie, bo deseru nie będzie. Wieczerza się skończyła, teraz zostaniecie odprowadzeni do gospody na spoczynek.
Zareniv upił ponownie piwa z kufla, odstawił naczynie na blat stołu ocierając z ust pianę. W jego oczach migotały jakieś dziwne iskierki, które budziły w Ivanie instynktowny niepokój, chociaż mogło to być jedynie złudzenie wynikłe z gry światła i cieni.
- Rozumiem - powiedział w nienaturalnie powolny sposób, wwiercając się spojrzeniem w Karakova - Obawiam się, że wieczerza dobiegła końca. Idźcie na spoczynek, Tyszka was odprowadzi.
Khard wyprostował się chowając sztylet do pochwy przy pasie, wstał z ławy odsuwając od siebie pusty kufel i spoglądając na młodzieńców pustym wzrokiem. W ciemnej izbie gasł powoli blask wypalających się drewnianych szczap, wyciągnięte na zasłanej słomą podłodze spały przytulone do siebie bokami psy.
Kajaz wciąż siedział za stołem, opierając podbródek o splecione palcami dłonie i spoglądając na Kossytów dziwnym wzrokiem.
Wątek techniczny
Mam nadzieję, że podjedliście porządnie, bo deseru nie będzie. Wieczerza się skończyła, teraz zostaniecie odprowadzeni do gospody na spoczynek.