Strona 42 z 70

: 18 grudnia 2012, 14:38
autor: Araven
Najemnicy pojęli grozę sytuacji, jak sobie uświadomili, że w ciemnościach niewiele widzą, a Piktowie maja kilkukrotną przewagę. Podobnie było i u Piktów, ale to był ich teren, półnadzy Piktowie byli wytrzymałymi i bezlitosnymi łowcami, przestali się bać świątyni bo poczuli krew.

Salwa awanturników i rangersów powaliła około 9 wojowników, ale kilkudziesięciu kolejnych nadbiegało z tyłu.

Zorian i tecumseh nakazali odwrót w rozproszeniu by zwiększyc wasze szanse.

Piktowie zatrzymali się na moment, zdołaliście nieco odskoczyć, ale wycia kilkudziesięciu wojowników rozlegają się za wami, Piktowie poczuli krew białych, którzy ośmielili się wejść na ich teren…

Biegniecie serca wam biją do łodzi prawie 2 godziny.
To nietypowa sytuacja, czasem dopada was grupka Piktów musicie walczyć wręcz, dzicy z bliska ciskają toporami i osczepami i zajadle atakują, przebijając się przez Piktów i czasami zwalniając, bo biec cały czas nie dacie rady, płacicie daninę krwi, nie będę rozstrzygałą serii przypadkowych walk. Biorąc pod uwagę wasze zdolności bojowe, zbroje, wykonam testy kto przetrwał, a kto nie, za moment info kto z wasze 14-stki żyje. Oczywiscie każdy z was powalił kilku wrogó w czasie całej ucieczki, od trzech do pięciu, ale Piktów jest wielu, a wy wykończeni długim biegiem i osłąbieni ranami, tracicie kolejnych rangersów.

: 18 grudnia 2012, 14:56
autor: Araven
BELVAS
Zastrzelił jednego, powalił trzech kolejnych wręcz.


VANKO
Pijany, zabił dwóch Piktów.


ZORIAN
Zastrzelił jednego i zabił czterech kolejnych wręcz.


TRANICOS
Zastrzelił dwóch i zabił wręcz dwóch kolejnych Piktów.


DRUSS
Zabił sześciu, w tym pięciu w walce wręcz.

TECUMSEH
Powalił czterech Piktów w czasie ucieczki.

RANGERSI
Powalilil około 20 stu Piktów.


EFEKT dwugodzinnej ucieczki i kilku starć z grupami pościgowymi Piktów, wasze rany to wynik walki wręcz plus trafienia z broni miotanej toporki i oszczepy jakimi z bliska rzucali Piktowie:

Belvas 31 żywotności stracone 23 punkty w czasie ucieczki do łodzi.

Druss 39 żywotności stracone 30 punktów w czasie ucieczki do łodzi.

Vanko 34 żywotności stracone 29 punktów w czasie ucieczki do łodzi.

Tranicos 30 żywotności stracone 25 punktów w czasie ucieczki do łodzi.

ZORIAN 34 żywotności stracone 31 punktów w czasie ucieczki do łodzi.

TECUMSEH stracone 2/3 sił.

RANGERSI z ośmiu do łodzi dotarło: trzech ciężko poranionych, pięciu zginęło.

: 18 grudnia 2012, 15:02
autor: Araven
Do łodzi dotarło was pięciu skrajnie wyczerpanych, krwawiących z wielu ran najemników oraz trzech mocno poranionych rangersów i Tecumseh, podobnie krwawiący jak i pozostali, wskoczyliście do jednej łodzi, zdołaliście wypłynąć na Rzekę, Piktowie wskakiwali za wami, do wody ale kilka posłanych im bełtów ostudziło ich zapał, dopiero w łodzi, zatamowaliście ostatnio otrzymane rany.

Obolali, ledwo żywi i cholernie zmęczeni wracacie do Delamiry tak? macie świadomość całkowiej klęski, Ayodia żyje i śmieje się pewnie z was, pięciu rangersów zginęło na tej wyprawie. Balthus ani mieszkańcy napewno się nie ucieszą, wy sami często bliscy omdlenia z ran i wysiłku po walce i morderczym biegu jesteście.



Stan żywotności podany w poprzednim poście, uwzględnia pierwszą pomoc jakiej sobie nawzajem udzielaliście. Piktów jacy was ścigali było około 70-ciu, co wiecie jako Gracze. Co robicie?

: 18 grudnia 2012, 15:37
autor: Dobro
Walimy w morde Vanko, i wracamy do Delamiry... cóż tu zrobić więcej.

: 18 grudnia 2012, 15:48
autor: Araven
Jeden z rangersów Otis rzekł,

Co odbiło temu durnemu zamorianinowi??, przez tego bałwana zginął tam mój brat i kilku innych.

Balthus nadal ma stopień setnika w służbie czynnej armii Aquilonii, ciesz się Vanko, jak Balthus nie każe cię powiesić za działanie na szkodę Aquilonii, co ty kurwa myślałeś, że jesteś w karczmie w Zamorze, żeby drzeć ryja po nocy na terytorium wroga?


I od teraz uważaj, na swoje plecy dupku, rodziny rangersów jacy tam zginęli, nie darują ci tego, w zasadzie to już jesteś trupem Vanko, przez twoją głupotę straciliśmy 5 naszych a wiedźma nadal żyje. Rangersi nie zapominają takich rzeczy.

: 18 grudnia 2012, 18:06
autor: Procjon
- Jeżeli to się powtórzy, wykopię cię przed linię i zacznę strzelać. Przydasz się bardziej jaku kłoda pod nogi Piktów. - wydusił do Vanka wyczerpany i poraniony Tranicos. - Jak ja cholernie nienawidzę tej parszywej ziemi, wiedźmy, Piktów i w ogóle wszystkiego!! - gdyby Tranicos miał siłę krzyczeć, pewnie słyszałaby go Ayodia, ale z jego piersi wyrwał się tylko cichy, charczący dźwięk.
Pytanie do MG: Czy myśmy się już z tym Otisem nie spotkali?

: 18 grudnia 2012, 18:32
autor: Araven
Na wasze szczęście płyniecie z prądem, bo wiosłować tak porąbani nie bylibyście w stanie. Dlatego, że z prądem to w kilkanaście godzin wasz oddział stanowiący obraz nędzy i rozpaczy, wlecze się do Delamiry, często odpoczywając, droga zajmuje zwykle około 2 godzin, wy szliście trzy godziny, w koncu podwieźli was osadnicy na dwóch wozach bo byście nie doszli sami do wioski. Widzicie, jak strażnicy stoją na palisadzie i liczą ilu was wróciło, rozlega się płacz kobiet i dzieci poległych.

Balthus pyta i jak tam ubiliście Ayodię?, bo wyglądacie strasznie, gdzie reszta moich ludzi?


Tranicosie - co do Otisa, to był z wami już na jednej akcji z bratem. Wtedy wrócili obaj. To jeden z ludzi Balthusa, stary weteran z Conajohary, oni tworzą taką elitarną formację do walk na pograniczu, Rangersów aquilońskich właśnie. Nawet Piktowie ich szanują za wiedzę o puszczy i umiejętności tropicielskie i bojowe. Gubernator Lord Glyco, bardzo ceni Rangersów. To teraz ma ich o kilku mniej. Ich dowódcą jest jak wam wiadomo Balthus, który przewodzi także pierwszej fali osadników jacy przybyli do Delamiry.

: 18 grudnia 2012, 18:41
autor: Dobro
Elitarną? Zdaje się, że gówno w które wdepnęliśmy będzie śmierdzieć bardziej, niż przewidywaliśmy...
Zorian położył się na łodzi, wyciągając ranną nogę na prawej burcie. Świat wirował wokoło, przybliżając się i oddalając; skręcając w lewo by następnie szybko odbić w prawo. Aquilończyk jeszcze nigdy w życiu nie był bliżej śmierci, niż przez ostatnie trzy godziny.

W końcu łomot serca uspokoił się na tyle, że ranny słyszał coś więcej, niż świst w uszach i rzekę krwi w żyłach.
Dzięki ci Mitro, że znów dane będzie mi ujrzeć wschód słońca... Chyba straciłem dużo krwi..., myślał na wpół przytomnie, niezdolny już do jakiejkolwiek komunikacji na zewnątrz.

Krzyczący co sił (czyli słabo) Tranicos był niesłyszalny dla pogrążającego się w kojącym śnie Zoriana.

A szkoda, chętnie by posłuchał, jak Vanko zbiera baty...

W końcu, po wielu godzinach banda ocalałych dotarła do Delamiry. Widok płaczących kobiet i dzieci nie wzruszył Zoriana; bardziej obawiał się o reakcje na wieść, że tak naprawdę wyprawa poszła na marne... no, prawie. Teraz wiemy, co tam jest.

Aquilończyk postanowił zaczekać, aż ktoś inny przemówi. Nie będzie sensu kłamać, rengersi i tak powiedzą prawdę; pewnie nawet trochę podkolorują ją na naszą niekorzyść... Wtedy dopiero Zorian wtrąci swoje trzy grosze.
Mistrzu, ile potrwa nasze leczenie do sprawności bojowej? I jak wyglądają nasze finanse, tj jak długo możemy leżeć na tyłku i nic nie robić, licząc że oszczędzamy na minimum tygodniowe zapasy jedzenia?

: 18 grudnia 2012, 18:56
autor: Araven
Dobro świetna wstawka fabularna czekam na kolejne Twoje oraz Innych BG, także retrospekcyjne, skoro jesteśmy znowu w Delamirze. ;)

Finanse każdy ma takie jak na początku + łupy dotychczasowe, macie tu wikt i opierunek za darmo, nie musicie nic płacić. Zostało wam 20 dni służby, bo najęliście się na jeden miesiąc. Kto odpowie na pytania setnika Balthusa ???, mającego prawo wymierzać karę śmierci bez sądu za działania na szkodę Aquilonii lub za zdradę, albo współprace z wrogiem np.
Leczenie maksymalnie do 3k3 punktów zdrowia na pełny tydzień rekonwalescencji można odzyskać, plus kilka dodatkowych za dobrą fachową opiekę i leżenie w łóżku oraz dobre odżywianie. Czyli naturalny powrót do pełni sił to tak od miesiąca do 6 tygodni wam zajmie. Chyba, że was Rangersi zabiją wcześniej, albo Piktowie, albo ktoś inny.

: 18 grudnia 2012, 20:10
autor: Procjon
- Balthusie, wpadliśmy w pułapkę zastawioną przez Piktów. Ayodii nie było na wyspie, za to czekało na nas około pięćdziesięciu Piktów, którzy wpadli na nas i zmasakrowali drużynę. Rangersi stawali dzielnie, pięciu z nich zginęło. Albo to spisek, albo szaman Liguryjczyków miał złe informacje, albo i to, i to. Nie wnikam w to głębiej. Składam kondolencje rodzinom dzielnych wojowników. Zginęli za słuszną sprawę.
Niech ktoś przytrzyma Otisa, żeby się nie wygadał.

: 18 grudnia 2012, 20:42
autor: koszal
Ehhh...

Vanko oprzytomniał nieco, 3 godziny walk, przelana krew i śmierć towarzyszy niestety przywróciły mu trzeźwość. Choć szczerze mówiąc wolałby, żeby było inaczej.

Słysząc słowa Tranicos, przewał mu gestem ręki, po czym harcząc z bólu rozpoczął.

Wina za niepowodzenia na mnie spoczywa Balthusie... co postanowisz- uczynisz, lecz rzec muszę słów kilka bo należne są one poległym.
Wiele lat temu podróżowałem niedaleko tych ziem, ciekawy swiata, młody bóg chętny podbić ały świat i jak król Conan dokonać wielu szlachetnych czynów, które opiewać będą wędrowni poeci. Podróżując wraz z przyjaciółmi pograniczem Zingary nadto zapuściłem się w leśne ostępy po północno zachodniej stronie tejże krainy. Tamże dopadli mnie piktowie, mordując moich przyjaciół w podróży a mnie samego biorąc w niewolę.

Nie wiem, jakie tam wtedy panowały układy, ale wówczas piktowie sprzedali mnie w zingarańską niewolę, lecz zanim do tego doszło doświadczyłem z ich rąk wiele męk i wtedy to w sercu moim zrodziłą się niepohamowana nienawiść do tego parszywego ludu, której nic już nie odmieni. Zbyt wiele lat ją żywiłem w sercu.[/]

- to mówiąc skierował wzrok na Tecumseha i sapiąc zaczął powoli odczepiać fragment lewego naramiennika.

Podczas naszego pierwszego starcia z piktami na owych ziemiach odniosłem rany, a opatrywał mnie wówczas Tranicos. Lojalny kompan dochował sekretu nie wyjawiając powodu udręki mego ducha..

.. oczom zebranych ukazało się odsłonięte lewe ramię, na którym widniało wypalone piętno niewolnika noszące zingarańskie symbole.

Wówczas, w latach niewoli duch mój legł, a jedyne co trzymało mnie przy życiu to chęć zemsty, lecz nawet gdy wreszcie odzyskałem wolność, zbyt lękałem się powrotu na piktyjskie ziemie. Zath jednak splótł swą nieskończoną sieć tak, by na powrót skierować mnie, bym stawił czoła swym demonom.

To dlatego za każdym razem, gdy napotykaliśmy piktów pierwszy rwałem się do walki. Chciałem ich usiec, nim oni usieką mnie.

Gniew wypełniał moje serce, a w żyłach płonął ogień, nie sposób bym rzekł Wam, co czułem gdy ta wszawa wiedźma raz za razem uchodziła z naszych rąk. To na niej swą nienawiść skupiłem i choć niezbyt podobało mi się owo zlecenie, które nagle zmieniło się w polityczne skrytobójstwo-


tu skierował palcem ku Tecumsehowi...

.. i nie zaprzeczaj przebiegły lisie, gdyż wspominałeś o marnych plonach i zaginionych myśliwych, tudzież zwiadach na wrogim terenie, a koniec końców nocą, jako zabójcy za Twoją akceptacją poszliśmy ubić kapłana ludu, który najwyraźniej jest solą w oku gubernatorowi-

Vanko opuścił głowę i patrząc w ziemię kontynuował:

i choć w głębi duszy czułem, że to zwykłe mordowanie, to w gniewie swym z nienawistną radością chciałem wykonać i to zadanie. Kiedy więc dotarliśmy do tej ponurej świątyni, a Ayodia znowu wydawała się nam wymykać, ziemia skwierczała od przeklętej aury postawiłem na szali życie takoż swoje, jako i przyjaciół, wierząc że w wirze walki nadarzy się okazja, by wiedźmę usiec i choćby za własne gardło ocalić mą niespokojną duszę...

Śmierci twych kamratów nie chciałem, Zath mi świadkiem wolałem ich odesłać. Co do mych towarzyszy, zaskoczyli mnie stając ramię w ramię w obliczu śmierci u boku szaleńca, czego się nie spodziewałem, a co niesie ukojenie memu zatraceniu.

Zatem rozsądzaj Balthusie, co tam uważasz. Jeśli jednak chcesz mnie usiec, to daj mi lepiej broń i wyślij za rzekę, na spotkanie z przeznaczeniem, by lepiej spożytkować resztki mego ducha.

: 18 grudnia 2012, 21:32
autor: Dobro
Smutny monolog Vanko uciszył szlochających, przystopował też myśliwych, tylko czekających by nas rozszarpać (a przynajmniej tak sądził po ich wzroku). Podczas przemowy Zorian miał wrażenie, że nawet ptaki przestały jazgotać, a każdemu serce jakby zwolniło.

Aquilończyk przybrał smutną minę, potakując głową ze zrozumieniem. Zebrał kropelki potu z czoła, i udając, że czyści nos, ukradkiem przystawił krople w okolice oczu, by wyglądało jakby płakał.

W głębi duszy nie mógł się powstrzymać, że osadnicy łykają opowiastkę jak pelikany. Weteran sądził, że Vanko po prostu zmyślił całą historię, by jakoś wykaraskać się z opresji.

Co zresztą wywoływało kolejne spazmy śmiechu we wnętrzu Zoriana.

: 18 grudnia 2012, 21:35
autor: Procjon
- On nie kłamie. - zerwał się pogranicznik - Gdy go opatrywałem, widziałem ten znak. On mówi prawdę.

: 18 grudnia 2012, 21:56
autor: Araven
Otis zaś rzekł, może i byłeś sprzedany przez Piktów w niewolę Zingaran, ale po świątynią żadnych jebanych Piktów nie było, po pijaku zacząłeś drzeć ryja to i Piktowie przybyli, jakbyś był cicho, to byśmy wiedźmę w owej świątyni wykończyli, setniku Balthusie ten tu Zamoranin łże jak pies; Piktów jego pijackie krzyki sprowadziły pod świątynię, potem owszem Vanko chciał nas rangersów odesłać, ale pozostali najemnicy chcieli ostrzelać Piktów zwabionych krzykami Vanka, by dać nam szanse na odwrót do łodzi.

To i my zostaliśmy jak na rangersów przystało, nie zostawiamy towarzyszy broni, nawet jak są takimi idiotami jak ten tu Vanko.


Tylko, że kurwa mać Piktów mogliśmy zabijać innym razem, poszliśmy tam zabić Ayodię i to wy najemnicy poprosiliście o nasze wsparcie. A teraz pięciu z naszych zapłaciło życiem za to, że macie słabe nerwy, a Vanko się schlał na akcji i darł mordę zamiast być cicho.


Balthus odrzekł: dziękuje Otisie za naświetlenie sprawy, jak to skomentujecie najemnicy ?, spytał wyraźnie wzburzony Balthus, niektórzy z jego ludzi sięgnęli po broń, powstrzymał ich gest setnika.
Czas na waszą ripostę słowną mam nadzieję, bo w obecnej waszej formie rangersi zabiją was bardzo szybko w razie ewentualnej walki.

: 18 grudnia 2012, 22:12
autor: koszal
Do wykańczania nikomu spieszno nie było, w krzakach jenośmy siedzieli i trzęśli portkami.

Kłamu mi też nie zadawaj, bo coś nadto pewno wiesz, że wiedźma tam była. Skądże zaś taki pewien, zapytuję skorośmy jej nie widzieli? A skoro jej bogu urągałem to pierwsza powinna wyjść ku nam. Na moje to wcale jej tam nie było, a pitków siły zbyt znaczne jak na nocne obozowanie.

Jedno zaś naświetliłeś jasno, choć niechcący Otisie- na mord nas tu najęto, nie na niepokoje i dręczące osadników koszmary.

Na nocny mord! Nie na uczciwą walkę


- tu spojrzał na Drussa, który mimo wściekłości także nie ustąpił z pola gdy walka rozgorzała na dobre.

Idź cicho i zabij! Taka to robota. Było rzecz postawić jasno Tecumsehu, a nie nawijać nam łajno na uszy. Gdy byliśmy u Niedźwiedzi zapytałem o możliwość podjęcia rozmów z innymi szczepami, lecz jako człowiek gubernatora tematu nie podjąłeś. Zwyczajnie chcecie, byśmy ubili nieprzychylnych Wam przywódców, ot całe zadanie!