Strona 44 z 57
: 08 września 2011, 12:51
autor: Keth
Schodki ponad Duvikiem, noc
Upewniwszy się, że niedoszły zabójca nie zamierza zawrócić w górę i ucapić tropiciela znienacka za kostkę, Skela powrócił do śpiesznej wspinaczki po skalnych półeczkach, zroszony zimnym potem i posykujący pod nosem. Słysząc rozpaczliwe wrzaski dobiegające z dołu, od kamiennych domostw Duviku, przyśpieszył tempo ignorując świadomość ryzyka upadku i chcąc dostać się jak najszybciej na szczyt pogrążonego w ciemnościach płaskowyżu. Nurtowały go natrętnie myśli o spadających z góry martwych mrówkoludach, nie potrafił bowiem pojąć znaczenia tego zajścia, bynajmniej innego niż tylko makabryczny sposób przerażenia mieszkańców osady.
Piął się w górę w rytm zdyszanego oddechu, nie spoglądając już za siebie, tylko wpijając się tęsknym wzrokiem w zarysowaną na tle rozgwieżdżonego nieba krawędź skalnej rozpadliny.
Wątek techniczny
Muszę tę wspinaczkę nieco rozciągnąć w czasie, by nie wybiegła zbyt daleko przed dziejące się siłą rzeczy wolniej wydarzenia w Duviku, ale gwoli spokojności ducha dodam, nasz bohaterski tropiciel zdoła wspiąć się na płaskowyż bez dalszych niespodzianek. Venarze, co planujesz dla Skeli po wydostaniu się na górę?
: 08 września 2011, 13:26
autor: venar
Wszystko zależy oczywiście od tego co zobaczę po dotarciu na górę. Oczywiście nie wyskakuję na górę od razu tylko ostrożnie używając "Krycia się w cieniu" będę starał się najpierw zlustrować wzrokiem co się dzieje na górze. Dopiero później podejmę dalsze decyzje.
: 08 września 2011, 14:47
autor: 8art
Wątek techniczny
Spróbuję uspokoic wierzchowce. Jestem wyuczonym stajennym, wiec pewnie mam troche praktyki w obłaskawianiu/uspokojaniu koni.
Szarza ma sens bo moze rozbije grupe martwiakow a zdecydowanie latwiej bedzie z nimi walczyc pojedynczo, wykorzystujac przewage liczebna. Tak wiec dolaczam do Mordila.
: 08 września 2011, 19:34
autor: Treant
- Powodzenia! Idę walczyć wśród zaułków. Jeśli będę w stanie, wrócę do naszej chaty.
Wątek techniczny
Szarża po ciemku wydaje mi się zbyt ryzykownym posunięciem. Jestem za walką w zaułkach, gdzie będzie można stawiać czoła mniejszej ilości wrogów jednocześnie. Jeśli mam jeszcze warunki do strzału, to nim rozpocznie się szarża ostrzeliwuję zbliżające się widoczne martwiaki.
: 08 września 2011, 22:54
autor: Keth
Krawędź płaskowyżu, noc
Skela westchnął bezgłośnie docierając do najwyższej skalnej półeczki, napiął mięśnie ramion, a potem podciągnął się w górę wystawiając głowę ostrożnie ponad krawędź płaskowyżu. Wbrew ponurym obawom nic go znienacka nie uderzyło, nic nie wysadziło z ciemności z diabolicznym chichotem próbując urwać zziajanemu tropicielowi głowę.
Na płaskowyżu panowała cisza, wręcz nienaturalna w przypadku pory, kiedy uwolnione od słonecznego żaru stworzenia opuszczały swe głębokie kryjówki szukając skąpego żeru. Gdzieś daleko, bardzo daleko, ponad skalistą pustynią poniósł się ledwie słyszalny skrzek piaskowego wywerna, ale w pobliżu krawędzi przepaści nic nie przerywało głębokiej ciszy.
Nic prócz rozpaczliwych wrzasków i zawodzeń dobiegających ze strony Duviku.
Tropiciel wspiął się na wciąż ciepłe skały opodal przepaści, przysiadł na nich zmęczony nasłuchując bacznie, czy z ciemności nie dobiegnie go aby jakiś podejrzany dźwięk.
Niczego nie usłyszał.
Wątek techniczny
Na górze panuje zupełny spokój, w przeciwieństwie do osady poniżej. Co teraz, Venar? Możesz zostać na górze i zaczekać na dalszy rozwój wydarzeń albo ponownie zejść schodkami do Duviku albo pójść wzdłuż krawędzi płaskowyżu aż po odległą o blisko godzinę marszu w ciemnościach wieżę strażniczą. Co do prób czytania w podłożu (zagadka spadających mrówkoludów), nie deklarowałeś zabrania ze sobą pochodni, a na górze jest zbyt ciemno, by bawić się skutecznie w fach tropicielski.
: 08 września 2011, 23:00
autor: mordimer00
Wątek techniczny"
Czy gulmaki są z natury strachliwymi stworzeniami? Ile ważą?
Ogólnie przed moją szarżą rozglądam się jak wygląda sytuacja w osadzie, co się dzieje. Chcę aby moja postać była rozeznana w obecnej sytuacji.
: 08 września 2011, 23:38
autor: Keth
Wątek techniczny
Wydaje mi się, że nowe deklaracje wyglądają następująco:
Mordil w siodle gulmaka szykuje się do szarży (zwierzę chyba trochę wyczuwa aurę grozy w osadzie, bo zdradza oznaki niepokoju, ale wciąż jest posłuszne). Gulmak ma parametry warga, ale fabularnie jest od niego większy, rozmiarów konia. Jeśli utknie w gąszczu nieumarłych, może mieć kłopoty: zarówno on sam jak i jeździec.
Eithart uspokaja konie, ale czy wsiada w siodło czy zamierza dołączyć do szarży na wylot wąwozu na piechotę? Uhra pójdzie wraz z barbarzyńcą w bój, ale na piechotę czy z grzbietu konia?
Do towarzystwa macie dwa tuziny Duvikan, Oktara Detelfa, Hakana Harmuna i Jareda Bruntę. Pytanie, czy miejscowi nie mają przypadkiem innego planu działania, a czas ucieka. Chcecie ich pociągnąć za sobą do kontrszarży? Nieumarli wychyną z wąwozu lada chwila!
Trehant wycofuje się z łukiem w głąb osady szukając miejsca, w którym mógłby spokojnie razić napastników strzałami.
Jeśli coś się nie zgadza, dajcie cynk, zanim zacznę pisać nową fabularkę.
: 09 września 2011, 00:21
autor: mordimer00
"Mama dunia, Baba sun raz maty rodziła! Do boju chopy, lać te ozywience, wy chcieć aby do wasza dziewuch sie dobrać abo dziatków? Bij zabij za mnoju chopy lać ich!!!!!!"-Krzyczę na całe gardło tak aby cała osada mnie usłyszała!!!!
Ruszam do przodu, chciałbym w pełnym galopie na gulmaku nie tyle przeprowadzić szarżę ale atak miażdżący tak aby jak najwięcej truposzczaków obalić, jeśli uda mi się przebić przez martwiaki to odjeżdżam na tyle aby swobodnie gulmaka zawrócić i rozpędzić do ponownego ataku i tak w kółko, może na tyle zamieszania wprowadzę aby te łajzy zebrały się do kupy. Łajzy=Duvikanie, a na dodatek przy tej akcji mojej będę wywijał toporem jak opętany!.
: 09 września 2011, 07:05
autor: Treant
Wątek techniczny
Trehant wycofuje się z łukiem w głąb osady szukając miejsca, w którym mógłby spokojnie razić napastników strzałami.
No, nie do końca. Zanim kawaleria ruszy do kontrszarży, zamierzam posłać napastnikom tyle strzał, ile zdołam. Potem nieuchronnie dojdzie do walki w zwarciu, którą chcę prowadzić w zaułkach, gdzie mury będą regulować ilość atakujących jednocześnie napastników.
: 12 września 2011, 18:38
autor: Ula
Pytanie techniczne - czy koń nie przerazi się umarlaków?
Bo jeśli jest takie ryzyko - to wolę na piechotę.
: 12 września 2011, 20:38
autor: 8art
Wątek Techniczny
Szarżuje z konia oczywiście. Mam bojowego rumaka więc na pewno nie jest tak strachliwy jak zwykłe konie pod wierzch.
: 13 września 2011, 10:43
autor: venar
Hmmm, wydawało mi się że to pustynny teren, płaskowyż gdzie światło księżyca i gwiazd wystarczy do rekonesansu skutecznego...
: 14 września 2011, 18:55
autor: Keth
Opłotki Duviku, noc
Eithart dopadł swego konia, nie tracąc czasu na siodłanie zwierzęcia i jednym skokiem lądując na jego grzbiecie. Mający za sobą wojskowe szkolenie ogier parskał donośnie, ale z miejsca usłuchał przekazywanych rękami i nogami poleceń jeźdźca, obracając się w bok i opuszczając zagrodę. Gorlamicki kapłan nie miał zbyt wiele doświadczenia w walce konnej bez siodła, teraz jednak nie zamierzał roztrząsać zasadności swej decyzji, zbyt głęboko wstrząśnięty atakiem przerażenia, któremu dopiero co uległ w obliczu nieumarłych.
Jako kapłan gorlamickiego kultu Eithart zawsze żył wyobrażeniem siebie samego jako niewzruszonej tarczy chroniącej bezbronnych i słabych przed takimi właśnie niebezpieczeństwami: martwiakami, sługami mrocznych bogów i bestialskimi potworami... teraz zaś okazał zawstydzającą słabość, której wspomnienie być może miało go prześladować do końca życia.
O ile w ogóle pisane mu było doczekać najbliższego wschodu słońca.
- W imię Miecznika Asteriusza, dołączcie do mnie! - krzyknął co sił w płucach, a gromki ów okrzyk poniósł się ponad głowami gromadzących się coraz liczniej Duvikan, zwoływanych na skraj osady przez członków starszyzny i Oktara Detelfa - Trza nam natrzeć na nich, zanim się z wąwozu wysypią! Nie lękajcie się zła, ja was poprowadzę!
Wśród miejscowych dały się usłyszeć jakieś złorzeczenia i pomruki dezaprobaty, a spojrzenia wszystkich duvikańskich wojów pobiegły niemal natychmiast w stronę nie potrafiącego wciąż chwycić oddechu po forsownym marszu Jareda Brunty.
- Skórznie dopiąć, tarcze dopiąć! - krzyczał gdzieś w tyle nieskładnej formacji pierwszy kapitan, dosyłając do szeregów kolejnych nadbiegających od strony osady ludzi - Gdzie macie włócznie?!
- Ja z tobą! - wysapała Uhra sadowiąc się na oklep na własnym koniu i dojeżdżając do ogiera Eitharta. Na poczerwieniałej twarzy dziewczyny malował się ten sam grymas zawstydzonej determinacji, co na obliczu gorlamity, toteż kapłan odpowiedział jej z miejsca wdzięcznym skinięciem głowy. Wyraźnie cisnęły mu się na usta jakieś słowa, nie zdążył ich jednak wyrzec, ponieważ nagły wrzask zgromadzonych wokół Duvikan oznajmił wszystkim z należną tej sytuacji grozą, że nieumarli wychynęli z ciemnej czeluści wąwozu.
Słane do Graama modły przybrały z miejsca na intensywności, dołączyły do nich coraz głośniejsze lamenty. Wojownicy, którzy uciekli wraz z Eithartem z wąwozu wciąż nie potrafili pozbierać się do kupy, chociaż nie leżeli już wyczerpani u stóp towarzyszy i nie wymiotowali im na łapcie żółcią. Nikt nie odrywał oczu od ciemnej masy zbitych ciasno kształtów, które zaczęły wydostawać się na otwartą przestrzeń pomiędzy wylotem wąwozu, poruszając się dziwnie sztywnym, ale wcale przez to nie mniej przerażającym krokiem.
- Siła ich! - jęknął jeden z wojowników, zdzielony natychmiast w hełm trzonkiem oszczepu przez Hakana Harmuna.
Nie zważając na słowa zatrwożonych Duvikan i dobiegające z głębi wąwozu zawodzenie fletu, dziwnie jękliwe i podnoszące swą nutą włosy na głowie, Eithart trącił piętami boki swego rumaka i runął do przodu z wzniesionym ponad głowę mieczem, galopując wprost na ożywieńczą hordę w towarzystwie Uhry i Mordila i łudząc się w duchu nadzieją na to, że pociągnięci tym przykładem do szarży piesi ruszą w ślad za nim.
Przymuszone do szarży wierzchowce dotarły na wysokość palików, do których miejscowi zwykli przywiązywać wejhury, rżąc donośnie lub posykując na gadzią modłę, tam jednak w jednej chwili w ich wrażliwe nozdrza uderzył fetor roztaczany przez nieumarłych: odrażająca woń rozkładu, rozlanej krwi i czegoś, czego nie sposób było nazwać, a co unosiło się nad martwiakami na podobieństwo niewidocznej makabrycznej aury.
I odór ten, dla ludzi odrażający, w przypadku obu koni i gulmaka okazał się zarzewiem paniki. Targając łbami, gryząc uprzęż i wyginając grzbiety zwierzęta wryły się kończynami w ziemię, przez krótką chwilę dając wyraz absolutnego braku chęci do kontynuowania szarży.
Po czym zawracając w miejscu runęły galopem z powrotem w stronę osady i zagradzającego im drogę oddziału Duvikan, nie reagując na wrzaski jeźdźców i szarpanie za uzdy, a przejawiając w zamian wyraźną chęć do zrzucenia swych właścicieli z grzbietów.
Wątek techniczny
Pod wpływem sugestii zawartych w innym topiku zdecydowałem, że zwierzęta takie jak Wasze konie również muszą zaliczyć test strachu i poprosiłem Mastuga o odpowiednie rzuty, a ich wyniki nie okazały się wcale inne od pierwszej serii testów. Wszystkie trzy zwierzaki wpadły w panikę czując woń nieumarłych i dały nogę (czy może kopytko) w stronę zabudowań Duviku!
: 14 września 2011, 19:23
autor: Keth
Krawędź płaskowyżu, noc
Skela odsunął się przezornie od ziejącej czernią krawędzi przepaści, kucając ponownie z plecami przyciśniętymi do wyrastającej z piasku chropowatej skały i nadstawiając bacznie uszu. Jego zdyszany oddech zwolnił po krótkiej chwili, kiedy zmęczony wspinaczką organizm doszedł jako tako do siebie, powietrze przestało świszczeć w ustach mężczyzny, z jego czoła poczęły z wolna znikać wielkie krople potu. Starając się nie zmieniać pozycji sięgnął po swą włócznię, zdjął ją z pleców ważąc broń w dłoni w nawyku doświadczonego łowcy, po raz kolejny z rzędu oddając w duchu szacunek Surze Hoshunowi i jego pomocnikom z kuźni.
Wysoko w górze świeciły obydwa księżyce oraz mrowie gwiazd, ale ich poblask zdawał się nie wystarczać, by nieprzywykły do tropienia w ciemnościach wzrok Skeli dostrzegł wiele w łachach sypkiego podłoża, którymi upstrzona była skalista krawędź rozpadliny. Mężczyzna podniósł się po chwili odpoczynku z kucek, przysunął się ponownie do skraju przepaści znakując kupką kamieni miejsce, w którym znajdował się szczyt skalnych półeczek wiodących w dół głębokiej rozpadliny. Potem zaczął posuwać się ostrożnymi krokami wzdłuż przepaści, przyklękając co chwila i wysilając w półmroku oczy, by móc coś odczytać z pozostawionych na górze śladów.
Widział wiele tropów poczynionych obutymi stopami, rozmiarów ludzi lub istot do ludzi podobnych, ciągnących się gdzieś od strony płaskowyżu i docierających wprost do krawędzi przepaści, a potem zakręcających zgodnie wzdłuż przepaści ku odległemu korytu rzeki. W odróżnieniu od jego własnych odcisków butów te pozostawione przez intruzów były początkowo nad wyraz głębokie, potem zaś głębokość ta raptownie malała.
Wątek techniczny
By nie brnąć zbyt głęboko w opis fabularny tego zagadnienia, wyłożę sprawę w trybie technicznym. Ślady nadchodzące od płaskowyżu (z kierunku, nomen omen, kopalni miedzi) są bardzo głębokie do momentu dotarcia do krawędzi przepaści, potem skręcają wzdłuż tej przepaści ku korytu rzeki i wejściu do wąwozu zmieniając głębokość odcisków na znacznie mniejszą. Wnioski do samodzielnego wysnucia. Nowe deklaracje?
: 14 września 2011, 20:47
autor: Keth
Opłotki Duviku, noc
Trehant wskoczył z rozpędu na niewielki kamienny murek, wspiął się po nim na nieco wyższe ogrodzenie posykując z bólu i starając się nie zwracać uwagi na promieniujące w klatce piersiowej kłucie przypominające mu o istnieniu wciąż nie zaleczonej do końca rany. Zatrzymując się w rozkroku na szczycie ogrodzenia, szerokiego na dwie stopy muru z kamiennych bloków, wyciągnął z zawieszonego na plecach sajdaka swój łuk.
Była to piękna broń, wykonana rękami znawcy w swym fachu i zbudowana z wielkim pietyzmem. Ciężki refleksyjny laminat z niebywale drogiego drewna cisowego, akacji i pochodzącego z Elfiego Berła jesionu, rogu i zwierzęcych ścięgien miał moc rzędu osiemdziesięciu funtów i trzydziestocalowy naciąg, a w rękach dobrego strzelca potrafił położyć młodego makuna z odległości stu stóp. Trehant nie miał się bynajmniej za wybornego strzelca, ale tej nocy, z tak dobrą bronią w ręku i mając przed sobą stłoczone ciasno cele, nie mógłby chyba nie trafić.
Naciągając cięciwę tak szybko jak tylko potrafił, zaczął słać ponad głowami obrońców strzałę za strzałą, wyciągając pocisk po pocisku z przytroczonego do prawego uda kołczanu.
Wątek techniczny
Słabiutko coś dzisiaj z frekwencją na forum, więc chyba sobie siądę przy stole i poturlam dla zabawy kostkami. Jeśli o szybkostrzelność idzie, półork zdąży wystrzelić osiem, może dziewięć strzał, zanim nieprzyjaciel dotrze do następnej linii obronnej osady.