Górna Marina, 3 listopada 2021, 11:58
Spinający brzegi zatoki Coronado ogromny most uchodził za arcydzieło współczesnej inżynierii, pozwalające przemieszczać się nad brudnoszarymi wodami niezliczonym samochodom oraz składom linii maglevu. Jego klasycznie kanciaste przęsła wystrzeliwały ponad warstwę zalegającego w inercyjnej niecce smogu, górując nad głowami zbliżających się do wielkiej konstrukcji ludzi.
W cieniu mostu ciągnęło się potwornie zaniedbane nabrzeże, pełne ceglanych magazynów, starych czynszowych kamienic i garaży, w których butwiały porzucone przed wielu laty kartony z ubraniami i niepotrzebne meble. Wszechobecny zgiełk miasta, pełen warkotu silników, dźwięku klaksonów i billboardowych reklam zelżał, zastąpiony piskami osowiałych, zatrutych chemikaliami mew oraz odległym buczeniem przeciwmgielnej syreny.
Frank Sutton lawirował w tym cuchnącym stęchlizną labiryncie z zauważalną pewnością siebie, nie mając większego kłopotu z odnalezieniem właściwej drogi. Podążający za nim mężczyźni rozglądali się bacznie wokół siebie, chociaż mijani przez nich zaniedbani ludzie w starych ubraniach nie sprawiali groźnego wrażenia - wręcz przeciwnie, na widok przybyszów większość z nich przyśpieszała kroku starając się jak najszybciej oddalić.
Gonzo słyszał wiele o rzeczach, które wydarzały się w Górnej Marinie po zmroku, nawet w bliskim sąsiedztwie siedziby Policji Wodnej Night City - o przemycanych do metropolii nielegalnych emigrantach, o dostawach narkotyków oraz taniej azjatyckiej broni, o wywożonych gdzieś poza Kalifornię organach wyciętych w podmiejskich ruderach z ciał uśpionych podstępnie ofiar.
Pozornie spokojna za dnia, dzielnica po zapadnięciu ciemności przeistaczała się w terytorium łowieckie wielu stad dwunożnych drapieżników, zaciekle rywalizujących o każdy ochłap.
- To tutaj - oznajmił dziennikarz zatrzymując się przed zamkniętą na kłódkę bramą starego krytego basenu, rozpadającego się z braku konserwacji od dobrych kilkunastu lat.
- Ten twój koleś tutaj mieszka? - spytał ze zrozumiałym zdziwieniem Badass, popatrujący na Franka w wyjątkowo podejrzliwy sposób.
- Tak - odparł Sutton robiąc kilka kroków wzdłuż siatki ogrodzenia w poszukiwaniu odpowiednio dla siebie dużej dziury. Schyliwszy się mężczyzna przeszedł na drugą stronę i ruszył ku budynkowi basenu - Chodźcie, czego tak stoicie?
Idą wszyscy?