Strona 46 z 70

: 18 października 2015, 17:34
autor: Keth
Enkaiden, "Koralowa Muszla", 215.815.M41

- Przeczucie mnie nie zawiodło - odpowiedział Septimus - Pewien byłem, że akurat ty zapytasz.

- To tylko psyker, Septimusie - sarknął natychmiast ojciec spowiednik - Nie musisz mu niczego wyjawiać, wręcz nie powinieneś. W jego umyśle może się czaić wiele uszu...

- Doceniam troskę, ojcze - kiwnął głową wysłannik Ordo - Powód obecności Wanga w Enkaidenie pozostanie tajemnicą, dopóki nie uznam dalszego jej utrzymania za konieczne. Angelicus jest bardzo kompetentny w swym fachu, wręcz wzorowy. Poradzą sobie ze swoim dochodzeniem bez naszego wsparcia. Zakarbujcie sobie w pamięci jedno - gdyby nie ta wpadka z Magistratum, najpewniej nawet byście nie podejrzewali ich obecności na Spectoris.

- Jeśli zaś o ekranowanie Wanga idzie, wszystko sprowadzania się do istnienia pewnego ewenementu, pewnego wynaturzenia jeszcze bardziej niezrozumiałego od mocy psionicznych. Garradon ma na swych usługach pariasa, żywą tarczę. Jeśli zechce, być może sam ci o tym opowie. Ja nie czuję się dość kompetentny w temacie, aby ten fenomen wytłumaczyć.

Septimus oderwał spojrzenie od twarzy Hostera, wyprostował się opuszczając ręce wzdłuż ciała.

- Ruszamy za godzinę, zjemy coś po drodze. Chcę być w porcie przed czasem.
Pora pakować manatki!

: 18 października 2015, 20:34
autor: Keth
Enkaiden, dystrykt portowy, 215.815.M41

Rozległe portowe dzielnice Enkaidenu tętniły życiem dwadzieścia cztery godziny na dobę, bez przerwy wibrując dźwiękami okrętowych silników, pomrukiem suwnic, sykiem pneumatycznych siłowników, gwarem ludzkich głosów. W powietrzu co chwila rozlegał się stłumiony huk napędów towarowych wahadłowców, startujących z płyt pobliskich lądowisk z ładowniami pełnymi przetworzonej żywności. Z głośników wiszących na narożnikach przetwórni rybnych i magazynowych hal płynęła mieszanina religijnych nauk, patriotycznych pieśni i podniosłych sloganów układanych niestrudzenie przez armię uduchowionych skrybów Administratum. Na ulicach mieszali się ze sobą dokerzy, rybacy, rzemieślnicy, regulatorzy Magistratum oraz licznie wizytujący Enkaiden obcoświatowcy - ci ostatni składający się przede wszystkim z członków załóg orbitujących w górze kosmicznych statków.

Trzymający się blisko siebie członkowie komórki dzięki podróżnym strojom i zarzuconym na grzbiety torbom sprawiali wrażenie cudzoziemskiej delegacji, co doskonale współgrało z fałszywą tożsamością całej sekcji. Haxtan i Nathan skutecznie zniechęcali do bliższego kontaktu ulicznych handlarzy, odpędzając ich srogimi minami i znaczącymi spojrzeniami. Reszta agentów kryła się za ich barkami, poprzedzana przez Septimusa kroczącego ulicami z ujmującą go pod łokieć Medeą.

- Mamy jeszcze godzinę do zaokrętowania - oznajmił w pewnym momencie dowódca sekcji spoglądając na opinający nadgarstek chronometr - Znajdźmy jakiś w miarę znośny lokal, gdzie coś zjemy.
Jesteście już w porcie, z całym dobytkiem. Nikt nie zwraca na Was większej uwagi, również stróżowie prawa. Macie trochę wolnego czasu, który Septimus zdecydował się poświęcić na posiłek - nawet akolici Świętego Oficjum muszą jeść, pić i spać, chociaż mogliście tego nie wiedzieć ;)

: 19 października 2015, 10:25
autor: Keth
Enkaiden, dystrykt portowy, 215.815.M41

Hoster Merisier nie miał pojęcia, co takiego spożył w ulicznej jadłodajni, ale najpewniej było to jakieś morskie stworzenie w gęstym smacznym sosie. Spectoris zaopatrywało w przetworzoną żywność wiele sąsiednich systemów słonecznych pełniąc rolę oceanicznej spiżarni, od której zależało przetrwanie licznych industrialnych metropolii sektora. Publiczne lokale gastronomiczne serwowały wyłącznie owoce morza, co nie dziwiło, jeśli brało się pod uwagę fakt, że na planecie niemal w ogóle nie występowały lądy. Sam Enkaiden, wzniesiony nakładem tytanicznej pracy na szczycie podmorskiej góry, zanurzony był na wiele kilometrów w zielonkawej toni, ponad jej powierzchnią w słońcu grzały się jedynie najwyższe poziomy imperialnego miasta.

Wciśnięci w róg jadłodajni, agenci starali się nie zwracać na siebie zbędnej uwagi, rozmawiając półgłosem i unikając niepotrzebnego kontaktu wzrokowego z innymi klientami. Medea i Nathan obserwowali swe otoczenie z ukosa, pamiętni dramatycznego w skutkach spotkania z Gretzem i jego brutalnymi kompanami.

Hoster pozostawał skupiony na swoim posiłku, w międzyczasie próbując poukładać sobie w głowie ciąg wydarzeń, które stały się w przeciągu ostatnich czterdziestu ośmiu godzin jego udziałem. Mijał dopiero drugi dzień pobytu imperialistów na Spectoris, a ogrom emocji towarzyszących tej wizycie już przytłaczał umysł młodego psykera.

- Osiemdziesiąta ósma przystań, "Karmazynowa Dama" - przypomniał Septimus wstając od stolika - Czas na nas. Tauronie, zapłacisz?
Wszyscy odpoczęli i zjedli, samopoczucie się poprawiło, aczkolwiek czujności nie należy osłabiać!

: 19 października 2015, 11:08
autor: Keth
Ocean opodal Enkaidenu, 215.815.M41

Rekomendowany przez Raddora Kneza statek połowowy okazał się dużą jednostką o obłych kształtach. Na pierwszy rzut oka linia jego kadłuba przywodziła na myśl rybę bądź inne morskie stworzenie, wynurzające ponad powierzchnię toni swój zaokrąglony grzbiet. Co więcej, burty statku pokrywał zielonkawy nalot w postaci twardych koralowych guzów, wbrew przypuszczeniom Hostera nietknięty żadną szczotką.

- W oceanie żyje wiele drapieżników - wyjaśnił kapitan Sarsan, postawny mężczyzna o jasnych włosach i ogorzałej twarzy noszący na sobie przesadnie przyozdobiony oficerski uniform - Większość z nich jest niezwykle terytorialna i bez wahania atakuje intruzów. Dzięki warstwie koralu na kadłubie przestają nas postrzegać za zagrożenie.

- Sądzą, że jesteście elementem naturalnego środowiska? - upewnił się Septimus, podążający poprzez pokłady statku u boku kapitana - Neutralnym gatunkiem?

- Dokładnie tak - właściciel "Karmazynowej Damy" skinął głową, posłał w kierunku trzymającej Septimusa za ramię Medei kolejny uśmiech - Interesuje się pan biologią?

- Na tyle, na ile zaspokaja ona me łowcze instynkty - odparł Septimus grając bezbłędnie rolę żądnego krwawego polowania obcoświatowca - Słyszałem wiele o tutejszych grzbietopławach. To ekscytujące, nieprawdaż, moja droga?

- Całym swym ciałem czuję dreszcze - powiedziała z czarującym uśmiechem Medea - Czy któregoś z nich zobaczymy?

- Szanowna pani się nie martwi - odpowiedział natychmiast Kapitan - Pani małżonek nie zapłacił za oglądanie tych bestii, lecz za upolowanie jednej z nich.

Oprowadzana po górnym pokładzie grupa gości dotarła do pomostu wyrastającego ponad dziób "Karmazynowej Damy". Poniżej, na wąskiej przestrzeni dolnego pokładu, kilkunastu półnagich młodych mężczyzn rozciągało mięśnie poprzez fizyczne ćwiczenia rozmawiając ze sobą półgłosem.

- To moi nurkowie, najlepsi z najlepszych - pochwalił się Sarsan - Na Głębi Grendela udowodnią, że nasza cena ma pokrycie w efektach polowania.

Ściskający palcami reling Hoster dzielił swą uwagę pomiędzy wywód kapitana oraz widok niknącej na horyzoncie bryły Enkaidenu, coraz mniejszej i coraz bardziej surrealistycznej. Świadomość bezmiaru oceanu oraz rozciągającej się poniżej stępki głębi paraliżowały młodego psykera, nienawykłego do obcowania z tak ekstremalnym środowiskiem.
Akcja idzie do przodu. Płyniecie na Głębię Grendela, umiejętnie grając rolę świty dekadenckiego kupca żądnego krwawych połowów. Poczytałbym teraz chętnie jakieś fabularne wstawki tyczące się Waszego samopoczucia oraz wrażeń związanych z morską podróżą (nie muszę chyba dodawać, że jest to dla Was wszystkich szokujące przeżycie).

: 19 października 2015, 12:44
autor: Kargan
Medea z żywym zainteresowaniem rozglądała się po pokładzie "Karmazynowej Damy" i wciąż wypytywała o coś kapitana grając rolę
ciekawskiej towarzyszki Septimusa. W głębi ducha odczuwała jednak... niepokój. Wychowanej w kopcu Malfi dziewczyny nie przerażała
woda, z którą miała już w życiu do czynienia chociaż nie w takich ilościach ale... bezmiar przestrzeni. Woda, woda nic tylko woda aż po
horyzont. Przyzwyczajona do obecności budynków, konstrukcji, "czegoś nad głową" oraz otaczających ją tłumów Medea czuła się wyraźnie
nieswojo przez co nie była w stanie odprężyć się i cieszyć pięknymi widokami. Miało to jednak tę zaletę, że niepokój przekładał się
u dziewczyny na zwiększenie czujności...



Hivebound w działaniu... mam nadzieję, że nie będzie testów opartych na Int :P

: 19 października 2015, 13:47
autor: Keth
Ocean opodal Enkaidenu, 215.815.M41

Nathan szybko odłączył się od oprowadzanej przez kapitana grupy, nie przejawiając większej chęci do wychylenia się przez reling i lustrowania wzrokiem bezdennej toni oceanu. Sibellański regulator za wszelką cenę starał się zachować kamienną twarz, ale jego umysłem targały kleszcze głębokiego zatrwożenia. Rozciągająca się po widnokrąg woda wywierała na Silvanusie ogromne wrażenie swą monotonną pustką i groźnym bezkresem.

Mężczyzna wolał trzymać się wyższych części statku, w miarę możliwości jak najbliżej mostku. Oparty plecami o metalową ścianę nadbudówki, śledził wzrokiem kręcących się po pokładzie marynarzy. Pracujący w parach członkowie załogi ustawiali przy relingach podłużne metalowe skrzynie, otwierając łomami ich wieka i wyciągając wspólnymi siłami coś, co w oczach Silvanusa mogło być wyłącznie ciężką bronią maszynową.

Regulator oblizał bezwiednie usta i wbrew sobie samemu podszedł do krawędzi widokowej platformy, by upewnić się w swych podejrzeniach. Jak się z miejsca okazało, wzrok go nie mylił. Marynarze podnosili karabiny maszynowe za lufy i uchwyty, montując je na obrotowych przegubach rozmieszczonych wzdłuż całego kadłuba "Damy".

Gdzieś w górze rozległ się przeciągły grzmot, odwracając na krótką chwilę uwagę Silvanusa. Jego spojrzenie podążyło za ciemnym kształtem przecinającego przestworza towarowego promu, mknącego kilka kilometrów nad powierzchnią oceanu w kierunku niewidocznego już Enkaidenu.

- Obawiacie się piratów? - kiedy odgłos napędu promu przebrzmiał, Nathan złapał za rękaw jakiegoś przechodzącego w pobliżu marynarza - Czy te wody są niebezpieczne?

- Bez obaw, proszę pana - młodziutki załogant uśmiechnął się półgębkiem, ewidentnie rozbawiony pytaniem obcoświatowca - To na grzbietopławy, na wypadek, gdyby nęciarze wyciągnęli na górę jakiegoś starego byka. Ale to dla nas. Goście płacą za lepszy sprzęt.

Nathan podążył za wyciągniętą ręką marynarza i ujrzał kilku członków załogi ściągających pokrowiec z ustawionego na samym szczycie dziobu kształtu.

Była to obrotowa wyrzutnia rakiet z umieszczonym pośrodku siedziskiem, zaopatrzona w okulary systemu celowniczego oraz cztery prowadnice, na których spoczywały pękate rakietowe pociski.

- Po pierwszym strzale trzeba dodatkowo zapłacić za następne, ale kapitan ma przystępny cennik - dodał młodzieniec uwalniając się z uścisku Nathana - Przepraszam, muszę już iść.
Przypominam, że cecha Hivebound (aktywna u Medei i Nathana) oznacza karę -10 do testów Survivalu oraz -5 do testów Inteligencji podczas przebywania na zewnątrz nadbudówki.

: 21 października 2015, 23:09
autor: Suriel
Hoster trzymał się mocno relingu spoglądając na porażająco piękny bezkres błękitu. Otwarta przestrzeń była rewelacyjna, tego mu brakowało ale to całe huśtanie już nie bardzo mu się podobało. Jeszcze mniej mu się podobało, że trwało od wypłynięcia i wszystko wskazywało na to, że będzie trwało permanentnie aż do zakończenia rejsu. Choć początkowo myślał, że to będzie tylko chwilowe tak jak przeciążenia przy starcie samolotu lub przy gwałtownym ruszeniu samochodem. Niestety pomylił się.

Postanowił przejść się po łodzi. Poznać jej sekrety i być może zmienić parę słów załogą by dowiedzieć się jak wygląda to całe polowanie*.

Kiedy obszedł statek coś go tknęło. A niech to, przecież miały być kwiaty dla Medei. Po tym leczeniu byłaby to taka wisienka na tort a ten głupi kapitan o tym zapomniał. A przecież kwiaty miały być ode mnie. Na pewno by się domyśliła, że to ja. A niech to szlag trafi. Idę do niego, wezmę go na bok i go zapytam.

Hoster szybkim krokiem ruszył do kapitana. Statkiem nadal nieznośnie bujało. Kiedy doszedł do drzwi kapitanówki poczuł, że coś gwałtownie wraca z wnętrza jego żołądka. Było to obiad. Kiedy wypełnił usta, wpadł w panikę i połknął go z powrotem. Obrócił się wpół korku i ruszył pędem w stronę przeciwną niż do tej pory zmierzał.

Trzymając się za usta mknął przez pokład pytając gdzie jest jakaś łazienka. Gdy wszedł do środka zasiadł na ubikacji i zamknął oczy. Całe to huśtanie nie pomagało. Wyobraził sobie, że to czerwień jego planety go otacza a nie obskurna kabina sracza. Dookoła widział tylko czerwone pustynne góry, niemal czuł żar czerwonego słońca. Skupił wzrok na jednym czarnym punkcie znajdującym się na wyimaginowanym widnokręgu. Zaczął medytować by wygubić chorobę morską w jej początkowym stadium.
*W dwóch trzech miejscach Hoster koncentruje się i sprawdza czy nie ma jakichś niespodzianek związanych z działaniem jakiejś obcej mocy. Chcę być pewny, że objąłem zasięgiem cały statek i że jest "czysty".

Ewentualną decyzję o testowaniu medytacji zostawiam MG.
Kapitan załatwił te kwiaty czy nie?

: 21 października 2015, 23:24
autor: Keth
Głębia Grendela, 215.815.M41

Po kilku godzinach rejsu statek wyraźnie zwolnił, ku zrozumiałej uldze Hostera. Chcąc wywrzeć na Septimusie odpowiednie wyrażenie, kapitan zapewnił wszystkim gościom poczęstunek w postaci wytrawnego wina z morskich alg, ale ojciec Kazadi zadbał o to, by kieliszek przeznaczony dla Merisiera trafił w ręce Taurona. Psyker rozważał przez ułamek chwili skargę, ale złowieszcze spojrzenie surowego spowiednika z miejsca pozbawiło młodzieńca złudzeń.

Mamrocząc coś pod nosem Hoster przeniósł się na wyższy pomost widokowy, nie potrafiąc znieść widoku sączącego wino duchownego. Po głowie chodziła mu myśl, by zemścić się na ojcu spowiedniku poprzez wytrącenie mu za pomocą myślowego impulsu karafki z rąk, ale i ten pomysł szybko został zarzucony. Wyobrażenie wściekłego Kazadiego wyrzucającego psykera w bezdenną toń oceanu wystarczyło do całkowitego ostudzenia złości młodzieńca.

Dryfujący na otwartym morzu statek kołysał się na falach i ruch ten zaczynał przyprawiać Hostera o skręt kiszek. Chcąc zaprzątnąć czymś uwagę, psyker zaczął przyglądać się zajmującym dziób nurkom. Kilkunastu mężczyzn ubierało czarne kombinezony i przeszklone hełmy. Na plecach każdy z nich zawiesił niewielki plecak migający różnobarwnymi diodami, przypominający nieco wojskowy radiokomunikator.

- Żywa przynęta - Hoster drgnął zaskoczony nagłym pojawieniem się Taurona. Stary savant wyrósł znienacka u boku młodzieńca, podchodząc go z zaskakującą w tak podeszłym wieku dyskrecją.

- Te plecaki to generatory fal sonicznych - dodał uczony spoglądając ponad relingiem na dziób "Damy" - Mają przyciągnąć do nas grzbietopławy. Kiedy znajdą się dostatecznie blisko, wyczują bicie serc nurków, a to uwolni ich żądzę polowania. Tak przynajmniej twierdzi kapitan, a nie mam powodów, aby mu nie wierzyć.

Zerkając uważnie w kierunku znajdujących się pokład niżej agentów Ordo, Tauron wcisnął coś w dłoń Hostera i uśmiechnął się życzliwie.

Spoglądając w dół Merisier ujrzał w swych palcach pełną wina karafkę.

- Ojciec Kazadi bardzo poważnie traktuje swe powołanie - oznajmił Tauron opierając się o reling - Czasami zbyt poważnie. Jesteś sankcjonowanym psykerem, namaszczonym przez Złoty Tron. Mnie to wystarcza. Ta misja musi być dla ciebie wielkim wyzwaniem. Jak sobie radzisz?
Autentyczna życzliwość czy podstępna gra?

: 21 października 2015, 23:39
autor: Suriel
- Myślę, ze w porządku. Te wszystkie światy są pełne niespodzianek i pułapek dla młodych i niedoświadczonych jak ja. Część błędów można przewidzieć i uniknąć, a część niestety trzeba doświadczyć na własnej skórze i nie popełniać więcej...

Kieliszek przechylił się w palcach a jego zawartość wylała się za burtę.

- ...ponieważ gra idzie o zbyt wielką stawkę - zakończył Merisier wpatrzony w widnokrąg. Zastanawiam się... jak duży jest ten "grzbietopław" na którego polujemy. Czy taka szalupa jak ta nie zatonie od jego uderzenia, kiedy się zorientuje że nie jest łowcą i zwycięzca ale tak naprawdę chodzi o jego życie. Że poluje się na niego. Ciekawe ile niespodzianek jeszcze, kryją głębiny tej planety.

: 22 października 2015, 15:56
autor: 8art
- Aha... - burknął Silvanus za odchodzącym majtkiem. Czuł się na statku co najmniej niepewnie. Grunt nie był stabilny, bujał się z każdą większą falą rozbijającą się o burty statku, anjabardziej brakowało jednak Nathanowi dachu nad głową. Świadomość niezmierzonej otwartej przestrzeni, była dość deprymująca dla normalnie bardzo spokojnego regulatora. Teraz paradoksalnie, pomimo wolnej przestrzeni czuł się jak zaszczute zwierze w klatce. Jak najszybciej chciał znaleźć się gdzieś w przyjaznej przestrzeni ograniczonej ścianami i dachem.

: 22 października 2015, 18:02
autor: Keth
Ocean opodal Enkaidenu, 215.815.M41

Tauron spojrzał na psykera z ukosa, z lekkim grymasem dezaprobaty na pociętej zmarszczkami twarzy. Hoster po raz pierwszy zadał sobie w duchu pytanie, ile starszy mężczyzna właściwie miał lat, nie potrafiąc się oprzeć wrażeniu, że wiek ten nie zamykał się bynajmniej w dwucyfrowym numerze.

- Mogłeś powiedzieć, że nie chcesz, a nie marnować tak dobry trunek - mruknął z przekąsem savant - Świetny smak, a niby lokalna marka. Defechre, zapisałem na wszelki wypadek. Nie sądziłem, że alkohol produkowany na bazie alg morskich może mieć walory porównywane z klasycznymi winami.

Uczony wyjął z dłoni Merisiera pusty kieliszek, podniósł go pod promienie słońca obserwując załamujące się na fasetkach szkła światło.

- Szkło też wyrabiają na miejscu, z podmorskiego kwarcu, który wydobywany jest tylko w pięciu oceanicznych kopalniach. Zwróć uwagę na ten opalizujący kolor, kiedy patrzy się na nie pod światło, to efekt skażenia kwarcu lokalnymi minerałami - savant zmienił temat w ułamku chwili, nieco zbijając tym Hostera z tropu - Fascynujący ekosystem, fascynujący świat. Ale do rzeczy, pytałeś o grzbietopławy. Niezwykłe stworzenia, zdumiewające.

Hoster pokiwał spolegliwie głową, dawno bowiem odkrył, że Tauron głęboko interesował się biologią i naukami przyrodniczymi.

- Pierwszy oficer wiele mi o nich opowiedział w czasie, kiedy kapitan oprowadzał was po statku. To urodzone drapieżniki żerujące na niższych głębokościach oceanu, ale nie obawiają się wypływać na powierzchnię, jeśli zostaną do tego sprowokowane. Mięsożerne, rzecz jasna. W naturalnym otoczeniu polują najczęściej na siebie wzajemnie, to urodzeni kanibale z wyjątkiem okresu godowego. Największy złowiony przez załogę "Damy" ważył ponad sto ton, ale podobno widuje się na tych wodach dużo większe bestie. Zapowiada się interesujący połów.

Hoster przełknął bezwiednie ślinę, przeciągnął spojrzeniem po stanowiskach broni maszynowej i wyrzutni rakiet próbując sobie jednocześnie wyobrazić potencjalny przebieg takiego połowu.
Chyba jednak nieudawana życzliwość...

: 22 października 2015, 23:17
autor: Suriel
- Sto ton? To strasznie dużo... Ale chyba niezupełnie o tego grzbietopława mi chodziło. Przepraszam za trunek nie sądziłem, że jest tak wystawny i wyjątkowy. - westchnął - Cóż, kolejny życiowy błąd. Na marginesie dysponujesz porażającą ilością wiedzy Tauronie i chętnie podpytał bym cię o wiele rzeczy ale niestety czas nie jest sprzyjający. - Rzucił spojrzenie na kapitan i jego ludzi. - Chętnie wróciłbym do tej rozmowy jeszcze za jakiś czas, na przykład gdy będziemy stąd odlatywać. Czy znalazłbyś dla mnie nieco czasu podczas podróży przez gwiazdy? Oczywiście jeśli nie będzie dla ciebie zbyt upokarzające przebywać w mojej prezencji.

: 24 października 2015, 18:05
autor: Keth
Głębia Grendela, 215.815.M41

Wiekowy savant skinął głową w przyjazny sposób, ujęty chyba skromnością swego rozmówcy.

- Mój chłopcze, wszyscy jesteśmy sługami Złotego Tronu, lewą ręką Boga-Imperatora - oznajmił z pewną domieszką emfazy w głosie - Jeśli chcesz pogłębić swą wiedzę w zakresie, który jest mi dostępny, chętnie się zajmę twą dalszą edukacją. Im więcej każdy z nas wie, czym więcej może uczynić dla Świętego Oficjum. Co się zaś tyczy twego pytania o grzbietopława... w trakcie polowania wszystko może się zdarzyć. Miejscowe statki mają na kadłubach koralowe narośle, których się nie usuwa dla celów kamuflażu. Drapieżniki uważają takie jednostki za ruchome elementy krajobrazu, ale grzbietopławy przejawiają wysoką inteligencję, zdecydowanie zwierzęcą, ale wysoką. Kto wie, czy któraś z tych bestii nie zrozumie, że ból zadaje jej pływający kawałek rafy?

Tauron pokiwał głową do siebie samego, przeniósł spojrzenie na gromadę kończących przygotowania nurków. Stojący na niższym pokładzie Septimus obejrzał się w stronę pary agentów, pomachał im ręką dając znak, by do niego dołączyli.

- Cokolwiek jednak by się nie stało, pamiętaj o najważniejszym - uczony obejrzał się na Hostera, a w jego oczach pojawił się przelotny cień - Pod żadnym pretekstem nie objawiaj publicznie swego... talentu. Zbyt wielu świadków, by ryzykować przedwcześnie zdemaskowanie naszej przykrywki, a Spectorianie to bardzo przesądny lud. Świadomi obecności na pokładzie psykera, jeszcze by mogli wyrzucić nas wszystkich za burtę. Rozumiesz?
Wygląda na to, że Hoster będzie mógł w bliżej nieokreślonej przyszłości skorzystać z pomocy Taurona w poszerzaniu swej wiedzy!

: 24 października 2015, 18:06
autor: Keth
Głębia Grendela, 215.815.M41

Nie chcąc okazywać wszem i wobec słabości, a przy okazji zająć czymś myśli, Nathan postanowił przyjrzeć się bliżej uzbrojeniu statku. Temat ten z natury zawsze go interesował, a służba w stołecznym Magistratum nie stwarzała zbyt wielu okazji do obcowania z ciężkim sprzętem. Pozostając przez cały czas w polu widzenia Septimusa i reszty agentów, Silvanus przystanął przy najbliższym przegubie na burcie "Damy" oglądając zamontowaną na nim broń. Masywny karabin o blisko półtorametrowej perforowanej lufie musiał pochodzić z jakiejś lokalnej fabryki, bo Silvanus nie rozpoznawał tego typu, ale krótkie oględziny wystarczyły do upewnienia mężczyzny, że w razie potrzeby zdoła sobie z bronią poradzić. Podwieszony z lewej strony karabinu ciężki zasobnik amunicyjny mieścił zwoje taśmy liczącej co najmniej dwieście pocisków, a ich kaliber wywołał w palcach Silvanusa niezamierzone przyjemne mrowienie.

- Ile macie takich stanowisk? - zapytał przestawiającego bezpiecznik marynarza.

- Osiem, proszę pana - odparł załogant po krótkiej chwili milczenia poświęconej na zlustrowanie obcoświatowca wzrokiem - Po trzy na każdej burcie i dwa na obu skrzydłach mostka. Wszystkie porządnie przestrzelane i z dobrym polem rażenia. Doskonałe do polowania na grube ryby, ale rzadko trzeba z nich korzystać. Najczęściej wystarcza wyrzutnia rakiet.

Nathan pokiwał głową. Odczekawszy, aż marynarz odejdzie, agent złapał za uchwyty broni i przeciągnął jej lufą po okolicznych falach sprawdzając, na ile gładko porusza się przegub.

Przez krótką chwilę w jego myślach pojawiło się prowokacyjne wyobrażenie morskiej bestii wynurzającej się z toni właśnie w polu rażenia tego karabinu, stębnowanej strumieniem gorącej stali.

Przerażający bezmiar oceanu i uciążliwe kołysanie to jedno, ale może jednak rejs mógł przynieść jakąś miłą odmianę.
Gdyby z jakiegoś powodu ktoś z BG musiał skorzystać z cekaemu, to przypominam o automatycznej karze -20 do testów strzelania, ponieważ nikt z Was nie posiada umiejętności pozwalającej obsługiwać płynnie broń tego typu. Ale kara nie oznacza, że strzelanie z takiego potwora nie ma sensu, wręcz przeciwnie!

: 25 października 2015, 15:17
autor: Keth
Głębia Grendela, 215.815.M41

Kapitan zatrzymał swych gości opodal grupy kończących przygotowania nurków, pozwalając swemu przybocznemu serwitorowi na napełnienie ich karafek. Medea nie miała wątpliwości, że właściciel "Damy" lubił wywierać wrażenie swą erudycją, manierami i bogatym strojem, chociaż w porównaniu z klasą wyższą na Malfi nie odstawał znacząco od przeciętnego miejscowego rybaka.

Silnie umięśnieni, ogorzali od słońca i naznaczeni licznymi starymi bliznami nurkowie przykuli od razu całą uwagę zabójczyni - co nie uszło uwadze kapitana.

- To jedni z najlepszych nęciarzy w Enkaidenie, szanowna pani - oświadczył z ewidentną dumą w głosie - Wiele kobiet bez wahania zapłaci za możliwość spędzenia z nimi nocy, wiele pragnie spłodzenia z takimi ludźmi potomstwa. Są w mieście klansterzy, którzy ranią się nożami, a potem skaczą za garść łusek z pokładu wabiąc grzbietopławy i inne drapieżniki swoją krwią. Żaden z nich nawet nie może stanąć obok moich chłopców.

Słysząc słowa kapitana nurkowie wydali z siebie nieskładny pomruk aprobaty, dociągając paski dziwnie ukształtowanych kombinezonów i sprawdzając wzajemnie swe plecakowe generatory soniczne.

- Mam nadzieję, że moje słowa nie uraziły czystej natury waszej wielebności - kapitan skłonił głowę w stronę stąpającego wyniośle ojca Kazadiego.

- Rozpusta dla samej siebie jest oczywistym grzechem, albowiem stanowi marnotrawstwo czasu i wysiłku - odparł duchowny - Czym innym jest zapładnianie w celu przekazania genów kształtujących odwagę, hart ducha i fizyczną krzepę. Godna pochwały inicjatywa.

- W jaki właściwie sposób następuje nęcenie stwora? - zapytał przyglądający się nurkom Septimus.

- Kombinezony zaopatrzone są w ciężarki balastowe, które szybko ściągają nurków w dół otchłani - zaczął wyjaśniać wyraźnie zadowolony z takiego pytania kapitan - Soniki mają kilka trybów, najczęściej jednak używamy dźwięku obwieszczającego chęć walki o terytorium łowieckie. To wystarcza, by wyciągnąć dorosłe grzbietopławy ku powierzchni, a jednocześnie nie wprawia ich w furię towarzyszącą walce o samice. Ten tryb emisji dźwiękowych jest zarezerwowany wyłącznie na specjalne okazje i z racji ogromnego zagrożenia wymaga uiszczenia dużo wyższej niż zwyczajowa opłaty.
Kapitan będzie jeszcze przez chwilę opowiadał o tym sporcie, a w międzyczasie na pokładzie nurków pojawili się Nathan, Hoster i Tauron - tym samym cała drużyna zgromadziła się w jednym miejscu. Ktoś chciałby się włączyć w konwersację, poprosić o objaśnienie jakiegoś ciekawiącego zagadnienia związanego z połowami bądź oceanem samym w sobie? I osobno mały prezent - kilkugodzinny rejs na wodach bezkresnego oceanu był dla Was wszystkich ogromnym przeżyciem, które samo w sobie warte jest 10 PD dla każdego BG.