Strona 42 z 95
: 01 sierpnia 2014, 21:37
autor: Keth
Przyczółek Mojave, kwatera główna RNK
Jackson skinął z aprobatą głową, oderwał się od ściany opierając dłonie dla odmiany o biurko Knighta i spoglądając pytająco na stojącego nieco w tyle wojskowego lekarza.
- Poruczniku, pańska opinia? Mogą wyruszyć jutro w drogę? - zapytał Strażnik.
- Ci dwaj raczej tak, chociaż będą się drapać jak szaleni - odparł lekarz - Ale z pastorem sprawy mają się dużo gorzej. Muszę go na jakiś czas hospitalizować, doznał ciężkiego udaru cieplnego, rokowania nie są dobre.
- Niech się lepiej tutaj leczy - wtrącił naprędce chudzielec, wyraźnie nie żywiący wobec Gottschalka gorących uczuć - Jeszcze mu się coś złego przydarzy na pustyni. Taka pustynia to nie miejsce dla sługi bożego.
- Majorze, proszę wydać tym ludziom broń z rezerwowego arsenału - Jackson wyciągnął przed siebie rękę, ściskając wpierw dłoń Flanagana, później zaś Simpsona - Nie możecie spać w budynku komendantury, ale sierżant Lee znajdzie dla was jakieś miejsce do spania na zewnątrz, załatwi koce i materace. Jeśli macie ochotę, jest tutaj cywilny bar, w następnym budynku od strony posągów, mają tam coś do żarcia i picia.
- Zajebiście, ale my nie mamy ani centa - prychnął rozżalony Bart - Straciliśmy wszystko.
Jackson uśmiechnął się półgębkiem, sięgnął do kieszeni spodni wyciągając z niej bitą z niklu kalifornijską pięciodolarówkę.
- Wystarczy na jedną flaszkę - powiedział rzucając monetę w ręce Simpsona - W prezencie ode mnie za pomoc udzieloną porucznikowi Hayesowi.
Sierżant Lee wyda Wam po karabinku Watherby 380 i 30 naboi na każdego kuriera, a także załatwi znoszone cywilne łachy i materace, które możecie zawlec sobie na pobocze drogi, żeby spokojnie przekimać do rana. Wieczór jest jeszcze wczesny, toteż ciekaw jestem jakie macie plany...
: 01 sierpnia 2014, 21:40
autor: Araven
Chudy idziemy się napić, co myślisz ścigamy bandę rydej czy jedziemy do Primm, z tym gnatami co dostaniemy, to za wiele nie zwojujemy.
: 01 sierpnia 2014, 22:00
autor: Keth
Przyczółek Mojave, punkt graniczny
Ponownie ubrani i uzbrojeni w pochodzące z demobilu karabinki, dwaj kurierzy opuścili biuro majora Knighta z pięciodolarówką w ręce i złością w myślach. Kiedy stanęli za drzwiami odrapanego budynku, ich oczom ukazał się przypominający jakieś szalone obozowisko punkt graniczny. Flanagan próbował oszacować w myślach liczebność koczujących na Przyczółku ludzi już wtedy, gdy żołnierze prowadzili go półnagiego na spotkanie z Knightem, ale dopiero teraz uświadomił sobie w pełni konsekwencje zamknięcia przejścia granicznego.
Na Przyczółku uwięzionych zostało ponad trzysta osób, samych tylko cywilów, bo obsadzających przejście żołnierzy John do tej puli nie doliczył. Wędrowni handlarze, osadnicy z rodzinami, najemni ochroniarze, włóczędzy - wszyscy oni obozowali na sześciu pasach drogi międzystanowej w wydzielonych za pomocą metalowej siatki boksach, w których wcześniej zatrzymywano do kontroli samochody. W namiotach, budach z kartonu i blachy albo wprost pod gołym niebem, morze rozgoryczonych złych ludzi kłóciło się z pilnującymi ich żołnierzami i między sobą wzajemnie, czekając na jakąkolwiek możliwość opuszczenia Przyczółka.
- Co to kurwa jest? - stęknął Simpson próbując zrozumieć, na co właściwie patrzy - Co oni tu robią?
- Tranzyt przez granicę został wstrzymany, w obie strony - objaśnił sierżant Lee, który wyszedł na zewnątrz razem z kurierami - Ci jadący do Nowego Vegas nie mogą opuścić przejścia, dopóki major nie odwoła zakazu podróżowania na piętnastce, a ci chcący zawrócić do Hub muszą czekać na autoryzowanie przepustek, bo dowództwo podejrzewa, że mogą być między nimi szpiedzy Legionu. Istny dom wariatów.
- Gdzie ten bar, o którym mówił wasz szef? - Bart zapomniał w jednej chwili o tłumie internowanych podróżników, ścisnął mocniej pięciodolarówkę.
- Tam - sierżant wskazał dłonią sąsiadujący z kwaterą Knighta budynek - Wejście jest od strony podwórza.
[center]

[/center]
Na ilustracji Przyczółek od góry, chociaż obrazek za nic w świecie nie oddaje tego nieludzkiego tłoku i ścisku, który tam panuje!
: 01 sierpnia 2014, 22:08
autor: Araven
Zaraz Chudy, mieliśmy poszukać tego cwaniak w garniturku, co był w Primm, może on jebnął szton z tej paczki co ją mieliśmy dostarczyć, nim nasz załatwili z tą amnezją.
Rozejrzyjmy się po tych cywilach, gości w gajerach nie ma tam chyba wielu.
: 01 sierpnia 2014, 22:13
autor: 8art
- Szukaj wiatru w polu... - Simpson zrezygnowany wyraził swoją opinię na temat ewentualnego odwetu: - Myślisz, że siedzą tam dalej i czekają aż wrócimy z kawalerią RNK? Chyba musiliby być albo zjebani, albo absolutnie pewni, coś nas zeżarło po drodze. Wracajmy do Primm, a potem do Goodsprings. Ciekawe tylko czym zapłacimy za pożyczone gadżety?
Przez chwilę panowała kompletna cisza, bo ani flanagan, ani Simpson nie potrafili jakoś sensownie odpowiedzieć na ostatnie pytanie. W końcu Chudzielec ruszył w stronę baru:
- Pierdolę, chodźmy się napić
Mogę wziąść Barrettę zamiast karabinku?
Wbrew pozorom, Bart nie pójdzie w kompletny melanż. Ma zamiar ku zdziweniu Johna pić tylko soczek.
: 01 sierpnia 2014, 22:15
autor: Keth
Zupełnie zapomniałem dodać, że dostaliście też po jednej sztuce Beretty na osobę wraz z pełnymi magazynkami! Sorki! Nie można Knightowi zarzucić skąpstwa, dał, co Jackson obiecał.
Aha, gwoli sprostowania - Wasi niedoszli zabójcy najpewniej nie mają najmniejszego pojęcia o tym, że nadal żyjecie - dla nich jesteście trzema martwymi ciałami wrzuconymi do grobu w Goodsprings. Jeśli kiedyś przetną się Wasze ścieżki, będą zapewne w cholernie wielkim szoku!
: 01 sierpnia 2014, 22:29
autor: Araven
A tego cwaniak w garniturze szukamy, czy rypać go? I idziemy się napić.
Major nieźle nas zaopatrzył, karabinek i beretta i na flaszkę dał, dobry chłop.
Dobrze, ze pastor tu zostanie, bo mógłbym go zabić, tyle sprzętu nam zajebali, taka snajperka, kuźwa.
Jebany świętoszek bez jaj.
: 01 sierpnia 2014, 22:35
autor: 8art
- Można spytać o niego w kantynie. Pewno frajer pompka, w komendanturze się nie stawiał. - zagaił Bart, dodając jeszcze z uśmiechem: - Patrz pod nogi i szukaj kiepów po tym fiucie. Może jakieś większe pojary zostawił, to se jeszcze walniemy po kłębuszku na płucko.
: 03 sierpnia 2014, 20:37
autor: Keth
Przyczółek Mojave, punkt graniczny
Na ogrodzeniach z metalowej siatki wisiały elektryczne lampy, toteż okupujący przestrzeń cywilną ludzie tłoczyli się w ich migotliwym blasku. Idący poboczem autostrady kurierzy spoglądali przez cały czas na skupisko rozdrażnionych i zmęczonych podróżników w poszukiwaniu kogokolwiek, kto mógłby im się skojarzyć z tajemniczym mordercą i złodziejem w garniturze.
- Nikogo tu kurwa sami nie znajdziemy - poddał się po chwili chudzielec - Tu jest chyba pół tysiąca frajerów, w tamtych szopach czy hangarach czy to co tam jest. Musielibyśmy chyba wleźć tam i łazić od człowieka do człowieka.
Wskazany przez sierżanta Lee bar użytkowany był zarówno przez żołnierzy RNK jak i internowanych na Przyczółku nieszczęśników, toteż wejście do niego było wręcz zatarasowane przez palących na zewnątrz papierosy i jedzących coś z plastikowych tacek ludzi, tworzących hałaśliwą gromadę roztaczającą wokół siebie mnóstwo drażniących woni.
Miejscowy bar dosłownie pęka w szwach - na pewno chcecie się wciskać do środka?

: 03 sierpnia 2014, 23:40
autor: 8art
- I co Flanagan? Wbijamy do środka? Kurwa ludzi tam jak nasrać i rozmazać. Jakiś zlot tu mają pierdolonych karawaniarzy, czy co?
Chudzielec aż wzdrygnął się na myśl, że w tej całej żywej masie ściśniętych obok siebie ludzi musiał przeciskać by się i obcierać o innych poparzone ciało. Wystarczał mu już sam dotyk koszuli i spodni, aby kurczowo zaciskać zęby przy większym ruchu. Nic więc też dziwnego, że tłum jawił mu się jako niewybredna tortura dla spalonej słońcem skôry.
: 04 sierpnia 2014, 11:54
autor: Araven
Chyba sobie odpuścimy, rano jedziemy z wojskiem. Wracajmy się wyspać, w takim tłumie, nikogo nie znajdziemy, w razie mordobicia, nie damy rady, poparzenia zbytnio nas napierdzielają jeszcze, ja ledwo chodzę.
: 11 sierpnia 2014, 18:06
autor: Araven
[offtopic]Się pytam co z naszym teamem, idziemy w duecie? Ew. Keth dorzuć jakiegoś NPC-a byle nie jakiś pastor, bo zatłukę gada na miejscu. Albo może Procjon by zagrał nową postacią?
Ew. trzeba go zapytać na PW.[/offtopic]
: 11 sierpnia 2014, 18:18
autor: Keth
Psst, we wzmiankowanym temacie szykuje się pewna mała niespodzianka...

[offtopic]temacie mordobicia czy nowego gracza?[/offtopic]
: 11 sierpnia 2014, 21:30
autor: Keth
Przyczółek Mojave, punkt graniczny
Noc spędzona na materacach rzuconych pod ścianę budynku sztabu Przyczółka okazała się najgorszą z ostatnio przeżytych przez kurierów. Zamknięte przejście graniczne było miejscem, w którym nigdy nie zapadała cisza, czy to za dnia czy po zmroku. Kilkaset stłoczonych na ciasnej przestrzeni osób tworzyło nieustający gwar, na który w przeważającej mierze składały się odgłosy kłótni i narzekań i mnóstwo innych dźwięków towarzyszących wymuszonemu pobytowi tak wielu ludzi w jednym miejscu.
Ulgę obu kurierom przyniosła jedynie sama noc, miłosiernie chłodna, jawiąca się mężczyznom istnym wybawieniem po dniu spędzonych w potwornym skwarze pustynnego słońca. Poparzona skóra co prawda bolała i wymuszała ustawicznie mimowolne wiercenie na materacach, ale znużeni długą wędrówką kurierzy szybko przestali zwracać na te niedogodności uwagę.
Trzymając wsunięte pod materace ręce, zaciskające palce na ukrytej tam broni, chudzielec i blondyn zapomnieli nawet o nie ustępującym głodzie, tylko po części zaspokojonym dzięki posiłkowi otrzymanemu od wojskowej załogi Przyczółka.
Wysoko w górze, poza zasięgiem zawieszonych na metalowym ogrodzeniu lamp, poza blaskiem bijącym od prowizorycznych ognisk, migotały miriady odległych gwiazd.
Wasza broń jest w zasadzie Waszym jedynym skarbem, toteż założyłem, że schowacie ją przy sobie. W takim skupisku obcych sobie ludzi na pewno jest wielu złodziei.
: 12 sierpnia 2014, 15:50
autor: Keth
Przyczółek Mojave, punkt graniczny
Obudzeni warkotem spalinowych silników i metalicznymi trzaskami, dwaj śpiący niespokojnie kurierzy ocknęli się z ogromnym bólem głowy i jeszcze większym pragnieniem. Targnięci niemal jednocześnie tą samą myślą, sięgnęli pod stare wytarte materace otrzymane dzień wcześniej od sierżanta Lee.
- Kurwa, mało się nie sfajdałem ze strachu, że nas znowu opierdolili - westchnął z ulgą Simpson, wyciągając spod materaca myśliwski karabinek oraz Berettę.
- Czego oni tak trzaskają tymi drzwiami? - warknął Flanagan, siadając na posłaniu z przełożoną przez kolana bronią i spoglądając z wyrzutem na gromadę kalifornijskich żołnierzy przygotowujących do wyjazdu kilka pomalowanych w piaskowe barwy pojazdów. Masywne ciężarówki srebrzyły się w miejscach, gdzie korozja dotarła do skrytego pod farbą metalu, ale ich uruchomione chwilę wcześniej silniki wciąż kryły w sobie potężną moc.
- Wolałbyś przespać odjazd? - zaśmiał się bez cienia wesołości chudzielec, który uświadomił sobie w międzyczasie, że pusty żołądek najwyraźniej przystąpił do trawienia ciała właściciela od środka.
- Jeśli wolicie wojskowe konserwy, dostaniecie coś do zjedzenia w naszej kantynie - powiedział major Knight wyrastając obok kurierów - Mówiąc szczerze, paskudne żarcie, ale jak chcecie czegoś lepszego, musicie sobie kupić w barze. Konwój odjeżdża za pół godziny, ale zanim ruszycie, Strażnik Jackson chciał zamienić z wami kilka słów.
Pora wstawać. Śniadanie albo za darmo w wojskowej kantynie albo lepsze za forsę w cywilnym barze. Przypominam, że wciąż nie zyskaliście pewności, czy gość w garniaku i pilnujący go wojownicy klanowi dotarli do Przyczółka...