PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 26 października 2015, 23:50

Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:23

Xavier po celnym strzale, ruszył ile miał tylko sił w nogach w kierunku gzymsu. Nie czekał, nie zwlekał i nie liczył na uśmiech losu. Pędził opętany rządzą zabijania, teraz liczyło się tylko jedno - Zemsta. Kolejny krok w biegu aktywował krew sprawiając, że jego wytrzymałość wzrosła. Kości i mięśnie stawały się mocniejsze, a cały organizm przygotowywał się do skoku. Coś mówiło mu, że to jest bardzo ryzykowne zagranie, jednak w tej chwili nie zwracał uwagi na takie drobiazgi. On, pewny swego przedstawiciel klanu Ventrue chciał dopiąć swego i udowodnić sobie, że pozostali mylą się, co do jego osoby.

Xavier Price nie zatrzymywał się nawet na krok. Chciał jak najszybciej dopaść tego, który miał czelność zaatakować kobiety w Rhino. Gdy jego stopa pojawiła się na gzymsie, natychmiast zorientował się, że intruz wcale nie spadł na trawnik. Nadwrażliwość dalej wspomagała jego wzrok dając mu bardzo wiele informacji o jego położeniu. Zobaczył go! Cel wpadł z trzaskiem do pobliskiego budynku rozbijając okno...

Ventrue na nawet na chwilę nie zatrzymał się, chociaż świadoma część jego umysłu błagała go o rozwagę.

- Zajebię cię, parszywa gnido! - krzyknął rzucając się w przepaść przed sobą.
Podbijam Wytrzymałość o 2 w biegu, by poradzić sobie z upadkiem, a potem biec dalej za intruzem. Tuż przed skokiem uruchamiam Niewidzialność 1, by postronne oczy nie widziały jak spadam.
Na dole jest dużo pary i dymu jak rozumiem, więc Maskarada powinna zostać utrzymana.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 27 października 2015, 22:54

Tremer porwał w jedną dłoń jakąś pokrywę od śmietnika, który miał nadzieję posłuży mu za prowizoryczną tarczę. Drugą dłoń, idąc już w kierunku dziury w sklepie, szybko owijał w srebrny łańcuszek od zegarka kieszonkowego. Bał się. Ale ciekawość była silniejsza. Ostrożnie zbliżał się do czeluści kiedy nagle usłyszał:

- Zajebię cię, parszywa gnido!

Z głośnym gwizdem sylwetka Ventrue przemknęła między kłębami dymu i mgłą wodną z hydrantu. Tomas zamarł z otwartymi ustami, kiedy ciało zwarło się gruntem. Myśli Tremera pojawiły się grupą, niemal na raz wszystkie.

Mein Got! Mam nadzieję, że chociaż trafił w trawnik. Nawet jak spadł na nogi to upadek z dachu Rhino powyrywał mu ścięgna w najlepszym wypadku. A jak nie zachował równowagi podczas lotu co nie jest w końcu takie łatwe i spadł na płask? No i ten wybuch co tu był przed chwilą na pewno ściągnął do okien gapiów. Jak się podniesie i to zobaczą? Taki wybryk to jawne złamanie maskarady. I to pod elizjum! Zaiste klan Ventrue nisko upadł tej nocy...

Obrócił się w kierunku Carphone Warehouse i znacznie mniej pewnie ruszył w kierunku wyrwy w sklepie. Nie śpieszył się. Cokolwiek tam było pewnie już się leczyło...
Spoiler!
Kiedy patrzę na ten skok rozglądam się też po okolicy wypatrując jakichś ostrych przedmiotów do zakołkowania i zabieram jeśli znajdę
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 28 października 2015, 15:55

Poole; Lilliput; Niedaleko Rezydencji Vallo; 26.11.14; około 04:23

Świadomość wracała do Moreau promieniując bólem ciała i wciąż przesłaniającymi wszystko mroczkami przed oczyma. Wampir stęknął cicho i przetarł twarz. Skupił się na ile potrafił próbując w myślach przeprowadzić na samym sobie wstępną diagnozę medyczną. Pomimo pulsującego tępo bólu utwoerdzał się w przekonaniu, że nic poważnego się nie stało. Wzrok wyostrzył soę na tyle, że Toreador zaczął oroentować się w tym co go otacza. Wciąż był w samochodzie, przypięty pasami. Poduszki powietrzne uchroniły go od poważnych obrażeń. Cała przednia szyba naznaczona była pająkiem pęknięć.

- Zadzwoniłem do Vallo, a wtedy podano wiadomość, że on nie żyje... - zaczął odtwarzać w myślach ostatnie wydarzenia: - Potem kogoś potrąciłem...Kogoś!

Tknięty obowiązkiem lekarskim ziignorował ból, porwał wyłączony telefon i wyskoczył z auta wypychając uszkodzone drzwi kierowcy. Rozejrzał się nerwowo szukając postaci jaką staranował limuzyną. Nie musiał długo szukać. Wyraźny ślad krwi prowadził w pobliskie krzaki.

Bez zastanowienia skoczył tym tropem. Pod żywopłotem leżał zmasakrowany Owen. Wciąż jeszcze oddychał...
Spoiler!
Ghul Xaviera żyje, ale jego stan jest bardzo poważny. Śmiem wątpić czy przeżyje choć kilka minut jeśli nie dostanie krwi...
Chwilowo przenoszę akcję na Liliput i potrzymam jeszcze chwilę Tremere i Ventrue w niepewności o przyszłość. Oggy wraca do akcji i mam nadzieję, że rewelacje z Lilliput osłodzą Wam oczekiwanie.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 31 października 2015, 15:00

Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:23

Nikt z postronnych nie mógł tego zobaczyć. Niewidzialny dla śmiertelników kształt spadł z dachu klubu. Mgła z rozbitego hydrantu i dym dogasającego wraku otuliły kainitę, ciepłym, wilgotnym całunem. Ale to wrażenie jedynie przez ulotną chwilę połaskotało percepcje Xaviera. Potem było tępe uderzenie o betonowe płytki chodnika i ból błyskawicznie rozchodzący się po nogach i kręgosłupie. Miał ochotę zaczekać chwilę, aż vitae rozejdzie się po członkach i poczuje się lepiej, ale przypomniał sobie po co skoczył z dachu Spearmint Rhino: Pokraka jaka wpadła do budynku sklepu. Intruz, który złamał zasady jego domeny.

Jęknął cicho i przezwyciężając boleść - ułomność jaka była skazą nawet martwego, zaczął podnosić się z popękanego chodnika. Przyśpieszając z każdym krokiem, ruszył w stonę Old Christchurch Rd.
Spoiler!
Spadłeś na nogi. Otrzymałeś dwa obrażenia zabójcze, po sparowaniu Odpornością i Wytrzymałością, ale boli jak diabli, masz pokręcone kostki i uraz kręgosłupa. Człowiek byłby już trupem, ale już jesteś martwy;) Możesz oczywiście wyleczyć się w moment vitae. Wg mojej matematyki masz jeszcze 5pk po tym jak podbiłeś Wytrzymałość. Odzyskujesz jednak 1 punkt SW.
***

Lange niczym rycerz ze średniowiecznej ballady, zbrojny w tarczę i wiarę ruszył w stronę Carphone Warehouse. Tarczą mu była metalowa klapa od śmietnika, a wiarą srebrny łańcuszek, który jak miał nadzieję, miał pomóc Tremere, jeśli kruk okazałby się zmiennokształtnym.

Nie w smak było mu stawienie czoła nieznanej istocie i coraz większe wątpliwosci ogarniały samotnego wampira z każdym krokiem, jaki przybliżał go do mrocznej cieluści rozbitej witryny sklepowej. Price już pewnie w najlepszym razie leżał w torporze na chodniku Rhino. Marcusa nie widział. Moreau zniknął już wcześniej. Ucieszyłby go widok choćby nawet Panajotowa. Ale najlepiej Antona, Katherine i Francisa z gwardią przyboczną. W poczuciu miernej nadzieji zerkał co chwilę za siebie w oczekiwaniu na odsiecz.

Uszedł może kilkanaście jardów, gdy odsiecz nadeszła. Może nie była to kawaleria jakiej by chciał, ale zawsze coś. Z oparów mgły wyłonił się Xavier z żądzą mordu w oczach.

W tym też momencie wnętrze Carphone Warehouse ożyło jakby całe stado zaczęło trzepotać skrzydłami w panicznym strachu. Z rozbitej witryny machając skrzydłami w desperackiej próbie jak najszybszego wzniesienia się wyskoczył znany skąd inad kształt wielkiego kruka.
Langer ma do sklepu około 50m. Xavier jakieś 70m. Jeszcze trudno się wywnioskować czy intruz będzie was atakował czy zniknie za rogiem. Co robicie?

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 01 listopada 2015, 00:15

Mam zamiar przetrwać i spowolnić ptaka do nadejścia niedoszłego samobójcy.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 01 listopada 2015, 14:57

Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:23

Price postawił stopę na krawędzi budynku i ile miał sił w nogach, skoczył jak najdalej mógł. Dasz radę Price - powiedział do siebie w myślach i ścisnął mocniej swoją ulubioną broń, którą trzymał w prawej dłoni. Siła grawitacja natychmiast porwała ciało Xaviera ściągając go w dół. Podczas upadku powietrze rozwiało dobrze ułożone włosy i marynarkę Ventue. Patrzył tylko przed siebie, oceniając swoje szanse. Na dole jednak ziemia zasłonięta była przed kłęby pary, pozostawiając Xaviera w niepewności. Mógł uderzyć w jakiś samochód, hydrant a w najgorszym wypadku - człowieka.

Napiął mięśnie i przygotował się do zderzenia z ziemią. Udało się, szczęśliwie trafił w chodnik, który pękł w miejscu, gdzie uderzyła jego prawa noga. Pierwsze strzaskały się kostki w obu stopach, a następnie kręgosłup. Ból był przerażająco silny sprawiając, że Ventrue padł na kolana podtrzymując się casullem skierowanym lufą do ziemi. Spojrzał na zdeformowaną stopę, a następnie na ciężki pistolet. Ból był nie do zniesienia, a ciało błagało o chwilę wytchnienia. Nie było czasu na regenerację, a każda dodatkowa sekunda mogła okazać się bezcenna.

- Jebać to - wykrztusił z siebie, po czym zacisnął zęby i podniósł się na równe nogi. Gdy wyszedł z kłębów pary zobaczył swój cel oraz znajomego Tremera. Teraz albo nigdy... Lepiej spłonąć niż zwiędnąć... - powtórzył w myślach stawiając kolejne kroki. Podniósł casulla przed siebie i wycelował w czarne ptaszysko.
Strzelam w intruza.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 01 listopada 2015, 15:18

Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:23

Może to pulsująca w żyłach kainity vitae zaczynała tłumić ból, ale równie dobrze mogła to być dzika żądza zemsty, która powodowała, że Ventrue był gotów pokonać wszystkie przeszkody jakie stały mu na drodze do dopadnięcia intruza. Tego, który sprowokował masakrę w Rhino, tego, który szantazował go poprzez Baza, tego który naruszył nietykalność jego domeny.

- Giń skurwysynu! - warknął, a ciało Price'a mimowolnie złożyło się do strzału. Linia wyznaczona prawym okiem i długością lufy Cassulla zgrała się w jednym momencie z majaczącym na deszczu przeszło siedemdziesiąt metrów dalej konturem obcego. Palec wskazujący wdusił spust i iglica zagrała w spłonkę pocisku. Price był świetnym strzelcem i wiedział o tym. Zaczynał jeszcze jako młody chłopiec, gdy strzelał ze śrutówki do gołębi ojca. Teraz czuł się dokładnie jak wtedy kilkadziesiąt lat temu, tylko broń i cel były większe. Pomimo odległości miał pewność, że kula trafi dokładnie w serce kruka. Jedyną przeszkodą, która mogła spowodować, że nie pocisk nie dojdzie celu, był idący niepewnie Solomon, bo jeśli zrobi krok w lewo, to...

To już było nieważne. Kości zostały rzucone, a Ventrue zdesperowany w dopadnięciu intruza, nawet jeśli miałby przejść po dolinie trupów.

Langer podskoczył czując muskający ucho śmiercionośny podmuch przelatującej tuż koło głowy kuli i słysząc rozrywający noc po raz drugi huk wystrzału ciężkiego rewolweru:

- Sheisse! - pomyślał szybciej niż lecący pocisk: - Xavier się przestał ceregielić!

Mimowolnie zrobił krok w bok schodząc z linii strzału, czując, że Price nie będzie się liczył z przypadkowymi ofiarami w tym starciu.

Kula wbiła się dokładnie tam, gdzie sobie tego zażyczył Price, ale nie zastanawiał się nad skutkiem. Dwa kroki w przód, Po raz kolejny wycelował dymiącą lufę Cassulla w znienawidzonego wroga. Skorygował pozycję, podniósł nieco broń. Cel, choć ugodzony ciężkim pociskiem wzniósł się nieco. Xavier pamiętał tę sekwencje ruchów. Tak gołebie zrywały się do ucieczki. Uśmiechnął się nieznacznie czując jak zaczyna triumfować i uczucie to wypełniło ciało kainity niemal narkotyczną euforią.

I wtedy tak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ptak zniknął...
Kruk znika z pola waszego widzenia. Dosłownie tak jakby obraz na ekranie telewizora zniknął po wyłączeniu prądu.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 01 listopada 2015, 18:15

Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:23

Wszystko szło w dobrą stronę i nagle stało się coś czego nikt się nie spodziewał.

- Co do cholery? - powiedział zaskoczony Xavier.

Przeciwnik nieoczekiwanie zniknął na oczach wszystkich naruszając prawo Maskarady. Dla Ventrue końcówka nocy zmieniła się niekończący się koszmar. Z niedowierzaniem patrzył w puste miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się wielki ptak. Ból powrócił i zaatakował z szybkością kobry. Ventrue zachwiał się na nogach i z zrezygnowaniem w oczach odwrócił się w stronę płonącego Elizjum. Jego domena kolejny raz została zaatakowana i nic nie mógł na to poradzić. I to wszytko? Tak ma się to zakończyć? - mówił szeptem regenerując połamane stopy i kręgosłup. Thomas... - skupił swoją uwagę na Czarodzieju.

Po chwili ból ustąpił, a kości powróciły do pierwotnej postaci. Xavier poprawił ubranie i ruszył biegiem w stronę Thomasa. Gdy znalazł się blisko, lewą ręką złapał Tremera za ubranie. Zaskoczony Thomas nie zdążył nic zrobić, a płynąca w mięśniach krew dalej wspomagała Xaviera w jego fizycznych działaniach. Ventrue był za szybki dla Thomasa. Korzystając z pędu z łatwością podniósł ciało Tremera odrywając jego stopy od ziemi, by przenieść go w powietrzu kilka metrów dalej, i rzucić w kierunku pobliskiej ściany. Od uderzenia o mur z ręki Thomasa wypadła pokrywa od śmietnika, która upadając na ziemię przetoczyła się kilka metrów dalej. Ventrue nie kryjąc złości powiedział:

- Gdzie on jest? Co to za sztuczka? Tylko nie pieprz mi, że nie wiesz bo i tak ci nie uwierzę! - w oczach Price'a płonął ogień.

- Wpierw wchodzisz na linię strzału jakbyś go chciał bronić, a potem taki numer... Pomagasz mu? Dał ci to, prawda? Hmm?!? - Price niczym legendarny rewolwerowiec, błyskawicznie skierował ciężkiego casulla w stronę Thomasa i strzelił. Celował w cegły nad głową Tremera, a dzięki Nadwrażliwości był to pewny strzał. Kula z ciężkiego pistoletu z łatwością zniszczyła cegłę nad głową Czarodzieja, sprawiając że kawałki muru posypały się na jego głowę.

- Xavier, uspok... - zaczął Czarodziej.

- Zamknij ryj! Nie skończyłem, więc mi nie przerywaj! Elizjum dalej płonie i widać jarasz się tym widokiem... Już ja znam was wszystkich! Udajecie, że jesteście po mojej stronie, a potem nóż w plecy! To ze mną nie przejdzie cwaniaczku. Gdzie to jest, mów!
Spoiler!
Palę 2 Punkty Krwi na leczenie obrażeń. Zostały mi jeszcze 3. Nie jest za wesoło.
Dla MG i Suriela:
Xavier używa umiejętności Zaszastanie oraz Autorytet. Uznaję, że Thomas bystry jest i zorientuje się, że Xavier jest wyprowadzony z równowagi i stało się coś, co zniszczyło zaufanie do reszty członków koterii. Tremer zrozumie także, że Xavier zachowuje się jakby miał obsesję na punkcie intruza.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 02 listopada 2015, 22:23

Mój Boże, miałem co do niego rację już przy pierwszej próbie samobójczej. Nie zlekceważ wariata Thomasie.

Tremer zwisał jak szmaciana lalka w uchwycie Xawiera. Nawet nie starał się opierać.

- Xawier do choler opanuj się! Nie widziałeś jak jednym uderzeniem posłałem kruka w sklep? Oprzytomnij. - siarczysty policzek wylądował na twarzy Ventrue* - I puść mnie w tej chwili, bo z każdą sekundą nam ucieka, kiedy moglibyśmy już iść po tropie z jego krwi.

O ile Ventrue był jak beczka dynamitu która lada moment może eksplodować o tyle, zachowanie dyndającego w powietrzu Tremera było dokładnie odwrotne. Chłodne i wyrachowane, choć mogło okazać się zbyt ryzykowne.

- Poza tym czy jesteś pewny że to co widzieliśmy to była prawda? To nie ja ci namieszałem w głowie. Gdzie Koroviev? Xawier spójrz na mnie, co ci zginęło?
Spoiler!
Dominuję go raz przy słowie opanuj się, a dwa przy słowie puść. Jeśli się nie nie ogarnie i będzie chciał mnie ugryźć to mu pozwolę, ale wypalam wtedy punkty siły woli by się na rundę opanować z odczuciem przyjemności i wbijam mu nóż w ucho. Jego nóż który był mi łaskaw dać.
Kilka rzeczy z posta Lightstorma by nie przeszło jakbyśmy grali live, zareagowałbym. Ale trudno skoro poszło, to poszło gramy jak jest. Tylko na przyszłość proszę następnym razem chociaż skonsultować ze mną dialogi, bo nigdy nie lubiłem takich sytuacji, choćby kiedy MG przemawiał moją postacią, nie wiem to chyba taki mój mały schiz jest.

* Mam 1 siły więc raczej szczęki nie złamię napompowanemu Xawierowi. W najgorszym razie mogę co najwyżej wepchnąć palucha w oko, jeśli będziemy mieli obaj pecha. Szkoda, że nie miałem tej pokrywki od śmietnika to by mu może szybciej zadźwięczało w głowie. :D
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 03 listopada 2015, 22:39

Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:23

Xavier nawet nie poczuł uderzenia Langera. Vitae napełniała go poczuciem, że może wszystko. że jesli zajdzie potrzeba, to skoczy znów z dachu, da się postrzelić. Mógł wszystko: zgnieść gardło Tremere jednym uściskiem dłoni, stawić czoła krukowi nawet gdyby okazał się pieprzonym matuzalemem. Nic nie mogło go dziś powstrzymać.

Solomon zdał sobie sprawę, że jego próby psychicznej manipulacji spełzły na niczym. Ventrue zachowywał się niczym obłąkany Malkavianin, a żelazny uścisk nie zelżał nawet na ułamek sekundy. Price szalonym wzrokiem wpatrywał się w Langera zastanawiając się czy dać jakąkolwiek wiarę słowom czarodzieja.

Ręka Langera powoli sięgała po ukryty nóż. Solomon zaczynał zdawać sobie sprawę, że chyba nikt nie będzie w stanie przemówić do rozsądku Xavierowi. Ventrue musiał wyładować swoją frustrację za piętrzące się problemy i porażki. Tremere wiedział, że będzie miał jedną szansę i wiedział dobrze co go czeka jeśli jej nie wykorzysta. Dłoń spoczęła na rekojeści i wtedy kątem oka dostrzegł światła wpadającego na Yelverton Rd SUVa i ryk pracującego na najwyższych obrotach silnika. Nawet nie był pewien, czy Price, zdawał sobie sprawę z czegokolwiek co działo się wokół. Dwa snopy ksenonowych reflektorów omiotły dwie postaci i Langer przysiąłby, że auto skierowało się wprost na nich.

- Zginę, jeśli nie z rąk szaleńca, to zmieniony w masę martwego mięsa przez luksusowego Range Rovera.

- Uważaj... - charknął cicho Langer, próbując wymownym wzrokiem skierować uwagę Price'a na pędzące prosto na nich auto. Xavier spojrzał obłąkańczo wprost w smugi długich świateł, jakby wybudzając się z głębokiego snu. Uścisk mimowolnie zelżał, instynkt samozachowawczy brał w górę. Xavier musiał coś zrobić aby przetrwać uderzenie terenówki. Wtedy opony zapiszczały przeraźliwie i dwutonowa ciężarówka zamachowała tuż przy nich.

Jeśli była jakakolwiek siła zdolna powstrzymać furię Price'a, to właśnie nadjechała. Za kierownicą auta siedział nikt inny jak sam Michael Vallo we własnej osobie.
Zasadniczo to Moreau miał zostać zaszczycony rozmową z Vallo, ale skoro go nie ma, to niech dalej zajmuje się rannym ghoulem i myśli jak to wszystko wytłumaczyć.

Jakieś reakcje? Przypomnę tylko, że Langer widział baner z informacją o śmierci niejakiego M. Vallo.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 04 listopada 2015, 22:04

Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:23

Konsternacja była ogromna. Langer właśnie zobaczył rzekomo świętej pamięci Vallo, a Price spodziewałby się ujrzeć każdego, absolutnie każdego tylko nie Primogena klanu. Rzut oka wystarczył, żeby stwierdzić, że Vallo się bardzo śpieszyło i czas był w tym momencie towarem bardzo deficytowym dla Ventrue. Wampir otworzył okno SUVa i krzyknął:

- Wsiadajcie!
Czy każecie Panu Vallo długo czekać na siebie? Na razie nie wiem co Wam w głowach siedzi.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 04 listopada 2015, 22:20

Langer wykorzystał moment totalnego zaskoczenia Xawiera i korzystając z jego chwili nieuwagi niczym węgorz wyśliznął się jednym ruchem z jego ręki. Momentalnie odskoczył od szalonego Ventrue i ruszył stronę auta.
Pstryknłą cicho zamykany nóż w kieszeni jego kurtki gdzie cały czas trzymał rękę.
Otworzył drzwi i odwrócił w stronę Xawiera jakby coś chciał powiedzieć. Ale ostatecznie zmienił zdanie i zdegustowany wsiadł do środka. Wewnątrz samochodu dokładnie obejrzał swoją szyję w lusterku samochodu.

Na szczęście ten prymitywny brutal nie uszkodził doskonałości.

Odsunął się od lusterka w którym przez chwilę błyskały płomienie trawiące domenę Xawiera. Lekki uśmiech wykwitł w kącikach jego ust.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 05 listopada 2015, 22:44

Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:23

Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=a01QQZyl-_I

Xavier czuł presję, której nie był w stanie opanować. Frustracja osiągnęła apogeum po kolejnej nieudanej próbie udowodnienia sobie, że jest prawdziwym Ventrue. Najpierw genialny pomysł z rozdaniem broni dla młodych Spokrewnionych w swoim Elizjum, poległ, bo Anton okazał się osobą, która kontroluje czarny rynek. Camarilla zabrała mu jego pomysł, przychodząc potem do niego z swoim wsparciem. Gdy udawał martwego i słuchał tego co dzieje się w Rhino, dotarło do niego, że to Anton zostanie zapamiętany jako ten, który dał młodym narzędzia do walki. Opiekunka Elizjum gardzi rzadkim i pięknym kwiatem jakby nie była Toreadorką i potraktowała go jak zwykłego lumpa z ulicy, nie bacząc na jego charyzmę. Prawie na każdym kroku to Xavier wiedział mniej niż jego rozmówcy, a większość prób zdobycia informacji kończyła się na nic nie wartych poszlakach. Niby zdobył nowego Ghula, ale ten nie zjawił się na jego polecenie, gdy była taka potrzeba. Do tego Owen prawdopodobnie był już martwy. Malkavian nie pomógł, a przeszkodził w jego prywatnej zemście.

Dla Price wszystko totalnie się spieprzyło. Był zerem, które spada na samo dno wchodząc na poziom depresji. Czuł ból i potworną niemoc. Nie miał zamiaru zabić Thomasa, a jedynie wyrzucić z siebie to, co sprawiało że cierpiał. Nie mógł uwierzyć, że mając takie zdolności i charyzmę do tego doszło. Płonąca Domena Xaviera idealnie odzwierciedlała wnętrze zmęczonego Ventrue. Ogień trawił Xaviera od środka, tak samo jak płomienie pożerały kolejne pomieszczenia jego dzieła życia: Elizjum.

Price usłyszał silnik nadjeżdżającego pojazdu i odwrócił głowę, by się lepiej przyjrzeć. Światła pojazdu oślepiły go, pozwalając Thomasowi uciec. Po chwili zrezygnowany Price usłyszał głos Primogena, po czym ruszył powolnym krokiem w kierunku samochodu. Gdy szedł lewą ręką zasłaniał oczy, a w prawej trzymał pistolet.

Wsiadł na tylne siedzenie, tuż za kierowcą i zaczął napełniać magazynek pistoletu do pełna.

- O Vallo, ty żyjesz? Jak to się mogło stać, przecież w telewizji mówili że nie żyjesz. Czyżby odkryli, że jesteś wampirem? Niesłychane!
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 05 listopada 2015, 22:49

Będę pisał już jutro bo dopiero z piłki wróciłem. Odnośnie Jacksona i jego pomocy. Lightstorm od Twojego telefonu do ghula minęło może pięćdziesiąt minut. Ciężko oczekiwać przybycia kawalerii w tak krótkim czasie. Zresztą sam napisałeś w poście 598:
Informuję ochronę o jutrzejszym przybyciu Jacksona z swoją świtą, która będzie mieć broń.
Wiem że to tak wygląda, bo w realu minęło kilka miechów od tego momentu, ale głowa do góry, to Wampir. Zawsze może być jeszcze gorzej...;)
Ostatnio zmieniony 05 listopada 2015, 23:33 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 listopada 2015, 16:02

Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:23

Auto rzuszyło z piskiem opon mijając płonący budynek Rhino. Sytuacja zdawała się tam być coraz bardziej opanowana. Price dostrzegł wydającą polecenia Ninę i ochronę próbującą pomagać ofiarom. Xavier odetchnął z dziwną ulgą dziękując sobie samemu, że wydał kiedyś kupę forsy na szkolenia dla First Aider'ów, o jakie dopominał się lokalny urząd miejski. Wydatek zaczynał właśnie przynosić zwrot, choć kązdy na miejscu Price'a wolałby aby nigdy nie doszło do takiej potrzeby. Zagryzł zęby z frustracji, bo wszystko inne legło w gruzach. Dał upust wznieconym niczym płomieniom w Rhino emocjom po raz kolejny raz:

- O Vallo, ty żyjesz? Jak to się mogło stać, przecież w telewizji mówili że nie żyjesz. Czyżby odkryli, że jesteś wampirem? Niesłychane!

Wzrok Vallo w lusterku mógł wydawać się całkowicie obojętny, ale Xavier dostrzegł delikatną nutę irytacji. Chyba nadepnął właśnie na odcisk primogena, czego potwierdzenie dostał sekundę później:

- Nie kpij sobie ze mnie młodzieńcze i nie zarzucaj złamania Tradycji, jeśli nie wiesz o czym mówisz. - Jeśli Xavier chciał coś jeszcze dodać, to własnie odeszła mu od tego ochota.

W głowie zaczynał analizować. Ile z tego wszystkiego było celowym zamierzeniem Michaela? Ile ruchów wprzód przewidział stary Ventrue, a ile potrafił dostrzec Price? Znów zgrzytnął zębami rozumiejąc, że wie tak mało. Pomyślał, że skoro Vallo oficjalnie figurował jako właściciel hotelu, to jak mógł zginąć, tak że informacja o tym pojawiła się w mieście dosłownie minuty po wybuchu? Przypadek?

Vallo odezwał się znów

- Nie tylko ty poniosłeś bardzo wysoką cenę. To tylko mury, które można naprawić. Inni stracili więcej: ci zniszczeni Śmiercią Ostateczną. Oni już nie wrócą. Ale mam zamiar spowodować, że odpowiedzialni odpłacą z nawiązką. A teraz mam pewność kto za tym stoi.

Głos Vallo uspokoił się nieco. Chyba dostrzegł co Xaviera strapionego, wptarującego się w płonące wejście do Rhino:

- Price, posłuchaj mnie uważnie. Wiem ile dla ciebie znaczyło Rhino, ale otworzysz nowy rozdział. Jeśli wszystko się powiedzie, odbudujesz klub i stworzysz prawdziwe Elizjum, nie przytułek dla wyrzutków. Rozumiesz o czym mówię?
Primogen czeka na odpowiedź, ale zapewne nie będzie problemem, jeśli do rozmowy włączy się Langer. Pisząc odpowiedź możena odr razu wstawić kolejne pytanie Vallo:

- Domena was potrzebuje. Gdzie Korowiev i Panajotov? Co się stało z Achile? Dzwonił do mnie ale połączenie się zerwało na dobre.

- Co się stało w klubie?


PS:Oggy żyjesz? Bo nie wiem co mam zrobić z Achile?

ODPOWIEDZ