PBF - Czarne złoto
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Czy orientujemy, się, że rzeka opuszcza bagna za jakiś czas i można się nią z nich wydostać?
Jeśli tak, to jestem za płynięciem rzeką.
Jeśli tak, to jestem za płynięciem rzeką.
Ja tam bym był ostrożny z deklaracjami, bo JA nie pamiętam, żebym gdzieś wspominał o jakiejś rzece 
Ostatnio zmieniony 15 lipca 2014, 20:01 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
10 Katesh 608 OR, gdzieś na trzęsawiskach
Wciąż zatrwożeni perspektywą dalszych walk z dzikimi mieszkańcami mokradeł, zbiegowie wiosłowali z coraz większym znużeniem, pokonując wpław pozornie niekończące się mokradła. Ich łódź kilkakrotnie utknęła na czających się pod taflą czarnej wody płyciznach, spychana z ogromnym wysiłkiem na głębszą toń. Nawigując za pomocą słońca mężczyźni określili z grubsza kierunek północy, starając się płynąć w stronę okolic Oldwicku. Rozglądający się co jakiś czas Bannister nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że łódź stała w miejscu, bo pełen rozlewisk, szuwarów i podtopionych w błocie cyprysów krajobraz w ogóle się nie zmieniał pomimo ustawicznego wiosłowania.
Chmary napastliwych owadów doprowadzały ludzi do istnego szaleństwa, kąsając ich bez chwili wytchnienia, ze szczególnym upodobaniem żerując na odsłoniętej skórze tych nieszczęsnych Grzmocicieli, którzy zostali w trakcie wyprawy srodze poturbowani. Rogan Vain znieruchomiał na dnie łodzi, popadając w płytką drzemkę będącą efektem skrajnego osłabienia, ale mogącą wieścić zarazem początek majaków wywołanych infekcją ran i gorączką.
- Nie wzięliście niczego do picia? - zapytał chrapliwym tonem Reynard, czując w ustach szorstkość języka, ale nie potrafiąc się zmusić do wypicia wody wprost z rozlewiska. Były sierżant miał sposobność widzieć wcześniej szaleńców, którzy po spożyciu takiego trunku ocierali się wręcz o śmierć z powodu żołądkowego zatrucia.
- Nie - westchnął z wyraźnym niepokojem Hawke - Ani kropli.
- Nie potrafisz... czegoś stworzyć? - wymamrotał z rozczarowaniem Leto - Pokazałeś różne sztuczki, nie znałem cię z tej strony... nie potrafisz wykombinować czegoś do picia?
Longsworth potrząsnął w odpowiedzi głową, roześmiał się bez cienia wesołości. Przyjmując do wiadomości odpowiedź Bannister odłożył wiosło pod nogi i zaczął nabijać wyciągniętymi ze zdobycznego bandolieru nabojami bębenki obu karabinów.
- Bez wody zginiemy - powiedział posępnym tonem - Jeśli nie dotrzemy w ciągu dnia do brzegu, będziemy musieli zapolować na coś żywego, żeby napić się krwi.
- Żartujesz? - półprzytomny z bólu Stryker uznał w pierwszej chwili, że po prostu się przesłyszał - Mamy pić krew?!
- Albo umrzeć z pragnienia - wzruszył ramionami Reynard - Każdy ma wybór.
- Jeśli tu zginiemy, osierocę dziecko, którego jeszcze nie widziałem - wymamrotał Książę z nutą narastającej desperacji i czegoś, co przywodziło na myśl rozpacz - Nie chcę tu umierać, słyszycie?! Wiosłujcie szybkiej, do kurwy nędzy, szybciej!
Bannister położył karabin na kolanach i odwrócił się w stronę kompana kładąc dłoń na jego ramieniu.
- Nie krzycz, głos się daleko niesie - powiedział półszeptem siląc się na uspokajający ton - Prędzej czy później dotrzemy do brzegu.
Wciąż zatrwożeni perspektywą dalszych walk z dzikimi mieszkańcami mokradeł, zbiegowie wiosłowali z coraz większym znużeniem, pokonując wpław pozornie niekończące się mokradła. Ich łódź kilkakrotnie utknęła na czających się pod taflą czarnej wody płyciznach, spychana z ogromnym wysiłkiem na głębszą toń. Nawigując za pomocą słońca mężczyźni określili z grubsza kierunek północy, starając się płynąć w stronę okolic Oldwicku. Rozglądający się co jakiś czas Bannister nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że łódź stała w miejscu, bo pełen rozlewisk, szuwarów i podtopionych w błocie cyprysów krajobraz w ogóle się nie zmieniał pomimo ustawicznego wiosłowania.
Chmary napastliwych owadów doprowadzały ludzi do istnego szaleństwa, kąsając ich bez chwili wytchnienia, ze szczególnym upodobaniem żerując na odsłoniętej skórze tych nieszczęsnych Grzmocicieli, którzy zostali w trakcie wyprawy srodze poturbowani. Rogan Vain znieruchomiał na dnie łodzi, popadając w płytką drzemkę będącą efektem skrajnego osłabienia, ale mogącą wieścić zarazem początek majaków wywołanych infekcją ran i gorączką.
- Nie wzięliście niczego do picia? - zapytał chrapliwym tonem Reynard, czując w ustach szorstkość języka, ale nie potrafiąc się zmusić do wypicia wody wprost z rozlewiska. Były sierżant miał sposobność widzieć wcześniej szaleńców, którzy po spożyciu takiego trunku ocierali się wręcz o śmierć z powodu żołądkowego zatrucia.
- Nie - westchnął z wyraźnym niepokojem Hawke - Ani kropli.
- Nie potrafisz... czegoś stworzyć? - wymamrotał z rozczarowaniem Leto - Pokazałeś różne sztuczki, nie znałem cię z tej strony... nie potrafisz wykombinować czegoś do picia?
Longsworth potrząsnął w odpowiedzi głową, roześmiał się bez cienia wesołości. Przyjmując do wiadomości odpowiedź Bannister odłożył wiosło pod nogi i zaczął nabijać wyciągniętymi ze zdobycznego bandolieru nabojami bębenki obu karabinów.
- Bez wody zginiemy - powiedział posępnym tonem - Jeśli nie dotrzemy w ciągu dnia do brzegu, będziemy musieli zapolować na coś żywego, żeby napić się krwi.
- Żartujesz? - półprzytomny z bólu Stryker uznał w pierwszej chwili, że po prostu się przesłyszał - Mamy pić krew?!
- Albo umrzeć z pragnienia - wzruszył ramionami Reynard - Każdy ma wybór.
- Jeśli tu zginiemy, osierocę dziecko, którego jeszcze nie widziałem - wymamrotał Książę z nutą narastającej desperacji i czegoś, co przywodziło na myśl rozpacz - Nie chcę tu umierać, słyszycie?! Wiosłujcie szybkiej, do kurwy nędzy, szybciej!
Bannister położył karabin na kolanach i odwrócił się w stronę kompana kładąc dłoń na jego ramieniu.
- Nie krzycz, głos się daleko niesie - powiedział półszeptem siląc się na uspokajający ton - Prędzej czy później dotrzemy do brzegu.
Sadyba gatorów została daleko w tyle, ale Wasza sytuacja nie wygląda wesoło. Bez kompasu i czystej wody możecie błądzić po mokradłach całymi dniami, ale przy tak poważnych ranach części z Was to może się zakończyć śmiertelną w skutkach infekcją!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
10 Katesh 608 OR, gdzieś na trzęsawiskach
Chociaż mężczyźni rozglądali się przez długi czas za jakąkolwiek zdobyczą, szczęście zupełnie ich opuściło. Bagienne ptactwo uciekało w popłochu na widok gromady podróżujących łódką dwunogów, a drobne gady i płazy ustawicznie umykały próbującym je pojmać prześladowcom, nawet pozornie ociężałe ropuchy.
- Zdechniemy w tym miejscu - wymamrotał leżący na dnie czółna Morridańczyk, nie mający nawet tyle sił, by odpędzić od siebie dokuczliwe krwiożercze muszki. Przecinająca jego twarz szkaradna czerwona szrama nabrzmiała zdradzając postępującą infekcję i przeistaczając przystojne niegdyś oblicze Vaina w groteskową maskę.
Prawie sześć godzin wiosłowania pozbawiło mężczyzn niemal wszelkich sił. Spragnieni i głodni, podzielili się porwaną z magazynu mięsną konserwą, otwierając ją ostrzem noża i wyciskając z mięsa ostatnie krople sosu. Skromny posiłek nikogo nie nasycił, wręcz przeciwnie - zaostrzył ludziom apetyt. Kołysząca się na tafli rozlewiska łódka zaczęła podążać w pewnej chwili przed siebie, niesiona niewidocznym dla Grzmocicieli słabym nurtem.
Zmęczeni ponad wszelką miarę i pogrążający się w coraz większej rozpaczy zbiegowie pozwolili jej płynąć ulegając zmęczeniu i wpadając w rodzaj transu będącego mieszaniną zniechęcenia i bezradności. Kiedy dno czółna uderzyło o łachę piasku na niewielkiej płyciźnie, żaden z nich początkowo nie zwrócił na to uwagi. Dopiero po dłuższej chwili Reynard otworzył nieznacznie przymknięte oczy i z wyraźnym wysiłkiem wyjrzał za burtę.
Jego wzrok padł na zbutwiałe pnie kilku zanurzonych w wodach płycizny drzew oraz przylegające do nich wielkie muszle, widoczne tuż po wodą i przywodzące na myśl przewrócone na bok wielkie ryby. Sierżant przełknął na ten widok mimowolnie ślinę, porażony wyobrażeniem wilgotnego mięsa ukrytego we wnętrzu twardych skorup.
- Patrzcie tylko - wyszeptał spierzchniętymi ustami - Żarcie...
Chociaż mężczyźni rozglądali się przez długi czas za jakąkolwiek zdobyczą, szczęście zupełnie ich opuściło. Bagienne ptactwo uciekało w popłochu na widok gromady podróżujących łódką dwunogów, a drobne gady i płazy ustawicznie umykały próbującym je pojmać prześladowcom, nawet pozornie ociężałe ropuchy.
- Zdechniemy w tym miejscu - wymamrotał leżący na dnie czółna Morridańczyk, nie mający nawet tyle sił, by odpędzić od siebie dokuczliwe krwiożercze muszki. Przecinająca jego twarz szkaradna czerwona szrama nabrzmiała zdradzając postępującą infekcję i przeistaczając przystojne niegdyś oblicze Vaina w groteskową maskę.
Prawie sześć godzin wiosłowania pozbawiło mężczyzn niemal wszelkich sił. Spragnieni i głodni, podzielili się porwaną z magazynu mięsną konserwą, otwierając ją ostrzem noża i wyciskając z mięsa ostatnie krople sosu. Skromny posiłek nikogo nie nasycił, wręcz przeciwnie - zaostrzył ludziom apetyt. Kołysząca się na tafli rozlewiska łódka zaczęła podążać w pewnej chwili przed siebie, niesiona niewidocznym dla Grzmocicieli słabym nurtem.
Zmęczeni ponad wszelką miarę i pogrążający się w coraz większej rozpaczy zbiegowie pozwolili jej płynąć ulegając zmęczeniu i wpadając w rodzaj transu będącego mieszaniną zniechęcenia i bezradności. Kiedy dno czółna uderzyło o łachę piasku na niewielkiej płyciźnie, żaden z nich początkowo nie zwrócił na to uwagi. Dopiero po dłuższej chwili Reynard otworzył nieznacznie przymknięte oczy i z wyraźnym wysiłkiem wyjrzał za burtę.
Jego wzrok padł na zbutwiałe pnie kilku zanurzonych w wodach płycizny drzew oraz przylegające do nich wielkie muszle, widoczne tuż po wodą i przywodzące na myśl przewrócone na bok wielkie ryby. Sierżant przełknął na ten widok mimowolnie ślinę, porażony wyobrażeniem wilgotnego mięsa ukrytego we wnętrzu twardych skorup.
- Patrzcie tylko - wyszeptał spierzchniętymi ustami - Żarcie...
Nie wszyscy musicie lubić małże, ale w tej chwili to raczej sprawa życia albo śmierci!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
JesZcze nigdy w zyciu Strykerowi muliste malze nie wydawaly sie takim wspanialym smakolykiem. Bez zastanowienia, nagle wybudzony z goraczkowego snu siegnal reka pod wode nawet nie zwracajac uwagi na to czy w brudnej wodzie nie czai sie jakoes niebezpieczenstwo.
Nie raz byl glodny, nie raz chcialo mu sie pic, ale nigdy nie byl na skraju zycia i smierci. Jesli mial umrzec to przynajmniej z pelnym brzuchem:
- Kurwosci... - syknal slabo: - Dawajcie te muszle...
Nie raz byl glodny, nie raz chcialo mu sie pic, ale nigdy nie byl na skraju zycia i smierci. Jesli mial umrzec to przynajmniej z pelnym brzuchem:
- Kurwosci... - syknal slabo: - Dawajcie te muszle...
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
10 Katesh 608 OR, gdzieś na trzęsawiskach
Odrywane pośpiesznie od pni muszle trafiały do wnętrza łódki, gdzie wygłodniali ponad wszelką miarę mężczyźni kruszyli je kolbami karabinów i rękojeściami rewolwerów, odsłaniając ukryte w środku soczyste mięso. Wyciągane z muszli małże były zjadane na surowo, pośród donośnego mlaskania i bez najmniejszego śladu kręcenia nosem na posiłek, którego wcześniej rozmiłowani w wieprzowinie i białym chlebie Grzmociciele za nic w świecie nie wzięliby do ust.
- Niżej w wodzie jest ich więcej - wymamrotał żujący kawałki mięsa Reynard - Sięgnijcie tam który, wyciągajcie.
Książę przechylił się nad burtą łódki wsadzając prawą rękę do brudnej wody i macając palcami w poszukiwaniu zdobyczy, stęknął głucho ciągnąc muszlę w górę przy jednoczesnej walce o zachowanie równowagi. Rzucona na dno łódka ciemna skorupa szybko poddała się pośpiesznym ciosom podręcznego narzędzia.
- O kurwości! - westchnął Leto otwierając szeroko oczy. Jedzący łapczywie surowe mięso towarzysze Księcia nie dosłyszeli w pierwszej chwili jego słów, ale dostrzegli kątem oczu, że Bancroft skamieniał w bezruchu, toteż jeden po drugim spojrzeli w stronę oniemiałego druha.
U stóp Księcia pośród kawałków pokruszonej muszli leżało coś jeszcze: niewielka kulka o lustrzanej strukturze, idealnie okrągła i hipnotyzująca ludzkie oczy.
Czarna perła.
Odrywane pośpiesznie od pni muszle trafiały do wnętrza łódki, gdzie wygłodniali ponad wszelką miarę mężczyźni kruszyli je kolbami karabinów i rękojeściami rewolwerów, odsłaniając ukryte w środku soczyste mięso. Wyciągane z muszli małże były zjadane na surowo, pośród donośnego mlaskania i bez najmniejszego śladu kręcenia nosem na posiłek, którego wcześniej rozmiłowani w wieprzowinie i białym chlebie Grzmociciele za nic w świecie nie wzięliby do ust.
- Niżej w wodzie jest ich więcej - wymamrotał żujący kawałki mięsa Reynard - Sięgnijcie tam który, wyciągajcie.
Książę przechylił się nad burtą łódki wsadzając prawą rękę do brudnej wody i macając palcami w poszukiwaniu zdobyczy, stęknął głucho ciągnąc muszlę w górę przy jednoczesnej walce o zachowanie równowagi. Rzucona na dno łódka ciemna skorupa szybko poddała się pośpiesznym ciosom podręcznego narzędzia.
- O kurwości! - westchnął Leto otwierając szeroko oczy. Jedzący łapczywie surowe mięso towarzysze Księcia nie dosłyszeli w pierwszej chwili jego słów, ale dostrzegli kątem oczu, że Bancroft skamieniał w bezruchu, toteż jeden po drugim spojrzeli w stronę oniemiałego druha.
U stóp Księcia pośród kawałków pokruszonej muszli leżało coś jeszcze: niewielka kulka o lustrzanej strukturze, idealnie okrągła i hipnotyzująca ludzkie oczy.
Czarna perła.
Jecie dalej? 
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Stryker może gdyby miał wciąż parę oczu, to jednym łypnąłby na hipnotyzującą, bezcenną perłę, ale jedyne oko wypatrywało mięsa małż a tylko pusty oczodół "wpatrywał" się w znalezione bogactwo. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, czemu miarowe mlaskanie i tłuczenie ustało:
- Kurwości... Może jednak stratni nie będziem, jak nam się uda opuścić żywymi te moczary.
Wątek techniczny
Sugeruję zwolnić tempo jedzenia i sprawdzać co jemy:)
- Kurwości... Może jednak stratni nie będziem, jak nam się uda opuścić żywymi te moczary.
Wątek techniczny
Sugeruję zwolnić tempo jedzenia i sprawdzać co jemy:)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
10 Katesh 608 OR, gdzieś na trzęsawiskach
Żądza bogactwa pojawiła się w jednej chwili, biorąc we władanie umysły tych Grzmocicieli, którym obrażenia nie odebrały jeszcze władzy w członkach. Wychylając się z łódki we wszystkich kierunkach i sondując rękami muliste dno płycizny, mężczyźni gorączkowo szukali następnych drogocennych muszli. Pryzma kredowych łupin pod ich nogami rosła z każdą chwilą, ale zarazem ku nieopisanemu podnieceniu wszystkich rosła też kolekcja niewielkich lśniących kulek składanych z pietyzmem na szorstkim materiale torby medyka.
- Więcej już nie ma - oznajmił z ogromnym rozczarowaniem Reynard, który dał się ponieść ekscytacji i wskoczył po pas do płytkiej wody zanurzając się w niej co chwila w poszukiwaniu nowych muszli - Ile mamy?
- Będzie ponad tuzin - oznajmił Hawke - Poczekaj, trzynaście... nie, czternaście! Ile będą warte?
- Phineas by wiedział - Bannister sposępniał znienacka, przypominając sobie zamordowanego w osadzie gatorów przyjaciela - Phineas wiedziałby, komu je korzystnie sprzedać.
Żądza bogactwa pojawiła się w jednej chwili, biorąc we władanie umysły tych Grzmocicieli, którym obrażenia nie odebrały jeszcze władzy w członkach. Wychylając się z łódki we wszystkich kierunkach i sondując rękami muliste dno płycizny, mężczyźni gorączkowo szukali następnych drogocennych muszli. Pryzma kredowych łupin pod ich nogami rosła z każdą chwilą, ale zarazem ku nieopisanemu podnieceniu wszystkich rosła też kolekcja niewielkich lśniących kulek składanych z pietyzmem na szorstkim materiale torby medyka.
- Więcej już nie ma - oznajmił z ogromnym rozczarowaniem Reynard, który dał się ponieść ekscytacji i wskoczył po pas do płytkiej wody zanurzając się w niej co chwila w poszukiwaniu nowych muszli - Ile mamy?
- Będzie ponad tuzin - oznajmił Hawke - Poczekaj, trzynaście... nie, czternaście! Ile będą warte?
- Phineas by wiedział - Bannister sposępniał znienacka, przypominając sobie zamordowanego w osadzie gatorów przyjaciela - Phineas wiedziałby, komu je korzystnie sprzedać.
Weszliście w posiadanie czternastu czarnych pereł. Porządnie też podjedliście, chociaż wciąż dokucza Wam pragnienie. W torbie medycznej znalazła się m.in. maść przyśpieszająca gojenie ran i puder przeciwko infekcji, więc zakładam, że Książę zaaplikował te specyfiki wszystkim poszkodowanym, ze sobą włącznie!
Hawke sposępniał mimo przyjemnego uczucia najedzenia. Poza okiem Strykera, wracali też bez Phineasa. Rozglądając się dookoła spojrzał na kompanów.
- Może rozbijmy w okolicy obozowisko? Znacząco dalej nie zapłyniemy, a musimy znaleźć wodę.
- Może rozbijmy w okolicy obozowisko? Znacząco dalej nie zapłyniemy, a musimy znaleźć wodę.
"I ask only for an enemy worth fighting,
and a cause worth fighting for."
- Spartan prayer
and a cause worth fighting for."
- Spartan prayer
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Pojedliśmy, teraz czas poszukać wody, co do obozowiska, to najciężej ranni powinni zostać na łodzi, reszta ew. może zanocować na brzegu gdzieś.
Ostateczność to polowanie na przynętę, może coś z bagien zapoluje na nas i wtedy to coś zabijemy, zyskując chociaż jego krew, ale woda byłaby lepsza oczywiście.
Ostateczność to polowanie na przynętę, może coś z bagien zapoluje na nas i wtedy to coś zabijemy, zyskując chociaż jego krew, ale woda byłaby lepsza oczywiście.