Strona 48 z 170

: 03 września 2013, 06:20
autor: deliad
Wasz stan majątkowy prezentuje się następująco:
Balin PM 64 i 47 szt. zł.
Huskun PM 34 i 5 szt. zł.
Gusłek PM 35 i 17 szt. zł.
Spoiler!
Barthur PM 85 i 300 szt. zł.
Draya PM 17 i 8 szt. zł
Mordil 5 szt. zł.
Moja propozycja to Balin, Gusłek, Huskun, Barthur po 10 PM i Barthur 20 szt. zł.. OK?

: 03 września 2013, 07:01
autor: mordimer00
Toż to rozbój w biały dzień! Ale i tak dziękuję wszystkim za to ich poświęcenie! Szczególnie wszystkim goblinom bo wiem co to dla nich znaczy pomóc swojemu a nie sztyletem dobić!

: 03 września 2013, 10:15
autor: Araven
Przystaję na propozycję MG oddaję 10 PM na ratunek Mordilowi.

: 03 września 2013, 11:03
autor: 8art
Olbrzym wysuplal z chudego trzosa kilkanascie zlotych moment przeklinajac cicho w goblinskim. Zlote krazki wreczyl kaplanowi. Nie mogl zrozumiec jak kaplan nie mogl nie pomoc swojemu wspolwyznawcy, tylko bil sie o zloto niczym skapy kupiec.

Watek techniczny

Place zlotem za PM.

: 03 września 2013, 16:28
autor: deliad
Przed karczmą "Spokojna Przystań", około północy

Gdyby ktoś przechodził o północy nieopodal karczmy "Spokojna Przystań" ujrzałby grupkę osób o iście żałobnych minach. Prawdopodobnie pomyślałby, że umarł ktoś im bardzo bliski. Widząc Huskuna podchodzącego do kapłana Arianny i podającego mu amulet, musiałby stwierdzić, że taki wyraz cierpienia i bezsilnego gniewu musi być spowodowany utratą co najmniej stadka dziateczków, żony i całego inwentarza.
Tymczasem "żałobnicy" kolejno podchodzili do Hirmina Arusa składając mu swoje datki na świątynię.

Gdy udało się zgromadzić potrzebny do rzucenia czaru potencjał magiczny oraz datek na świątynie, Hirmin ciężko usiadł na ławę i zaczął kartkować wyciągniętą z kieszeni płaszcza księgę. Gdy wreszcie znalazł odpowiednią stronę, przysunął do księgi latarnię i kilkukrotnie odkaszlnął. Niestety odkaszlnięcia przerodziły się w gwałtowny atak spazmatycznego, suchego kaszlu. Gdy wreszcie zdołał pozbierać się po ataku wziął kilka głębokich oddechów i delikatnie odchrząknął.

Arus czytając wersety księgi ujął amulet w kształcie symbolu Arianny i począł wypowiadać skomplikowane i zawiłe zaklęcie. W trakcie tej czynności jego prawa dłoń rozgorzała błękitnym blaskiem i spoczęła na karku Mordila.

Goblin poczuł świerzbienie i musiał się opanowywać, aby nie zacząć się drapać po karku. W tym czasie rany na jego plecach i karku zaczęły się zabliźniać i niemal całkowicie zniknęły, pozostawiając sinawe linie blizn.

W tej właśnie chwili gdzieś w okolicach wejścia do piwnicy rozległ się hałas wywracających się drewnianych skrzyń.
Czary IV kręgu do tanich nie należą. Potrafi je rzucać osoba na co najmniej siódmym poziomie - czyli dobry fachowiec. Stąd takie straszliwe ceny. Zakładam, że Gusłek, Balin i Huskun oddali po 10 PM, a Barthur zapłacił 50 szt. zł. Mordil został niemal całkowicie uleczony. Obecnie ma 18 obrażeń, pozostało kilka sińców. Jest w pełni świadomy i przytomny. Tymczasem w piwniczce coś się dzieje.

: 03 września 2013, 19:17
autor: 8art
- Kruca fuks! Pewnikiem tę gadzina żeśmy złapali w pułapka! - krzyknął Barthur, ruszając czym prędzej ku piwniczce. Wydało mu się jednak lekko podejrzane, aby kurczak mógł zasiać takie spustoszenie, aby skrzynie się wywracały toteż na wszelki wypadek schwycił młot i łuczywo.

Watek techniczny

Ostrożnie idę sprawdzić cxy złapaliśmy Reglina. Jako, że nie jestem pewien czy cały rumor to sprawka robala, czy może raczej ewentualnej rodziny pumy, to zachowuje dalece posuniętą ostrożność.

: 03 września 2013, 19:27
autor: Araven
Idę z Barthurem, topór dzierżąc. Hm, co tam się wyprawia...

: 03 września 2013, 20:27
autor: Keth
Przed karczmą "Spokojna Przystań", około północy

Huskun mógłby policzyć na palcach jednej ręki okazje, kiedy przyszło mu płakać i wszystkie poprzednie wiązały się niezmiennie z laniem spuszczanym czarownikowi przez przybocznych Burgula. Tym razem jednak skrzące się w zwężonych oczach goblina łzy nie miały nic wspólnego z cierpieniem cielesnym, tylko potwornym bólem w sercu, promieniującym aż po przywiązany do nadgarstka amulet.

Obserwując popisy rzucającego zaklęcie arianity Huskun wpadł na pomysł, by tanim kosztem odzyskać zainwestowany w leczenie Mordila kapitał: udając się cichaczem w ślad za starym klerykiem, dając mu w ciemnościach po głowie i zabierając mu sakiewkę.

Zasklepiające się na oczach Huskuna rany szybko pozbawiły goblina złudzeń co do szans powodzenia takiego wybryku. Kapłan zdolny do leczenia niemal śmiertelnych obrażeń kilkoma słowami równie dobrze mógł wywrócić na drugą stronę wnętrzności amatora cudzych sakiewek albo spopielić go jakimś przyzwanym z niebios boskim gromem.

Zarzuciwszy pomysł targnięcia się na kieskę tana Arusa Huskun powlókł się z powrotem do karczmy, w ślad za kompanami zamierzającymi zapuścić się do piwniczki.
Idę do piwniczki, ale trzymam się w tyle, pamiętny wcześniejszej niespodzianki z pumą...

: 04 września 2013, 07:09
autor: mordimer00
Mordil zerwał się z ławy niemal natychmiast, choć zakręciło mu się w głowie ale silne ręce Dużego przytrzymały goblina w miejscu, jego oczom ukazał się jakiś stary człeczyna w szatach kapłańskich. Mordil nie wiedział co się stało ale pamiętał jak przez mgłę jakiś czarny kształt który wywołał u niego falę bólu:
-Jo ni widet hto dzekowat za moja ale...
W tym momencie z karczmy doszły go jakieś dziwne odgłosy i Mordil nie kontynuując swojej przemowy złapał w łapska tarczę i topór i ruszył biegiem do środka.

: 06 września 2013, 09:16
autor: Keth
Przed karczmą "Spokojna Przystań", około północy

Smętny grymas wciąż nie opuszczał oblicza zatroskanego zaklinacza, a dobiegające z karczmy odgłosy raczej nie wieściły powrotu do radosnej i niczym niezmąconej libacji. Przyciskając plecy do szorstkiej ściany goblin jął przepuszczać przodem zaalarmowanych hałasem kompanów.

Dziki entuzjazm Mordila, który ledwie chwilę temu zdawał się już odchodzić w ramiona enigmatycznej Baby, zmroził Huskunowi krew w żyłach. W naturze goblinów leżała co prawda wielka doza wojowniczości, wszelako w przypadku Turgulów zwykła się ona objawiać, kiedy tuzin goblinów osaczał jakiegoś człowieczego pasterza owiec albo kiedy na bagnach dogorywał jakiś wiekowy błotny smok. Graniczące z obłędem męstwo Mordila musiało być jakąś skazą na jego charakterze wyniesioną z ojczystych stron, bo żaden Turgul nie zwykł się zachowywać w równie szaleńczy i pozbawiony chęci przetrwania sposób.

Co naturalnie miało też swoje zalety...
Czekam cierpliwie na nowe wpisy Mistrza... ;)

: 06 września 2013, 14:52
autor: deliad
Piwniczka pod karczmą "Spokojna Przystań", po północy

Usłyszawszy hałasy w piwniczce, Nieulęklie wiele się nie zastanawiając, ruszyli w tamtym kierunku.
Kapłan Arianny zważył trzymany w ręku mieszek, zakaszlał i nie czekając na powrót mieszkańców karczmy, ruszył do swojej świątyni.

Jako pierwsi do piwniczki zbiegli osobnicy widzący w ciemnościach, tuż za nimi główny łowczy całego przedsięwzięcia czyli niosący latarnię Barthur.

Balin, który spodziewał się zastać w piwnicy żerującego rengina nieco się zdziwił. Rengin nie był sam. Było ich około tuzina. Jeden duży majtał nogami leżąc na grzbiecie wśród wysypanej ze skrzyni marchwi.

Kilka mniejszych osobników wędrowało po suficie tuż nad nim starając się wleźć na linę, aby dostać się do powieszonej na niej świeżutkiej agawy. Jednak chodzenie po linie nie było specjalnością renginów, które ześlizgiwały się z niej i spadały na skrzynie i podłogę.

Prawdopodobnie jeden ze spadających renginów spowodował wywrócenia się stosu skrzyń z warzywami i to spowodowało słyszany wcześniej hałas.

Gdy na dół zeszedł Barthur i promienie niesionej przez niego latarni padły na renginy, zwierzęta te ruszyły żwawo do ucieczki. Pędziły w stronę odetkanych przed chwilą dziur w ścianach. Osobnik leżący na grzbiecie zwinął się w szczelny pierścień i zastygł w bezruchu.

Skrzynia, która stanowiła pułapkę leżała na boku przewrócona przez spadające worki.
Tak mniej więcej wyglądają żerujące renginy. Każdy z nich ma wielkość małego psa.

Obrazek

Rengin zwinięty.
Obrazek
Dziadek prawdopodobnie chciałby rengina w takiej postaci [youtube]http://www.youtube.com/watch?v=T6dgdREt ... e=youtu.be[/youtube]

: 06 września 2013, 15:14
autor: Araven
Łapiemy je do dużej skrzyni, i dajemy im świeżej agawy i co tam trzeba, wody też. Potem do dziadunia jak renginy sobie podjedzą... Oby to pomogło.

: 08 września 2013, 08:39
autor: deliad
Piwniczka pod karczmą "Spokojna Przystań", po północy

Mordil, Balin, Huskun i Draya pomknęli w mrok za uciekającymi renginami. Stonogopodobne stworzenia wydawały się mieć w tym wyścigu o wiele większe doświadczenie. Rączo przebierając swoimi chitynowymi odnóżami wbiegały, wciskały się lub zeskakiwały w szczeliny i dziury ścian i podłóg.
Chaotyczny pościg ustał w chwili gdy ostatni rengin zniknął w szczelinie podstawy kolumny, wykutej na kształt zbrojnego reptiliona.

Zaglądanie w miejsca, gdzie zniknęły biegające skorupiaki wykazały, że nie są to płytkie kryjówki, a długie kanały i korytarze prowadzące do nieznanym miejsc. Być może rozciągając się pod całym miastem i okolicą, w starożytnych ruinach miasta jaszczuroludzi, na których postawiono Rotgan - kir.

W czasie gdy Mordil, Drayaharus i Balin pokrzykując, klnąc i biegając chaotycznie po całej piwnicy, starali się dopaść renginy, Barthur postawił latarnię i sięgnął po worek. Podkradł się cicho do zwiniętego i leżącego w marchwi rengina i nakrył go workiem.

Powróciwszy z piwnicy z renginem, uradowany Balin zabrał się do roboty. Jego dziadek zwykł jadać renginy gotowane. To być specjał kuchni krasnoludzkiej i nie każdy potrafił stworzyć te misterne danie. Kluczem do sukcesu był delikatne obchodzenie się z renginem, tak aby nie została uszkodzona trzustkowątroba. Narząd ten gromadził toksyny, które mogły uśmiercić dorosłego krasnoluda w kilka sekund. Drugim sekretem, było tak umiejętne przestraszenie tego lądowego skorupiaka, aby zwinął się w pierścień.

Balin krzątał się po kuchni. W dużym kociołku zagotował wodę. Skompletował niezbędne przyprawy. Szczęści mu sprzyjało, przestraszony rengin nadal leżał zwinięty w pierścień. Krasnolud wysupłał go z worka i wrzuci do gotującej się wody. Mordowane zwierze zapiszczało. Czyli wszystko szło zgodnie z planem. Kolejnym i chyba kluczowym czynnikiem dobrze ugotowanego rengina, był idealnie dobrany czas gotowania. Niedogotowany rengin nie zyskiwał płynnej substancji wnętrzności, a zbyt długo gotowany nie otwierał się tak jak powinien, a jego wątrobotrzustka pękała, przy próbach otwierania. Jednak Balin znał sztuczkę załatwiającą tą sprawę. Zanucił starą dziecięcą piosenkę mówiącą o tym jak jeden krasnolud sprał dwadzieścia goblinów. Być może z kuchni gotujących krasnoludów tak często słychać śpiewy, bo tak odmierzają czas?

Do uszu siedzących za stołem, najbardziej oddalonym od zjawy, Nieulękłych dobiegł śpiew Balina. Wesoła i raźna piosenka nie bardzo pasowała do Balina jak i do obecnej sytuacji. Jedynie obdarzony dużym poczuciem humoru i znający nieco język krasnoludzki Drayaharus nie wytrzymał i wybuchł śmiechem, słysząc strofę i rozplaskiwaniu goblina patelnią.

Gdy rengin został wyciągnięty z wrzątku, Balin umieścił go na talerzu i ruszył do dziadka. Postawił danie przed zjawą seniora rodu i przełknął z poddenerwowania ślinę. Uderzony łyżka Rengin powinien się otworzyć udostępniając do jedzenia, swoje półpłynne wnętrzności. Jeżeli się nie otworzy, znaczy, że nie nadaje się do zjedzenia....

Leżąca koło rengina łyżka zadrgała i nagle uniosła się w powietrze. Przeleciała nad rengina i na chwilę zawisła w powietrzu. W końcu uderzyła w szczyt pierścienia, który ze zgrzytem otworzył się z szybkością puszczonej sprężyny. Buchnęła zielonkawa para, którą z lubością i pomrukiem przyjemności wciągnęły nozdrza zjawy.

- Rengina mas rug..... Balina ma rinag. Balin erras dur. Morka ritni suret unk....

Zawyła cicho zjawa i z wolna, wraz z renginem, rozpłynęła się w powietrzu. Po tym zdarzeniu, płomień w kominku buchnął pełnią swego życia, tlące się jedynie świece zapłonęły. Nienaturalne zimno ustąpiło. Skrzypienie ustało. Wszyscy obecnie w karczmie Nieulękli poczuli jakby, ktoś zrzucił im ciężar z serca. Karczma była wolna od zjawy.....
Spoiler!
- Rengina mas rug..... Balina ma rinag. Balin erras dur. Morka ritni suret unk....
- Rengin, taki jak lubię... Balinie mój wnuku. Balinie jedyny godny spadkobierco. Twój spadek jest w prawej cholewie mojego buta.
Quest complete. Karczma uwolniona od zjawy. Balin odzyskał honor, a może nawet i coś zyskał. Do Nieulękłych nieśmiało dociera znużenie. Jest około pierwszej w nocy. Idziecie spać, czy macie inne plany?

: 08 września 2013, 10:33
autor: Araven
Słuchajta gobliny, ta piwnica jest jakaś dziwna, nie szlajać się tam. Zamykamy drzwi i idziemy spać po kolacji. Rano obgadamy sprawę z karczmarzem.
- Zadymę w piwnicy na pumę zwalimy. Powiemy, ze duch ją wystraszył i rabanu narobiła, a jak poszliśmy zobaczyć trza ją było zabić.


Sprawdzam cholewę w bucie o jakim wspomniał Dziadunio.

: 08 września 2013, 11:00
autor: Keth
"Spokojna Przystań", po północy

Zmora przepadła niczym zły sen i Huskun wybuchnął na poły histerycznym śmiechem dając w końcu upust swym zszarganym nerwom. Goblin starał się przez cały czas grać buńczuczną pozę, ale w rzeczywistości lęk dusił go co chwila za gardło, a incydent z chciwym aranickim kapłanem wprawił zaklinacza na dodatek w głębokie przygnębienie.

Fala przemożnego zmęczenia, połączonego z wciąż silnym alkoholowym upojeniem, uderzyła z zaskakującą siłą klejąc powieki Huskuna i porażając bezwładem jego członki. Goblin czuł się podobnie tylko raz w życiu, ścigany po mokradłach przez bagiennego smoka i zmuszony przez głodną bestię do włażenia w wąskie skalne szczeliny, w których godzinami potem przesiadywał. Nie potrafiąc przestać ziewać Huskun powlókł się w kierunku narożnej ławy w jadalnej izbie karczmy.

Nie sądził, by starczyło mu sił na wdrapanie się na pięterko.
Jako Balin rzecze, idziemy spać!