Strona 49 z 95
: 31 sierpnia 2014, 22:25
autor: 8art
Chudzielec może i był narkomanem ale napewno nie belył debilem. Gdzie niby golas miał mieć prochy?
- Chyba w dupie ma batona z białkiem baranie! - wrzasnął do Johna, ale rzucił się w pogoń za uciekającym mężczyzną.
Wątek techniczny
Bardziej spodziewałbym się że to Simpson może latać na golasa z papierem:)
Obstawiam ze to ocalaly z pozaru. Ciekawe kto spalil Nipton i zrobil taki pogrom?
: 31 sierpnia 2014, 22:31
autor: Araven
Żartowałem, rzucił w biegu Flanagan, sprawdzam, czy zostały Ci jakieś szare komórki jeszcze...
: 01 września 2014, 00:18
autor: Keth
Przedmieścia Nipton
Gnający w ślepej panice półnagi człowiek w pierwszej chwili nawet nie zauważył obcych, bo dostrzegłszy kątem oka próbujących mu przeciąć drogę intruzów wrzasnął przeraźliwie i skręcił w bok, w ewidentnym zamiarze wymknięcia się z kleszczy pościgu. Próbując tego dokonać zahaczył nogą o wystający z piaszczystego gruntu metalowy słupek i wyciągnął się pośród głośnego wrzasku jak długi.
John, Neill i Bart dopadli uciekiniera w ułamku chwili, obleźli nieszczęśnika niczym mrówki przyciskając do ziemi.
- Puszczajcie! - zawył półnagi zbieg, wijąc się z niewiarygodną siłą - Wygrałem szczęśliwy los! Puszczajcie! Arghhh!
- Kurwa, ugryzł mnie! - chudzielec odskoczył w bok w przejawie nadzwyczajnej dla siebie zwinności - Skurwiel mnie ugryzł!
- Przestań się szarpać, bo dostaniesz po łbie! - krzyknął Jackson próbując poddusić więźnia dla pewnego spacyfikowania jego nerwowości.
- Wygrałem loterię! - nie przestawał wrzeszczeć półnagi dziwak - Musicie mnie puścić!
Simpson wyrósł nad pojmanym biedakiem przyciskając do brzucha zakrwawioną dłoń i popatrując na zwycięzcę loterii pozbawionym sympatii wzrokiem.
- Ja wiem, co mu się stało - oznajmił absolutnie pewnym siebie tonem - Ta ruda kurwa go załatwiła, jak nas wcześniej na posterunku policji. Okradła go i przepędziła, a potem jeszcze zjarała miasto, ta wredna suka!
: 01 września 2014, 00:25
autor: Kargan
Skoro chłopcy świetnie się bawią z tym świrem to Sue wciąż obserwuje perymetr...
: 01 września 2014, 02:41
autor: Procjon
- No to rzeczywiście musiała być wredna suka. Co to za świstek, koleżko? I co się w tej mieścinie, do kurwy nędzy, dzieje? - spytał Neil głosem wprawdzie nie mrożącym krew w żyłach, ale wystarczająco zimnym, żeby wzbudzić w półnagim i lekko poturbowanym zbiegu uzasadniony niepokój.
: 01 września 2014, 10:31
autor: Araven
Gadaj do rzeczy jaka loteria, o co chodzi?
Czy w miasteczku są jacyś obcy? i kto je podpalił? Inni mieszkańcy też ocaleli?
: 01 września 2014, 21:39
autor: 8art
- To jakiś wariat! - Syknął Chudzielec próbując wcisnąć kopaniaka w szczęśliwca z loterii: - skurwysyn oszalał. Tu trzeba jakiegoś psychiatry!
: 01 września 2014, 22:00
autor: Araven
Hm, mam lepszy pomysł, może Sue go przytuli albo coś?
: 01 września 2014, 23:10
autor: 8art
- To ja też jestem wariat! - ochoczo oświadczył Simpson, już mając w głowie widok piersi Sue przyciskających się do jego twarzy.
- Spierdalaj! - odcięła się chłodno dziewczyna, pozbawiając Chudzielca jakichkolwiek złudzeń.
Watek techniczny
Jak dla mnie to kolo przetrwal cokolwiek sie tu stalo i oszalal. Wiocha jest spalona, spalone ciala. Przypadkowe zapruszenie ognia raczej nie wchodzi w rachube. Pytanie brzmi czyja to robota? Moim zdaniem masakry (bo innaczej trudno to okreslic) dokonali kajdaniarze, kacys inni zboje,, albo Ci cali legionisci.
: 01 września 2014, 23:52
autor: Keth
Przedmieścia Nipton
Obezwładniony nieszczęśnik przestał się szarpać, ale w jego szeroko otwartych oczach wciąż czaił się jakiś przejmujący grozą błysk obłędu. John pochylił się nad przyciśniętym do ziemi człowiekiem, wpatrując się w jego twarz i pilnując jednocześnie, by szaleniec nie wyrwał mu przypadkiem broni z rąk.
- Powtórzę raz jeszcze - powiedział blondyn - Co to za loteria?
- Najważniejsza w całym świecie! - wrzasnął pojmany człowiek, napinając bezwiednie mięśnie - To mój los, mój! Pierdol się, nie oddam ci go! Wygraj sobie własny!
- Patrzcie na to - Neill złapał palcami za przedramię więźnia i przekręcił je pośród dzikiego posykiwania biedaka demonstrując reszcie ekipy złożony z kilku cyfr i liter ciemnoniebieski tatuaż - Wiecie, co to jest?
- Kod penitencjarny Republiki - skinęła głową Sue - Więzień, zapewne ciągle w odsiadce. Jesteś więźniem, gościu? Zwiałeś z paki? Pewnie jesteś Kajdaniarzem, co?
Półnagi mężczyzna zachichotał śliniąc się jednocześnie w odrażająco obfity sposób.
- Teraz jestem wolny! - wrzasnął - Odpierdolcie się ode mnie, to ja wygrałem szczęśliwy los!
Bardzo trudny w konwersacji osobnik. Co chcecie z nim zrobić?
: 02 września 2014, 00:00
autor: Araven
Zaraz będziesz martwy, a nie wolny.
Od kogo wygrałeś ten pieprzony los?
Co się stało w miasteczku, jak nie zaczniesz odpowiadać z sensem, zastrzelę cię i poszukam kogoś bardziej rozmownego.
: 02 września 2014, 09:19
autor: _stone_
Myśle, że Jim spróbowałby swoich umiejętności vocala. Może jakiś dowcip dla rozluźnienia sytuacji, w stylu przychodzi Deathclaw do lekarza... a lekarz też Deatclaw...
na koniec opowiadania okazuję rycinę, którą niegdyś wydobył z żołądka zmutowanego szczura.
W luźniejszej atmosferze może uda się nawiązać kontakt z gościem. (stawiam że loteria polegała na tym, że zwycięzca jako jedyny z miasteczka przeżywa)

: 02 września 2014, 22:36
autor: Kargan
- Dobra Jim, Ty z nim gadaj bo ja go zaraz zastrzelę - Sue warknęła przez zaciśnięte zęby - Rozejrzę się po okolicy...może przeżył ktoś jeszcze. Neil ?
Neil mógłbym pójść ze mną - w końcu co dwie lufy to nie jedna - a panowie niech może sprawdzą ten los i spróbują coś z tego szaleńca wyciągnąć.
Idziemy oczywiście ostrożnie, na paluszkach i z bronią gotową do strzału...
: 03 września 2014, 20:16
autor: Procjon
Neil sprawdził czy nabój jest w komorze i przytaknął Sue.
- Idziemy.
: 03 września 2014, 22:32
autor: Keth
Ulice Nipton
Anderson i Jakcson zapuścili się w cuchnące spalenizną i zwęglonym mięsem uliczki pustynnego miasteczka, uważnie zaglądając w wybite okna tych domostw, których ogień szczęśliwie nie strawił. Atmosfera zniszczonego miasta przyprawiała parę zwiadowców o gęsią skórę, nie wieszcząc niczego dobrego.
- Najbardziej dymią te stery starych opon - Neill wskazał lufą broni pryzmę samochodowych opon zwęglonych niemal całkowicie przez żarłoczne płomienie i potwornie cuchnących - Po co komu takie...
- Słodki Jezu - przerwała mu znienacka Sue.
Sue Anderson nie należała do przesadnie religijnych, chociaż rodzice starali się jej wpajać podstawy chrześcijańskiej wiary. Stawiająca codziennie czoło przeciwnościom życia w postnuklearnym świecie, dziewczyna bardzo szybko straciła złudzenie czuwającej nad nią boskiej opatrzności, a mimo to stając w obliczu koszmaru czającego się w głębi ulic Nipton odruchowo sięgnęła po zapomniany już niemal zwrot, używając go niczym tarczy chroniącej umysł przed ogromem przerażającego doznania.
- O kurwa! - sapnął Jackson, na chwilę zapominając o trzymanej w ręce broni i opuszczając jej lufę ku ziemi - Nie wierzę!
Zaledwie dwieście metrów w głębi miasteczka, za zakrętem wąskiej i śmierdzącej spalenizną uliczki znajdowali się pierwsi mieszkańcy Nipton. Ci rzuceni na sterty opon i spaleni żywcem przypominali Sue ludzi tylko przez wzgląd na zachowane po części szkielety, strawione ogniem i poczerniałe. Inni, bez wyjątku dorośli, kobiety i mężczyźni w różnym wieku, nie odnieśli tak potwornych obrażeń, co bynajmniej nie znaczyło, że mieli się lepiej.
- Czy oni... czy oni jeszcze żyją? - Neill nie potrafił oderwać wzroku od ukrzyżowanych ciał, wiszących na zbitych w belek słupach ustawionych po obu stronach ulicy i tworzących makabryczny szpaler ciągnący się aż pod wielki kilkupiętrowy budynek pełniący zapewne rolę miejscowego ratusza.
[center]

[/center]
Oczom zwiadowców ukazał się widok obwieszonych ciałami krzyży oraz pozostałości po ludziach spalonych żywcem na stosach ze starych opon. Widok jest makabryczny i wywiera spore wrażenie (mam nadzieję, że zobrazujecie to odpowiednio w swoich wpisach).