Bournemouth, Centrum; 26/11/2014 około 04:35
- Nie zdołam dziś przesłuchać matki Steinbacha. Dzwonił Francis. Mamy ważne sprawy do omówienia. Byłbyś tak łaskaw i porozmawiał z nią w moim imieniu? Chcę znaleźć odpowiedź na pytanie, jaki był udział Elzy w wydarzeniach na cmentarzu. Bądź ostrożny, to może być chytra Tremerka. I pamiętaj, że priorytetem jest jednak jutrzejszy dzień. Domena ponad wszystko. Mogę na Ciebie liczyć? - Kainita zapytał z naciskiem, które nie umknęło uwadze Xaviera.
- Proszę cię , zadzwoń do Tomasa - dodał po chwili. - niech zatrzyma się i dalej jedźcie sami. Muszę spotkać się z Księciem niezwłocznie.
- Oczywiście uczynię to o co prosisz - odparł młodszy Arystokrata - Chciałbym aby klan Ventrue był silny i abyśmy pokazali wszystkim w mieście, że władza nie jest nam dana za sprawą przypadku. Wiem, że nadszedł czas próby dla nas wszystkich i czasami trzeba wejść do gry z większą ilością ciężkich argumentów - Xavier spojrzał na chwilę na swojego naładowanego casulla, którego miał za pasem.
- Już dzwonię do Thomasa - to powiedziawszy sięgnął po telefon i wybrał numer do Tremera.
- Thomas zatrzymaj się. Dalej jadę z Tobą.
- Już się zatrzymuję - odparł Thomas.
Price rozłączył rozmowę i schował telefon. Spojrzał na starszego Ventrue i zanim wysiadł pomyślał nad nagrodą jaką obiecał mu Michael.
W bardzo niebezpieczną grę mnie wciągnąłeś, a teraz obiecujesz mi coś zupełnie innego niż to, czego chciałbym naprawdę... Chyba nie do końca znasz się na innych, i źle oceniasz swoje pionki, bo ja wolę zostać przy swoim. Pracowałem na to przez lata i włożyłem dużo serca w Rhino. To moja dusza, dlaczego miałbym ją sprzedać za stanowisko? Dlaczego chcesz był opuścił wszystko, co sprawia że mam do czego wrócić? Dlaczego chcesz był zostawił za sobą to, co trzyma moją Bestię w ryzach?
Nagle samochód zatrzymał się, a zamyślony Xavier podniósł wzrok, spojrzał na Primogena i wzdrygnął się lekko. W oczach Strategoi zobaczył, coś co mówiło mu, że stary Ventrue słyszał jego ostatnie myśli. Szybko i kulturalnie pożegnał się z Vallo.
- Dobrego snu Starszy. Do zobaczenia jutro Primogenie.
Price wysiadł pospiesznie z samochodu i udał się w kierunku Thomasa. Gdy wsiadł do środka spojrzał na Thomasa i powiedział krótko:
- Jedź.
Przez całą drogę się prawie nie odzywał, myśląc o tym co starszy Ventue może o nim wiedzieć.
Czy potrafi czytać w myślach? A może jest taki sam jak Robert i skończę ponownie związany krwią. Przejmę bagno, które stworzył okryty złą sławą poprzedni opiekun i w nim ugrzęznę. Od dziś żadnej krwi z opakowania, tylko soczyste żyły pięknych kobiet. Nagle Xavier zdał sobie sprawę, że jest dość głodny, a jutro będzie jeszcze gorzej. Kontroluj się, jesteś Ventrue. Wtem Thomas odezwał się:
- Zaparkuj proszę jej auto gdzieś indziej, najlepiej jak najdalej. Mało prawdopodobne by tak luksusowa limuzyna nie posiadała GPSu na wypadek kradzieży. Poza tym być może ma też "inne" zabezpieczenia o których nie mamy pojęcia. Uważaj na kamery.
- Poradzę sobie - odparł Ventrue.
Gdy tylko Thomas wyjął z ciało z bagażnika, Xavier nacisnął pedał gazu. Doskonale wiedział gdzie jechać, by zaspokoić pragnienie. To właśnie tam zaczął swoje pierwsze polowania tuż po przemianie. Aleja profesjonalnych kurtyzan.
Swojego pierwszego terenu polowań nie zapomina się nigdy. Ciekawe, czy inni z Rodziny mają podobnie. Hmm... Powinienem kiedyś zapytać o to Thomasa, Korovieva i Achille. Ciekawe... Czuję się jakbym zdradzał swoje żywicielki.
Pochłonięty rozterkami jechał szybko, nie tracąc czasu. Świt zbliżał się a Ventrue musiał załatwić jeszcze wiele spraw. Znał miasto równie dobrze jak transakcje na swoim głównym koncie bankowym, co pozwoliło mu wybrać korzystny skrót, który znało jedynie kilku dealerów, uciekających samochodami przed policją. W niecałe pięć minut dotarł na Złotą Aleję. Spojrzał na stojące tam kobiety i wzdrygnął się -
Chyba jest już za późno i zostały jakieś krokodyle, albo to miejsce obniżyło swój poziom. Nie miał jednak czasu by szukać kolejnych miejsc. Wtem z od strony pasażera ktoś zapukał w okno. Price nacisnął przycisk, a mokra od deszczu szyba zsunęła się na dół, ukazując twarz znajomego, który mierzył do niego z krótkiego pistoletu.
- Price?! Kurwa, że to musiałeś być ty. Całe pół godziny już czekam na fart.
- Dobrze cię widzieć Jason. Zabierz tą pukawkę, bo nie chcę się czuć, jakbym rozmawiał z żółtodziobem.
Jason Hedge schował broń za pas i wsiadł do samochodu od strony pasażera.
- Dobra Xavier do rzeczy. Czego ci potrzeba?
- Cholernie potrzebuję świeżego i ciepłego towaru. Takiego, co pracuje nad tobą przez pięć minut, a masz wrażenie że minęła cała wieczność. Kapujesz?
- Jedna to jakieś 500, a za trzy po zniżce 1000 funtów.
- Biorę trzy. Gdzie to jest? - Xavier zadał pytanie.
- Tutaj - wskazał palcem przez okno na drugie piętro, na którym w wszystkich pokojach paliło się światło. - Leżą tam i czekają na ciebie. Jakieś pół godziny temu bawiła się z nimi lokalna mafia. Widziałem ich wózki i rejestracje. To poważni ludzie Price. Chcesz dymać ich towar?
- Nie tylko dymać Jason - Ventrue uśmiechnął się szyderczo nie ukazując ostrych kłów. Prawo Maskarady nie pozwoliło mu na to. Sięgnął po portfel i wyciągnął kilka setek.
- To za wskazanie miejsca, gdzie mogę poczuć że naprawdę żyję. Weź ten wóz i go najlepiej zutylizuj. Ma czarną przeszłość, taką która położy każdego. Masz tutaj kolejne dwie stówki, byś nie mówił na ulicy, że Xavier Price to skąpy skurwiel.
- Się zrobi.
- Pilnuj wozu, będę szybciej niż myślisz. Muszę z niego jeszcze dziś skorzystać, a potem zabierzesz go i złomujesz.
- Taaa. Dzięki Xavier za kasę. Mam alimenty kurwa.
- Dbaj o swoje potomstwo Jason. To jedyne, co tak naprawdę mamy - rzekł Xavier filozoficznie i wysiadł z samochodu, po czym udał się do wskazanej kamienicy. Gdy zbliżył się do bramy wejściowej, okazało się że na podwórku stoi dwóch typów, najwyraźniej stanowiących ochronę lokalu. Gdy Ventrue zbliżył się, wyższy mężczyzna odezwał się:
- To teren prywatny...
- Jestem od Roberta Jacksona. Jest pilna sprawa do omówienia - Ventrue odezwał się pełnym charyzmy i wdzięku głosem, a ochroniarz nie wiedząc co ma powiedzieć, w końcu wydusił:
- Przedstaw się i możesz wejść.
- Jestem Price - odrzekł Venture, a gdy podszedł do ochroniarza dał mu do ręki swoją wizytówkę, po czym dodał:
- Jak będziesz szukał dobrze płatnej roboty, to zadzwoń. Podobasz mi się - Xavier dodał w swoim głosie nutę pochwały.
Osiłek spojrzał na wizytówkę zdając sobie sprawę z tego kim jest Xavier Price. Po chwili młody Ventrue cicho wspinał się po schodach domu, aż w końcu dotarł na drugie piętro. W pokoju który był przedsionkiem siedziało trzech typów grających w karty na małym okrągłym stoliku. Dookoła na podłodze leżały puste butelki po luksusowym alkoholu, co dało Xavierowi do zrozumienia, że panowie są dużo mniej groźni, niż zwykle. Wkraczając do pomieszczenia, odezwał się spokojnie:
- Płacę tysiąc funtów za trzy najpiękniejsze okazy jakie macie, a dodatkowo kładę na stół drugie tysiąc przy następnym rozdaniu.
Wszyscy trzej jak zahipnotyzowani odwrócili głowy w stronę Xaviera. Jeden z nich spojrzał na stój zdając sobie sprawę z faktu, że kończy mu się gotówka, po czym odezwał się:
- Płacisz gotówką z góry, a ja pozwolę ci wejść do pokoju po lewej. Jasne?
Ventrue kolejny raz sięgnął po swój portfel nawet na chwilę nie pokazując panom, że za jego plecami, za pasem wisi ciężki pistolet. Podszedł do stołu i wyrzucił na stół dwa tysiące funtów.
- Nie znam cię, ale wiedz jedno. Jak je uszkodzisz to jesteś trupem - odezwał się ten, który przemówił wcześniej.
- Dziękuję za przypomnienie o oczywistych sprawach - odrzekł Xavier swobodnym tonem i ruszył w stronę drzwi po lewej.
Gdy złapał za klamkę poczuł zapach perfum, którymi wypełnione było kolejne pomieszczenie. Otworzył je, a jego oczom ukazały się trzy niezwykle urodziwe kobiety, siedzące przed lustrem i dyskutujące o czymś ściszonymi głosami. Ich kształtne piersi były odkryte. W miękkim świetle padającym z lampki w kącie pokoju, wydawały się wykute z alabastru. Na jego widok przerwały rozmowę i uśmiechnęły się. Nie tracąc czasu wszedł więc do środka:
- Teraz drogie panie zajmiecie się mną - odezwał się. - Ale zanim zaczniemy nasza grę... Zamknijcie oczy i nie otwierajcie ich, aż wam na to pozwolę.
- Ale nam się przyjemniaczek na koniec trafił... - zachichotała najpiękniejsza. Pozostałe zawtórowały jej i wstały.
Półnagie dziewczyniny podeszły razem do Price, po czym zamknęły oczy. Ventrue wybrał najpiękniejszą, szepcząc do jej ucha:
- Chodź ze mną.
Kurtyzana bez słowa ruszyła, prowadzona za rękę przez Xaviera. Ventrue zaprowadził ją w pobliże obok łózka i zaczął pić. Gdy kobieta wpadła w orgazm spowodowany jego pocałunkiem, Ventrue przytrzymał jej osuwające się ciało, po czym ułożył je delikatnie na wielkim, luksusowym łożu. Nachylił się nad nią i szepnął.
- Rozbierz się...
Kobieta zamruczała w odpowiedzi, wampir zaś skierował się ku kolejnej...
Powtórzył to samo z pozostała dwójką. A gdy wszystkie leżały nagie przed nim, czekając na moment w którym rozepnie spodnie, Xavier zapytał, zdając sobie sprawę, iż czuje się inaczej:
- Brałyście coś?
- Ecstazy - odparła rozmarzonym głosem jedna z nich.
Pod Ventrue ugięły się lekko nogi, gdy zdał sobie sprawę, jaki narkotyk właśnie krąży w jego żyłach.
- Jeszcze się spotkamy... Teraz już na mnie czas...
Wyszedł pospiesznie z pokoju. Gdy tylko znalazł się w pokoju z pokerzystami, natychmiast podszedł do stolika i podniósł swoje karty.
- Sprawdzam - powiedział do pozostałych.
Po chwili karty wszystkich leżały na stole. Price miał zaledwie jedną parę, gdzie pozostali mieli silniejszy rozkład.
- Cóż, moja przegrana - uśmiechnął się przyjaźnie. W pewien sposób czuł do nich sympatię. - Żegnam panowie i dziękuję za życzliwość- dodał na koniec, po czym zniknął na schodach.
Wrócił do Jasona i powiedział mu gdzie ma jechać. Podał adres Koroviewa.
[center]***[/center]
Bournemouth, Gabinet fryzjerski Korviewa 26/11/2014 około 04:45
Wchodząc do domu zorientował się, że nadal jest pod wpływem narkotyku. Myśli zdawały się nieco bardziej mętne i płynne. Pamiętał, że Thomas powiedział, że Matka bierze prysznic i musi spać w innym miejscu, niż sypialnia na górze. To go ucieszyło, gdyż tylko przytomną Tremerkę można było przesłuchać. Pomyślał, że bez problemu znajdzie coś dla siebie.
Poszukując miejsca na dogodny spoczynek, zauważył, że jego uwagę przyciąga światło żarówek, a także inne doznania związane z działaniem zmysłów. Nawet skrzypienie podłogi wydawało się dziwnie melodyjne... I przyjemne... Poświęcił dobre kilka minut by dokładnie zorientować się w nowej lokacji. Wzorki na tapetach były niezwykle gustowne... Gdy skończył przyglądać się im spojrzał na zegarek i zdał sobie sprawę, że pozostało mu bardzo mało czasu. Udał się natychmiast do sypialni na górze, w celu wypełnienia zadania jakie zlecił mu Primogen. Gdy stanął przed drzwiami usłyszał jakiś głos.
Jeszcze nie śpi. To dobrze - uśmiechnął się czując jak narkotyk odrywa go od kolejnego kawałka rzeczywistości. Złapał za klamkę, po czym wkroczył do środka. Odruchowo zapalił światło, po czym od razy zauważył dwójkę Tremerów.
- Thomas?! Jesteś jakimś nekrofilem, czy o co chodzi? Masz więzy krwi?! - powiedział zaskoczony Price. Być może nie było to grzeczne, ale zorientował się, że Thomas najwyraźniej ma poważny problem i chyba powinien mu pomóc...
W poście korzystam z Cech Pozycji: Kontakty.