: 26 października 2015, 23:50
Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:23
Xavier po celnym strzale, ruszył ile miał tylko sił w nogach w kierunku gzymsu. Nie czekał, nie zwlekał i nie liczył na uśmiech losu. Pędził opętany rządzą zabijania, teraz liczyło się tylko jedno - Zemsta. Kolejny krok w biegu aktywował krew sprawiając, że jego wytrzymałość wzrosła. Kości i mięśnie stawały się mocniejsze, a cały organizm przygotowywał się do skoku. Coś mówiło mu, że to jest bardzo ryzykowne zagranie, jednak w tej chwili nie zwracał uwagi na takie drobiazgi. On, pewny swego przedstawiciel klanu Ventrue chciał dopiąć swego i udowodnić sobie, że pozostali mylą się, co do jego osoby.
Xavier Price nie zatrzymywał się nawet na krok. Chciał jak najszybciej dopaść tego, który miał czelność zaatakować kobiety w Rhino. Gdy jego stopa pojawiła się na gzymsie, natychmiast zorientował się, że intruz wcale nie spadł na trawnik. Nadwrażliwość dalej wspomagała jego wzrok dając mu bardzo wiele informacji o jego położeniu. Zobaczył go! Cel wpadł z trzaskiem do pobliskiego budynku rozbijając okno...
Ventrue na nawet na chwilę nie zatrzymał się, chociaż świadoma część jego umysłu błagała go o rozwagę.
- Zajebię cię, parszywa gnido! - krzyknął rzucając się w przepaść przed sobą.
Xavier po celnym strzale, ruszył ile miał tylko sił w nogach w kierunku gzymsu. Nie czekał, nie zwlekał i nie liczył na uśmiech losu. Pędził opętany rządzą zabijania, teraz liczyło się tylko jedno - Zemsta. Kolejny krok w biegu aktywował krew sprawiając, że jego wytrzymałość wzrosła. Kości i mięśnie stawały się mocniejsze, a cały organizm przygotowywał się do skoku. Coś mówiło mu, że to jest bardzo ryzykowne zagranie, jednak w tej chwili nie zwracał uwagi na takie drobiazgi. On, pewny swego przedstawiciel klanu Ventrue chciał dopiąć swego i udowodnić sobie, że pozostali mylą się, co do jego osoby.
Xavier Price nie zatrzymywał się nawet na krok. Chciał jak najszybciej dopaść tego, który miał czelność zaatakować kobiety w Rhino. Gdy jego stopa pojawiła się na gzymsie, natychmiast zorientował się, że intruz wcale nie spadł na trawnik. Nadwrażliwość dalej wspomagała jego wzrok dając mu bardzo wiele informacji o jego położeniu. Zobaczył go! Cel wpadł z trzaskiem do pobliskiego budynku rozbijając okno...
Ventrue na nawet na chwilę nie zatrzymał się, chociaż świadoma część jego umysłu błagała go o rozwagę.
- Zajebię cię, parszywa gnido! - krzyknął rzucając się w przepaść przed sobą.
Podbijam Wytrzymałość o 2 w biegu, by poradzić sobie z upadkiem, a potem biec dalej za intruzem. Tuż przed skokiem uruchamiam Niewidzialność 1, by postronne oczy nie widziały jak spadam.
Na dole jest dużo pary i dymu jak rozumiem, więc Maskarada powinna zostać utrzymana.
Na dole jest dużo pary i dymu jak rozumiem, więc Maskarada powinna zostać utrzymana.