Strefa Walki; Sat 25/07/2020; 1132hrs
Gladzio podszedł do zapleśniałych drzwi zastanawiając się czy się nadadzą na zrobienie z nich prowizorycznych noszy. Fixer w tym czasie nadal grzebał jeszcze w kieszeniach trupów. Udało mu się wydobyć starą komórkę Samsunga, która pomimo tego, że była warta może kilka dolców, to nadal była jakimś łupem. Na wyświetlaczu nie było zasięgu. Garcia przetarł tani plastik, wyłączył telefon i schował go do kieszeni z zadowoloną miną.
Wilson był zaprząnięty właśnie sposobem w jaki wyrwie drzwi z zawiasów, gdy ponaglił go Garcia:
- Pośpiesz się, chyba coś słyszałem. - Cyberaudio fixera jakby wychwyciło odległ strzępek rozmowy, dochodzący gdzieś z spoza budynku, powodując natychmiastowy skok adrenaliny. Ostatnie czego mu było trzeba, to awantura w Strefie, gdzie nikt nie miał skrupółów i chętnie sięgał po cięższe zabawki niż tylko pistolety.
Gladzio szybko podniósł Lewego i przewiesił go z pomocą Heca przez plecy. Ranny boleśnie charknął i zemdlał, gdy jego zmasakrowana noga z obrzydliwym chrzęstem oderwałą się od ziemi.
- Kurwa, ale ciężki skurwiel... - steknął Wilson, ale dziarsko ruszył w dół po schodach.
***
Czarny denerwował się już nie na żarty. Nawet próbował drydnąć do któregoś z kumpli na górze, ale komórka wypluwała niespotykany normalnie komunikat: "No network coverage".
- Kurwa dwudziesty pierwszy wiek i dodzwonić się nie można. - Pomyślał.
Auto stało z włączone, ale nie wydobywał się z niego dźwięk silnika. Hybrydowy napęd Hondy korzystał teraz z elektrycznego silnika. Czarny był całkiem rad z tego, bo przynajmniej we mgle nie niósł się w dal warkot spalinowego motoru. Nerwowo przestępując z nogi na nogę czekał na chłopaków. Nie było ich już przeszło pięć minut. Nerwy doszły zenitu, gdy do uszu Eugene'a doszły strzępki rozmowy z której dosłyszał tylko słowa "musi być tu" czy "to gdzieś tu". Ręka technika odruchowo sięgnęła po spluwę. Ktokolwiek czegoś tu szukał, to pewno nie był kimś z kim Czarny chciał sobie zrobić przyjacielską fotunie. We gęstej mgle nawet nie mógł dobrze zlokalizować skąd dochodziła rozmowa. Zaklął tylko w duchu, że chłopaki siedzą jeszcze w domu.
Nim jeszcze Czarny dokończył litanię przekleństw, dostrzegł w drzwiach różowego budynku znjaome sylwetki. Gladzio sapał ciężko taszcząc Lewego. Czarny splunął i machnał ręką, żeby się pośpieszyli, choć widział, że obaj wyciągają nogi jak tylko się da.
- Pewno Hec słyszał to co i ja. - Domyslił się Czarny.
I wtedy dosłyszeli głośny, dziki krzyk dochodzący gdzieś z mgły:
- Ej! Tutaj! Tu jest! Słychać nutę!
Hmmm prawdziwi melomani! Ciekawe, czy to koledzy Lewego szukają go z takim samym pietyzmem jak chłopaki z East Marina? A może to czarni panowie o azjatyckich rysach twarzy? Albo policja? A co powiedzielibyście na zmartwychwstałego Tanka? A może to po prostu złomiarze lub poszukiwacze zaginionych winyli?
Głos dochodził gdzieś z bliska, tak jakby zza auta. Jeśli ten krzykacz się poruszy to pewnie zaraz wejdzie w zasięg wzroku, czyli kilkunastu metrów. Zakładam, że Gladzio, o ile nie zrzuci z pleców Leego nie może podjąć żadnych działań strzeleckich. Do auta macie jeszcze jakieś sześć metrów, przez mały ogródek, furtkę, chodnik.
Czarny póki co stoi przy aucie. Drzwi są otwarte