Piwniczka pod karczmą "Spokojna Przystań", po północy
Mordil, Balin, Huskun i Draya pomknęli w mrok za uciekającymi renginami. Stonogopodobne stworzenia wydawały się mieć w tym wyścigu o wiele większe doświadczenie. Rączo przebierając swoimi chitynowymi odnóżami wbiegały, wciskały się lub zeskakiwały w szczeliny i dziury ścian i podłóg.
Chaotyczny pościg ustał w chwili gdy ostatni rengin zniknął w szczelinie podstawy kolumny, wykutej na kształt zbrojnego reptiliona.
Zaglądanie w miejsca, gdzie zniknęły biegające skorupiaki wykazały, że nie są to płytkie kryjówki, a długie kanały i korytarze prowadzące do nieznanym miejsc. Być może rozciągając się pod całym miastem i okolicą, w starożytnych ruinach miasta jaszczuroludzi, na których postawiono Rotgan - kir.
W czasie gdy Mordil, Drayaharus i Balin pokrzykując, klnąc i biegając chaotycznie po całej piwnicy, starali się dopaść renginy, Barthur postawił latarnię i sięgnął po worek. Podkradł się cicho do zwiniętego i leżącego w marchwi rengina i nakrył go workiem.
Powróciwszy z piwnicy z renginem, uradowany Balin zabrał się do roboty. Jego dziadek zwykł jadać renginy gotowane. To być specjał kuchni krasnoludzkiej i nie każdy potrafił stworzyć te misterne danie. Kluczem do sukcesu był delikatne obchodzenie się z renginem, tak aby nie została uszkodzona trzustkowątroba. Narząd ten gromadził toksyny, które mogły uśmiercić dorosłego krasnoluda w kilka sekund. Drugim sekretem, było tak umiejętne przestraszenie tego lądowego skorupiaka, aby zwinął się w pierścień.
Balin krzątał się po kuchni. W dużym kociołku zagotował wodę. Skompletował niezbędne przyprawy. Szczęści mu sprzyjało, przestraszony rengin nadal leżał zwinięty w pierścień. Krasnolud wysupłał go z worka i wrzuci do gotującej się wody. Mordowane zwierze zapiszczało. Czyli wszystko szło zgodnie z planem. Kolejnym i chyba kluczowym czynnikiem dobrze ugotowanego rengina, był idealnie dobrany czas gotowania. Niedogotowany rengin nie zyskiwał płynnej substancji wnętrzności, a zbyt długo gotowany nie otwierał się tak jak powinien, a jego wątrobotrzustka pękała, przy próbach otwierania. Jednak Balin znał sztuczkę załatwiającą tą sprawę. Zanucił starą dziecięcą piosenkę mówiącą o tym jak jeden krasnolud sprał dwadzieścia goblinów. Być może z kuchni gotujących krasnoludów tak często słychać śpiewy, bo tak odmierzają czas?
Do uszu siedzących za stołem, najbardziej oddalonym od zjawy, Nieulękłych dobiegł śpiew Balina. Wesoła i raźna piosenka nie bardzo pasowała do Balina jak i do obecnej sytuacji. Jedynie obdarzony dużym poczuciem humoru i znający nieco język krasnoludzki Drayaharus nie wytrzymał i wybuchł śmiechem, słysząc strofę i rozplaskiwaniu goblina patelnią.
Gdy rengin został wyciągnięty z wrzątku, Balin umieścił go na talerzu i ruszył do dziadka. Postawił danie przed zjawą seniora rodu i przełknął z poddenerwowania ślinę. Uderzony łyżka Rengin powinien się otworzyć udostępniając do jedzenia, swoje półpłynne wnętrzności. Jeżeli się nie otworzy, znaczy, że nie nadaje się do zjedzenia....
Leżąca koło rengina łyżka zadrgała i nagle uniosła się w powietrze. Przeleciała nad rengina i na chwilę zawisła w powietrzu. W końcu uderzyła w szczyt pierścienia, który ze zgrzytem otworzył się z szybkością puszczonej sprężyny. Buchnęła zielonkawa para, którą z lubością i pomrukiem przyjemności wciągnęły nozdrza zjawy.
- Rengina mas rug..... Balina ma rinag. Balin erras dur. Morka ritni suret unk....
Zawyła cicho zjawa i z wolna, wraz z renginem, rozpłynęła się w powietrzu. Po tym zdarzeniu, płomień w kominku buchnął pełnią swego życia, tlące się jedynie świece zapłonęły. Nienaturalne zimno ustąpiło. Skrzypienie ustało. Wszyscy obecnie w karczmie Nieulękli poczuli jakby, ktoś zrzucił im ciężar z serca. Karczma była wolna od zjawy.....
Quest complete. Karczma uwolniona od zjawy. Balin odzyskał honor, a może nawet i coś zyskał. Do Nieulękłych nieśmiało dociera znużenie. Jest około pierwszej w nocy. Idziecie spać, czy macie inne plany?