Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem Długiej Nocy
- Jeżeli świt istotnie nie wstanie, to czy myślcie, że to będzie dobry czas żeby przedstawić się księciu?
- Jeżeli świt istotnie nie wstanie, to i my i Książę będziemy mieli ciut większy problem. Tak. - Pokiwał głową z wyrozumiałością. - Chociaż czemu nie?
Malkavian uśmiechnął się na wyobrażenie Księcia w panice wydającego polecenia, którego mina jednak diametralnie się zmienia, na widok nowego Ravnosa.
- I dziękuję, już mi lepiej. Niemniej doceniam troskę. - uśmiechnął się przyjaźnie do Darshana.
[center]***[/center]
Trochę skołowany przyglądał się Mrocznemu Jedi. Jego oświadczenie o braku świtu, wstrząsnęło Terrym nie mniej niż Diable oblicze, które miał wątpliwą przyjemność ujrzeć chwil parę temu. Nie ukrywał, że zarzut bycia niewiernym, w połączeniu z zarzutem naiwnej wiary w Światło, zabolał go nieco. Chciał podejść do Łowcy i zamienić z nim kilka słów na ten temat, jednak postanowił poczekać na moment odpowiedni, kiedy rozmowy już ustaną.
Podszedł do worka leżącego na środku. Pęknięte lustro dla niego...
Zdecydował jednak, że nie może czekać. Odwrócił się energicznie i szybkim krokiem podszedł do Assamity aktualnie pielęgnującego swoje metalowe zwierzątka.
- Pamiętasz jak pierwszej nocy Gavin zapytał się ciebie, czy skoro oczekujesz od nas szacunku, możemy liczyć na takowy z twojej strony?
- Nie odpowiedziałem mu wtedy... - Assamita wzruszył ramionami. - Na szacunek trzeba sobie zapracować. Ja zapracowałem będąc na Ścieżce Prawdy. Przelewając krew. On nie.
- Myślę, że właśnie takie zachowanie miał na myśli - kontynuował Malkavianin, a gdy wyczuł, że Łowca spogląda na niego, szybko dodał - Wiesz, nazywanie nas... wyznawcami kłamstwa? Albo zarzut... ZARZUT! ...że wierzymy w Światło? Czym ci uchybiłem, Duchu z Otchłani, że obrażasz mnie i moją religię w ten okrutny sposób?
- Powiedziałem prawdę. Przecież wierzysz w światło... A światło jest kłamstwem. - kolejne wzruszenie ramion i prosta odpowiedź Mordercy uświadomiły Terremu, że jest nie do końca kompatybilny. Łowca najwyraźniej nie za bardzo rozumiał na czym polega problem.
Przez chwilę Malkavian spoglądał na Namtara, w sposób w jaki przez większość jego nieżycia, inni patrzyli na niego.
- Przepraszam, co właściwie masz na myśli mówiąc, że Światło jest kłamstwem? - zapytał w końcu, unosząc brwi w szczerym zdumieniu.
- To co powiedziałem. Bezapt kidda* - odparł Morderca, podnosząc głowę. Odłożył na chwilę swoje mordercze zabawki i obdarzył Terrego długim, nieruchomym spojrzeniem zza ciemnych szkieł.
- Słońce - odezwał się w końcu, po przeszło półminutowej pauzie. - nie istnieje.
Ta prosta wypowiedź w jednej chwili skonfrontowała Terrego z otchłanią obłędu kryjącą się w tym podgolonym, arabskim łbie. Doskonale znał tą nutę naturalnej oczywistości, zbyt często zresztą słyszał ją w wypowiedziach członków własnego Klanu. Zaskoczony z początku, wyjąkał jedynie bezradnie:
- Jak to nie istnieje...?
- Słońce jest ojcem światła, a światło jest kłamstwem - odrzekł po prostu Assamita. Mówił powoli i spokojnie, tak jakby wyjaśniał jakąś oczywistą prawdę, szczególnie nierozgarniętemu i namolnemu dziecku. - Światło karmi iluzje. Możesz je dostrzec tylko dzięki niemu. Światło więzi także percepcję i zmusza istoty do tergo, by w nie wierzyły. Opowiada im kłamstwa na temat istnienia. Więc słońce jest kłamstwem i przyczyną kłamstwa. Tak naprawdę istnieje tylko Ciemność. I tylko ona jest ostateczną prawdą.
Wygłosiwszy tak długą jak na swoje standardy, przemowę, chciał wrócić do przerwanej czynności, Malkavian jednak nie dawał za wygraną.
- Ale... musisz sobie zdawać sprawę z tego, że to właśnie za sprawą słońca życie jest w ogóle możliwe. Rośliny nie urosły by, zwierzątka nie umiały by ich znaleźć a drapieżcy nie dostrzegli by swych ofiar. Jak więc coś, co daje życie na tak wielu poziomach, może być kłamstwem? Jak kłamstwo może spalać nasz gatunek na popiół? Jak... przecież żyłeś, jako dziecko z pewnością bawiłeś się w promieniach słońca. Na pewno czułeś jego ciepło na swej twarzy... - przerwał na króciutką chwilę zbierając myśli. Wystarczająco jednak długą, by Darth Namtar zdążył zabrać głos.
- Całe życie jest kłamstwem - wyjaśnił Morderca z doskonałą cierpliwością obłąkanego. - Wydaje ci się jedynie, że istnieją jakieś rośliny, zwierzęta i że sam istniejesz... Jedyną prawdą jest Ciemność i Pustka. Reszta jest iluzją... Paradą obłąkanych luster, kołyszących się bezmyślnie w labiryncie czasoprzestrzeni... Światło tworzy te koszmary i dzięki niemu wierzysz, że istnieje cokolwiek. Zresztą, zapytaj jego... - uśmiechnął się lekko, samymi wargami, wskazując głową Darshana. - powinien wiedzieć, że świat jest iluzją...
- Poza tym nie widziałem nigdy słońca - dodał po chwili dużo ciszej, jakby głośno myśląc. - Nie pamiętam niczego, sprzed przemiany. Sprzed tamtej chwili w laboratorium... Nie wiem jak to jest być dzieckiem i nie wiem, jak to jest żyć... Ale to dobrze, dzięki temu jestem czysty... Raz próbowałem zobaczyć słońce, żeby sprawdzić, czy mam rację. Spaliło mi nerwy wzrokowe - wzruszył ramionami. - Poczułem ból i ujrzałem ciemność. Tylko ciemność... Zrozumiałem wtedy, że nie mogę go zobaczyć, bo jest iluzją. Ciemność chroni mnie przed kłamstwem. I ból także. Dlatego nie mogę ujrzeć słońca, bo ono nie istnieje.
[center]

[/center]
Terry, chociaż w pierwszej chwili nie rozumiał dlaczego, poczuł szczerą fascynację. Oto bowiem stał naprzeciwko szaleńca większego niż on sam. A mimo to, to właśnie on miał łatkę wariata w koterii.
- I nigdy nie zdarzyło ci się pomyśleć, że twe oczy spłonęły właśnie dlatego, że jednak to słońce tam było? Wiesz, bo może to była przyczyna - zasugerował delikatnie.
Morderca ponownie wzruszył ramionami.
- Laa**, iluzja tak na mnie zadziałała, bo zbyt wiele osób w nią wierzy i sprawia, że wydaje się realna. To kwestia paradygmatu rzeczywistości.
Malkavianin pozostawił tą kwestię czując, że prowadzi ona w kolejną ślepą uliczkę. Interesowało go jednak coś jeszcze:
- Pamiętasz naszą rozmowę odnośnie aktu Amarantu? - dodał z wyraźnym błyskiem w oku - Skoro życie samo w sobie jest niczym innym jak zwykłym "wydaje mi się", i tak naprawdę nie istnieję, to gdybyś mnie spił, poczuł byś kłamstwo? Ale słodkie na tyle by się w nim zatracić? W sensie, skoro to wszystko jest kłamstwem, nawet moje istnienie... - urwał w pół zdania, z wyczekiwaniem patrząc na swoje odbicie w ciemnych okularach Mordercy.
- Niszcząc czyjeś światło, czyjąś duszę, niszczę kłamstwo - odparł spokojnie Assamita. - pozwalam aby iluzja bytu powróciła w mrok. Dlatego odczuwam rozkosz. Służąc Prawdzie. Przecież to jest piękne... Zgasić czyjeś światło, na zawsze...
Na moment zamilkł i zamyślił się.
- Wiesz - zaczął po chwili, jakby przypomniał sobie coś nagle. - Wy, Niewierni, z dziecinną arogancją uważacie, że dusza jest nieśmiertelna. Kiedyś rozmawiałem o tym z jednym Torreadorem. Próbowałem się dowiedzieć, czym jest dusza i pytałem go o to, ale nie umiał mi wyjaśnić. Wskazywał na serce i wzdychał, Hmar kelb tfou*** - Morderca uśmiechnął się zimno. - Więc wyrwałem mu serce i rozkroiłem je, ale nie znalazłem tam niczego, co byłoby nieśmiertelne... To, co nazywacie duszą jest tylko splotem iluzji i wspomnień, które umierają powracając w Wielką Ciemność... To chwilowe fantasmagorie, nie ma sensu przejmować się nimi.
Zapadła cisza, przerywana jedynie metalicznym odgłosem składanej broni. Wydawało się, że dyskusja zakończyła się już, gdy Terry odezwał się ostrożnie:
- I to jest oficjalne stanowisko klanu Łowców?
Pytanie Malkavianina sprawiło, że Assamita przez chwilę wyraźnie się spiął.
- Laa** - odparł chłodno. - ale nie będę rozmawiał o sprawach Klanu. Mamnú'a.**** Nie powinno cię to interesować. To co powiedziałem, wiem, ponieważ jestem synem Nar Mattaru i umiem patrzeć w serce nocy.
- Aha... W porządku. Nie mam więcej pytań w tej materii. Kulu Tamam - odparł Terry. Dziwnie się czuł, kiedy nagle to on w rozmowie przybrał ten protekcjonalny ton, którym dotychczas to raczej jego raczono. - Ale powiedz mi proszę jeszcze jedną rzecz. Co miałeś na myśli mówiąc, że słońce dziś nie wstanie?
- Erhal,***** zobacz sam, jeśli nie wierzysz mi - Assamita uśmiechnął się z wyraźną przyjemnością - Ja wciąż nie widzę świtu. Wiedziałem, że kiedyś nadejdzie ta chwila gdy będę w stanie wyzwolić się z iluzji... A bramy Nar Mattaru otworzą się i ziemię zaleje Ciemność. Mumu Tiamatu elu...!****** Asre',******* nie zostało już dużo czasu...
Zaśmiał się cicho w sposób, który sprawił, iż obecnych w pomieszczeniu przeszedł mimowolny dreszcz. Poczuli bowiem, że jeśli ta ciemność, o której mówił Morderca, istniała gdziekolwiek, to kryła się także w jego śmiechu. Szalonym, wypranym z litości i nadziei śmiechu istoty odartej ze światła...
Przez dobrą minutę Terry obserwował dłonie Dartha Namtara w ich wyćwiczonym tańcu ze śmiercionośnym urządzeniem. Zastanawiał się, czy jest coś, co mógłby powiedzieć, by skłonić Łowcę chociażby do odrobiny przemyśleń na temat istnienia lub nieistnienia słońca. Doszedł jednak do wniosku, że nie ma to większego sensu i bez słowa, wstrząśnięty właśnie odbytą rozmową podszedł do swojego sarkofagu. Ułożył dłonie na zimnej płycie kamienia, próbując pozbierać myśli. Z jednej strony podziwiał Mrocznego Jedi. Nie miał on wątpliwości, i wszystko w co wierzył, było dlań oczywiste. Z drugiej, wiedząc, że Darth Namtar przybył do nich z czeluści Otchłani, serdecznie mu współczuł. Nie tego skąd pochodził, raczej tego, w jaki sposób wykręciło to jego osobisty świat. Przecież Bóg Ojciec stworzył świat, dał ludziom słońce, wzrok i nadzieję. Wszyscy o tym wiedzieli. Tylko biedny Assamita nie potrafił tego dostrzec.
Terry westchnął z cicha. Zamknął oczy i oddał się niemej modlitwie w intencji Łowcy i tego, by udało mu się dostrzec prawdę. Czyli w tym przypadku Światło Pana na Wysokościach. Przez chwilę zastanawiał się, o co na jego miejscu modlili by się inni członkowie koterii. Uznał jednak, że nie ma to większego znaczenia, bo przecież to jego prawda była tą prawdą prawdziwą.
Post długim się zrobił dzięki współpracy Sigila. Do czego namawiam też innych współgraczy raz na czas jakiś, bo jak widać powyżej, rodzi to... ciekawe interakcje

* arab. dokładnie to.
** arab. Nie
*** arab. biedny idiota
**** arab. To zabronione
***** arab. Idż
****** sumer. Matko Tiamat Powstań
******* arab. Pospiesz się