Fabularyzowany opis fragmentów bitwy.
Siły Władców prowadzone przez tajemniczego generała zwanego
Cieniem, w ich składzie sa w większości Urgale, dzikie goblinoidy (orki, gobliny) oraz ogry. Sporo pająków, nieco samych Władców, kilka latających statków. Samych urgali różne szczepy jest około 20.000, plus 4.000 innych stworów, w tym genetycznie zmodyfikowanych potworów.
Generał Władców Cień ocenia sytuację z powietrza, podobnie lord Vader.
- Zaczęło się. - Twarz
elfki Aryi zdradzała ogromny smutek.
Wojska w obozie czekały gotowe z dobytą bronią. Orik zamachnął się toporem, sprawdzając, czy ma dość miejsca. Arya założyła strzałę na cięciwę i uniosła łuk.
-
Zwiadowca wrócił kilka minut temu - wyjaśnił Vaderowi Tan Kyrie. - Nadchodzą urgale i stwory Władców oraz oni sami.
Razem obserwowali ciemny horyzont, widoczny pośród szeregów ludzi i rzędów naostrzonych pali. Minuta wlokła się niemiłosiernie, potem następna... i następna. Nie odrywając wzroku od tunelu,
Vader usadowił się w siodle na grzbiecie czarnego smoka z bagien. W dłoni czuł dodający otuchy ciężar jednej ze swych szabel. Obok niego
Tan Kyrie dosiadł Tornaca, swego wierzchowca bojowego. Druid Radagast przewodził łowcom i druidom z Waluzji i Kos, jacy stanęli do walki z Władcami.
Emhyr wampiryczny półbóg dowodził prawym skrzydłem, z nieumarłymi w jego składzie. Lewym skrzydłem dowodził tan Kyrie, templariusz Katana.
Radagast zapewniał odwody i magiczne wsparcie.
Reszta drużyny, albo polowała samotnie jak Ghelog,
albo dowodziła mniejszymi oddziałami. Nagle ktoś krzyknął:
- Słyszę ich!
Wojownicy zesztywnieli, zaciskając dłonie na mieczach. Nikt nawet nie drgnął, nie odetchnął głośniej. Gdzieś z boku zarżał koń.
Powietrze rozdarły ostre urgalskie krzyki. Pierwsze ciemne postaci zakłębiły się na horyzoncie. Padł szybki rozkaz: kotły z wrzącą smołą pochyliły się na bok, wlewając gorący płyn z zamkowych murów
Czarnej Twierdzy Emhyra, wprost w głodną skalną gardziel. Potwory Władców zawyły z bólu, wymachując łapami. Ktoś cisnął pochodnię w ślad za smołą i z otworu wystrzeliła pomarańczowa kolumna tłustych płomieni, pochłaniając kolejne potwory i urgale.
Kolejne fale urgali wkrótce zdeptały smołę i wygramoliły się z tuneli, tratując spalonych pobratymców. Zbite w kupę, tworzyły żywy mur naprzeciw uruków, elfów, ludzi i krasnoludów oraz nieumarłych. Za murami i zbudowana niedawno dodatkową palisadą, której budowę nadzorował Orik, pierwszy rząd łuczników naciągnął łuki i wystrzelił.
Vader i Arya dołączyli swe strzały do śmiercionośnego roju, patrząc, jak szeregi urgali i sługusów Władców topnieją.
Linia wroga zadrżała, przez moment zdawało się, że pęknie. Jednak stwory błyskawicznie osłoniły się tarczami i wytrzymały atak. Łucznicy wystrzelili ponownie, ale urgale nadal wylewały się na powierzchnię w przerażającym tempie.
Vadera oszołomiła ich ogromna liczba. Mieli wszystkie zabić? Zdawało się, że to zadanie szaleńca. Jedyną pociechę stanowił fakt, że nie dostrzegł wśród nich latających statków, widocznie
Avnar spełnił swoje zadanie. Przynajmniej na razie, nie było ich widać.
Armia przeciwnika utworzyła wkrótce gęstą masę ciał, która zdawała się ciągnąć bez końca. Wśród nich załopotały poszarpane, ponure sztandary. Zabrzmiały żałosne dźwięki rogów.
Cała armia Władców ruszyła do ataku, wydając z siebie dziki, wojenny okrzyk.
Wpadli na rząd pali, pozostawiając na nich śliską krew i trupy pierwszych szeregów. Znad bariery wzleciała chmara czarnych strzał, atakując przyczajonych obrońców. Vader pochylił się,. Strzały odbiły się z grzechotem od łusek smoka jakiego dosiadał lord Vader.
Przez chwilę powstrzymana w swym naporze horda urgalska zawahała się zaskoczona. Sprzymierzeni zwarli szyki, czekając na następną szarżę. Po kilku minutach ponownie zabrzmiały wojenne okrzyki i urgale i stwory Władców ruszyły naprzód. Atak był bardzo gwałtowny. Siła rozpędu pozwoliła urgalom pokonać rzędy pali. Tymczasem pikinierzy i włócznicy rozpaczliwie atakowali ich szeregi, próbując odepchnąć stwory. Wytrzymali tylko chwilę; złowieszczej fali nie dało się zatrzymać.
Po przełamaniu pierwszych linii obrony obie armie zderzyły się w końcu. Ludzie, urukowie, elfy i krasnoludy z ogłuszającym wrzaskiem skoczyli do walki. Czarny smok Vadera ryknęła i rzucił się naprzód, nurkując w dół w wir hałasów i śmiertelnego tańca.
Szponami i zębami rozszarpał urgala. Jego kły były równie śmiercionośne jak miecze, ogon tłukł niczym olbrzymia maczuga. Vader z góry odparował cios młota wodza urgali, chroniąc skrzydła smoka. Miał wrażenie, że szkarłatna klinga jego szabel lśni z radości za każdym razem, gdy pokrywa je świeża krew.
Kątem oka dostrzegł Radagasta, rąbiącego szyje urgali potężnymi ciosami topora. Obok druida walczył
Tan Kyrie na Tornacu. Jego twarz wykrzywiał potworny grymas. Wojownik gniewnie wymachiwał mieczem, pokonując każdy opór. A potem Czarny smok odwrócił się i Vader ujrzał
Gheloga, przeskakującego trupa przeciwnika.
Jeden z urgali powalił rannego krasnoluda i uderzył mieczem w przednią prawą nogę smoka. Jego klinga wśród deszczu iskier odskoczyła od zbroi. Vader wymierzył mu cios w głowę, lecz szabla utknęła między rogami potwora. Z cichym przekleństwem Vader zeskoczył z siodła i powalił urgala, rozbijając mu twarzdrugą szablą. Wyrwał swoją broń i uskoczył przed kolejnym atakiem.
Loty czarnego smoka, nad polem walki pozwoliły Vaderowi zorientować się, co dokładnie się dzieje.
W Czarnej Twierdzy toczyły się niejako jednocześnie trzy bitwy, na skrzydłach i w centrum.
Urgale i sługusy Władców zgromadziły się wokół kilkunastu sztandarów, każdy z nich symbolizował klan, Vader nie potrafił jednak dostrzec, kto dowodził wszystkimi. Klany nie zwracały na siebie uwagi, zupełnie jakby otrzymywały rozkazy skądinąd. Pożałował, że nie wie, kto dokładnie dowodzi i gdzie jest. Wówczas z czarnym smokiem, mogliby spróbować go zabić.
Czarny smok szybko pofrunął ku oblężonym krasnoludom, przepływając tuż nad Hrothgarem.
Odziany w złotą zbroję krasnoludzki król stał na czele niewielkiej grupki pobratymców, wymachując Volundem, młotem przodków. Biała broda zalśniła w świetle latarni, gdy uniósł wzrok, patrząc na Vadera. W jego oczach zabłysły iskierki podziwu.
Czarny smok wylądował obok krasnoludów, naprzeciw napierających urgali. Nawet najodważniejszy z nich cofnął się w obliczu wściekłego smoka. Krasnoludy ruszyły naprzód. Vader starał się chronić smoka; z lewej strony osłaniały ją krasnoludy, lecz z przodu i z prawej kipiało morze wrogów. Nie okazywał im łaski, wykorzystując każdą sposobność, a jeśli szable nie nie pomagały, bez wahania używał katańskiej magii. Włócznia odbiła się od jego boku, boleśnie obijając ramię. Nie zważając na ból, Vader roztrzaskał czaszkę urgala.
Mózg zmieszał się z metalem i odłamkami kości.
Z podziwem patrzył na Hrothgara, który choć stary, zarówno według standardów ludzi, jak i krasnoludów, wciąż nie miał sobie równych na polu walki. Żaden urgal czy nawet pająk nie potrafił przeżyć ataku krasnoludzkiego króla i jego gwardii. Za każdym razem, gdy Volund uderzał we wroga, towarzyszył temu odgłos przypominający gong śmierci. Kiedy włócznia powaliła jednego z jego wojowników, Hrothgar chwycił ją i ze zdumiewającą siłą przeszył na wylot odległego o dwadzieścia kroków właściciela.
Podobnie bohaterskie wyczyny sprawiały, że Vader porywał się na jeszcze większe ryzyko, próbując choćby częściowo dorównać potężnemu władcy.
W innym miejscu pola bitwy szalał
Ghelog. Niemal zatracił się w rzezi. Ciosy tana Kyrie zadawane z siodła ciężkiego rumaka siały śmierć.
Lord Vader pospołu z Ghelogiem, Avnarem i Tristanem oraz Radagastem dostali się na jedyny latający statek dowodzenia Władców i z pomocą kilku wampirów, wybili załogę
oraz pokonali samego Cienia, który był czymś w rodzaju upiora starożytnego wodza, jakiego przywołali Władcy by dowodził ich armią.
Bitwa zakończyła się totalnym pogromem siła Władców. Szczegóły, w tym straty były we wcześniejszych wpisach technicznych.
Techniczny, poniżej kilka stworów Władców z jakimi też walczyliście.
Harpunowce to inteligentne, wędrowne drzewa, których pień pokrywają kolce o poszarpanych brzegach, długie mniej więcej jak oszczep i przytwierdzone mocnymi kłączami. Drzewo pożywia
się, wystrzeliwując takie harpuny, w stronę ofiary, a potem wypijając jej życiowe soki.
Jedynym celem istnienia tak zwanych
latających mózgów jest przemierzać niebo Waluzji w poszukiwaniu myśli istot rozumnych i przesyłać je Władcom.
Asasyni to bezszelestni, śmiertelnie skuteczni Sa Karanowie zabójcy. Dzięki zdolnościom telekinetycznym potrafią zajść ofiarę od najmniej spodziewanej strony i całkowicie zaskoczyć.
Pająki, zdegenerowane dzieci
Sa Karanów, to czterorękie potwory trapione wiecznym, nienasyconym
głodem. Stanowią znakomitą większość armii inwazyjnej.
Niebieskie pająki to najnowszy triumf inżynierii genetycznej Władców: jeszcze groźniejsza odmiana
tych śmiertelnie niebezpiecznych potworów.
Najwyższą kastą społeczeństwa Sa Karanów są naukowcy. Zazwyczaj mądrzejsi i starsi od asasynów,
w walce polegają nie tyle na sile oręża, co na potędze umysłu. Jak wszyscy przedstawiciele rasy najeźdźców, noszą czarne zbroje oraz maski, które chronią ich skórę przed ohydnie czystym powietrzem Waluzji.
Nie rozstają się też z hebanowymi laskami, z których miotają pioruny energii psionicznej.
Usychacz.
Władcy stworzyli te potworne bestie przed dwoma tysiącami lat, podczas podboju planety, na którą uciekli. Dali im ciało giganta, troje oczu zdolnych widzieć w ciemności i dostrzegać ciepło oraz jedną uschniętą dłoń, która niszczy wszystko, czego potwór nią dotknie. Po inwazji, najeźdźcy wysłali na pustkowia Waluzji cały kontyngent tych bestii. Ich zadaniem jest ścigać wszystkich zbiegów, którym udało się wyrwać na swobodę. Usychacze nie atakują Władców ani pająków, ale wszystkie inne istoty nawet twory Sa Karanów, mogą stać się ich zwierzyną. Nazwę zawdzięczają mocy lewej dłoni, która wygląda na uschniętą. Każda rzecz, na której zacisną się jej palce, w mgnieniu oka starzeje się i niszczeje.
Wirnik.
Te bestie przypominają gigantyczne, trzynogie kraby o podobnych do kamienia pancerzach, dzięki którym łatwo im kryć się wśród skał. Trwają tam całkowicie nieruchomo, w uśpieniu, bezustannie
badają jednak okolice czymś w rodzaju psionicznej echosondy. Wirniki nie mają oczu, potrafią jednak wyczuwać umysły, jak Sa Karanowie. Ostre jak brzytwa pazury trzech mocarnych nóg mogą bez
trudu przeciąć zbroję płytową, a okrągły odwłok wyposażony jest w pełną ostrych zębów paszczę, otoczoną przez trzy żuwaczki. Zabiwszy ofiarę ciosami pazurów, wirnik odrywa kawałki ciała żuwaczkami, a następnie pożera.