Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 10.08.1993 Przed świtem
Victoria, stojąc do tej pory w milczeniu obserwowała poczynania Horacego i Namtara. Mogła doskonale zrozumieć napięcie i strach, kierujące Szczurem. Jego zachowanie aż nadto wskazywało na przywiązanie, jakim darzył swojego syna. I świadomość, że w obecnej sytuacji zrobi wszystko, by go ratować, nie wróżyła niczego dobrego. Jak do tej pory Horacy wykazywał się zdrowym rozsądkiem i nie działał pochopnie, jednak w obliczu zagrożenia nie była do końca pewna, czy jego emocje nie przeważą szali i czy nie zrobi niczego głupiego. Z drugiej strony, potrzeba okrucieństwa i zadawania bólu, która wręcz biła od Assamity wcale nie była lepsza. Kątem oka wyłowiła drapieżny uśmiech na twarzy Łowcy. Jedynie Terry wydawał się przejęty sytuacją. I spokojny na tyle, by zrobić to, co należało, w odpowiedni sposób.
Kiedy Lasombra spojrzała na łkającego Kreta, niewiele więcej mogła zrobić. Nie rozumiała, co mówił. Jego cierpienie było jego własnym i nie potrafiła mu pomóc.
- Chyba czas, by Darshan poznał szczegóły dotyczące zajść w Charlestone. A co do Kreta... Jeśli jest świadomy tego, co uczynił i będzie chciał odkupić swoje winy i wspomóc nas w działaniach, może liczyć na nasze wsparcie. Przekaż mu to proszę Horacy...
Kiedy skończyła, podeszła do Darshana. Dłuższą chwilę wpatrywała się w jego śniadą twarz i oczy, próbując wyczytać z nich cokolwiek. Hindus zdawał się być wyciszony i spokojny, a jego spojrzenie bystre i przenikliwe. Wampirzyca wyciągnęła rękę w geście powitania.
- Witam cię w imieniu całej koterii, Darshanie Vimal, w Sanktuarium domu Atrahasisa, Mędrca w Czerwieni. Jestem Victoria Evangeline z klanu Lasombra i z woli starca jestem liderem tej koterii. - Darshan odwzajemnił uścisk dłoni, kiedy jej melodyjny głos płynął w przestrzeni. - Na mocy testamentu starca cała posiadłość, w której przebywamy, jest naszym spadkiem, zatem możesz od tej chwili traktować ją jak swój dom. Na mocy Prawa Domeny stosowanej w Camarilli, Książę Democritus ustanowił to miejsce również moją Domeną. Nie sądzę, by wasz Klan przywiązywał wagę to tego typu spraw, niemniej jednak wiedza taka zawsze się przydaje.
Obserwowała chwilę jego reakcje, a początkowy spokój i dystans, który w nim wyczuwała, stopniowo zamieniał się w żywe zainteresowanie.
- Pozwól ze mną... - ruchem ręki wskazała kamienne sarkofagi i skierowała się w tamtą stronę, zajmując miejsce na swoim. Darshan podążył za nią. - Zanim zaczniemy planować kolejne działania, powinieneś wiedzieć co do tej pory udało nam się ustalić. Nie będzie tego wiele, choć mam nadzieję, że świeże spojrzenie na tę łamigłówkę wskaże coś, co być może przeoczyliśmy.
Kiedy oboje usadowili się wygodnie, Victoria zaczęła mówić...
Victoria przekazuje fakty, nazwiska, etc, Jest dokładna i podaje dużo szczegółów, pomijając jakiekolwiek osobiste wycieczki, czy emocjonalny stosunek do zdarzeń. Pilnuje tego, mając świadomość, że jej własny osąd i emocje mogą zaburzyć jasny przekaz informacji.
[center]***[/center]
Zmiana fabularna, czyszczenie pamięci Gavinowi zostaje przesunięte, kiedy już Ravnosi pogadają sobie. Przepraszam wszystkich za to niedopatrzenie, w szczególności zapałki.
Po streszczeniu krótkiej historii, Darshan i Gavin oddalili się od pozostałych, by mieć nieco więcej prywatności. Po skończonej rozmowie Hindus wrócił, a Voctoria zwróciła się do Terryego.
- Terry, czy mógłbyś mi pomóc? Dość już okrucieństwa jak na dzisiejszą noc, dlatego ciebie proszę, byś zajął się pamięcią Gavina... - Duchowny zbliżył się szybkim krokiem, zajmując miejsce u jej boku. Podeszli oboje do Złodzeja.
- Przykro mi Gavinie, że w ten sposób musimy się rozstać. - Na chwilę zamilkła, patrząc w oczy Gavina i szukając odpowiednich słów. - Chciałabym, byś teraz pozwolił Terryemu zabrać szczegółowe wspomnienia, które dotyczą bezpośrednio śledztwa. To ważne, dla naszego i twojego bezpieczeństwa. Chyba rozumiesz. Mam nadzieję, że zrozumienie własnych błędów cię wzmocni i odnajdziesz własną drogę.
- Voctorio pozwól, zajmę się nim... - głos Malkavianina wydawał się smutny i przytłoczony, jednak kiedy pomagał Ravnosowi podnieść się i przejść w bardziej ustronne miejsce, jego ruchy i postawa nabrały sprężystości i energii, jakby wstępowała w nie łaska Pana, dodając sił i wiary w to, co czynić będzie. Oddalili się, oddając w cichej rozmowie w ustronnym miejscu Sanktuarium.