10 Katesh 608 OR, gdzieś na trzęsawiskach
Wciąż zatrwożeni perspektywą dalszych walk z dzikimi mieszkańcami mokradeł, zbiegowie wiosłowali z coraz większym znużeniem, pokonując wpław pozornie niekończące się mokradła. Ich łódź kilkakrotnie utknęła na czających się pod taflą czarnej wody płyciznach, spychana z ogromnym wysiłkiem na głębszą toń. Nawigując za pomocą słońca mężczyźni określili z grubsza kierunek północy, starając się płynąć w stronę okolic Oldwicku. Rozglądający się co jakiś czas Bannister nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że łódź stała w miejscu, bo pełen rozlewisk, szuwarów i podtopionych w błocie cyprysów krajobraz w ogóle się nie zmieniał pomimo ustawicznego wiosłowania.
Chmary napastliwych owadów doprowadzały ludzi do istnego szaleństwa, kąsając ich bez chwili wytchnienia, ze szczególnym upodobaniem żerując na odsłoniętej skórze tych nieszczęsnych Grzmocicieli, którzy zostali w trakcie wyprawy srodze poturbowani. Rogan Vain znieruchomiał na dnie łodzi, popadając w płytką drzemkę będącą efektem skrajnego osłabienia, ale mogącą wieścić zarazem początek majaków wywołanych infekcją ran i gorączką.
- Nie wzięliście niczego do picia? - zapytał chrapliwym tonem Reynard, czując w ustach szorstkość języka, ale nie potrafiąc się zmusić do wypicia wody wprost z rozlewiska. Były sierżant miał sposobność widzieć wcześniej szaleńców, którzy po spożyciu takiego trunku ocierali się wręcz o śmierć z powodu żołądkowego zatrucia.
- Nie - westchnął z wyraźnym niepokojem Hawke - Ani kropli.
- Nie potrafisz... czegoś stworzyć? - wymamrotał z rozczarowaniem Leto - Pokazałeś różne sztuczki, nie znałem cię z tej strony... nie potrafisz wykombinować czegoś do picia?
Longsworth potrząsnął w odpowiedzi głową, roześmiał się bez cienia wesołości. Przyjmując do wiadomości odpowiedź Bannister odłożył wiosło pod nogi i zaczął nabijać wyciągniętymi ze zdobycznego bandolieru nabojami bębenki obu karabinów.
- Bez wody zginiemy - powiedział posępnym tonem - Jeśli nie dotrzemy w ciągu dnia do brzegu, będziemy musieli zapolować na coś żywego, żeby napić się krwi.
- Żartujesz? - półprzytomny z bólu Stryker uznał w pierwszej chwili, że po prostu się przesłyszał - Mamy pić krew?!
- Albo umrzeć z pragnienia - wzruszył ramionami Reynard - Każdy ma wybór.
- Jeśli tu zginiemy, osierocę dziecko, którego jeszcze nie widziałem - wymamrotał Książę z nutą narastającej desperacji i czegoś, co przywodziło na myśl rozpacz - Nie chcę tu umierać, słyszycie?! Wiosłujcie szybkiej, do kurwy nędzy, szybciej!
Bannister położył karabin na kolanach i odwrócił się w stronę kompana kładąc dłoń na jego ramieniu.
- Nie krzycz, głos się daleko niesie - powiedział półszeptem siląc się na uspokajający ton - Prędzej czy później dotrzemy do brzegu.
Sadyba gatorów została daleko w tyle, ale Wasza sytuacja nie wygląda wesoło. Bez kompasu i czystej wody możecie błądzić po mokradłach całymi dniami, ale przy tak poważnych ranach części z Was to może się zakończyć śmiertelną w skutkach infekcją!