ChenShu był skonfundowany decyzjami Zoriana. Myślał szybko nad implikacjami i powiedział:
-Zorianie, nie możesz pójść z Amalrykiem, ja z nim wyruszę. Ta armia ma jednego wodza i ty nim jesteś, mnie słuchać nie będą, a nawet jeśli to w ogniu walki skupiam się na czymś innym niż ty i to jest złe. Gdy znikniesz, stracimy twój taktyczny umysł i morale może upaść, dlatego zostać musisz, proszę.
Rozejrzał się po twarzach pozostałych szukając w nich potwierdzenia.
Ja pójdę z Amalrykiem, to nawet i lepiej, bo jeśli by się negocjacje udały to zaatakujemy od razu dowódców i szamanów, więc postaram się ich zabić. Co do znaków alarmowych, to mogę mieć jakiś woreczek z ziołem barwiącym dym no i ptak kontrolowany przez kapłana Joullaha może nas śledzić.
Jeśli chodzi o walkę to stoję za swoim planem. Co do rozbicia sił, to nie zgadzam się z Drusem. Jest ich za dużo i zbyt łatwo przyjdzie im nas otoczyć i wyrżnąć. Musimy się wspierać razem, uderzyć mocno, przełamać ich i liczyć że panika rozniesie ich na wszystkie strony.
Potrzebujemy tylko współpracy z obozem, żeby też zaatakowali wtedy gdy my zaczniemy. Ptak z wiadomością może da radę.